W blasku włoskiego słońca, cieniu rzucanym przez potężne góry i na tle widoku rajskiego jeziora wyrasta nowa gwiazda trenerska na mapie europejskiej piłki nożnej. Cesc Fabregas przestaje być już tylko ciekawostką, a zaczyna stawać się rewolucjonistą, który prowadzi Como do awansu do Ligi Mistrzów.
ZAWODNIK, AKCJONARIUSZ, ASYSTENT I TRENER
Gdyby jeden z przyjaciół byłego reprezentanta Hiszpanii poprosił go o oprowadzenie po miasteczku nad jeziorem, istniałaby olbrzymia szansa, że doskonale poradziłby sobie bez włączania żadnych dodatkowych map czy przewodników. Mieszka tam już bowiem od prawie czterech lat i choć w ekspresowym tempie rozkręca swoją karierę szkoleniowca, to we Włoszech zaczynał jako… zawodnik i mniejszościowy akcjonariusz.
W 2022 roku Fabregas trafił do Como jeszcze w roli piłkarza. Jednocześnie wykupił symboliczny pakiet klubowych akcji, stając się niejako wspólnikiem braci Hartono. Indonezyjczycy, klasyfikowani przez Forbes odpowiednio na 71. i 76. miejscu w rankingu najbogatszych ludzi świata z majątkiem sięgającym około 45 miliardów dolarów, od początku widzieli w Hiszpanie idealnego kandydata do powierzenia mu sportowej części projektu.
#Calciomercato | Colpo a sorpresa del @Como_1907, in arrivo Cesc #Fabregas https://t.co/H3jyB9GkMS
— Gianluca Di Marzio (@DiMarzio) July 14, 2022
W pierwszym sezonie Lariani utrzymali się bez większych problemów w Serie B, w kolejnym – 2023/2024 – obrali już kurs na awans. Sam Fabregas na półmetku zdecydował się jednak zakończyć karierę piłkarską, gdyż zdrowie przestało mu na tyle dopisywać. Płynnie przeszedł do pracy trenerskiej już chwilę wcześniej zbierając pierwsze szlify z młodzieżą.
Jesienią 2023 roku, mimo dobrych wyników osiąganych przez dotychczasowego trenera Como, Moreno Longo, zdecydowano się z nim rozstać i powierzyć drużynę wolnemu już od kariery zawodnika Fabregasowi. W drodze do Serie A Hiszpan oficjalnie był asystentem Walijczyka Osiana Robertsa, a to przez to, że dopiero wyrabiał niezbędne dokumenty, by samemu móc poprowadzić zespół.
Gdy klub znad jeziora zameldował się w najwyższej klasie rozgrywkowej, także Cescowi udało się dopiąć wszelkich formalności i oficjalnie stał się trenerem drużyny, która miała we Włoszech sporo namieszać.
ZWRÓWNOWAŻONY ROZWÓJ
Pierwszy sezon? Cel wypełniony w stu procentach – dziesiąte miejsce i spokojne, pewne utrzymanie. A przy tym ładna dla oka gra, która sprawiała, że już w pierwszym sezonie Como w elicie, ten zespół po prostu miło było włączyć w telewizorze. Lombardczycy stanowili gwarancję dobrej rozrywki i gry w piłkę sympatycznej dla oka.
Przy tym osiągając taki rezultat Lariani raz jeszcze pokazali, że interesuje ich zrównoważony rozwój, nie zaś burzliwy. Choć indonezyjskich multimiliarderów stać by było na arcydrogie transfery i zrobienie z klubu luksusowego przylądku dla zawodników z nazwiskiem, to jednak kilka lat wcześniej obrano inną drogę i postanowiono się jej trzymać. Zamiary na premierowy rok w elicie były jasne i zostały zrealizowane w stu procentach.
Przed drugim sezonem było jasne, że jeśli Como chce podążać wytyczoną ścieżką, to musi trochę podkręcić tempo. Z tego powodu zainwestowano solidne pieniądze w rynek transferowy – wydano około 126 milionów euro, natomiast na sprzedażach zarobiono raptem około 16 milionów. To spowodowało, że różnica pomiędzy wydatkami a przychodami wyniosła około 110 milionów euro. Dla porównania, kolejne kluby Serie A na minusie w tej klasyfikacji, czyli giganci Inter oraz Juventus, nie przekroczyli nawet 50 milionów.
Mimo tego, że ekipa znad jeziora pofolgowała sobie w okienku transferowym, próżno było szukać znanych nazwisk za duże pieniądze planujących odcinać kupony. No może nieco poza jednym – za 15 milionów euro sprowadzono Alavaro Moratę, ale to przecież kapitan Hiszpanii z wygranego przez nią Euro 2024. Nawet jeśli nie zachwycał formą, to trudno powiedzieć, że wzięli w klubie kompletnie wypalonego emeryta.
Poza tym postawili na piłkarzy o mniej znanych nazwiskach, a kwoty transferowe nie budziły przerażenia zważywszy na obecne piłkarskie realia:
- Jesus Rodriguez za 22,5 mln euro z Betisu,
- Nicolas Kuhn za 19 mln euro z Celticu,
- Martin Baturina za 18 mln euro z Dinama Zagrzeb,
- Jayden Addai za 14 mln euro z AZ Alkmaar,
- wykup Maximo Perrone za 13 mln euro z Manchesteru City,
- wykup Alexa Valle za 6 mln euro z Barcelony,
- Stefan Posch za 5,5 mln euro z Bolonii,
- wypożyczenie Diego Carlosa za 3 mln euro z Fenerbahce,
- Jacobo Ramon za 2,5 mln euro z drużyny młodzieżowej Realu Madryt.
Umówmy się – nie są to nazwiska, na widok których latem 2025 roku ktoś dostawałby gorączki i typował niesamowite wyniki odnoszone przez Como. A jednak sprowadzenie piłkarzy precyzyjnie wybranych przez Fabregasa wraz z pionem sportowym klubu, a przy tym pozostawienie na kolejny sezon absolutnej gwiazdy drużyny, Nico Paza, było preludium do świetnych wyników.
Paz to piłkarz wyjątkowy, nietuzinkowy. Taki, dla którego specjalnie przychodzi się na mecz. Ma już dziewięć goli i sześć asyst w tym sezonie Serie A, a w poprzednim też miał niezłe liczby – sześć goli i osiem asyst. Real Madryt planuje go odkupić, mając tzw. klauzulę pierwszeństwa. Cena jest promocyjna – 9 mln euro.
Nico Paz doing special things… again 🤩#ComoJuve pic.twitter.com/QbJvQ03hm6
— Lega Serie A (@SerieA_EN) October 20, 2025
Trudno się więc spodziewać, żeby przebojowy Argentyńczyk został nad jeziorem także po nadchodzących mistrzostwach świata, ale utrzymanie go na aktualne rozgrywki i tak jest już sporym osiągnięciem. Zresztą – sukces szefostwa Larianich stanowiło także zatrzymanie samego Fabregasa, którego przed startem okresu przygotowawczego media usilnie łączyły z dwoma klubami – Interem Mediolan oraz Bayerem Leverkusen.
ODRZUCONE ZALOTY I SKOK W KIERUNKU LIGI MISTRZÓW
Oba kluby znaczą na obecnej mapie piłkarskiej Europy znacznie więcej niż Como, stąd dla Hiszpana mogły wydawać się ekscytującą propozycją. Naciskali zwłaszcza Nerazzurri, którzy po odejściu Simone Inzaghiego właśnie w byłej gwieździe Arsenalu czy Barcelony upatrywali nowego szkoleniowca nim postawili na Christiana Chivu. Za Interem przemawiały także kwestie życiowe, ponieważ rodzina Fabregasa, na czele z żoną Daniellą Semaan, nad pięknym jeziorem czuła się znakomicie i ani myślała się przeprowadzać. A już zwłaszcza do industrialnego Leverkusen.
W przypadku przejęcia Nerazzurrich zdolny trener nie musiałby się nawet przeprowadzać, ale i tak nie doszło do skonkretyzowania tematu. W pewnym momencie włoscy dziennikarze donosili, że Cesc jest otwarty na objęcie czołowego włoskiego klubu, ale ostateczne „nie” powiedzieli właściciele Como. Nie było pieniędzy, za które zaakceptowaliby rozstanie z szefem swojego projektu sportowego. Pożądany szkoleniowiec również nie zamierzał się wygłupiać i szybko zaakceptował wolę swoich szefów. Pozostał w klubie i wrzucił wyższy bieg.
I to wyższy chyba nawet niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Owszem, Lombardczycy byli typowani do miana zespołu, który w szeroko pojętej czołówce może namieszać i nawet podłączyć się do walki o europejskie puchary, ale jeśli już ktoś dzielił się tak śmiałymi typami, to miał na myśli raczej Ligę Konferencji czy – optymistyczniej – Ligę Europy.
Tymczasem w połowie marca, na dziewięć kolejek przed końcem sezonu Serie A, Como jest czwarte. Awans do Ligi Mistrzów nie brzmi już jak mrzonka, ale jak realny cel, o który Lariani będą się bili w kwietniu i maju z Juventusem oraz Romą. Tych drugich właśnie ograli.
Terminarz wydaje się sprzyjać klubowi znad jeziora. Za miesiąc zagra co prawda jeszcze u siebie z Interem, a w majówkę podejmie Napoli, ale oprócz tego? Piza, Udinese, Sassuolo, Genoa, Hellas, Parma, Cremonese – jeżeli z tymi słabszymi od siebie rywalami Como zrobi co do niego zależy, to o stylu Fabregasa będą mogli usłyszeć nie tylko fani Serie A, ale i całego europejskiego futbolu.
Tabela rozgrywek dostarczona przez Superscore
PRESSING I PROSTOPADŁE PODANIA
No właśnie – ale jaki ten styl właściwie jest? Odpowiedzi szukamy wspólnie z Tomaszem Kupiszem, byłym zawodnikiem wielu klubów Serie B, a obecnie między innymi ekspertem Eleven Sports od ligi włoskiej.
Jakie są najważniejsze założenia gry preferowanej przez Fabregasa? – Moim zdaniem jest ich kilka. Przede wszystkim jak najszybsze odebranie piłki rywalowi. Nie ma co ukrywać, że jak tylko Como straci piłkę, to od razu pressują przeciwnika jak wygłodniałe wilki. Widać to było w ostatnich meczach z Romą, Cagliari czy Lecce – mimo że przegrywali, szybko wrócili do meczu – wyjaśnia Kupisz.
I kontynuuje: – Nie sądzę, żeby w założeniach Como było produkowanie jak największej liczby podań, granie wszerz na styl Juventusu Thiago Motty. To jest zespół, który jak najszybciej stara się grać wertykalnie jeśli tylko ma możliwość do tego. Czasem nie istnieje taka opcja, więc utrzymują się przy piłce, ale starają się grać jak najszybciej do skrzydłowego, wcinającego się pomocnika czy środkowego napastnika prostopadłym podaniem.
Oczywiście Como nie jest też produktem idealnym. Drużyna znad jeziora pokazuje w Serie A także swoje słabsze strony, które czasem przeszkadzają jej w odnoszeniu dobrych wyników. – To przede wszystkim ogromne ryzyko w utrzymywaniu się przy piłce. W meczu z Romą mieliśmy tego adekwatny przykład. Jeden czy drugi zawodnik, a nawet bramkarz może zostać wrzucony na konia. Dużo ryzykują przy tym rozegraniu. To jest minus, ale oczywiście przebija się dużo więcej plusów – przedstawia Kupisz.
FILOZOFIA I EWOLUCJA
Dobiega końca drugi pełny sezon Fabregasa w roli trenera Larianich w Serie A. Przez ten czas Hiszpan dał się poznać niekiedy jako trener-filozof, dla którego ważne jest pozostanie wiernym swoim zasadom. Sporym echem odbiły się chociażby jego słowa przed meczem z Milanem: „Idąc spać chcę sobie zadać pytanie, jakbym wolał przegrać w tym meczu – pozostając wierny naszym ideom czy od nich odchodząc? Odpowiedź jest prosta”.
Como potrafiło wyjść z otwartą przyłbicą między innymi w grudniu na wyjazdowy mecz z Interem. Drużyna pokroju finalisty ubiegłej edycji Ligi Mistrzów nie miała żadnej litości i wypunktowała gości 4:0. Trener potrafił jednak wyciągnąć z tego wnioski, co dało się zauważyć choćby w wygranym 2:1 starciu z Romą w minioną niedzielę, które może okazać się absolutnie fundamentalne w walce o awans do Ligi Mistrzów.
– Oczywiście, że Cesc ewoluował. Myślę, że ma świadomość, że nie posiada jeszcze tak doświadczonych zawodników, a jego styl nie osiągnął perfekcji, więc na przykład przeciwko Romie czy Interowi w Pucharze Włoch, gdzie zremisował 0:0, zmieniał system, dostosowywał się do rywala. Szuka optymalnego rozwiązania na dany mecz – nie ma wątpliwości Kupisz.
I dodaje: – Fabregas wie o tym, że dajmy na to Roma gra w systemie 3-4-3 i szuka sposobu, aby ją rozbić, narobić jej kłopotów. To ogromny plus, bo jest wielu trenerów trzymających się twardo swojej taktyki i nie potrafią nawet kosmetycznie zmienić jednej czy drugiej rzeczy. To się odbija czkawką. Pod tym względem Cesc bardzo mi imponuje.
– Zauważam taką analogię – na początku zeszłego sezonu Adrian Siemieniec i Jagiellonia mocno przegrali z Bodo/Glimt i Ajaksem, więc szybko poszukali innowacji. Na przykład w postaci wprowadzania jednego ze środkowych pomocników do linii obrony. A Fabregas – odnosząc się teraz do meczu z Romą – wiedział, że rywale mocno zagęszczają środek pola, więc odrzucił 4-2-3-1 i przerzucił się na 3-4-3. Zrezygnował ze skrzydłowego i napastnika, dorzucił kolejnego pomocnika i to pozwoliło mu rywalizować w środku pola nie tracąc przewagi, którą miał w innych meczach – analizuje ekspert Eleven Sports.
No właśnie – wspomniane starcie pucharowe z Interem może prowadzić do jeszcze jednego sukcesu. Po bezbramkowym remisie w Como, w kwietniu Lariani rozegrają rewanż w Mediolanie, po którym mogą się zakwalifikować do finału Coppa Italia. Tam będzie czekał lepszy z dwójki Lazio – Atalanta. Niewykluczone zatem, że w przypadku sensacyjnego wyeliminowania Nerazzurrich to właśnie Fabregas i spółka byliby faworytami w majowym finale w Rzymie.
Awans do Ligi Mistrzów i trofeum włożone do gabloty? Na dwa miesiące przed zakończeniem sezonu Lariani grają właśnie o takie cele, co już samo w sobie na tym etapie rozgrywek pokazuje, jak wielką robotę wykonano nad jeziorem.
RISULTATISTI VS GIOCHISTI
I choć Fabregas jest zewsząd chwalony, a jego styl także we Włoszech określają jako powiew świeżości i po prostu fajną rozrywkę dla kibiców, to stał się także bohaterem paru kontrowersji. Atmosfera gęstniała nieco przed oboma meczami z Milanem, które określano jako totalną wojnę filozofii. Z jednej strony Cesc i jego zamiłowanie do wysokiego pressingu i ładnej gry. Z drugiej Massimiliano Allegri stojący na straży twierdzenia, że rozrywki należy szukać w cyrku, liczy się wynik, a w drodze do zwycięstwa nie ma tylko jednego sposobu.
Włosi określali te starcia jako rywalizacje pomiędzy podejściami do futbolu. „Risultatisti”, a więc ludzie podobni Allegriemu, nastawieni na robienie wyników i nic więcej, kontra „Giochisti”, czyli ludzie tacy jak Fabregas, którym zależy przede wszystkim na podążaniu za określonym stylem, nawet jeśli czasem z tego powodu może potknąć się noga.
W styczniu w Como to Rossoneri wygrali 3:1, chociaż z gry dużo więcej mieli Lariani. Przesądziły jednak indywidualności, takie jak Adrien Rabiot i Rafael Leao. – To jest niewiarygodne. Wymieniliśmy 750 podań, a oni 200 – nie mógł uwierzyć Fabregas po tym, jak Mediolańczycy pokonali jego drużynę.
I, kto wie, może właśnie to był punkt zwrotny u Cesca w kwestii dostosowywania się do rywala zamiast nieustannego podążania za swoim stylem? Widać to było we wspominanym już meczu z Romą, ale także i tydzień wcześniej na wyjeździe z Cagliari. Hiszpan narzekał, że Sardyńczycy specjalnie nie podlali boiska i nie przystrzygli murawy, przez co musiał zareagować i zmienić sposób gry swojego zespołu. I wygrał 2:1.
Zdecydowanie największe kontrowersje wywołał jednak rewanżowy mecz z Milanem, który odbył się 18 lutego na San Siro. Padł remis 1:1, a w pewnym momencie chcącego szybko wyrzucić piłkę z autu zawodnika Rossonerich, Alexisa Saelemaekersa, trener gości… chwycił za koszulkę. Zszokowany Belg zaczął protestować, a kontrolę nad sobą całkowicie stracił Allegri, który po chwili wyleciał na trybuny z czerwoną kartką.
Działo się także na korytarzach mediolańskiego stadionu. Najpierw trener Milanu kpiąco skwitował, że „następnym razem wjedzie w kogoś wślizgiem, jak tylko pojawi się przy linii bocznej”. Sam Fabregas przeprosił za swoje zachowanie nie szukając usprawiedliwień, ale i tak jego spotkanie twarzą w twarz z Allegrim po meczu odbiło się wielkim echem. Włoch miał nawrzeszczeć na Hiszpana i wręcz nazwać go „chujkiem, który zaczął trenować dopiero wczoraj”.
Allegri to Fabregas: „A**hole, you’re an a**hole, a little kid who started coaching yesterday” pic.twitter.com/pXcUsznjvd
— Total Football (@TotalFootball) February 19, 2026
Nie ulega zatem wątpliwościom, że jeśli szukać na Półwyspie Apenińskim największego antagonisty Fabregasa, to zwycięzca sześciu mistrzów Włoch – jednego z Milanem, pięciu z Juventusem – znajduje się w pierwszym szeregu. Przy okazji niedzielnej potyczki z Rzymianami Cesc nie bał się też zaczepić Gian Piero Gasperiniego, który od razu po końcowym gwizdku udał się do szatni i nie podziękował trenerowi Larianich za rywalizację.
Oprócz tych tarć, o których było głośno, była gwiazda Barcelony ma jednak we Włoszech prasę doskonałą. Zwłaszcza dlatego, że oferuje coś innego. Pokazuje, że również w Serie A można osiągać dobre wyniki w oparciu o efektowny styl, a nie tylko grając w szachy i realizując kolejne założenia taktyczne. Może nie aż tak w innych ligach, ale w taktycznej Italii to wyjątkowo oryginalne.
I CO DALEJ?
Czy zatem Fabregas wyfrunie z Como po zakończeniu sezonu? Na razie jest w grze o Puchar Włoch i awans do Ligi Mistrzów, ale nawet jakby te rozgrywki zakończyły się najgorzej jak się da, to prawdopodobnie i tak udałoby się zameldować przynajmniej w eliminacjach Ligi Konferencji. Miejsce w europejskich pucharach, jakichkolwiek, to już byłby dla ciekawego projektu z północnych Włoch kolejny gigantyczny krok do przodu.
– Tutaj można oczywiście sobie podywagować, ale moim zdaniem jeszcze nie odejdzie z klubu. Uważam, że mógłby dalej trzymać się tego projektu, bo Como ma fantastyczny pomysł – uważa Kupisz.
I faktycznie, trudno oprzeć się wrażeniu, że jeśli Lariani zakwalifikują się do rozgrywek UEFA, to w kolejnym sezonie ponownie będą chcieli dorzucić coś ekstra. W przypadku finiszu na czwartym miejscu, może myśli sięgną nawet powalczenia o medal Serie A?
Jedno jest pewne – zasoby braci Hartono, a także ich aspiracje, są olbrzymie. Na pewno byliby w stanie zapewnić Fabregasowi to, o co poprosi na rynku transferowym w przypadku wywalczenia przepustki do Champions League. Inną kwestią pozostaje to, gdzie Lariani rozgrywaliby swoje mecze w europejskiej elicie, bo ich stadion – choć położony uroczo i malowniczo – bardzo wątpliwie spełnia zasady już na samą ligę włoską. Licencji UEFA nie dostałby na pewno, stąd być może Como na wtorki i środki z Ligą Mistrzów musiałoby się przenieść gdzie indziej – do Bergamo, Turynu, Udine….
📍 Stadio Giuseppe Sinigaglia, Como. 🇮🇹⛰️ pic.twitter.com/nxOGQygBcg
— Football Tweet ⚽ (@Footballtweet) August 10, 2025
To oczywiście byłby jednak wyjątkowo słodki dylemat klubowych decydentów. Trudniejszy stanowiłaby konieczność wybrania następcy Cesca. Choć świadomość, że ten moment prędzej czy później nadejdzie, nad jeziorem oczywiście jest. Potwierdzają to niedawne słowa prezesa Larianiach, Mirwana Suwarso, dla Rivista Undici.
– Fabregas jest dla nas naprawdę bardzo ważny, ale byliśmy głupkami jakbyśmy nie myśleli, że pewnego dnia może odejść do Arsenalu, Barcelony czy Chelsea. Nawet jeśli nie mogę wypowiadać się w jego imieniu, to sądzę, że jak będzie wygrywał u nas i odnosił sukcesy, to jego marzenia mogą sięgać dalej. Uważam jednak, że gdyby odchodził, to właśnie on sam powinien wskazać swojego następcę – skwitował szef Como.
Marzenia kibiców czwartej aktualnie drużyny w tabeli Serie A wpisują się jednak zapewne w to, o czym na zakończenie mówi nam Kupisz. – Wydaje mi się, że jeśli Como awansuje do Ligi Mistrzów, to Fabregas zostanie, a klub może zrobić furorę. Swoim podejściem, grą, innowacją, rewolucją. Dla mnie Cesc to kolejny z tych trenerów-rewolucjonistów w piłce nożnej – podkreśla telewizyjny ekspert.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O SERIE A:
- Kontuzja reprezentanta Polski. Nie zagra w barażach
- To oni tam grali?! Wersja włoska
- Roma dopnie swego. Radni zatwierdzili projekt nowego stadionu