Mamy Rekord asyst Fernandesa! Udane pożegnanie Casemiro

Patryk Idasiak

17 maja 2026, 15:43 • 6 min czytania 1

Reklama
Mamy Rekord asyst Fernandesa! Udane pożegnanie Casemiro

Manchester United już nie na 99%, ale na 100% zajmie trzecie miejsce w Premier League. Właśnie pokonał Nottingham Forest 3:2, ale nie było to takie lekkie, łatwe i przyjemne. Bruno Fernandes wściekał się, rozkładał ręce, bo rażąco nieskuteczni byli jego koledzy – zwłaszcza Bryan Mbeumo. Ale jest, ma to wreszcie! Zanotował asystę numer 20 i może tytułować się ligowym rekordzistą. Nie obyło się też bez kontrowersji. 

Reklama

Bruno walczył o asystę nr 20, a Casemiro o godne pożegnanie

Bruno Fernandes przystępował do tego spotkania jako świeżo upieczony FWA Player of the Year. To nagroda, jaką najlepszemu piłkarzowi ligi przyznaje Stowarzyszenie Dziennikarzy Piłkarskich. Gra w Lidze Mistrzów Manchesteru United była już w zasadzie pewna, ale Portugalczyk miał jeszcze jedną misję do wykonania – zanotować przynajmniej jedną asystę, żeby zostać rekordzistą Premier League. 

To był też ważny mecz dla innego piłkarza Manchesteru – Casemiro. Chociaż Brazylijczyka próbowali przekonywać w zasadzie wszyscy, żeby pozostał jeszcze rok dłużej, to zdaje się, że podjął decyzję już dużo wcześniej i nie miał zamiaru jej zmieniać. Było to więc pożegnanie Casemiro z Old Trafford. Prawdopodobnie zatrzyma się na 161 występach dla Man United.

Reklama

Niespodziewany strzelec gola

Manchester United bardzo szybko napoczął gości. Już w piątej minucie – po jednej z pierwszych akcji – objął prowadzenie. Takiego strzelca nikt by jednak nie wytypował. Luke Shaw bardzo długo czekał, żeby ponownie w karierze cieszyć się ze zdobyczy bramkowej. Ostatnio było to… 3 stycznia 2023 roku. Nie miał więc ani jednego trafienia w sezonach 2023/24, 2024/25 i w obecnym, co się właśnie zdezaktualizowało.

Anglik przejął piłkę wybitą przez Neco Williamsa, poprawił sobie i akurat mu się ułożyła w taki sposób, że mógł oddać płaski strzał z woleja. Siadło idealnie.

Reklama

Goście mogli odpowiedzieć po kwadransie, jednak grający w specjalnej masce Morgan Gibbs-White przegrał pojedynek sam na sam z Senne Lammensem. Zdaje się jednak, że gdyby Anglik trafił, to i tak mógłby zostać odgwizdany ofsajd. Nie było jednak sensu tego sprawdzać.

Czerwone Diabły przeprowadziły po tej paradzie Lammensa błyskawiczną kontrę, w której duży udział miał Bruno Fernandes odgrywający piłkę piętą do Matheusa Cunhi. A ten wykorzystał hektary miejsca, żeby się rozpędzić. Wybrał dobrego adresata podania – Bryana Mbeumo, który okiwał Matsa Selsa i miał przed sobą pustą bramkę. Pewny gol? Wcale nie, bo Kameruńczyk trafił w słupek. No i podwyższenia prowadzenia nie było. Akcja nadal trwała i zakończyła się strzałem Casemiro minimalnie obok słupka.

Reklama

Goście próbowali coś zdziałać w ataku pozycyjnym, raz też Senne Lammens „podpalił” przy rozegraniu podobnie jak w meczu z Liverpoolem. Najgroźniej było pod bramką Belga i tak po stałym fragmencie, po którym pozycję przy bliższym słupku wygrał Nicolas Dominguez i uderzył głową. Manchester też się próbował odgryzać, ale próby Fernandesa czy Lisandro Martineza zostały zablokowane. Swoją okazję miał też z główki Amad Diallo. Nie były to jednak jakieś „setki”, raczej kolejne próby do statystyk (10:4 w strzałach do przerwy).

Kontrowersja w drugiej połowie. Ręka czy nie?

W drugiej połowie tempo podkręcił od razu po minucie Bryan Mbeumo, który zmarnował już drugą doskonałą szansę, przekopując piłkę z sześciu metrów. Nie oszukujmy się, to musi być gol… a znowu skończyło się na ogromnym rozczarowaniu.

Reklama

No i te zmarnowane „setki’ zemściły się na gospodarzach w 54. minucie. Krótko rozegrany stały fragment, świetna piłka od Elliota Andersona – taka ani do wybicia przez obronę, ani do interwencji dla bramkarza. Morato musiał już tylko dołożyć głowę i to zrobił.

Odpowiedź United była błyskawiczna, choć nie obyło się bez kontrowersji. Po drodze bowiem Bryan Mbeumo dotknął piłki ręką i ewidentnie pomogła mu ona ją opanować. Sędzia pobiegł to sobie wszystko obejrzeć w powtórce i uznał, że bramka jest zgodna z przepisami. O co chodziło? Komentujący mecz Andrzej Twarowski tłumaczył decyzję arbitra tym, że to nie Mbeumo bezpośrednio strzelił (wtedy gola by nie było), tylko akcja trwała dalej. Cunha musiał się trochę naczekać, ale ostatecznie mógł się cieszyć z trafienia.

Reklama

Senne Lammens drugą ważną obronę zanotował w 64. minucie. Uratował tym samym Bruno Fernandesa, bo to on stracił piłkę na własnej połowie. Morgan Gibbs-White minął dwóch rywali, ale pewne wyjście z bramki Belga go powstrzymało.

Po stronie gospodarzy kompletnie odnaleźć się nie mógł Mbeumo, który marnował okazję za okazją. A najbardziej wściekły mógł być z tego powodu Bruno Fernandes, który walczył o asystę numer 20 i już pewnie sobie myślał, że będzie mógł ją odhaczyć po podaniu do Kameruńczyka. No a ten – a jakże – znów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Trzecia zmarnowana setka.

Przełamali się ci, którzy pudłowali. Bruno Fernandes z asystą nr 20!

Mecz wskoczył na świetne, wysokie obroty. W drugiej połowie co chwilę padały bramki i to dla obu ekip, a przełamali się ci, którzy wcześniej ciągle pudłowali. Aż uśmiechnął się pod nosem Bruno Fernandes, kiedy wreszcie udało się trafić do siatki Bryanowi Mbeumo. Wszyscy pobiegli nie do strzelca, a do Portugalczyka właśnie, który wyrównał rekord asyst Premier League i jest numerem jeden ex aequo z Kevinem De Bruyne i Thierrym Henrym.

Długo się jednak Diabły z dwubramkowego prowadzenia nie nacieszyły, a najśmieszniejsze jest to, że Forest odpowiedzieli… w zasadzie bliźniaczo podobnym trafieniem – też podaniem z prawej strony i zamknięciem akcji przez Morgana Gibbsa-White’a.

Reklama

Manchester mógł jeszcze wykorzystać którąś z kontr, ale za każdym razem brakowało tego ostatniego podania lub wykończenia – a to źle zrobił to Amad Diallo, innym razem Bruno Fernandes. Wnerwiał kibiców też Joshua Zirkzee, który raz się zaplątał z piłką w polu karnym, a śmiało powinien zachować się lepiej. W innej akcji został zablokowany, a później nie był w stanie pokonać już leżącego Matsa Selsa. Także i Diogo Dalot strzelił w słupek… po podaniu Bruno Fernandesa. A pomocnik mógł być samodzielnym rekordzistą.

Goście stawiali już wszystko na jedną kartę. Grania było sporo, bo doliczonych zostało aż osiem minut – głównie dlatego, że długo trwało sprawdzenie bramki Cunhi. Gospodarze nie potrafili jednak żadnej z kontr i połaci miejsca wykorzystać, ale mieli szczęście, że to się na nich nie zemściło.

Reklama

Po meczu były też wzruszające obrazki. Na murawie pojawiła się żona i dzieci Casemiro. Brazylijczyk podziękował krótko kibicom. Na trybunach widać było kilka transparentów z wizerunkiem pomocnika, który rozegrał strzelecko właśnie najlepszy sezon w karierze. Został godnie pożegnany.

Reklama
1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
11
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Piłka nożna

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
11
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”