Power Ranking NBA. Zapowiadamy nowy sezon – część 1.

Tomasz Kordylewski

19 października 2026, 18:14 • 17 min czytania 3

Reklama
Power Ranking NBA. Zapowiadamy nowy sezon – część 1.

Już we wtorek startuje kolejny sezon NBA! Latem w lidze jak zwykle doszło do wielkich zmian i zaskakujących transferów. NBA pod tym względem „dowozi” jak mało która liga. Na chwilę przed początkiem nowych rozgrywek sprawdzamy więc układ sił w NBA.

Reklama

Tier 1 – nikogo nie przestraszą

30. Sacramento Kings

  • Najważniejsze dodatki: Darius Acuff Jr., Alex Karaban
  • Najważniejsze ubytki: Russell Westbrook, DeMar DeRozan

Poszukiwania nowego rozgrywającego w Sacramento trwają. Kalifornijski zespół miał już w składzie i De’Aarona Foxa, i Tyrese’a Haliburtona, ale obu tych zawodników oddał. W klubie nie ma też już ani Daviona Mitchella, ani Devina Cartera, czyli innych wyborów Kings z pierwszych rund draftu. Ale jest już nowy kandydat. Darius Acuff Jr., wybrany z siódmym numerem czerwcowego naboru, ma wnieść powiew świeżości do Sacramento. I jak na 19-latka zapowiada się naprawdę dobrze. Pytanie więc, co pójdzie nie tak.

Bo w ostatnich latach zawsze coś idzie nie tak. Kings w 2023 roku co prawda przełamali najdłuższą w historii ligi passę kolejnych sezonów bez awansu do fazy play-off, ale szybko wylądowali z powrotem na dnie. Fakt faktem, że w ubiegłym sezonie dokuczały im kontuzje, natomiast nawet lepsze zdrowie niewiele tu zmieni. Klub chciałby zresztą zrobić gruntowną przebudowę, lecz nie jest w stanie znaleźć chętnych na swoich weteranów. Zach LaVine ma w zasadzie zerową wartość. Domantas Sabonis był łączony z wieloma klubami w ostatnich miesiącach, ale na razie transferu nie ma. Najlepszy na to moment Kings już chyba przegapili.

W tym wszystkim najciekawszą historią tego sezonu dla Kings miał być… powrót do gry Bena Simmonsa. Ale tu już coś poszło nie tak. Były all-star wracał do NBA po roku przerwy. Był wreszcie zdrowy i znów miał motywację, a w meczach przedsezonowych wyglądał naprawdę nieźle. W pierwszym spotkaniu nowego sezonu miał nawet wyjść w podstawowym składzie. Niestety na dwa dni przed startem rozgrywek zerwał ścięgno Achillesa. W zasadzie pewne jest więc, że w przyszłym sezonie nie zagra wcale.

Reklama

29. Milwaukee Bucks

  • Najważniejsze dodatki: Tyler Herro, Jaime Jaquez Jr., Kel’el Ware, Brayden Burries, Nate Ament
  • Najważniejsze ubytki: Giannis Antetokounmpo, Bobby Portis

Po 13 latach z klubu odszedł Giannis Antetokounmpo, który w Wisconsin stał się jednym z najlepszych zawodników w historii ligi. Fani Bucks to rozstanie przeżyli na pewno mocno, choć mogli się do niego dobrze przygotować. Od dłuższego czasu było wiadomo, że to zmierza w takim właśnie kierunku, choć wydaje się, że władze klubu chyba zdecydowały się na transfer zbyt późno. Otrzymana w zamian za byłego MVP paczka zawodników i wyborów w drafcie była całkiem okazała, ale zabrakło jednego, całkiem ważnego składnika: potencjalnej nowej twarzy zespołu.

Nie brakuje natomiast w Milwaukee wszystkich innych typów zawodników NBA. Są debiutanci i są weterani. Są zawodnicy uprawiający turystykę ligową oraz tacy, którzy walczą o nowe kontrakty. I wreszcie są też gracze, którzy byliby dobrym uzupełnieniem dla gwiazdy, ale sęk w tym, że tej gwiazdy w Wisconsin już nie ma.

Poukładać ma to wszystko nowy trener. Taylor Jenkins po roku przerwy wraca do bycia pierwszym szkoleniowcem drużyny NBA. I ma przed sobą niełatwe zadanie. W międzyczasie kibice Bucks czekają na rozwiązanie ligowego śledztwa w sprawie umowy, jaką podpisał tego lata Gary Trent Jr. 27-letni obrońca ma bowiem za sobą bardzo słabe rozgrywki – tak jak cała drużyna Bucks – lecz mimo tego władze klubu dały mu nowy, 4-letni kontrakt o wartości 64 milionów dolarów. Taka umowa nie ma jednak za bardzo sensu. Raz, że Trent Jr. raczej nie znalazłby tyle na rynku. A dwa, że w tej chwili w Milwaukee nie jest on za bardzo potrzebny.

28. New Orleans Pelicans

  • Najważniejsze dodatki: brak
  • Najważniejsze ubytki: brak

Coraz trudniej znaleźć człowieka, który wierzyłyby, że to jest ten rok dla Ziona Williamsona. W ubiegłym sezonie Williamson był zdrowy prawie jak nigdy, ale Pelicans przegrywali jak zawsze. Mimo zaledwie 26 zwycięstw władze klubu postanowiły wrócić na kolejne rozgrywki w zasadzie z tym samym składem. Można by rzec: szaleństwo.

Reklama

Zmienił się jednak trener, a to przynajmniej w jakimś stopniu może nakłaniać fanów z Nowego Orleanu do robienia sobie nadziei. Jamahl Mosley co prawda odpadał z Orlando Magic w pierwszej rundzie fazy play-off w każdym z trzech poprzednich sezonów, ale przynajmniej tam docierał. Zrobił na Florydzie sporo dobrego, a Magic pod jego wodzą zyskali całkowicie nową defensywną tożsamość. Teraz na podobny rozwój sytuacji liczą Pelikany.

Bo w zespole nie brakuje oczywiście talentu. Trey Murphy III, Herb Jones czy Dejounte Murray mogą dać dużo jakości. Drugoroczniacy Jeremiah Fears oraz Derik Queen powinni zrobić krok do przodu. Jest tu nawet jakiś mały potencjał na niespodziankę poprzez efekt nowej miotły. A jeszcze gdyby Zion Williamson znów był jednocześnie i zdrowy, i dominujący! Ale w Nowym Orleanie nie od dziś wiedzą, że nie można mieć wszystkiego.

27. Brooklyn Nets

  • Najważniejsze dodatki: Julius Randle, Mikel Brown Jr.
  • Najważniejsze ubytki: Nic Claxton

Nowe zasady dot. loterii draftu spowodowały, że nie ma już dziś w NBA sensu przegrywać na potęgę. Do tej pory najgorsze drużyny pod kątem bilansu miały największe szanse na wylosowanie pierwszego wyboru w drafcie. Od tego sezonu jest inaczej. Opłaca się być tylko przeciętnym, a już nie najgorszym, bo ci najgorsi będą mieli tych szans mniej, niż ci przeciętni. Nets jednak na te nowe reguły na razie i tak nie muszą patrzeć. Oni i tak w ogóle nie mają powodu do przegrywania, bo ich wybór w pierwszej rundzie draftu w przyszłym roku kontrolują przecież Houston Rockets. To cena za 80 meczów, jakie dla Brooklynu rozegrał James Harden.

Nets sięgnęli więc latem po kolejnego weterana. Julius Randle już raz w karierze pomógł nowojorskiej drużynie ruszyć z kopyta z przebudową, gdy jako zawodnik Knicks był częścią pierwszych przemian z brzydkiego kaczątka w coraz bardziej liczący się zespół. Teraz łączy siły z Michaelem Porterem Jr., który jednak zimą z Brooklynu może odejść. Skrzydłowy, który ma za sobą świetny sezon, nie może bowiem dogadać się z Nets w sprawie przedłużenia kontraktu i rosną szanse, że za rok wejdzie na rynek wolnych graczy. W związku z tym Nets być może będą próbowali go wymienić jeszcze w tym sezonie, by nie ryzykować utraty 28-latka za nic.

Reklama

Przyszły sezon będzie też na Brooklynie stał pod znakiem sprawdzania przydatności tych mniej doświadczonych graczy. A jest ich w zespole sporo. To choćby aż pięciu graczy wybranych w pierwszej rundzie naboru w 2025 roku, z których do tej pory chyba tylko jeden – Egor Demin – pokazał naprawdę spory potencjał. To także wybrany z „szóstką” tegorocznego draftu Mikel Brown Jr., czyli kolejny obwodowy w składzie pełnym obwodowych. On akurat ma być może największy z nich wszystkich talent.

26. Memphis Grizzlies

  • Najważniejsze dodatki: Cameron Boozer, Isaiah Stewart, Karim Lopez
  • Najważniejsze ubytki: Ja Morant, Santi Aldama

Coś się w Memphis definitywnie skończyło. Albo może raczej: wypaliło. Ja Morant został wytransferowany do Portland i dużym sukcesem władz Grizzlies było to, że do upadłej gwiazdy nie musiały dołączać ani jednego wyboru w pierwszej rundzie draftu. Morant ani się nie odbudował w ubiegłym sezonie, ani też nie pokazał, że warto mu zaufać. Już na początku poprzednich rozgrywek starł się z nowym trenerem, a finalnie z powodu problemów zdrowotnych rozegrał tylko 20 meczów. Z klubem pożegnał się jako ostatni z wielkiej trójki, ale Desmond Bane i Jarren Jackson Jr. okazali się mieć dużo większą wartość.

Grizzlies mają już zresztą kandydatów na nowe gwiazdy. To przede wszystkim wybrany z trzecim numerem tegorocznego draftu Cameron Boozer, który jest być może najbardziej gotowym graczem z całego naboru, będąc jednocześnie… najmłodszym zawodnikiem w całej lidze. Podkoszowy z rocznika 2007 to syn Carlosa Boozera, czyli byłego all-stara. Do tej pory na każdym poziomie dominował i przede wszystkim wygrywał. Nie będzie dużą niespodzianką, jeśli od swojego pierwszego meczu w Memphis okaże się najlepszym zawodnikiem Grizzlies. Liderem, wokół którego można budować.

Reklama

Bo dla Grizzlies nadszedł właśnie czas na zupełnie nowy rozdział. Ten poprzedni, choć miał bardzo ekscytujące momenty, gdy Morant przez chwilę jawił się jako supergwiazda NBA, sukcesów nie przyniósł. Na te trzeba będzie w Memphis jeszcze trochę poczekać.

25. Chicago Bulls

  • Najważniejsze dodatki: Caleb Wilson, Norman Powell, Nic Claxton
  • Najważniejsze ubytki: Rob Dillingham, Anfernee Simons, Collin Sexton

Nareszcie w Wietrznym Mieście pojawiło się świeże powietrze. W klubie Chicago Bulls zmieniło się bowiem tego lata bardzo dużo. Jest nowy zarząd, który wybrał nowego trenera. I jest też wreszcie nowa nadzieja. Caleb Wilson, czyli czwarty numerek tegorocznego draftu, nie rozegrał jeszcze oficjalnego meczu w barwach Byków, ale mimo to jest dla fanów Chicago światełkiem w tunelu. W lidze letniej pokazał swój ogromny potencjał, a przy tym świetny charakter. Ma wszystko, by stać się nową twarzą klubu jako najbardziej chyba utalentowany młody gracz Bulls od czasów Derricka Rose’a.

Na jego barkach Byki chcą wreszcie wyrwać się z przeciętności, w której taplały się od wielu sezonów. Nie stanie się to od razu, ale Bulls sprowadzili też tego lata do siebie m.in. Normana Powella, który ma za sobą świetny okres w Miami. Doświadczony zawodnik zadebiutował nawet w All-Star Game, a władze Chicago wykorzystały wolne środki w budżecie żeby go przechwycić. Bulls jako jedna z niewielu ekip mogli podziałać na rynku wolnych zawodników w ubiegłe lato, a Powell z pewnością pomoże im wygrywać, tym bardziej że reforma loterii draftu spowodowała, że nie warto już przegrywać wszystkich meczów jak lecą, ale być… przeciętnym.

Reklama

To oczywiście dla Bulls znajoma melodia, natomiast dla nich ten nowy sezon ma być przystankiem w drodze z powrotem na ligowe szczyty. Sześciokrotni mistrzowie NBA grali w fazie play-off zaledwie dwa razy od 2016 roku. W obu przypadkach odpadali w pierwszej rundzie. Teraz czas na kolejną już próbę budowy zespołu, który będzie w stanie tę czarną serię przerwać.

24. Los Angeles Clippers

  • Najważniejsze dodatki: Keaton Wagler, Brandon Ingram, Rui Hachimura, Max Strus
  • Najważniejsze ubytki: Kawhi Leonard, John Collins, Bennedict Mathurin, Nicolas Batum

Miały być mistrzostwa, a zamiast choćby jednego tytułu – ba, choćby jednej wizyty w finałach – jest bardzo skomplikowana przyszłość. Fiaskiem zakończyła się przygoda Kawhia Leonarda w Los Angeles Clippers, którzy tak bardzo nadskakiwali zawodnikowi, że aż przekroczyli przy tym ligowe przepisy. Dawali mu bowiem pieniądze pod stołem, a władze NBA po ponad rocznym śledztwie wlepiły kalifornijskiej drużynie karę, jakiej jeszcze koszykarski świat nie widział: 30 milionów dolarów grzywny, odebranie aż pięciu wyborów w pierwszej rundzie draftu i zawieszenie dla najważniejszych członków zarządu, w tym Steve’a Ballmera. Dla jednego z najbogatszych ludzi na świecie 30 milionów to drobne, ale już roczny zakaz działania wokół klubu (jednej z jego ulubionych „zabawek”) na pewno go zaboli.

Fanów Clippers dużo bardziej boli jednak utrata wyborów w drafcie, co z pewnością mocno utrudni budowanie drużyny. To dlatego tak wielkie nadzieje pokłada się teraz w graczu, którego LAC zdążyli wybrać w tegorocznym naborze. 19-letni Keaton Wagler ma wielki talent, a od nowego sezonu będzie miał na sobie ogromną odpowiedzialność. Wreszcie w tej części Los Angeles jest szansa na trochę młodzieńczej energii. To spora zmiana, bo Clippers przecież od lat byli drużyną staruchów.

Zanim jednak Wagler będzie gotów przejąć prowadzenie drużyny, to kalifornijską łajbą nawigować będą przede wszystkim Brandon Ingram oraz Darius Garland. Ten pierwszy musi jednak wrócić najpierw do gry po kontuzji Achillesa. Problemów zdrowotnych w zespole na starcie rozgrywek jest zresztą znacznie więcej. W klubie został natomiast trener Tyronn Lee, który mimo letnich turbulencji pokazał swoją lojalność wobec Ballmera.

Reklama

Tier 2 – tylko i aż przeciętni

23. Charlotte Hornets

  • Najważniejsze dodatki: Naz Reid, Hannes Steinbach, Dennis Schroder, Royce O’Neale
  • Najważniejsze ubytki: LaMelo Ball, Miles Bridges, Josh Green, Tre Mann

Czy transfer LaMelo Ball był najbardziej zaskakującą wymianą tego lata w NBA? Na pierwszy rzut oka być może tak, ale z drugiej strony Charlotte Hornets oddali swojego lidera chyba w najlepszym możliwym momencie. Ball był wreszcie zdrowy i zaliczył udany sezon, a jego wartość transferowa była wysoka jak nigdy. Jednocześnie w Charlotte uznali, że nadal nie są w stanie mu w pełni zaufać i dlatego postanowili się z nim pożegnać, przyjmując od Timberwolves ofertę, jakiej odrzucić po prostu nie mogli. Z drużyny odszedł też Miles Bridges, a Szerszenie przekazały tym samym zespół swoim młodszym zawodnikom.

Teraz przyszłość klubu zależy przede wszystkim od 20-letniego Kona Kneuppela oraz 23-letniego Brandona Millera, choć trzeba też przyznać, że Hornets mają jeszcze sporo kapitału transferowego. To nie tylko kolejne wybory w drafcie, ale też najwyższy w historii NBA wyjątek od wymiany – trade exception – wart prawie 41 milionów dolarów, który wytworzyli przy okazji transferu Balla. Ten wyjątek ważny jest przez rok od momentu wymiany i może zostać wykorzystany w kolejnym transferze.

Wydaje się więc, że Hornets świadomie zrobili krok w tył. W zeszłych rozgrywkach byli wreszcie blisko powrotu do fazy play-off – to już 10 kolejnych sezonów bez awansu, co jest już jedną z najgorszych takich czarnych serii w dziejach ligi – natomiast ich ruchy pokazują, że oni nie chcą tam wrócić tylko na chwilę. Wolą zbudować się mądrze i zagościć tam na stałe. Do tego droga jeszcze daleka, ale odkąd Michael Jordan sprzedał większość udziałów w klubie, to Hornets obrali naprawdę ciekawy kierunek.

22. Washington Wizards

  • Najważniejsze dodatki: AJ Dybantsa, Deandre Ayton, Khris Middleton
  • Najważniejsze ubytki: brak

Na sam koniec obowiązywania poprzedniej reformy loterii draftu wreszcie pierwszy numerek w naborze wylądował w rękach najgorszego zespołu. To szczęście mieli Washington Wizards, dzięki czemu w ciągu kilku ledwie miesięcy do stolicy USA trafili kolejno Trae Young i Anthony Davis (obaj sprowadzeni zimą) oraz wybrany właśnie z „jedynką” w drafcie AJ Dybantsa. Tak ciekawej mieszanki w Waszyngtonie nie było od dawna, a przecież w zespole jest też sporo interesujących nazwisk, które Wizards zebrali przez lata „tankowania”. Teraz stołeczna drużyna będzie więc chciała wrócić na mapę NBA.

Reklama

Pomóc ma przede wszystkim Dybantsa, który w swoim pierwszym i jedynym sezonie na parkietach NCAA był najlepszym strzelcem w całym kraju. Nic zresztą dziwnego, skoro większość ekspertów widzi w 19-latku przyszłą gwiazdę, a nawet kandydata do nagród MVP. To właśnie młody skrzydłowy ma prowadzić Wizards do sukcesów, stając się nową twarzą klubu. Jednocześnie w jego debiutanckich rozgrywkach oczy kibiców Wizards zwrócone będą też na wspomnianych wcześniej weteranów: Younga i Davisa, co powinno ściągnąć trochę presji z Dybantsy.

Ten pierwszy latem dostał ogromne przedłużenie kontraktu, choć nie wiadomo tak naprawdę, z kim Wizards licytowali się o usługi jednego z najlepszych podających i najgorszych defensorów w lidze. Davis z kolei do tej pory się z klubem w sprawie nowej umowy nie dogadał. Od czasu zaskakującego transferu do Dallas w 2024 roku rozegrał on łącznie tylko 29 meczów przez ciągłe problemy zdrowotne, a władze Wizards nie są przekonane, czy 33-latek wart jest maksymalnej umowy. On natomiast nie jest przekonany, czy D.C. to dla niego odpowiednie miejsce w NBA na tym etapie kariery.

21. Dallas Mavericks

  • Najważniejsze dodatki: Morez Johnson Jr., Santi Aldama, Zaccharie Risacher
  • Najważniejsze ubytki: Klay Thompson, Brandon Williams, Khris Middleton

Kolejna drużyna NBA, która latem przeszła spore zmiany. Mavericks mają przede wszystkim nowego szefa – to Masai Ujiri, czyli architekt mistrzostwa Toronto Raptors z 2019 roku. Bardzo szybko wziął się w Dallas do pracy, a jedną z jego pierwszych decyzji było zwolnienie Jasona Kidda, którego miejsce zajął Dusty May – dotychczasowy szkoleniowiec uniwersytetu Michigan i mistrz NCAA w ubiegłym sezonie. Można więc zakładać, że May maczał palce w wyborze Moreza Johnsona Jr. z dziewiątym numerem w drafcie, bo był to jeden z liderów Wolverines w ich drodze po tytuł.

Reklama

Tym samym fani Mavs powoli zapominają o transferze Luki Doncicia i fatalnym potem okresie. To już przeszłość. Czas spojrzeć z nadzieją w przyszłość, szczególnie że Cooper Flagg – najlepszy debiutant poprzedniego sezonu – powinien mieć teraz dużo łatwiejsze życie. Pomoże mu przede wszystkim powrót Kyrie Irvinga do gry, choć nie ma wcale 100% pewności, że 34-letni rozgrywający wróci do wielkiej formy sprzed kontuzji kolana z marca 2025 roku.

Irving jest zresztą na szczycie list życzeń wielu klubów, bo nie wpisuje się do końca w oś czasu Mavericks, natomiast władze teksańskiej drużyny chcą najpierw sprawdzić jak wygląda w duecie z Flaggiem (i zupełnie przy okazji zbudować na nowo wartość transferową Irvinga), zanim ewentualnie podejmą decyzję o wymianie „Uncle Drew”. Fani Mavs czekają również na lepsze zdrowie Derecka Lively’ego II. Swoją szansę w Dallas dostanie także Zaccharie Risacher, czyli pierwszy numer draftu z 2024 roku – rok po Wembanyamie i rok przed Flaggiem – z którego po ledwie dwóch sezonach zrezygnowali Hawks.

20. Utah Jazz

  • Najważniejsze dodatki: Darryn Peterson, Josh Okogie, Josh Green
  • Najważniejsze ubytki: Walker Kessler, Cody Williams, Kevin Love

W ostatnich dwóch sezonach tylko Wizards przegrali więcej meczów (129) niż właśnie Utah Jazz (125). I jedni, i drudzy zostali w 2026 roku za te porażki wynagrodzeni. Jazz mieli bowiem to szczęście w loterii, że przesunęli się z czwartej na drugą pozycję. Dzięki temu do Salt Lake City trafił Darryn Peterson. I on, podobnie jak Dybantsa w Waszyngtonie, też ma być światełkiem dla całego klubu. Dawno nie było w Utah tak utalentowanego zawodnika, który ma wielki potencjał po obu stronach boiska. 19-latek to rzeczywiście ktoś, na kim można budować zespół.

Reklama

Jazz długo takiego gracza szukali. W międzyczasie zbudowali całkiem ciekawy skład i teraz będą chcieli znacznie częściej wygrywać. Dużo łatwiej byłoby o nich mówić w kategoriach „czarnego konia”, gdyby w drużynie został Walker Kessler, ale władze klubu nie mogły odmówić Lakers, którzy za solidnego środkowego zapłacili jak za gwiazdę, oddając w zamian dwa wybory w pierwszej rundzie draftu (bez ochrony) oraz prawo do zamiany jeszcze dwóch kolejnych wyborów w pierwszej rundzie. Mimo wszystko nawet jego odejście nie sprawiło, że apetyty fanów Utah zmalały.

Bo Jazz to po prostu kolejny zespół, który dość się już w ostatnich latach naprzegrywał. Lauri Markkanen, Jaren Jackson Jr. czy Keyonte George, który dopiero co podpisał 5-letnie przedłużenie kontraktu, to już bardzo solidne fundamenty, a trener Will Hardy raz już udowodnił, że gdy celem nie jest „tankowanie”, to potrafi wyciągnąć ze swojej drużyny naprawdę dużo.

19. Portland Trail Blazers

  • Najważniejsze dodatki: Ja Morant, Jeremy Sochan
  • Najważniejsze ubytki: Jerami Grant, Matisse Thybulle

Sporo zawirowań ostatnio wokół Portland Trail Blazers, a to głównie za sprawą nowego właściciela. Tom Dundon, który przejął klub pod koniec ubiegłego sezonu, bardzo szybko dał się poznać jako sknera. Oszczędza wszędzie i na wszystkim. Kłóci się też z władzami miasta w sprawie renowacji hali, a między wierszami grozi relokacją Blazers do innego miasta. Klub tymczasem wrócił w ubiegłym sezonie do fazy play-off po latach przerwy, ale latem przeszedł spore zmiany. Nowym trenerem został Micah Nori. I od razu gra on tak naprawdę o swoją przyszłość, bo od Dundona dostał co prawda trzyletni kontrakt, ale gwarantowany tylko w pierwszym roku. Co więcej, wysokość tej umowy uzależniona jest też od wyników.

Reklama

Nowy szkoleniowiec będzie miał jednak niełatwe zadanie. To nie tylko presja, ale również konieczność poukładania składu Blazers tak, żeby miał jak najwięcej sensu. A to może być skomplikowane, skoro w zespole są przede wszystkim obrońcy i środkowi. Największa gwiazda – Deni Avdija, który w minionych rozgrywkach zrobił duży postęp i zagrał w Meczu Gwiazd NBA – może zresztą przez to wszystko ucierpieć. Avdija potrzebuje piłki w rękach i dobrych strzelców wokół siebie. Sprowadzony latem Ja Morant też, bo sam strzelcem nie jest. Powracający do klubu i do zdrowia Damian Lillard strzelcem jest znakomitym, ale on też potrzebuje piłki.

Blazers trochę więc tu ryzykują, tym bardziej że nie wiadomo, czy sprowadzenie Moranta nie wypali im przypadkiem w twarz. Fakt faktem, że nie oddali za niego nawet jednego wyboru w pierwszej rundzie draftu, a 27-latek jeszcze kilka sezonów temu ekscytował jak nikt inny, ale może się okazać, że będzie musiał wchodzić z ławki rezerwowych. A to raczej na pewno mu się nie spodoba. Przed kibicami Blazers bardzo ciekawy więc sezon. I szkoda tylko, że Jeremy Sochan nie załapał się ostatecznie do składu. Polak walczył o miejsce w zespole na niegwarantowanej umowie, lecz w meczach przedsezonowych nie przekonał do siebie władz Trail Blazers.

18. Golden State Warriors

  • Najważniejsze dodatki: Yaxel Lendeborg, Brandon Williams
  • Najważniejsze ubytki: Quinten Post, Pat Spencer

Duże marzenia mieli Golden State Warriors tego lata, a skończyło się… jak zwykle. Miał być przecież LeBron James, którego do przenosin do San Francisco namawiali m.in. Stephen Curry czy Draymond Green. Wojownicy musieli jednak obejść się smakiem, bo James wybrał Filadelfię. A planu „B” jakby nie było. Drużyna wraca więc na kolejny sezon w mniej więcej tym samym składzie. Starym, kontuzjowanym i raczej już bez mistrzowskiego potencjału.

Reklama

Latem kontrakty przedłużyli m.in. Al Horford, De’Anthony Melton, Gary Payton II czy Kristaps Porzingis. Z tym ostatnim nadal wiążą w Golden State duże nadzieje, ale jego zdrowie wciąż jest mocno niepewne. Dość powiedzieć, że Łotysz z niewyjaśnionych do końca powodów musiał opuścić obóz treningowy. Nie wiadomo, kiedy tak naprawdę będzie gotowy do gry.

Nawet debiutujący w lidze Xayel Lendeborg – 11. wybór Warriors w tegorocznym drafcie – jest… stary jak na pierwszoroczniaka. Ale dla 24-latka może to i lepiej, bo Steve Kerr rzadko kiedy ufa młodym zawodnikom. Lendeborg to tymczasem bardzo ukształtowany już skrzydłowy. Wiele wskazuje na to, że swoją karierę w NBA rozpocznie jako gracz pierwszej piątki. To on ma wnieść powiew świeżości do San Francisco, gdy kalifornijska drużyna będzie czekać, aż Jimmy Butler zaleczy uraz kolana. Może to nastąpić dopiero po nowym roku. No, chyba że Butler zostanie wcześniej wytransferowany, by Curry – który niedawno dodał kolejne dwa lata do swojego kontraktu z Warriors – miał lepsze widoki na „ostatni taniec”.

17. Phoenix Suns

  • Najważniejsze dodatki: Miles Bridges, Luke Kennard
  • Najważniejsze ubytki: Grayson Allen, Royce O’Neale

Da się wygrywać bez gwiazd. Phoenix Suns przekonali się o tym w ubiegłym sezonie, kiedy ich zespół – już bez Kevina Duranta i Bradleya Beala – znalazł zupełnie nową tożsamość. Jordan Ott, który latem 2025 roku przejął drużynę, okazał się bardzo udanym wyborem. Suns ponownie wyglądali jak ekipa, której chce się kibicować. Zaangażowanie, charakter, defensywa. Dillon Brooks zrobił swoje. Ale porażka w pierwszej rundzie play-off do zera pokazała, że Słońcom nadal bardzo dużo brakuje do czołówki.

Tego lata zespół nie zrobił jednak takiego ruchu, który mógłby sprawić, że Suns skoczą do grona najlepszych drużyn na Zachodzie. Trudno w takich kategoriach mówić o sprowadzeniu Milesa Bridgesa, który kosztował zresztą ekipę z Phoenix dwóch solidnych zawodników z rotacji. Słońca liczą więc przede wszystkim na rozwój z wewnątrz.

Reklama

Bo przecież słabiutki pierwszy sezon w Arizonie miał Jalen Green. Były numer dwa draftu miał być największą nagrodą w wymianie Duranta, a zaliczył bardzo przeciętne rozgrywki. Miał problemy ze zdrowiem i skutecznością. Fani Suns chyba jakichś wielkich nadziei sobie nie robią. Co innego, jeśli chodzi o 20-letniego Khamana Maluacha. On jest dla kibiców Phoenix właśnie nadzieją na lepsze jutro, szczególnie po jego świetnych występach w lidze letniej.

Power Ranking NBA – część 2. we wtorek!

fot. Newspix

Reklama
3 komentarze
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Nie będzie polskiego meczu w Ningbo! Maja Chwalińska wycofała się z turnieju

Adrian Mańko
6
Nie będzie polskiego meczu w Ningbo! Maja Chwalińska wycofała się z turnieju