Power Ranking NBA. Zapowiadamy nowy sezon – część 2.

Tomasz Kordylewski

20 października 2026, 10:21 • 20 min czytania 1

Reklama
Power Ranking NBA. Zapowiadamy nowy sezon – część 2.

Już we wtorek startuje kolejny sezon NBA! Latem w lidze jak zwykle doszło do wielkich zmian i zaskakujących transferów. NBA pod tym względem „dowozi” jak mało która liga. Na chwilę przed początkiem nowych rozgrywek sprawdzamy więc układ sił w NBA.

Reklama

Przeczytaj pierwszą część Power Rankingu NBA o zespołach, które nikogo nie przestraszą oraz drużynach tylko i aż przeciętnych. 

Tier 3 – blisko, coraz bliżej

16. Orlando Magic

  • Najważniejsze dodatki: Nikola Vucević
  • Najważniejsze ubytki: Moritz Wagner

Jest w NBA kilka zespołów, które mocno liczą na efekt nowej miotły. To choćby New Orleans Pelicans, ale także Orlando Magic. Ekipa z Florydy wiosną po raz trzeci z rzędu odpadła z rywalizacji w pierwszej rundzie play-off. Zwolniony został więc Jamahl Mosley – dość szybko znalazł nową pracę w… Nowym Orleanie – a jego miejsce zajął debiutujący w roli pierwszego trenera Sean Sweeney. I to on ma wziąć w zasadzie taki sam skład Magic i wprowadzić zespół na wyższy poziom.

Sweeney ostatnie lata spędził jako asystent – w Milwaukee, Dallas czy San Antonio. Współpracował z wielkimi nazwiskami, a w dwóch z trzech ostatnich sezonów był obecny ze swoimi drużynami w wielkim finale. Teraz wreszcie dostaje szansę i swój własny zespół. Trzeba zresztą przyznać, że ma z czego „lepić”, bo talentu w Orlando nie brakuje. Pytanie jednak, jak w nowym sezonie będzie ze zdrowiem.

To właśnie problemy zdrowotne m.in. Franza Wagnera czy Jalena Suggsa mocno ograniczyły potencjał drużyny. Trochę wyhamował też Paolo Banchero, który jeszcze nie tak dawno temu zapowiadał się na ligową czołówkę. Dziś? Sweeney też ma tutaj pracę do wykonania. W przeszłości pracował z Donciciem, Giannisem czy ostatnio Wembanyamą, więc na Florydzie liczą, że Banchero po zmianie trenera też odżyje. To byłaby dla Magic świetna wiadomość. Tym bardziej że po raz ostatni serię play-off wygrali w… 2010 roku, czyli za czasów Dwighta Howarda.

Reklama

15. Atlanta Hawks

  • Najważniejsze dodatki: Lu Dort, Aaron Wiggins, Kingston Flemings
  • Najważniejsze ubytki: Jonathan Kuminga, Zaccharie Risacher

Kto jako jedyny dwukrotnie pokonał New York Knicks w trakcie ich drogi do mistrzostwa? Tak, tak – Atlanta Hawks właśnie. Jastrzębie w ubiegłym sezonie rozpoczęły zupełnie nowy etap, pozbywając się Trae Younga po niemal ośmiu latach. Dość szybko okazało się, że taka zmiana dała im zupełnie nowy impuls. Hawks pod wodzą Jalena Johnsona i CJ McColluma byli przecież jedną z najlepszych drużyn w całej lidze, jeśli chodzi o drugą część sezonu.

Latem w zespole nie było jednak fajerwerków, ale nie znaczy to, że Hawks przespali ten okres. Wręcz przeciwnie. Rozsądnie postanowili budować się na sukcesie poprzednich rozgrywek, uzupełniając skład na marginesach. Do drużyny dołączyli więc m.in. Lu Dort oraz Aaron Wiggins, czyli dwójka mistrzów z Oklahoma City Thunder. To ofiary nowych realiów w NBA, gdzie najmocniejsi muszą szukać oszczędności, by nie wejść w progi podatkowe, które mogą mocno utrudnić budowanie drużyny. Co prawda obaj w ubiegłym sezonie nie byli już dla OKC tak dużym wsparciem, ale w Atlancie na pewno będzie z nich pożytek.

Udało się też Hawks dodać do składu utalentowanego rozgrywającego z ósmym numerem draftu. Za to mogli podziękować New Orleans Pelicans, którzy latem 2025 roku oddali im swój wybór w pierwszej rundzie naboru bez żadnej ochrony. Kingston Flemings ma okazję rozwinąć się w Atlancie w bardzo ciekawego zawodnika. Tę szansę stracił już natomiast Zaccharie Risacher, czyli „jedynka” draftu z 2024 roku. Francuz nadal ma potencjał, ale Jastrzębie postanowiły już go sobie odpuścić. Trochę szkoda, choć trzeba przyznać, że Hawks nie mieli szczęścia, że loterię draftu wygrali akurat w 2024 roku – czyli rok po Victore Webmanyamie i rok przed Cooperem Flaggiem.

14. Miami Heat

  • Najważniejsze dodatki: Giannis Antetokounmpo, Klay Thompson, Bobby Portis, Tim Hardaway Jr.
  • Najważniejsze ubytki: Tyler Herro, Norman Powell, Jaime Jaquez Jr., Kel’el Ware

Długo swojej kolejnej megagwiazdy szukali Miami Heat. Nie był to ani Damian Lillard, ani Kevin Durant, ani tez żadne inne dużo nazwisko, z jakim ekipa z Florydy była łączona w ostatnich latach. Aż do czerwca 2026. Pat Riley znowu ściągnął do Miami wielkiego gracza. Giannis Antetokounmpo po kilkunastu latach w Milwaukee przeniósł się do Heat i z miejsca sprawił, że o trzykrotnych mistrzach NBA znów zrobiło się głośno. I nawet kilku weteranów udało się szybko przyciągnąć na Florydę.

Reklama

Antetokounmpo musi jednak wpierw udowodnić, że nadal jest jednym z najlepszych graczy na świecie. Od jego ostatnich wielkich sukcesów minęło już trochę czasu. Poprzednich kilka sezonów to przede wszystkim walka ze zdrowiem i ciałem, które coraz mocniej go zawodzi. A przecież to właśnie niesamowite warunki fizyczne pozwalały mu wcześniej tak dominować. 31-letni były dwukrotny MVP w teorii wciąż jest w swoim prime. W praktyce od czasu mistrzostwa w 2021 roku wygrał tylko jedną serię play-off.

Heat nie poszli zresztą „all-in” tego lata, tak jakby najpierw chcieli Giannisa sprawdzić. Dają mu czas na aklimatyzację, zanim spróbują odpowiednio go obudować na ostatnie lata kariery. Warto pamiętać, że Grek od początku października może podpisać z klubem przedłużenie, ale dużo bardziej opłaca mu się poczekać – albo do nowego roku, albo w ogóle do kolejnego lata.

13. Indiana Pacers

  • Najważniejsze dodatki: Kelly Oubre Jr., Larry Nance Jr.
  • Najważniejsze ubytki: Micah Potter

Można przegrać ponad 60 meczów w sezonie i nie mieć z tego wysokiego wyboru w drafcie. To przeżyli właśnie kibice Indiana Pacers po najgorszych rozgrywkach w historii klubu. Bez kontuzjowanego Tyrese’a Haliburtona udało im się wygrać tylko 19 meczów. Władze drużyny mimo tak słabych wyników zaryzykowały jednak zimą, oddając wybór w pierwszej rundzie tegorocznego draftu w zamian za Ivicę Zubaca. Okazało się, że nałożona na ten wybór protekcja – w top4 – to było za mało. W loterii Pacers wylosowali bowiem „piątkę” i musieli przekazać ten wybór do Clippers.

Reklama

Mimo wszystko fani Pacers nie smucą się dziś jakoś bardzo. Po pierwsze dlatego, że do gry wrócił Haliburton. A po drugie dlatego, że już buduje chemię z Zubacaem, który jest przecież jednym z najlepszych środkowych w lidze. Po sezonie rozpaczy teraz w Indianapolis znów wyszło słońce. Pacers mocno się zresztą nie zmienili od czasu awansu do finałów w 2025 roku, dlatego będą szybko chcieli wrócić do czołówki na Wschodzie.

Muszą udowodnić, że tamta wizyta w finałach to nie był przypadek. Wiele zależeć będzie jednak od tego, jak szybko do formy wróci Haliburton, który po zerwanym Achillesie stracił cały poprzedni sezon. A przecież on przed kontuzją nie tylko stał się jednym z najbardziej ekscytujących zawodników w lidze, ale też silnikiem napędowym Pacers. Na szczęście dla niego wraca w znajome otoczenie. Nadal będzie miał wokół siebie w większości tych samych partnerów, co powinno zdecydowanie ułatwić mu powrót do wielkiego grania.

12. Los Angeles Lakers

  • Najważniejsze dodatki: Walker Kessler, Quentin Grimes, Sandro Mamukelashvili, Collin Sexton, Ziaire Williams, Matisse Thybulle
  • Najważniejsze ubytki: LeBron James, Marcus Smart, Rui Hachimura, Deandre Ayton, Jaxson Hayes, Luke Kennard

Los Angeles już bez Króla. Po ośmiu latach i jednym mistrzostwie LeBron James odszedł ze składu Lakers. Ale spokojnie – umarł król, niech żyje król. Kalifornijska drużyna nie musi szukać nowego lidera, bo dostała go w prezencie od Dallas Mavericks zimą 2025 roku. Luka Doncić szykuje się do swojego pierwszego sezonu jako zdecydowany numer jeden zespołu. Jak zwykle latem prezentował świetną formę i jak zwykle pojawiają się pytania, czy tym razem to tak naprawdę. Od lat jeden z najlepszych zawodników ligi sypie się bowiem fizycznie w najważniejszych momentach rozgrywek.

Reklama

Lakers postarali się jednak, żeby go obudować. Nawet JJ Redick mówi wprost, że po raz pierwszy odkąd objął stanowisko trenera w 2024 roku ma do dyspozycji pasujące do siebie puzzle. Odejście Jamesa i kilku innych zawodników ruszyło bowiem całą lawinę ruchów. Najważniejsze było sprowadzenie Walkera Kesslera z Utah, choć cena za środkowego była naprawdę duża. Tym bardziej że Lakers nie tylko oddali kontrolę nad czterema wyborami w pierwszej rundzie draftu, ale też dali mu nowy 4-letni kontrakt wart prawie 130 milionów dolarów. Sporą podwyżkę dostał także Austin Reaves, podpisując 4-letnie przedłużenie kontraktu o wartości 180 milionów. Teraz ta dwójka ma być dla Luki odpowiednim wsparciem. Albo raczej: musi być, bo Lakers przez lata oddali już większość swoich wyborów w drafcie i nie mają w tej chwili za bardzo pola manewru.

Tymczasem dużo znaków zapytania pojawia się przede wszystkim wokół defensywy kalifornijskiej drużyny. Brakować może też jakości na skrzydle. Klub sprowadził co prawda latem kilku skrzydłowych, ale żaden nie jest pewniakiem. Lakers chcieli też, żeby dołączył do nich Jonathan Kuminga i oferowali mu rolę startera, ale ten wybrał mniejsze pieniądze w mroźnym Minneapolis. Jak widać, mocne światła L.A. nie są dla wszystkich.

11. Toronto Raptors

  • Najważniejsze dodatki: Kawhi Leonard, Kyle Anderson, Allen Graves
  • Najważniejsze ubytki: Brandon Ingram, Sandro Mamukelashvili, Gradey Dick

Osiem lat temu Kawhi Leonard nie chciał trafić do Toronto. Groził, że ucieknie przy pierwszej możliwej okazji. Tak też zrobił, ale wcześniej poprowadził Raptors do historycznego mistrzostwa. Teraz wszyscy w Kanadzie liczą, że historia się powtórzy. Szczególnie że tym razem Kawhi nie miał nic przeciwko wymianie, a klub oddał za niego chyba nawet więcej niż te osiem lat temu. Paradoksalnie teraz jest też mniej wątpliwości wokół zdrowia 35-letniego skrzydłowego, choć oczywiście to nadal duży znak zapytania.

Mimo wszystko wydaje się, że Raptors nie mogli wymyślić sobie lepszego transferu na to lato. Mieli dość ograniczone możliwości, a udało im się jednak pozyskać zawodnika, który nawet na tym etapie kariery powinien zapewnić im więcej jakości niż Brandon Ingram. Jeśli zdrowie pozwoli, to Leonard rozwiąże wszystkie problemy Toronto w ataku pozycyjnym. A przy tym oczywiście nie pogorszy defensywy, z której od dłuższego czasu dumny może być trener Darko Rajaković.

Reklama

Raptors wiedzą, że już raz im się z Kawhim udało zdobyć mistrzostwo. Teraz spróbują ponownie, tyle że 35-latek będzie miał wokół siebie inne wsparcie. Czy wystarczające? To się dopiero okaże, ale kanadyjska drużyna swoim potencjałem z pewnością wcale nie ustępuje aż tak bardzo najlepszym drużynom Konferencji Wschodniej.

Tier 4 – w drugim szeregu

10. Minnesota Timberwolves

  • Najważniejsze dodatki: LaMelo Ball, Jonathan Kuminga
  • Najważniejsze ubytki: Naz Reid, Julius Randle, Mike Conley

To już reguła: co dwa lata Timberwolves muszą zrobić duży transfer. Latem ekipa z Minneapolis sięgnęła po LaMelo Balla z nadzieją, że taki ruch pozwoli jej zrobić krok do przodu. Trzeba bowiem przyznać, że Wilki w ostatnich latach potrafią wygrywać w fazie play-off dużo i prawie z każdym. Wciąż jednak nie są w stanie wdrapać się na mistrzowski poziom. Tim Connelly, czyli szef klubu, nie boi się ryzykować, dlatego też teraz spróbował w taki sposób.

Ball jest po swoim najlepszym od lat sezonie, ale to nadal mocno niepewny zawodnik. Dość powiedzieć, że przed minionym sezonem rozegrał łącznie tylko 105 meczów w ciągu trzech lat, a do tego nie ma też żadnego doświadczenia w fazie play-off. Pierwsze sygnały płynące z Minnesoty są jednak bardzo obiecujące. Nawet trener Chris Finch chwali sobie pozytywny nastrój, jaki do szatni wprowadził LaMelo, który ma to coś, że „po prostu nie można się na niego wkurzać”. Z kolei Anthony Edwards po raz pierwszy w karierze będzie miał obok siebie takiego rozgrywającego. Pierwszy i trzeci numer draftu z 2020 roku mogą stworzyć jeden z najlepszych obwodowych duetów w całej lidze.

Reklama

Jeśli tak będzie, to znikną pewnie wątpliwości związane z głębią T-Wolves czy dużo mniejszym niż poprzednich latach poziomem fizyczności w zespole. Znakiem rozpoznawczym Wilków w ostatnich sezonach była przecież twarda, agresywna gra. Teraz dużo więcej będzie jednak finezji Balla, z którą może też iść… frustrującą niedbałość. Konieczny będzie więc złoty środek. Przydałby się też impuls od kilku młodszych zawodników, jeśli tylko trener Finch w końcu pozwoli sobie na to, żeby młodzieży zaufać. Wszak Rudy Gobert wciąż nadąża, ale już coraz mniej, a ewentualne wzmocnienia na rynku transferowym mogą być dość skomplikowane po ostatnich transferach.

9. Philadelphia 76ers

  • Najważniejsze dodatki: Jaylen Brown, LeBron James, Dean Wade, Anfernee Simons
  • Najważniejsze ubytki: Paul George, Quentin Grimes, Kelly Oubre Jr., Andre Drummond

Bardzo dużo rzeczy musi pójść po ich myśli, ale oczywiste jest, że 76ers próbują. Czemu mieliby nie próbować? Jeszcze w czerwcu chyba mało kto przypuszczał, że to minione lato tak się w Filadelfii potoczy. Najpierw zaskakujący transfer po Jaylena Browna, który otworzył drzwi do tego, by potem do klubu dołączył także LeBron James. I nagle Joel Embiid ma wokół siebie być może najbardziej utalentowany skład od początku swojej przygody w NBA. To już przecież kilkanaście lat, odkąd zaczął się „proces”.

Jednocześnie to nadal od postawy Embiida będzie mnóstwo w Filadelfii zależało. Potrzebne będzie nie tylko zdrowie, ale też odpowiednia chemia. Może nawet swego rodzaju poświęcenie w imię dobra zespołu. Takie projekty bardzo łatwo się przecież wypalają. Często potrzebują czasu, a tego nie ma wcale aż tak dużo. Tym bardziej biorąc pod uwagę to, że LeBron w grudniu będzie miał już 42 lata i to naprawdę może być jego ostatni sezon w NBA (choć kontrakt podpisał na dwa lata).

Reklama

Po drodze wiele rzeczy może nie wypalić. Nawet jeśli wydaje się, że Embiid zrzucił trochę kilogramów, a Brown do spółki z Tyrese Maxyem odciążą go i LeBrona w trakcie rundy zasadniczej, to nadal trudno zaufać środkowemu po latach przeróżnych jego urazów w kluczowych momentach sezonu. James zresztą też ma swoje problemy zdrowotne, co nie może dziwić, skoro to jego 24. sezon w lidze. Historia pokazuje tymczasem, że zespoły LBJ-a nigdy nie zdobywały mistrzostwa w jego pierwszym sezonie gry po przenosinach do nowego miasta. Nie będzie więc dużym zaskoczeniem, jeśli 76ers też nie od razu będą gotowi, by włączyć się do walki o tytuł.

8. Denver Nuggets

  • Najważniejsze dodatki: DeMar DeRozan, Marvin Bagley III
  • Najważniejsze ubytki: Peyton Watson, Tim Hardaway Jr.

Nie są do końca zadowoleni fani Denver Nuggets po letnich ruchach swojego klubu. Jednak sama obecność Nikoli Jokicia powoduje, że nie może ich nie być w gronie kandydatów do tytułu. Nawet jeśli nadal są kłopoty z głębią składu. Tak naprawdę od 2023 roku – od czasu mistrzostwa – nie są w stanie zapewnić odpowiedniej jakości w składzie. Powodem są kolejne oszczędności. Nuggets to zresztą jedyny w tej chwili zespół w NBA, który znajduje się nad drugim progiem apron. Bardzo więc możliwe, że w najbliższych tygodniach lub miesiącach będą kolejne cięcia w budżecie.

Ofiarą tych cięć już stał się m.in. Peyton Watson, ale latem z Kolorado pożegnał się też choćby Tim Hardaway Jr. Nagrodą pocieszenia ma być DeMar DeRozan, ale weteran niezupełnie pasuje swoją charakterystyką gry do Nuggets. To może 29-letni Alpha Diallo – najlepszy defensor Euroligi w ubiegłym sezonie, który zadebiutuje w NBA – będzie prawdziwym wzmocnieniem? Trudno stwierdzić. Wszystko to powoduje, że nie da się dziś jednoznacznie powiedzieć, że ekipa z Denver jest na starcie rozgrywek bliżej Spurs czy Thunder, niż w poprzednim sezonie.

Reklama

Nic nie wskazuje jednak na to, by Nikola Jokić miał tracić cierpliwość. Sam jeszcze przed sezonem stwierdził, że na pewno podpisze przedłużenie kontraktu, jeśli Nuggets dalej będą go chcieli. Mógłby to w teorii zrobić już teraz, lecz dużo bardziej opłaca mu się poczekać do kolejnego lata. Okaże się też wtedy, w jakim miejscu pod względem sportowym i finansowym jest klub. W ubiegłym sezonie Nuggets odpadli przecież z rywalizacji już w pierwszej rundzie play-off.

7. Houston Rockets

  • Najważniejsze dodatki: Marcus Smart
  • Najważniejsze ubytki: Josh Okogie

W pierwszej rundzie przegrali też w minionych rozgrywkach koszykarze Houston Rockets. Drugi rok z rzędu. Nie pomógł Kevin Durant, który zaliczył świetny sezon zasadniczy, ale w fazie play-off dopadły go problemy zdrowotne. Zaliczył tylko jeden występ przeciwko Lakers po aż 78 spotkaniach w rundzie zasadniczej. Rakiety wykręciły zresztą bardzo dobry wynik mimo problemów zdrowotnych wielu swoich graczy.

Teraz teksańska ekipa stawia więc przede wszystkim na lepsze zdrowie. I daje swoim zawodnikom jeszcze jedną szansę. Do gry powrócił Fred VanVleet, który przez zerwane więzadło w kolanie stracił cały poprzedni sezon. Zdrowy jest też Steven Adams, który minione rozgrywki zakończył w styczniu po operacji kostki. Obaj sprawią, że Rakietom będzie się grało dużo łatwiej. Tak samo jak sprowadzony latem Marcus Smart. Znakomity defensor odbudował się w Los Angeles, a teraz znów łączy siły z trenerem Ime Udoką.

Reklama

Dlatego, jeśli zdrowie pozwoli, to właśnie Rockets mogą okazać się najpoważniejszym rywalem dla Thunder i Spurs na Zachodzie. Nadszedł czas, żeby zrobili wreszcie kolejny krok. Jeśli tak się jednak nie stanie, to przy rosnących wydatkach ten zespół może wyglądać zupełnie inaczej za rok na starcie kolejnego sezonu.

6. Detroit Pistons

  • Najważniejsze dodatki: John Collins, Isaiah Joe, Ebuka Okorie
  • Najważniejsze ubytki: Tobias Harris, Isaiah Stewart

Długie to było lato w Detroit. Powód? Przedłużające się negocjacje z Jalenem Durenem w sprawie nowej umowy. Środkowy w ubiegłym sezonie zrobił świetny progres. Zadebiutował w Meczu Gwiazd, a na koniec rozgrywek został nominowany do trzeciej piątki All-NBA. Mocno rozczarował jednak w fazie play-off. Miesiącami trwała więc batalia o wartość nowego kontraktu. Duren opuścił nawet początek przygotowań, ale finalnie na początku października podpisał 5-letnie przedłużenie, które gwarantuje mu 200 milionów dolarów. 22-latek stwierdził potem nawet, że chce zostać w Detroit do końca kariery, ale trudno uwierzyć, że relacje między nim a klubem wcale nie ucierpiały.

W międzyczasie Pistons próbowali aktywnie podziałać na rynku transferowym. Chcieli sięgnąć po gwiazdę, bo dobrze widzieli, jak Cade Cunningham męczy się w fazie play-off bez wsparcia. I jak łatwo jest stłamsić atak Tłoków, gdy liderowi nie ma kto pomóc. Sęk w tym, że władzom klubu zabrakło skuteczności. John Collins może pomóc, ale to nie jest ktoś, kto zrobi różnicę na mistrzowskim poziomie. Zaboleć – szczególnie szatnię – może natomiast odejście takich graczy jak Tobias Harris czy Isaiah Stewart.

Trudno więc powiedzieć, że Pistons ułatwili życie swojemu liderowi. Może i będzie miał wokół siebie więcej strzelców, ale fani drużyny liczyli chyba na coś więcej. Tłoki wygrały wszak w poprzednim sezonie aż 60 meczów (po raz pierwszy od 2006 roku). Były numerem jeden na Wschodzie. Rywali jednak tylko przybywa, a jakości w Mo-Town jakby tyle samo albo nawet trochę mniej.

Reklama

5. Cleveland Cavaliers

  • Najważniejsze dodatki: Peyton Watson, Mario Hezonja
  • Najważniejsze ubytki: Max Strus, Dean Wade

Krok po kroku idą coraz dalej. Cavaliers przegrali co prawda w finałach konferencji do zera, ale już sam awans do tego etapu rywalizacji był dla nich pewnym przełamaniem. Drużyna stawia więc na ten sam trzon. Latem nowe umowy podpisali Donovan Mitchell czy James Harden. Ten drugi wciąż szuka swojego pierwszego mistrzostwa w karierze. Mimo upływu lat nadal jest w ligowej czołówce. 37-latek powinien być teraz dla Cleveland jeszcze większym wzmocnieniem. Wszak trafił do Ohio w trakcie sezonu, a to dla dyrygenta nigdy nie jest łatwa sytuacja, gdy trzeba zaczynać w połowie koncertu.

Harden długo zresztą czekał z podpisaniem nowego kontraktu, a to dlatego, że pomagał w ten sposób Cavs w staraniach o LeBrona Jamesa. Pierwszy klub najlepszego strzelca w historii ligi był w grze i mogło się wydawać, że ma duże szanse. To byłby piękny (drugi) powrót do Cleveland i pewne spięcie klamrą całej kariery Jamesa. Finalnie jednak LeBron wybrał Filadelfię, uznając chyba, że tam ma większe szanse na mistrzostwo.

Cavs mieli plan „B” i szybko przeszli do jego realizacji. Do klubu w ramach sign-and-trade trafił Peyton Watson. Czy to on będzie tym od dawna poszukiwanym wymarzonym skrzydłowym dla Cavaliers? Jeśli tak, to ekipa z Ohio może nawet znów być najlepszą drużyną w Konferencji Wschodniej. Fakt faktem, że latem stracili trochę swojej głębi, natomiast z pewnością liczą, że pewne luki wypełnią im młodsi gracze. To może być zresztą jedna z ostatnich szans dla tej konkretnej grupy, aby powalczyć o mistrzostwo. Ewentualne kolejne niepowodzenie będzie najprawdopodobniej oznaczać duże zmiany w Cleveland.

4. Boston Celtics

  • Najważniejsze dodatki: Paul George, Mitchell Robinson
  • Najważniejsze ubytki: Jaylen Brown, Nikola Vucević

To była historyczna porażka Celtics. Nigdy wcześniej w swojej bogatej historii nie przegrali serii play-off, w której prowadzili 3-1. Na domiar złego polegli z jednym z największych swoich rywali. Wiadomo było więc, że jakieś zmiany będą konieczne, ale chyba nikt nie przypuszczał, że z klubem pożegna się Jaylen Brown. I to w wymianie z… 76ers, którzy oddali za niego Paula George’a. Kto wie, czy Celtics zrobiliby tę wymianę, gdyby wiedzieli, że jej następstwem będą też przenosiny LeBrona Jamesa do Filadelfii.

Reklama

Brad Stevens wytłumaczył jednak, że chodzi przede wszystkim o elastyczność finansową. George też ma wielki kontrakt, ale o rok krótszy. Nie wiadomo jednak, czy coś więcej nie zadziało się za zamkniętymi drzwiami. Czy nie dochodziło do jakichś tarć na linii Brown-Tatum. Tak czy siak, dość niespodziewanie zaczęła się w Bostonie nowa era. Udało się też Celtom przejąć latem Mitchella Robinsona z Knicks, a choć George w meczach przedsezonowych wyglądał słabo w ataku, to pokazał też, że nadal może robić różnicę w obronie.

Sam zresztą mówił, że trafił do Bostonu o kilka lat za późno. Warto pamiętać, że 36-latek od 2019 roku tylko raz rozegrał w sezonie więcej niż 60 spotkań. Mimo wszystko Celtics mają wciąż taką głębię składu i na tyle mądry sztab, że przynajmniej w fazie zasadniczej wciąż powinni być maszynką do wygrywania meczów. Joe Mazzulla od czasu objęcia zespołu w 2022 roku wygrywał kolejno 57, 64, 61 i 56 spotkań. A jeśli Jayson Tatum wróci do formy jako jeden z pięciu najlepszych graczy NBA, to w nadchodzących rozgrywkach nie powinno być inaczej.

Tier 5 – faworyci do mistrzostwa

3. San Antonio Spurs

  • Najważniejsze dodatki: Tobias Harris
  • Najważniejsze ubytki: brak

Niewiele było w historii NBA zespołów, które zrobiły taki progres sezon po sezonie. Niewielu było też jednak w historii NBA takich graczy jak Victor Wembanyama. Pod jego wodzą Spurs wygrali w minionych rozgrywkach aż 62 mecze, czyli o 28 więcej niż sezon wcześniej. To była duża niespodzianka, bo chyba nikt w San Antonio nie spodziewał się, że teksańska drużyna będzie tak dobra tak szybko. Spurs nie tylko wrócili więc do fazy play-off po latach przerwy, ale też wyrzucili z rywalizacji obrońców tytułu. I tylko w finałach zabrakło im już trochę więcej doświadczenia, choć przecież w serii z Knicks prowadzili przez zdecydowaną większość czasu gry.

Trudno jednak wymagać doświadczenia od tak młodej ekipy. Dla Spurs wizyta w finałach powinna być więc najlepszą możliwą nauczką. Rozumie to też Wembanyama, który latem przedłużył z San Antonio kontrakt, zostawiając na stole kilkadziesiąt milionów dolarów. Nowe umowy podpisali Julian Champagnie czy Harrison Barnes, a największym wzmocnieniem okazał się Tobias Harris ściągnięty z rynku wolnych zawodników. Jeden z najbardziej cenionych weteranów w NBA może być dla Spurs brakującym ogniwem.

Reklama

Teksański zespół nowy sezon rozpocznie więc z wielkimi nadziejami. Zupełnie inaczej niż rok temu, gdy celem był po prostu powrót do fazy play-off. Teraz gra toczy się już o mistrzostwo. To oczywiście dodatkowa presja, z którą Spurs będą musieli sobie poradzić. Ciekawie będzie też obserwować dalszy rozwój Wembanyamy – zawodnika absolutnie wyjątkowego – który przecież w swoich pierwszych playoffs narobił sobie wielu wrogów. O tym szczególnie mocno muszą pamiętać teraz jego koledzy.

2. Oklahoma City Thunder

  • Najważniejsze dodatki: Aday Mara
  • Najważniejsze ubytki: Lu Dort, Isaiah Joe, Aaron Wiggins

Po raz ostatni obrona tytułu w NBA sukcesem zakończyła się w 2018 roku. Serii tej nie przerwali więc i Oklahoma City Thunder. Odpadli w finałach konferencji, mierząc się z brakiem m.in. Jalena Williamsa. Ten przez większość sezonu miał problemy zdrowotne. Thunder wciąż wygrywali na potęgę, ale nie dominowali już aż tak bardzo. Jak burza przeszli dwie pierwsze rundy play-off, ale potknęli się na Spurs, którzy zresztą przez całe rozgrywki byli najtrudniejszym dla nich rywalem. Mimo tego nowy sezon otwierają znów w gronie ścisłych faworytów.

I nie przeszkodzi im tutaj fakt, że latem musieli oddać kilku zawodników z mistrzowskiej drużyny, w tym etatowego startera w osobie Luguentza Dorta. Zrobili to, by otworzyć sobie trochę więcej pieniędzy w budżecie przy wchodzących w życie przedłużeniach Williamsa i Cheta Holmgrena. Zyskali zresztą kolejne cenne wybory w drugiej rundzie draftu. A czy stracili na jakości i głębi składu? To się okaże, bo przecież w zespole mają wielu utalentowanych graczy, którzy tylko czekają na swoją szansę. Oddali wartościowych zawodników, lecz mają kim ich zastąpić. Tym bardziej że Thunder potrafią rozwijać swoich graczy jak mało kto.

Reklama

Dlatego też to powinien być kolejny bardzo mocny sezon w wykonaniu Thunder, szczególnie jeśli do pełni zdrowia doszedł już J-Dub. Ciekawym dodatkiem do składu jest także Aday Mara. Hiszpański środkowy ma być dla OKC odpowiedzią na Victora Wembanyamę. Sam jest bowiem gigantem – mierzy 221 centymetrów wzrostu, czyli niewiele mniej niż Wemby – i wygląda na to, że już w debiutanckim sezonie będzie w stanie pomóc drużynie. W tym wszystkim o trzecią z rzędu statuetkę MVP powalczy Shai Gilgeous-Alexander. W historii ligi tylko trzech innych zawodników dokonało takiego wyczynu: Bill Russell (1961-1963), Wilt Chamberlain (1966-1968) oraz Larry Bird (1984-1986).

1. New York Knicks

  • Najważniejsze dodatki: Andre Drummond
  • Najważniejsze ubytki: Mitchell Robinson

Jako obrońcy tytułu zasługują na to, żeby być w tym zestawieniu na pierwszym miejscu. Knicks latem zatrzymali w składzie większość zawodników, którym kończyły się kontrakty. Łącznie aż dziewięciu z 10 graczy z rotacji Mike’a Browna w fazie play-off wciąż jest w zespole. Odszedł tylko Mitchell Robinson, dla którego nowojorska drużyna nie chciała wejść w drugi próg apron. To ich zaboli, ale takie są dziś w NBA realia. Rotację podkoszową mistrzów uzupełnili więc Andre Drummond i James Wiseman. Jakości jest mniej, ale przynajmniej wyszło taniej.

Finanse mogą zresztą odegrać jeszcze większą rolę, bo jak cień nad nowojorskim zespołem zawisła kwestia nowych kontraktów dla Karla-Anthony’ego Townsa oraz Josha Hart. Porozumienia w tej sprawie brak. Knicks ogłosili zresztą, że rozmowy zawieszają aż do końca sezonu, bo nie chcą żadnego rozproszenia. Ale to paradoksalnie spowodowało, że atmosfera w Nowym Jorku trochę się jednak pogorszyła. Niepewna przyszłość dwóch kluczowych graczy może być problemem. Tym bardziej że wcale niewykluczone, że im bliżej będzie zamknięcia okienka transferowego, tym więcej będzie plotek o możliwych transferach tej dwójki.

Mimo wszystko Knicks otwierają nowy sezon w gronie faworytów. Pierwsze od pięciu dekad mistrzostwo zdobyli przecież w fantastycznym stylu. Dominowali jak mało kto w historii. Czy będą w stanie odtworzyć tę magię raz jeszcze? Sezon zasadniczy to jednak inna para kaloszy. Pytanie więc, czy bardziej widoczny będzie mistrzowski kac, czy też mistrzowskie doświadczenie.

Reklama

Power Ranking NBA

fot. Instagram/nyknicks, Instagram/sixers

1 komentarz
Tomasz Kordylewski

Zakochany w koszykówce, odkąd w 2008 roku jako 13-latek zobaczył w akcji Rajona Rondo. Dumny fan Boston Celtics. Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. O NBA pisał dla newonce, Rzeczpospolitej i Kanału Sportowego. Od 2022 roku co roku na start sezonu wydaje "Przewodnik NBA". Za największy życiowy sukces uznaje jednak wygraną z rakiem jądra. I teraz niemal każdego faceta potrafi zapytać, czy badał sobie ostatnio jaja.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Oficjalnie: Iga Świątek nie zagra w WTA Finals. „To właściwa decyzja”

Maciej Piętak
0
Oficjalnie: Iga Świątek nie zagra w WTA Finals. „To właściwa decyzja”
La Liga

El Clasico LIVE: PSG – Barca, Real – RB Lipsk w LM. Sędziowie namieszali w LaLiga?

Michał Kołkowski
1
El Clasico LIVE: PSG – Barca, Real – RB Lipsk w LM. Sędziowie namieszali w LaLiga?

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

Oficjalnie: Iga Świątek nie zagra w WTA Finals. „To właściwa decyzja”

Maciej Piętak
0
Oficjalnie: Iga Świątek nie zagra w WTA Finals. „To właściwa decyzja”