Niesamowite, co się może wydarzyć w tydzień. Raptem 7 dni temu Kacper Tomasiak przystępował do rywalizacji na Igrzyskach Olimpijskich w roli nieśmiałego nastolatka, który wśród przeciętnego polskiego kibica pełnił rolę mocno zamglonej nadziei na jakąkolwiek przyszłość polskich skoków narciarskich. Dziś jest legendą sportu. Dołączył do Justyny Kowalczyk, Ireny Szewińskiej i Otylii Jędrzejczak. Przebił Adama Małysza oraz Kamila Stocha. Jest trzykrotnym medalistą olimpijskim na jednych igrzyskach!
Przebieg konkursu duetów będzie pamiętany przez lata, a końcówka dostarczyła takiej dramaturgii, że ożywiłaby chyba nawet mimikę twarzy Janne Ahonena. Skąpany w śniegu oddający ostatnią próbę w zapchanych torach najazdowych Tomasiak, która nie miała szans powodzenia. Na dole czekający na niego Paweł Wąsek, którego według wielu na tych Igrzyskach miało przecież nie być. No i przypatrujący się wszystkiemu z uśmiechem na twarzy stary mistrz Kamil Stoch. Wiele przeżył i widział w swojej karierze, ale czegoś takiego na pewno nie.
Jak Kacper Tomasiak w tydzień przeszedł do historii. Polskie skoki odżyły
Ostatnie lata polskich skoków to smutek i nostalgia. Odniosłem nawet w pewnym momencie wrażenie, że zmiana na stanowisku trenera z Thomasa Thurnbichera na Macieja Maciusiaka to nic innego, a krzyk rozpaczy działaczy, aby w pewien sztuczny sposób podtrzymać zainteresowanie dyscypliną przed sezonem olimpijskim. Nie było widać pomysłu na rozwój, różne koncepcje nie wypalały i oczywiście gdzieś tam w tle tliły się talenty Pawła Wąska (w poprzednim sezonie) i Kacpra Tomasiaka (w obecnym), ale liczenie na nich w kontekście medalu Igrzysk wydawało się jeszcze kilkanaście dni temu mrzonką.
Nadzieję dały treningi na skoczni normalnej, gdzie Tomasiak potrafił choćby wskoczyć na 2. miejsce. To była jego najlepsza seria w całym sezonie. Później wytrzymał presję w zawodach i sięgnął po srebro. Jego romans ze skocznią dużą nie od razu wypalił, bo w seriach próbnych było nieco słabiej, ale szybko przełamał przeciwności. Skoczek, który dopiero w obecnym sezonie zadebiutował w Pucharze Świata, tylko cztery razy zameldował się w TOP10, a w klasyfikacji generalnej zajmuje 14. miejsce, wyjeżdża z Włoch z trzema medalami na koncie. Los wynagrodził kibicom skoków trudne miesiące.
Niesamowita jest również historia Wąska, który po odejściu Thurnbichlera z Maciusiakiem nie potrafił osiągać tak dobrych wyników, jak rok temu, gdy meldował się choćby na podium Pucharu Świata. W klasyfikacji generalnej znajduje się na 39. miejscu, za Maciejem Kotem i Piotrem Żyłą, a ex aequo z Dawidem Kubackim, którzy podczas tych Igrzysk pełnili przecież funkcje ekspertów w mediach. Mimo wszystko, również poradził sobie świetnie i nie zawiódł w konkursie, gdzie potrzebna była powtarzalność na wysokim poziomie.
Oczywiście, końcówka sprawia, że Niemcy czy Japończycy mogą poczuć się poszkodowani. 4. miejsce przed ostatnią próbą Tomasiaka wskazywało, że Polakom znów potrzebny byłoby coś ekstra od 19-latka. Dobry skok Raimunda w momencie, w którym już śnieżyca się rozpoczęła zapamiętają tylko niemieckie ulice. Podobnie jak serię wcześniej znakomitą próbę Nikaido. Nawet jednak bez tego walka, jaką prowadzili Polacy w zawodach duetów zasługiwała na uznanie w stosunku do oczekiwań przed Igrzyskami.
Postaci Macieja Maciusiaka również należy się w tym wszystkim oddzielny akapit. Nie pomagał sobie wypowiedziami w trakcie sezonu i czuć było, że momentami traci cierpliwość do trudnej sytuacji. W momencie próby na Igrzyskach Olimpijskich jego podopieczni poradzili sobie jednak znakomicie i nie ma większego sensu umniejszanie jego dokonań. Oczywiście, wielki wpływ na rozwój Tomasiaka mieli Wojciech Topór czy Robert Mateja, a Wąska choćby Thurnbichler, ale to na pewno nie jest tak, że Maciusiak tylko „machał chorągiewką”. Dalej na pewno wszyscy będą patrzeć mu na ręce, a praca musi być rzetelnie oceniana, natomiast nie odbierajmy trenerowi radości. Zasłużył na nią podobnie jak na zwiększony teraz kredyt zaufania.
Dyscyplina na pewno złapie drugi oddech. Koniec kariery Kamila Stocha będzie momentem wzruszającym, ale okazuje się, że pożegnanie starego mistrza wcale nie musi oznaczać połączonego z tym pytania w głowie: „A co dalej?”. Tomasiak ma dopiero 19 lat i całą karierę przed sobą. To wielkie wyzwanie, aby udźwignąć to, co go teraz spotka, bo już nie będzie anonimowym chłopakiem z Bielska-Białej.
Rozwój mentalny i sportowy to niesamowita odpowiedzialność jego oraz wszystkich, którzy będą mieli z nim do czynienia. W historii sportu zapisał się już teraz, ale być może za 4 czy 8 lat nie pozwoli rywalom nawet pomarzyć o złocie?
Na to liczymy i będziemy trzymać kciuki, natomiast dzisiaj? Bawcie się, cieszcie sukcesem i dziękujemy za wielkie emocje!
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Tomasiak z trzecim medalem igrzysk! „To jeszcze nie dociera”
- Trzeci medal ze skoczni! Tomasiak i Wąsek na podium duetów
- Tomasiak jest wielki! Maciusiakowi należą się przeprosiny? [VLOG]
fot. Newspix