Pique wpadł w dziką furię. „Pobiliby was, ale jesteśmy cywilizowani!”

Jan Broda

Autor:Jan Broda

02 maja 2026, 17:39 • 4 min czytania 0

Reklama
Pique wpadł w dziką furię. „Pobiliby was, ale jesteśmy cywilizowani!”

Gerard Pique nie ma spokojnego życia na piłkarskiej emeryturze. F.C. Andorra, której jest właścicielem, przegrała 0:1 z Albacete i oddaliła się od baraży o awans do LaLiga. Hiszpan, delikatnie rzecz ujmując, bardzo mocno przeżył porażkę swojego klubu. Najbardziej dostało się sędziom, którym wielokrotnie groził. 

Reklama

Pique przejął 90 proc. udziałów w F.C. Andorra w 2018 roku. Od tamtej pory klub awansował o kilka lig wyżej, zatrzymując się na Segunda División. Upragniony awans do LaLiga pozostaje jednak dla Andorczyków od lat poza zasięgiem. W tym sezonie nadal jest to możliwe, choć po ostatniej porażce 0:1 z Albacete wymarzony cel Pique i spółki oddalił się. Na cztery kolejki przed końcem sezonu zajmują 9. miejsce ze stratą sześciu punktów do strefy barażowej, przy czym rozegrali o jedno spotkanie więcej.

Byłemu stoperowi Barcelony losy klubu z Księstwa nie są obojętne. Pique bardzo mocno przeżył porażkę, która najprawdopodobniej skazuje jego podopiecznych na kolejny rok na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy. Za winowajcę uznał nie trenera, piłkarzy czy też samego siebie, a odpowiedzialnością za niepowodzenie obarczył sędziego tego spotkania.

Pique wpadł w furię i zaatakował sędziów. Groził im pobiciem

Alonso de Ena Wolf, bo o nim właśnie mowa, został kilkukrotnie zaatakowany przez Pique oraz towarzyszącego mu dyrektora sportowego, Jaume Noguesa. Mundo Deportivo ujawniło protokół sędziowski z tego meczu, który stawia w – eufemistycznie rzecz ujmując – nienajlepszym świetle mistrza świata z 2010 roku.

Gerard Pique Bernabeu krzyczał w moim kierunku w sposób grożący, a także podążał za mną przez cały tunel w odległości kilku centymetrów od mojej twarzy, aż do szatni sędziów, protestując i kwestionując moje decyzje. Tuż przy wejściu do szatni krzyknął: „Teraz, jeśli chcecie, wpiszcie to do protokołu!” […] Po opuszczeniu szatni i udaniu się w kierunku parkingu, Gerard Pique oraz Jaume Nogues ponownie kierowali w naszą stronę ciągłe protesty dotyczące decyzji sędziowskich z meczu. Co więcej, pan Gerard Pique powiedział: „Wyjdźcie z eskortą, żeby was nie zaatakowali!”, a także zwrócił się do delegata meczowego: „W innym kraju zostalibyście zbici na miazgę, ale tutaj, w Andorze, jesteśmy cywilizowanym krajem – czytamy.

Reklama

Jest grubo, ale jeśli myślicie, że skończyło się tylko na cytowanych incydentach, to jesteście w błędzie. Po meczu Pique urządził sobie dogrywkę z arbitrem, atakując go po raz kolejny, tym razem publicznie w mediach społecznościowych.

Miesiąc temu zwróciliśmy się do CTA z prośbą, aby Ena Wolf nie sędziował już meczów FC Andorra. Jest to sędzia, który nie ma odpowiedniego poziomu i widać wyraźnie, że ma osobisty uraz do naszego klubu. Każdy klub płaci ponad 470 tysięcy euro rocznie, aby w drugiej lidze było ponad 20 sędziów dla tej kategorii. Jak to możliwe, że arbiter, który niedawno sędziował obie drużyny, został ponownie wyznaczony w tak krótkim czasie, po naszej prośbie przekazanej listownie? Nie ma przypadków. Z zadziwiającą łatwością pokazał cztery czerwone kartki za „protesty”. To wstyd. Oczywiście nie zabraknie protokołów i kar – napisał.

Reklama

Choć hiszpańscy sędziowie generalnie nie mają najlepszej prasy, to Pique zdaje się przodować w recenzowaniu ich pracy. To bowiem nie pierwsza tego rodzaju sytuacja z jego udziałem. Podobnie było raptem miesiąc temu, przy okazji meczu z Malagą (3:3), po którym Hiszpan również w nieparlamentarnych słowach zwrócił się do arbitra spotkania, za co jego klub został potem ukarany grzywną 12 tys. euro.

Teraz też nie obędzie się bez sankcji. Jak informuje Mundo Deportivo, poza karami finansowymi, Andorrze za zachowanie Pique grozi szereg konsekwencji, w tym zamknięcie stadionu (całkowite lub częściowe) na maksymalnie trzy mecze lub dwa miesiące, a także odjęcie trzech punktów w końcowej klasyfikacji. Decyzje Komisji Dyscyplinarnej poznamy w środę.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama