Bohater z drugiego szeregu. Uwaga nie tylko na Gyokeresa

Patryk Idasiak

31 marca 2026, 10:12 • 6 min czytania 1

Reklama
Bohater z drugiego szeregu. Uwaga nie tylko na Gyokeresa

Gyokeres to, Gyokeres tamto, Gyokeres siamto. To oczywiste, że uwaga mediów sportowych skupia się na tym zawodniku, skoro to on załadował hat-tricka Ukraińcom i w pojedynkę wprowadził Szwedów do finału baraży. Lubi zejść do lewej strony i stamtąd zaatakować. Nasza prawa flanka może mieć ogromny kłopot, ale nie przez samego Gyokeresa. Szwecja ma też świetnego lewego wahadłowego, o którym mówi się mniej. To Gabriel Gudmundsson z Leeds United. 

Wbrew pozorom to wcale nie Viktor Gyokeres może się okazać najgroźniejszą bronią Szwedów. Zaryzykowałbym nawet taką tezę, że nie on sprawi Polakom największy kłopot. Będzie to niedoceniany Gabriel Gudmundsson. Nikt specjalnie nie zwraca na niego uwagi, bo i po co, skoro w ciągu 2400 minut nie zanotował ani jednego gola i ani jednej asysty w Premier League? Tylko że są takie statystyki, które klasyfikują go w czołówce ligi, w której przecież znajdziemy pełno gwiazd światowego formatu.

Gudmundsson mógł mieć dwa gole z Ukrainą

Zacznijmy sobie od krótkiego omówienia spotkania Szwedów z Ukrainą. Mecz raczej bez większej historii. Viktor Gyokeres dał szybkie prowadzenie, później zespół Grahama Pottera spokojnie bronił wyniku, oddał pole gry i przesuwał swoje formacje. Z ataków Ukrainy kompletnie nic nie wynikało. 72% posiadania piłki przez 45 minut i raptem dwa niecelne strzały.

Za to najgroźniejszą sytuację – oprócz tej bramkowej – miał Gabriel Gudmundsson. Przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, nie dał się przewrócić, choć już prawie upadał, wparował w pole karne i huknął lewą nogą. Tak, że piłka otarła się o słupek.

Reklama

W drugiej połowie mógł mieć asystę, kiedy to zgrał piłkę głową po rzucie rożnym do Carla Starfelta, ale środkowy obrońca uderzył akurat prosto w środek bramki – tam, gdzie stał Anatolij Trubin. Nie minęła minuta, a Gudmundsson raz jeszcze miał dogodną szansę i mógł wpisać się na listę strzelców. Dobrze zamykał akcję ze swojej strony. Strzelił minimalnie obok słupka. Miał dwie w zasadzie bliźniaczo podobne akcje, z tym że jedną wypracował sobie całkowicie sam.

Lewy wahadłowy Leeds United skończył bez żadnych liczb, nie posyłał żadnych dośrodkowań, Szwecja nie grała za bardzo do przodu. Stoczył pięć pojedynków, z których trzy wygrał. Patrząc na suche statystyki – nie wygląda to imponująco. Kiedy jednak obejrzało się 90 minut tego dość nudnego spotkania, to Gudmundsson dał się zauważyć właśnie w tych trzech ofensywnych akcjach reprezentacji Szwecji. Pokazał w nich to, co cechuje go na angielskich boiskach.

Reklama

Gudmundsson wyróżnia się w Premier League

Gabriel Gudmundsson wyróżnia się w dwóch aspektach. Po pierwsze, w wygranych pojedynkach. Choć liczba minut poszczególnych defensywnych zawodników Leeds United jest w zasadzie bardzo podobna, to właśnie grający po lewej stronie Szwed najczęściej wygrywa starcia jeden na jednego z przeciwnikiem. Statystyki pochodzą z oficjalnej strony Premier League. Weźmy pod uwagę obrońców i defensywnych pomocników Pawi:

  • Ethan Ampadu – 2750 minut/154 wygrane pojedynki tj. 5,04 na mecz
  • Joe Rodon – 2580 minut/126 wygranych pojedynków tj. 4,39 na mecz
  • Gabriel Gudmundsson – 2580 minut/162 wygrane pojedynki tj. 5,65 na mecz
  • Jayden Bogle – 2500 minut/115 wygranych pojedynków tj. 4,14 na mecz
  • Pascal Struijk – 2450 minut/144 wygrane pojedynki tj. 5,29 na mecz
  • Anton Stach – 2180 minut/136 wygranych pojedynków tj. 5,61 na mecz

W porządku, to tylko porównanie z kolegami z zespołu. Zestawmy więc Gudmundssona z ligową czołówką. Nie ma podjazdu do Eliotta Andersona, ale… do niego nie ma go nikt, dlatego Pep Guardiola zastanawia się nad workiem banknotów za pomocnika, który wygrywa aż 8,23 pojedynku (!) na mecz. Taki James Tarkowski ma ich 6,5, a Virgil van Dijk 5,93. To ligowa czołówka, a nawet między nimi a Andersonem jest przepaść.

Gabriel Gudmundsson ze swoją średnią zakręciłby się gdzieś w okolicach 15. miejsca w całej lidze. Kiedy Leeds niespodziewanie pokonało Chelsea 3 grudnia 2025 roku, to on tam harował jak wół. Zanotował aż 13 wygranych bezpośrednich pojedynków. Jak podawała wówczas Squawka, nikt nie miał ich więcej w całej 14. kolejce. Błysnął ciężką pracą na tle utytułowanego i silnego zespołu.

Reklama

Mówiąc więc już tak na chłopski rozum: Gabriel Gudmundsson to wahadłowy, który nie unika walki, a wręcz takiej na boisku szuka. Duels won to wygrane bezpośrednie pojedynki fizyczne – na ziemi lub w powietrzu – ​​celem zdobycia piłki, np. w szarżach, dryblingach, wygranych główkach czy uderzeniach. I on jest w tym świetny.

Trzeba uważać na celne dośrodkowania!

Jest jeszcze jedna rzecz, w której Gudmundsson wyróżnia się na tle całej Premier League. To celność dośrodkowań z ataku pozycyjnego. Wykonał w sumie 20 udanych takich zagrań, ale ich celność stoi na wysokim poziomie. To 26% skuteczności. Taki Pedro Porro na przykład co chwilę kopie nad głowami swoich kolegów, właściwie non stop (mówimy o otwartej grze, nie stałych fragmentach) i wykonał 26 celnych dograń na 143 próby (15%). Wyróżniający się w tym aspekcie Hugo Bueno z Wolverhampton ma 27%.

Fenomenem jest tu Aaron Wan-Bissaka, bo on… aż 16 na 23 razy dograł celnie (!). Tylko, że widzimy tu mniejszą próbę i zdecydowanie mniej aktywną pracę w ofensywie. Gudmundsson wyróżnia się na tle tych dośrodkowujących względnie często. O, za porównanie niech posłuży nam Matty Cash! Jego skuteczność to 13 celnych zagrań na 95, co daje tylko 15%. Kiedy spojrzymy sobie na bocznych obrońców bądź wahadłowych, którzy bardzo często dośrodkowują, to w zasadzie każdy oprócz Hugo Bueno z Wolves przegrywa z Gudmundssonem.

Reklama

Każdy, czyli kto? Pedro Porro, Adrien Truffert, Reece James, Neco Williams, Matty Cash, Ferdi Kadioglu, Lewis Hall, Trai Hume, Tyrick Mitchell, Jackson Tchatchoua, Milos Kerkez, Kieran Trippier, Lucas Digne, Quilindschy Hartman, Ell Hadj Malick Diouf, Witalij Mykołenko, Antonee Robinson, Jayden Bogle, Jurrien Timber, Ryan Sessegnon, Daniel Munoz… no trochę tych bocznych obrońców już naliczyliśmy.

Dla kontekstu i uczciwości dodajmy też, że lepsi od Gudmundssona są Matheus Nunes (29%) oraz Diogo Dalot (29,5%) czy Michael Kayode (27%). Oni jednak dośrodkowują rzadziej (50 prób przy 77 Gudmundssona) i wydaje się, że już z dogodniejszych pozycji. Lewy wahadłowy i prawy wahadłowy Leeds United (Jayden Bogle) mają jednak do kogo te piłki posyłać, bo każdy wygrany pojedynek Dominica Calwerta-Lewina podwyższa im statystykę, a Anglik akurat w formie jest wybitnej.

Jeśli szukacie jakiejś asysty Gudmundssona, to jej… nie ma. Nie strzelił też gola, choć oddał 13 strzałów na bramkę przeciwników. Dlatego patrząc w czyste statystyki najważniejszych w piłce konkretów można się srogo przejechać, bo wahadłowy wykonuje kawał solidnej roboty w bezpośrednich pojedynkach i przy celnych dośrodkowaniach. A potrafi zagrać taki mecz jak pucharowy z Norwich City, kiedy piłka mu wyjątkowo „siedziała”. Popisał się wtedy golem i asystą, zgarniając nagrodę piłkarza meczu.

Reklama

To taki bohater z drugiego szeregu, o którym nie za wiele się mówi. Jest Gyokeres, robiący niezłą karierę Kalstroem w środku pola, którego chętnie byśmy przygarnęli. Dyskusja o tym, że Szwedom brakuje Isaka i Kulusevskiego. Albo że będą dodatkowo osłabieni przez kontuzję Isaka Hiena.

Ale ten Gudmundsson może Polsce napsuć sporo krwi, gdy to Gyokeres skupi w większość naszej uwagi. A jeśli Matty Cash znów będzie wyglądał tak niepewnie i posyłał „balony” na własnej połowie do kolegów z obrony, to tym bardziej jest się czym martwić. Oby jednak z lewym wahadłowym Szwedów było tak jak w Premier League – dużo szumu, wiatru, walki, pojedynków, celnych zagrań, ale… zero konkretów.

CZYTAJ WIĘCEJ PRZED MECZEM SZWECJA – POLSKA:

Fot. Newspix

1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Mistrzostwa Świata 2026