Co za szalony konkurs duetów! Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek zdobyli srebrny medal, po tym jak trzecia seria została odwołana z powodu obfitych opadów śniegu. Jak to w sporcie bywa, sukces jednych jest porażką innych. Niemieccy skoczkowie podzielili się swoimi odczuciami po konkursie.
Niemieccy skoczkowie: To niewiarygodnie bolesne
Pokrótce przypomnijmy. Po czterech skokach na prowadzeniu ze sporą przewagą była Austria. 20 punktów za nią byliśmy my, a na trzeciej lokacie uplasowała się Norwegia z zaledwie 0,3 pkt zapasem nad Niemcami.
Niestety, po skoku Pawła Wąska spadliśmy na czwartą pozycję. Nieznacznie wyprzedziła nas Norwegia, a po rewelacyjnym skoku Nikaido mieliśmy prawie 10 punktów straty do Japonii. Mimo to szanse na medal wciąż były realne.
Wtedy olbrzymią rolę odegrały warunki pogodowe, a konkretniej obfite opady śniegu. Sędziowie kombinowali i głowili się, co tu zrobić, by dociągnąć konkurs do końca. Zmieniali długość rozbiegu, trzymali skoczków na górze. Domen Prevc i Kacper Tomasiak w takich warunkach nie doskoczyli do punktu konstrukcyjnego, ale ta sztuka udała się Philippowi Raimundowi, który odpalił rakietę. Gdyby konkursu nie przerwano, Niemcy mieliby sporą szansę na medal. Stało się jednak inaczej, wzięto pod uwagę wyniki po drugiej serii, a tam Niemcom zabrakło do trzeciego miejsca niewiele.
– W tej chwili to po prostu niewiarygodnie bolesne. Mam na myśli, że 0,3 punktu to zupełnie nic. Pogoda jest, jaka jest. Ale ze skokiem, który Philipp Raimund oddał jeszcze w trzeciej serii, tak czy siak wskoczylibyśmy na podium, bo był on tak wiele wart. Od miejsca drugiego do szóstego wszystko było otwarte. Było tak ciasno. Nawet przy przerwanych zawodach różnice między trzecim a szóstym miejscem są minimalne. Nie zostaliśmy nagrodzeni za to, co pokazał dzisiaj zwłaszcza Philipp. U mnie było solidnie. On spisał się ekstremalnie dobrze. Brakujące 0,3 punktu to po prostu coś strasznego – mówił dla Eurosportu Andreas Wellinger.
Philipp Raimund heute pic.twitter.com/gSzpyrZELk
— Max Kirchi (@max_kirchi) February 16, 2026
Raimund: Na górze panowało zamieszanie
Równie niezadowolony końcowymi rozstrzygnięciami był Philipp Raimund.
– Jasne, 20 sekund czerwonego światła – trzy, cztery belki w dół. Już przy Domenie trwało to wieki, kiedy zaczęło śnieżyć. Obsługa z dmuchawami była gotowa, a potem sześć razy skakano z belką w tę i z powrotem. Nie ogarnęli tego, żeby informacja jasno dotarła na górę. Na górze panowało małe zamieszanie. To był powód. Ostatecznie wyszło głupio. Po fakcie nic się już nie zmieni, ale mi się to nie podoba – ocenił złoty medalista ze skoczni normalnej.
– Zajęcie czwartego miejsca jest zawsze gów*iane. Ale kiedy jesteś czwarty tak minimalnie i w taki sposób, jak to się teraz stało… Z tym skokiem tak wiele było jeszcze możliwe – kontynuował Wellinger, który może mówić o podwójnym pechu, bo w drugiej serii oddał skok w jednych z najgorszych warunków jak nie najgorszych.
– To tragedia dla Niemiec, ale nie chce się zdobywać medalu w ten sposób – mówił były skoczek, a obecnie komentator ARD Sven Hannawald.
Ostatecznie skoczkowie z Niemiec muszą obejść się smakiem.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Trzeci medal ze skoczni! Tomasiak i Wąsek na podium duetów
- Klaebo królem igrzysk. Swój rekord zawdzięcza… Justynie Kowalczyk
- Michał Jasiczek znów pechowy. Nie ukończył przejazdu
Fot. Newspix