Nie ma złota? Nie szkodzi. To już są udane igrzyska Polaków

Sebastian Warzecha

14 lutego 2026, 22:45 • 5 min czytania 8

Nie ma złota? Nie szkodzi. To już są udane igrzyska Polaków

Igrzyska w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo  są dopiero – aż? – dziesiątymi w historii, na których Polacy zdobywają medale. Dopiero, bo zimowych igrzysk odbyło się do tej pory aż 25 edycji. Aż, bo do końca XX wieku na podium Polacy stawali na podium tylko w trzech. Od 2002 roku niezmiennie kontynuujemy naszą medalową serię. I choć we Włoszech brakuje nam złota, to… i tak są to medalowo trzecie najlepsze igrzyska w naszej historii. A mogą być jeszcze lepsze. Innymi słowy: cieszmy się, bo jest naprawdę dobrze!

Reklama

Trzy medale, czyli świetne igrzyska. Tak uczy historia

Polska ma tradycje w sportach zimowych, które sięgają ponad stulecie wstecz, owszem. Ale nigdy nie byliśmy potęgą na zimowych igrzyskach. Do TOP 10 klasyfikacji medalowej weszliśmy raz – w Soczi. Tam było sześć medali, ale aż cztery złota, czyli… więcej niż we wszystkich pozostałych zimowych igrzyskach razem wziętych (trzy). Poza tym zawsze byliśmy dalej. Tylko na trzech igrzyskach poza Soczi zdobywaliśmy złota – w Vancouver, do którego we Włoszech wciąż nam daleko (tam bilans 1-3-2), Sapporo (jedyny medal) i w Pjongczangu (doszedł brąz).

Reklama

Przede wszystkim jednak – tylko w Vancouver i Soczi zdobywaliśmy więcej niż dwa medale.

I jasne, Pjongczang dał nam złoto. Sapporo też. Chciałoby się go i teraz. Biorąc jednak pod uwagę, jak niewielkie różnice dzielą najlepszych zawodników na najwyższym poziomie… no to właściwie każdy medal cieszy.

Przecież Damian Żurek – a cztery lata temu Piotr Michalski – przekonali się, jak niewiele dzieli medal od rozpaczy czwartego (a u Piotrka w jednym przypadku i piątego) miejsca. To setne sekundy, centymetry. W skokach bywa, że to czasem lepsza nota od jednego z sędziów. Na snowboardzie – to przypadek Aleksandry Król-Walas – jeden jedyny i to drobny błąd na trasie.

Damian Żurek

Damian Żurek był o krok od medalu… dwukrotnie. Fot. Newspix

I tak dalej, i tak dalej. Straciliśmy już w Mediolanie/Cortinie kilka szans medalowych. Ale doszły dwa krążki Kacpra Tomasiaka, mniej spodziewane (a jeden chyba w ogóle). Bilans się w miarę wyrównuje, a medale cieszą.

Podkreślmy: wszystkie medale.

Bo naprawdę – nie jesteśmy potęgą, by pozwolić sobie na wybrzydzanie. To nie minimalizm czy usprawiedliwianie braku złota. To nasza rzeczywistość. Złota mogliśmy oczekiwać od Justyny Kowalczyk, Kamila Stocha czy Adama Małysza (któremu jednak nigdy się to nie udało), może też Zbigniewa Bródki. Czyli wybitnych jednostek. Od całej reszty naszych zawodników powinniśmy po prostu chcieć dobrych występów – zależnie od tego, co to dla którego z nich oznacza.

Jeśli oznaczać to będzie, że nikt nie da nam już złota – to trudno.

Bo niezależnie od tego – to już są udane igrzyska.

Trzeci raz w historii

Dwa medale przez lata – długie lata, podkreślmy – były naszą granicą. Wyznaczyły ją Elwira Seroczyńska i Helena Pilejczyk w 1960 roku – cztery lata po pierwszym, historycznym medalu ZIO dla Polski – gdy w wyścigu na 1500 metrów w Squaw Valley zdobyły odpowiednio srebro i brąz. Seroczyńska mogła dorzucić trzeci medal, nawet złoty, wyznaczając zupełnie inne standardy, ale pokonała ją… grudka śniegu na lodowisku, którą przegapiono przy czyszczeniu toru, albo która oderwała się później.

CZYTAJ: POLSKIE MEDALE ZIMOWYCH IGRZYSK. CZĘŚĆ I, OPOWIEŚĆ O PIONIERACH

Złoto więc dał nam dopiero Wojciech Fortuna, 12 lat po medalach łyżwiarek. Ale wtedy nikt mu nie wtórował, nikt nie dołożył drugiego krążka.

Wchodząc w XXI wiek naszym rekordem były więc srebro i brąz – dwa medale na jednych igrzyskach. Ten rekord wyrównał Adam Małysz w Salt Lake City. Cztery lata później zrobili to na spółkę Tomasz Sikora (srebro) i Justyna Kowalczyk (brąz). Potem było historyczne Vancouver i jeszcze bardziej historyczne Soczi.

Ale po nich? Powrót do niemalże normalności. Różnica pomiędzy „niemalże” a jego brakiem jest taka, że owszem, mieliśmy dwa medale, ale było wśród nich złoto, które wyskakał nam Kamil Stoch. Natomiast – to wciąż dwa medale. Tylko i aż. A w Pekinie – wiadomo – był jedynie brąz Dawida Kubackiego.

Innymi słowy: granicę trzech medali na zimowych igrzyskach osiągamy dopiero po raz trzeci w historii. Dwukrotnie tę liczbę udało się podwoić. Tym razem zapewne tak nie będzie.

Ale to i tak świetne igrzyska, serio.

Jeszcze jeden medal nie pozostawiłby wątpliwości

Tak, wiem, że są osoby, które wyżej cenią mniej medali, ale ze złotem, niż więcej – ale bez tego najcenniejszego.

Rozumiem to. Bo złoto oznacza natychmiastowy przeskok w górę klasyfikacji medalowej. Bo świetnie jest usłyszeć na podium olimpijskim „Mazurka Dąbrowskiego”. I bo po prostu ucieszyć się z triumfu Polaka to coś więcej, niż ucieszyć się z medalu. Mimo wszystko jednak – medal jest medal. Każdy kolor oznacza, że jesteś wśród najlepszych zawodników w swoim sporcie.

Więc może – jeśli komuś brakuje tego złota i przez to nie uważa tych igrzysk za trzecie najlepsze w polskiej historii – zawrzyjmy kompromis.

Postawmy je na razie na równi z Pjongczangiem. Tam złoto i brąz, tu dwa srebra i brąz, więc wydaje się to całkiem logicznym „zrównoważeniem” tych sukcesów. Ale równocześnie ustalmy jedno – że jeśli przywieziemy z tych igrzysk jeszcze jakikolwiek krążek, to niezależnie od jego koloru uznamy je za lepsze od koreańskich. I postawimy w drugim szeregu, za Vancouver i Soczi.

Na lodowisku pierwszy medal od 12 lat – czyli Soczi – dał nam Władimir Siemirunnij. Fot. Newspix

A szanse na to, by ten medal zdobyć, jeszcze są. Jutro, małą, ale jednak, ma Maryna Gąsienica-Daniel. Później Kaja Ziomek-Nogal i Andżelika Wójcik powalczą o medale na 500 metrów na lodzie i to już naprawdę warto obserwować. Damianowi Żurkowi się nie udało, może jednak da radę któraś z jego koleżanek. Dziś skoczkowie rozbudzili nam też apetyty na konkurs duetów w kolejnych dniach. Może coś zrobi jeszcze Władimir Siemirunnij na lodzie, choć jechać będzie nie w swoich konkurencjach. Może zaskoczą nasi short trackowcy. A może nawet osiągniemy sukces w nowej dyscyplinie – skialpinizmie.

Szans więc jeszcze kilka na pewno się pojawi.

Ale nawet jeśli medalu już nie będzie, to słuchajcie: to i tak są udane zimowe igrzyska. Naprawdę.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytajcie więcej o zimowych igrzyskach na Weszło:

8 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!

AbsurDB
4
Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!
Reklama
Reklama