Gianni Infantino ma zamiar sprawić, by zbliżający się wielkimi krokami mundial odbył się w typowo amerykańskim stylu. Prezes FIFA zapowiedział, że – po raz pierwszy w historii – finał mistrzostw świata uświetni „halftime show”, typowe dla Super Bowl.
Mecze o mistrzostwo National Football League są tradycyjnie najważniejszymi sportowymi wydarzeniami roku w Stanach Zjednoczonych. Przyciągają przed telewizory gigantyczną publiczność, szaleją na ich punkcie reklamodawcy, a stałym, sztandardowym elementem całego widowiska jest właśnie halftime show. Czyli: występ muzyczny w przerwie spotkania, któremu towarzyszy na ogół nadzwyczaj efektowna (i cholernie kosztowna) oprawa wizualna.
Orkiestry, Michael Jackson i wizja Jay-Z. Jak Super Bowl stało się muzycznym świętem
Halftime show w finale mistrzostw świata. Infantino chce wielkiego widowiska
Pisaliśmy na Weszło:
„Nic pewnie nie świadczy o wyjątkowości muzycznych pokazów z okazji Super Bowl równie dobrze, co fakt, że występujące podczas nich gwiazdy nie oczekują w zamian żadnych pieniędzy. To rozwiązanie niezwykle wygodne dla władz ligi, ale broniące się z dwóch powodów. Po pierwsze, olbrzymiej promocji dla danego wykonawcy. Po drugie, prestiżu – dołączenia do długiej listy wybitnych artystów, którzy w przeszłości zaszczycili finał amerykańskich rozgrywek. Istnieje co prawda pewien haczyk – NFL nie płaci samym artystom, ale w całości pokrywa koszty produkcyjne ich występu. A te mogą wynieść nawet… 10 milionów dolarów. To oczywiście zło konieczne, na które liga się godzi. Bo doskonale wie, jakie korzyści przynosi jej zorganizowanie show, o którym będzie mówił cały świat”.
Długo można wymieniać ikony popkultury, które pojawiły się na estradzie przy okazji Super Bowl. Do najbardziej udanych występów zalicza się zwykle te Prince’a (2007), U2 (2002), Beyonce (2013), Lady Gagi (2017), Michaela Jacksona (1993) czy Jennifer Lopez i Shakiry (2020). Ale nie brakowało też szeroko komentowanych niewypałów, takich jak choćby koncert The Black Eyed Peas z 2011 roku czy The Who z 2010.
Walczyli za baseball, pokochali futbol. Jak NFL podbiła USA?
W 2026 roku główną gwiazdą halftime show był portorykański raper Bad Bunny, a gościnnie towarzyszyli mu Ricky Martin, Lady Gaga czy Los Pleneros de la Cresta.
BAD BUNNY X LADY GAGA 😍💥
Jak oceniacie tegoroczne Halftime Show? 🏈#SuperBowlLX pic.twitter.com/jKAiH5VLDU
— Polsat Sport (@polsatsport) February 9, 2026
Gianni Infantino oficjalnie zapowiedział koncert w przerwie meczu finałowego MŚ 2026
Jak zapewne doskonale wiecie, przy znaczących wydarzeniach piłkarskich podejście do muzycznych atrakcji jest zupełnie inne. Koncerty odbywają się przed startem wielkich finałów i, Bogiem a prawdą, rzadko kiedy są to widowiska godne uwagi. Kibice zapominają o nich wraz z zejściem wykonawców ze sceny.
Gianni Infantino pragnie to zmienić.
– Po raz pierwszy w historii w finale będziemy mieli koncert w przerwie meczu. Halftime show przygotowane przez Chrisa Martina i Coldplay. Nie mogę jeszcze powiedzieć, jacy artyści wystąpią, ale nie będzie to pojedynczy wykonawca. To będzie największe na świecie, będzie fantastyczne – zapewnił Infantino, cytowany przez Yahoo.
FIFA President Gianni Infantino tells Semafor that the World Cup’s halftime show will have “more than one” artist performing.
It will be curated by Chris Martin & Coldplay. pic.twitter.com/rINtpSrydV
— Pop Base (@PopBase) April 15, 2026
Szef światowej federacji piłkarskiej nie wdał się w szczegóły, więc trudno powiedzieć, jak ma to wszystko przebiegać od strony organizacyjnej. Trudno sobie bowiem wyobrazić zmieszczenie halftime show w ramach tradycyjnej, 15-minutowej przerwy w meczu. Czyżby zatem finał mundialu miał zostać przerwany na dłużej?
Przekonamy się 19 lipca 2026 roku, kiedy finaliści mistrzostw świata zmierzą się na MetLife Stadium w stanie New Jersey.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Infantino pod presją. Robi co może, by Iran zagrał na mundialu
- Laureat Pokojowej Nagrody FIFA: Cywilizacja dziś zginie
- Infantino ma pomysł. Chodzi o czerwone kartki za… zasłanianie ust
fot. NewsPix.pl