Tylko 0,13 s do medalu! Bardzo dobry występ Maryny Gąsienicy-Daniel

Sebastian Warzecha

15 lutego 2026, 14:54 • 3 min czytania 4

Tylko 0,13 s do medalu! Bardzo dobry występ Maryny Gąsienicy-Daniel

Po pierwszym przejeździe można było wątpić, bo Maryna Gąsienica-Daniel zajmowała dopiero 13. miejsce. W drugim Polka jednak przyspieszyła, ambitnie walcząc o podium. I choć skończyła na siódmym miejscu, to do pudła zabrakło naprawdę niewiele – ledwie 13 setnych sekundy. Na warunki naszego narciarstwa alpejskiego to świetne zawody, po prostu.

Reklama

Maryna Gąsienica-Daniel o 13 setnych sekundy od medalu

Gdyby stanęła tu na podium, Adam Małysz musiałby zgolić wąsy, a jej trenerzy włosy z głowy. Nie udało się, ale trudno cokolwiek tu Marynie zarzucić, serio. Każde miejsce w TOP 10 jest dla naszego narciarstwa alpejskiego czymś wyjątkowym. Jak pisaliśmy w zapowiedzi startu Polki: „Czy chcemy sobie przypominać, jak wyglądała sytuacja polskiego narciarstwa alpejskiego, zanim pojawiła się Maryna Gąsienica-Daniel? Pewnie nie, ale powinniśmy. Choćby po to, by zdać sobie sprawę, że za niedługo może nas czekać do nich powrót”.

Bo i faktycznie, jeśli Maryna skończy za niedługo karierę – a ma 31 lat – to nie widać na horyzoncie nikogo, kto mógłby notować takie rezultaty. Dziś przecież Polka wykręciła tym 7. miejscem swoją życiówkę, poprawiając 8. miejsce z Pekinu.

Reklama

Na to, jakie mamy stoki, jakie możliwości i ile czasu – sama o tym mówiła – straciła w karierze, próbując nadrobić przepaść między nią, a rywalkami z krajów alpejskich – to jest genialny wynik. A równocześnie i tak go szkoda. W pierwszym przejeździe Maryna jechała przecież znakomicie na trudnej, mało „gigantowo” ustawionej trasie, przypominającej momentami bardziej supergigant, pojawiały się przecież na niej nawet skoki. Dopiero na jednym z ostatnich skrętów popełniła błąd, sporo na tym straciła. I ostatecznie wylądowała na 13. miejscu. Do podium strata nie była jednak aż tak duża, by nie można było marzyć o jej odrobieniu.

Po swoim drugim przejeździe Polka raczej zdawała sobie sprawę, że z podium się nie uda.

Wylądowała bowiem na drugim miejscu, za Larą Dellą Meą, Włoszką, która znakomicie pojechała w swoim drugim przejeździe. Ale Polka była dosłownie tuż za nią – o osiem setnych. Wydawało się, że jeśli jakieś rywalki pojadą gorzej od Włoszki, to i od Polki. A rzeczywistość była inna – bo Larę i Marynę rozdzieliły Julia Scheib i Mina Fuerst Holtmann.

Wszystkie one mieściły się właśnie w tych 0,08 s. Stawka była niesamowicie zbita. I taka pozostała. Bo prowadzącą Włoszkę wyprzedziły jeszcze Thea Stejernesund i Sara Hector, które… zanotowały dokładnie ten sam czas. Z Dellą Meą wygrały o 0,05 s. Z Maryną – o 13 setnych.

Odskoczyła właściwie tylko Federica Brignone, zdobywając swoje drugie złoto. I to wielka sprawa, bo Włoszka… w kwietniu 2025 roku złamała nogę i zerwała więzadła w kolanie. Ale zdążyła wrócić. I na swojej ziemi odniosła wielki, podwójny sukces.

A dziś była genialna. Nie do zatrzymania.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

4 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Ekstraklasa

Piłkarze Legii czują się zaszczuci. Nie chcą kibiców na wyjazdach

Mikołaj Duda
19
Piłkarze Legii czują się zaszczuci. Nie chcą kibiców na wyjazdach
Reklama

Inne sporty

Reklama
Reklama