W normalnych okolicznościach nie zawracalibyśmy sobie głowy meczem klubu azerskiego i czeskiego w Lidze Mistrzów. Skoro jednak na boisku mogliśmy zobaczyć aż trzech Polaków, warto było sprawdzić, jak się zaprezentują. Szkoda tylko, że trener Slavii Praga niemiło nas zaskoczył, zaczynając na ławce rezerwowych nie tylko z Oskarem Kubiakiem, ale również Wiktorem Nowakiem. Od początku oglądaliśmy więc jedynie Tymoteusza Puchacza w koszulce Sabah.
On i koledzy przeszli do historii klubu, bo we wtorkowy wieczór odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Wcześniej, w trakcie spotkania, przełamali inną barierę, czyli doczekali się premierowego gola.
Sabah Puchacza z historyczną wygraną w Lidze Mistrzów. Kuriozalny gol
Stało się to na początku drugiej połowy po wysokim odbiorze i bardzo zgrabnie rozegranym ataku na lewym skrzydle, który płaskim strzałem przy słupku wykończył Kaheem Parris.
Światowe media znacznie częściej będą jednak pokazywać drugie trafienie dla Sabah, ponieważ to była kategoria „piłkarskie jaja”. Bramkarz Slavii wyszedł daleko na przedpole, żeby ratować sytuację, tyle że nie wybijał piłki od razu. Chciał ją przyjąć do przodu klatkę piersiową i wtedy rozegrać lub wybić. Po drodze wmieszał się w to jednak Patrik Orphe M’Bina, trącił futbolówkę i Joy Lance Mickels mógł uderzać z kilkudziesięciu metrów do pustej bramki. Zrobił to co najwyżej średnio, wracający David Moses powinien wybić piłkę, tyle że skiksował, ta przeszła mu między nogami i ostatecznie wpadła do siatki. Komedia.
Ojej… 😵💫 Musicie zobaczyć tego gola! 😅 Szereg błędów po stronie Slavii Praga i kuriozalny gol dla ekipy Sabah! 🔥 https://t.co/Sf6alEPJIU
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 13, 2026
Cały ten mecz to nie był poziom Ligi Mistrzów, choć rozgrywany był pod jej szyldem. Szczególnie pierwsza odsłona raziła brakiem jakości. Najlepszym podsumowaniem była akcja z doliczonego czasu przed przerwą, kiedy i tak będący na pozycji spalonej Danijel Sturm po minięciu bramkarza ani dobrze nie strzelił, ani dobrze nie podał. Zamykający Tomas Vlcek z ostrego kąta trafił w słupek, a następnie boleśnie się o niego obił. Na szczęście wrócił do gry.
Puchacz solidny, Nowak aktywny zaraz po wejściu
W drugiej odsłonie działo się już znacznie więcej, zapewne dlatego, że mistrzowie Azerbejdżanu sprawnie otworzyli wynik. Slavia pretensje może mieć wyłącznie do siebie. Sytuacji stworzyła sobie tyle, że nawet tracąc dwa gole mogłaby wygrać. Tomas Chory już w pierwszej połowie powinien się cieszyć z bramki. Stas Pokatiłow kilka razy ratował skórę obrońcom, ale wtedy w swoim stylu źle rozegrał piłkę, goście ją przejęli i po chwili Chory z pomocą… kiksu stanął przed wielką szansą. Kopnął jednak w prosto stojącego przed linią obrońcę. Tutaj jednym z winowajców byłby Puchacz, który przegrał przebitkę z dogrywającym Emmanuelem Ayaosim.
Poza Chorym, mającym jeszcze kilka innych szans, szczególnie niepocieszony może być Tomas Provod. Facet oddał aż osiem strzałów – z czego cztery celne – i ani razu nie dopiął swego. Nawet w przypadku podwójnej sytuacji w zamieszaniu w polu karnym. Najpierw zatrzymał go Pokatiłow, a później bohatersko interweniujący na linii Akim Zedadka – były obrońca Piasta Gliwice. Zawodnicy Sabah co najwyżej mogą czuć niedosyt, że w końcówce nie wbili trzeciego gola.
Jak zagrali Polacy? Puchacz całościowo wypadł nieźle. Wygrał sześć z dziesięciu pojedynków, trochę poszarpał z przodu, po jego dośrodkowaniach ze stałych fragmentów parę razy kotłowało się pod bramką Slavii. W obronie tradycyjnie bywało różnie. Chwilami po odbiorze chyba za bardzo myślał o atakowaniu i kończyło się to stratą.
Wiktor Nowak wszedł na pół godziny i początek miał bardzo obiecujący. Cały czas był pod grą, po jego podaniach dana akcja przeważnie nabierała rumieńców. Niewiele mu zabrakło w 71. minucie – jego płaski strzał w dalszy róg był niecelny może o metr. Z czasem Nowak trochę wtopił się w tłum. Więcej musiał pracować w defensywie niż kreować.
Oskar Kubiak zameldował się na murawie na ostatni kwadrans i niestety niczym pozytywnym się nie wyróżnił. Za to po chwili miał już żółtą kartkę, gdy poślizgnął się w pościgu za ogrywającym go Zedadką, co skończyło się faulem.
Mistrzowie Azerbejdżanu po tym zwycięstwie mogą powiedzieć, że plan minimum na fazę ligową LM wykonali. Jeśli mieli w ogóle zapunktować, to najprędzej właśnie u siebie ze Slavą. Oprócz tego realną nadzieją na wzbogacenie dorobku jest jeszcze tylko wyjazdowe starcie z norweskim Vikingiem. W pozostałych przypadkach nawet remis będzie olbrzymim sukcesem drużyny Puchacza. Slavia „łatwo” już miała, a mimo to po bojach z Lens i Sabah jest bez punktów. Teraz będzie coraz trudniej o jakąkolwiek zdobycz.
Sabah – Slavia Praga 2:0 (0:0)
- 1:0 – Parris 49′
- 2:0 – Mickels 88′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix