Tomczyk punktuje jak… Papszun. Raków ma sytuacje, ale nie trafia

Michał Kołkowski

16 lutego 2026, 10:32 • 6 min czytania 17

Tomczyk punktuje jak… Papszun. Raków ma sytuacje, ale nie trafia

Sporo się mówi o kiepskich początkach Marka Papszuna w Legii Warszawa, nieco mniej o marnym dorobku punktowym Rakowa Częstochowa pod wodzą Łukasza Tomczyka. Medaliki po przerwie zimowej wywalczyły zaledwie dwa oczka w trzech spotkaniach – tyle samo co ekipa ze stolicy, no ale Raków walczy w tym sezonie o mistrzostwo Polski, podczas gdy Legia bije się o utrzymanie w Ekstraklasie. Z drugiej strony, trudno winić nowego szkoleniowca zespołu spod Jasnej Góry za to, że jego podopieczni na potęgę marnują dogodne sytuacje bramkowe.

Reklama

W grze Rakowa całkiem sporo się zgadza. Jednak punktowo – jest ostatnio słabiutko.

Mistrzostwo Polski? Łukasz Tomczyk tonuje nastroje

Warto w tym momencie podkreślić, że Papszun – abstrahując od dość burzliwej otoczki jego rozstania z Rakowem – pozostawił drużynę w dogodnym położeniu. Od 28 września do 14 grudnia częstochowianie wygrali aż siedem z dziesięciu meczów ligowych. Do tego awansowali do ćwierćfinału Pucharu Polski i 1/8 finału Ligi Konferencji. Owszem, na finiszu rundy jesiennej przytrafiły im się potknięcia w starciach z Piastem Gliwice i Zagłębiem Lubin, ale – co do zasady – Tomczyk otrzymał z rąk Papszuna zespół mocny i przygotowany do rywalizacji o podwójną koronę na krajowym podwórku i jak najlepszy wynik w Europie.

Reklama

Wielka sprawa dla trenera, który dopiero co pracował w 2. i 1. lidze. Szansa jak jedna na milion.

Mogła zatem zaskakiwać nadzwyczaj zachowawcza postawa Tomczyka po przejęciu sterów w Rakowie. W wywiadzie dla beIN Sports 37-latek wyjawił nawet, że właściciel Medalików nie wyznaczył mu mistrzostwa Polski jako konkretnego celu do zrealizowania w bieżącym sezonie. – Skupiamy się na kolejnym meczu i budowaniu projektu. To nowy rozdział. Marek Papszun pracował tu przez wiele lat, ja mam za sobą dopiero jeden mecz – to ogromna różnica. Koncentrujemy się na codziennej pracy i osiąganiu jak najlepszych wyników, a czas pokaże, gdzie to nas zaprowadzi w wyścigu o tytuł – oznajmił Tomczyk.

Odpowiedź na pytanie, czy Raków jest gotowy do walki o mistrzostwo Ekstraklasy, poznamy po kilku kolejkach – po reakcji zespołu i moim wpływie na grę. Potrafimy kreować sytuacje, ale czy to wystarczy przeciwko dobrze broniącym zespołom w Ekstraklasie, dopiero się okaże – dodał.

I zaznaczył, że drużynie przydałyby się wzmocnienia.

– Zdecydowanie potrzebujemy wzmocnień, by utrzymać rywalizację na niektórych pozycjach i stale podnosić jakość, jeśli chcemy walczyć o najwyższe cele. To proces ciągły. Przyglądam się też niektórym zawodnikom pod kątem ewentualnych zmian pozycji. Nadal jesteśmy w fazie poszukiwań i optymalizacji składu.

Łukasz Tomczyk - trener Rakowa Częstochowa

Trzy mecze, zero goli z gry. Falstart Łukasza Tomczyka

Bardzo ostrożna retoryka, prawda? Można powiedzieć, że typowa dla Rakowa. Ostatecznie Marek Papszun również latami kreował tego typu narrację, wręcz z premedytacją umniejszając ekipie Medalików, mimo że ma ona już mistrzostwo Polski na koncie i dysponuje przecież składem skonstruowanym za grube miliony euro. Inna sprawa, że był to skład budowany zgodnie z zachciankami i wskazówkami wspomnianego Papszuna, a obecny trener Legii Warszawa nie zawsze stawiał na zawodników, na których – by tak rzec – postawiłaby na jego miejscu większość szkoleniowców. I być może stąd słowa Tomczyka o „optymalizacji składu”.

Niemniej, to wciąż pewnego rodzaju asekuracja.

Nikt nam bowiem nie wmówi, że jeśli Raków po przeznaczeniu dziewięciu milionów euro na nowych zawodników nie wywalczy mistrzostwa kraju – zwłaszcza gdy konkurenci do tytułu punktują bardzo przeciętnie – to nie spotka się to w Częstochowie z rozczarowaniem. Jasne, Tomczyk – jeśli chce zostać następcą Papszuna na dłużej niż Dawid Szwarga – musi patrzeć na zespół w perspektywie dalszej niż tylko następny mecz ligowy. Ale to co tu i teraz także jest ważne. Tymczasem Raków po przerwie zimowej zanotował pod wodzą Tomczyka serię trzech meczów bez wygranej. Nie zdobył jak dotąd ani jednego gola z gry.

  • 1:2 z Wisłą Płock (wyjazd)
  • 0:0 z Radomiakiem Radom (dom)
  • 0:0 z Zagłębiem Lubin (wyjazd)

W ogóle na razie całe to trenerskie domino poruszone przeprowadzką Papszuna do stolicy nie przyniosło niczego dobrego ani Rakowowi, ani Legii, ani Polonii Bytom.

Legia na starcie kadencji Papszuna:

  • 1:2 z Koroną Kielce (dom)
  • 2:2 z Arką Gdynia (wyjazd)
  • 1:1 z GKS-em Katowice (wyjazd)

Polonia pod wodzą Patryka Czubaka:

  • 2:3 z ŁKS-em Łódź (dom)
  • 1:3 ze Stalą Rzeszów (wyjazd)

Trzy drużyny, osiem meczów, zero zwycięstw. Można z przymrużeniem oka stwierdzić, że Dariusz Mioduski uznał, że wpędzanie w tarapaty tylko Legii już go nie satysfakcjonuje i poszukał nowych wyzwań. Jednym posunięciem wykoleił zatem dwa zespoły, jednocześnie nie poprawiając wcale notowań własnego.

Łukasz Tomczyk

Koszmarna nieskuteczność Rakowa. Jak zareaguje Łukasz Tomczyk?

Żarty jednak na bok. Trzeba bowiem podkreślić, że Raków nie zaczął rundy wiosennej aż tak koszmarnie, jak wskazywałyby na to suche wyniki. Brak zwycięstw i zaledwie jedna zdobyta bramka to katastrofalny dorobek dla zespołu o takim potencjale, prawda, ale częstochowianie naprawdę mieli wszelkie argumenty, by zapisać na swoim koncie znacznie więcej bramek na przestrzeni trzech ostatnich występów ligowych. Wystarczy rzucić okiem na współczynnik spodziewanych goli (xG).

  • 2,82 w meczu z Wisłą Płock
  • 1,83 w meczu z Radomiakiem
  • 1,24 w meczu z Zagłębiem

w sumie: 5,89 xG

Raków oddał w tych trzech spotkaniach 47 strzałów (!), z czego 25 w światło bramki. Aż trudno uwierzyć, że tylko raz przełożyło się to na wciśnięcie futbolówki do sieci. Choć to akurat nie najlepsze sformułowanie w kontekście trafienia z Nafciarzami, kiedy to Jonatan Braut Brunes z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki. Trzeba było dosłownie uderzenia z dwóch metrów do pustaka, by Medaliki przełamały wiosną strzelecką niemoc.

Nic więc dziwnego, że Raków zapunktował w ostatnich trzech spotkaniach aż tak słabiutko. Zwłaszcza że mierzył się z dwiema ekipami z czołówki Ekstraklasy plus z solidnie poukładanym Radomiakiem. Jednak jeśli ocenimy sprawność Medalików w ataku pozycyjnym w oderwaniu od rezultatów, no to wyglądała ona całkiem obiecująco. Tylko że nie da się sięgnąć po najcenniejsze laury, jeśli w każdym meczu czyni się z bramkarza drużyny przeciwnej bohatera.

– Znowu muszę mówić to samo. Mamy po raz kolejny dobrą pierwszą połowę, ale piłka nie chciała wpaść do bramki – ocenił Łukasz Tomczyk po remisie z Zagłębiem Lubin. – Nie wykończyliśmy naszych szans. Mieliśmy optyczną przewagę w operowaniu piłką czy w kreowaniu sytuacji. Nasza gra na połowie przeciwnika wyglądała dobrze. Ale musimy dążyć do strzelenia tej pierwszej bramki, by później grało się po prostu łatwiej. […] Będziemy pracować nad skutecznością, bo szanse na gole się pojawiają. W każdym z meczów mieliśmy przewagę goli oczekiwanych, strzałów celnych. Potrzebujemy bramki, która otworzy wynik i sprawi, że będzie łatwiej. Jeżeli wyjdziemy na prowadzenie, to jestem pewien, że pójdzie to już wtedy jak fala.

***

Nowy trener Rakowa sam mówił, że o realnej gotowości Medalików do walki o mistrzowski tytuł dowiemy się po kilku meczach rundy wiosennej. Na werdykt jeszcze zatem za wcześnie. Może rzeczywiście w przypadku ekipy spod Jasnej Góry znajdzie zastosowanie słynne „prawo keczupu”, sformułowane przez Ruuda van Nistelrooya? Czyli: jak już zaczną wreszcie strzelać, to na całego i seriami. Niemniej, na tę chwilę trzeba uznać początek rundy wiosennej za delikatny falstart częstochowian.

Na razie Łukasza Tomczyka tłumaczy niebywała nieskuteczność jego podopiecznych, no ale Raków osunął się już na siódme miejsce w ligowej tabeli. Zatem jeszcze trochę takich potknięć, a kibicom Medalików zaczną się przypominać – niczym flashbacki z Wietnamu – sceny z wiosny 2024 roku, kiedy to zespół prowadzony przez Dawida Szwargę popadł w rozsypkę, a Michał Świerczewski stwierdził otwartym tekstem, że Raków stał się ligowym średniakiem.

Forma drużyny dostarczony przez Superscore

 

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. NewsPix.pl

17 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama