Pewnie, że to nadal elektryzujące spotkanie, nadal ma ono solidny status w Ekstraklasie. Ale czy jest dziś hitem? Pytanie pozostawiamy otwarte, bo trudno stwierdzić, na ile o „hitowości” meczu decyduje tabela, a na ile marka obu drużyn. Tej Rakowowi, a Legii tym bardziej, odmawiać nie można, przez co po raz kolejny spojrzymy na starcie tych ekip z dużym zainteresowaniem. Tym większym, że oba kluby łączy postać Marka Papszuna.
Legia Warszawa 0:1 Raków Częstochowa
🟨 Żółta kartka!
Pierwsze upomnienie w tym meczu ogląda Amorim, który stempelkiem obdarował Piątkowskiego.
Mocny akcent Rakowa na przywitanie z drugą odsłoną tego meczu. Diaby-Fadiga zablokowany, ale napędził rywalom strachu po stracie Elitima.
⏱️ Druga połowa!
Na razie obejrzeliśmy przy Łazienkowskiej jednego gola. Ale chcemy więcej.
📈 Kącik statystyczny!
Legia z większym posiadaniem piłki, Legia z większą liczbą strzałów, ale i zaledwie jednym (1) celnym. To była ta niezbyt silna próba Biczachcziana, z którą nie miał problemów Zych.
Wszystkiego jest jednak w popisach piłkarzy Legii za mało
W sumie można się zgodzić z tym podejściem piłkarza Wojskowych - jemu i kolegom chyba faktycznie się chce, starają się, nawet walczą. Tego nie można im raczej odmówić i tu należy upatrywać zasług trenera Papszuna.
Teraz pora na pokazanie reszty tych plusów, które miało dać jego zatrudnienie.
Biczachczian: - Musimy utrzymać tę intensywność, ale musimy strzelić bramkę. Ja podawałem, strzelałem, próbowałem wziąć odpowiedzialność. Trzeba strzelać, bez tego nie będzie goli.
⏱️ Koniec pierwszej połowy!
Nieśmiałymi gwizdami żegnają piłkarzy niektórzy kibice na stadionie w Warszawie. Brakuje Legii odpowiedniego pazura, potrzeba gospodarzom trochę lepszej gry na połowie rywali.
Problem w tym, że ci rywale na razie bronią bardzo solidnie.
Szkoda, że ta pierwsza połowa nie utrzymała tempa z pierwszych dziesięciu minut, bo mielibyśmy przy Łazienkowskiej widowisko totalne. A tak czas mija raczej powoli, bo dopiero zdałem sobie sprawę, że nadal trwa ta pierwsza połowa.
Sędzia Kuźma doliczył pięć minut.
Lepszy bez wątpienia moment Legii, znów w polu karnym Nsame i znów strzał Kameruńczyka przelatuje nad poprzeczką. Może się wkrótce dostroi napastnik gospodarzy?
Teraz nawet strzał! Nsame głowa nad poprzeczką, w pole karne dogrywał dobrze Wszołek.
Znowu jeśli jakiś atak (tu bardziej "atak") Legii, to aktywny Biczachczian. Ormianin nie za bardzo wiedział, jaką decyzję podjąć i stracił piłkę na linii pola karnego,
Było dobrych pięć minut na start, ale potem ataki Legii... zniknęły
Jak na zawołanie w końcu jakiś konkret - fajny strzał Brunesa, który po rzucie wolnym opanował drugą piłkę i mierzył po widłach bramki Hindricha. Pomylił się nieznacznie.
Wiecie co, taka całkowicie luźna myśl przyszła mi do głowy. Co jeśli Łukasz Tomczyk postanowił dziś zrobić Legii taki popisowy numer Rakowa Marka Papszuna? Wiecie - jeden gol, zabite spotkanie, psucie futbolu? To by dopiero była ironia...
Tak Diaby-Fadiga otworzył wynik meczu
Odrobinę zwolnił ten mecz, ale teraz fajny obrazek z walki Kuna i Jeana Carlosa. Obaj panowie naprawdę byli nieustępliwie, ostatecznie pierwszy faulował drugiego.
Niedobrze, jakieś problemy Brusberga, który pokazuje ławce rezerwowych, że nie dogra tego meczu. A przypomnijmy, że to on zastąpił awaryjnie niedysponowanego Makucha, spory pech Rakowa.
Łukasz Tomczyk to niezły dowcipniś - przeciwko Markowi Papszunowi wykorzystał jego własną broń. Zych zgłosił jakiś problem, piłkarze obu zespołów udali się na krótkie narady przy ławce rezerwowych.
Kto by pomyślał, że Zychowi jednak nic nie jest? No kto!?
Ciekawy wariant rozegrania rzutu wolnego zaprezentował Raków. Struski miękko wrzucił na lewą stronę pola karnego, skąd piłkę miał zgrywać do środka Mosór. Co zaplanowano dalej? Tego już nie wiemy, bo wmieszali się piłkarze Legii.
Znowu widoczny Biczachczian, którego strzał z dystansu wybronił Zych.
Dobre jest tempo tego meczu już na samym jego początku, fajnie się to ogląda. Teraz niecelny strzał Brusberga (w jedenastce zastąpił w ostatniej chwili Makucha), ale i on został oddany po szybkiej, sprawnej akcji.
⚽️ GOOOOOL!
PING-PONG W POLU KARNYM LEGII I RAKÓW OTWIERA WYNIK MECZU! Pomógł trochę Nsame, który instynktownie trącał piłkę stojąc tuż przed Hindrichem. Tym zmylił swojego bramkarza i wystawił futbolówkę Diaby'emu-Fadidze, który - uderzając z linii bramkowej - nie mógł się pomylić.
Boczna siatka!
I spalony, ale znów w natarciu Legia. Nieźle podłączył się do ataku Piątkowski, potem piłka spadał pod nogi Wszołka i Biczachcziana, a całą akcję zamykał Adamski.
Groźnie już teraz, Raków musiał się bronić przy dwóch rzutach rożnych Legii. Najpierw wybijał Racovitan, a przy powtórce na wiwat uderzył Biczachczian.
⏱️ Zaczynamy!
Jednak dobre wiatry, przewiały dym wysoko nad dach stadionu. Ruszamy!
O proszę, niewykluczone, że zaczniemy trochę później, bo kibice Legii odpalili pirotechnikę jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego.
Zobaczymy, jakie wiatry wieją dziś nad stadionem przy Łazienkowskiej.
Trener Tomczyk też raczej nie wymyśli prochu, ale i tak potrafił zaskoczyć. Na ławce zaczyna Svarnas, który gra dużo i może po prostu dostał chwilę na odpoczynek. W odwodzie został też Ivi, ale to może sprytna taktyka - taki joker w końcówce może sporo namieszać.
Co tu dużo mówić - trener Papszun postawił chyba na najlepszą dostępną jedenastkę. Można się zastanawiać, czy nie żal Chodyny, lecz to chyba takie jedyne "ale" w tym składzie.
Dobry wieczór!
Napchana Ekstraklasą ta niedziela, dla fanów polskiej piłki właściwie nie ma niczego lepszego. A tu jeszcze na wielki finał Legia podejmuje Raków - smakowity kąsek, sami przyznacie.
Zaraz zobaczymy, co tam nam gotują oba zespoły.
Fot. Newspix