Pogoda, terminarz i kontuzje nie sprzyjają. Ale Klaksvik nie boi się Lecha

Aleksander Rachwał

05 sierpnia 2026, 21:12 • 3 min czytania 6

Reklama
Pogoda, terminarz i kontuzje nie sprzyjają. Ale Klaksvik nie boi się Lecha

KI Klaksvik potrafiło już sprawiać niespodzianki w eliminacjach europejskich pucharów. Przed meczem z Lechem Poznań mistrz Wysp Owczych wierzy, że stać go na kolejną, być może największą w swojej dotychczasowej historii. Farerzy mają co prawda swoje problemy, ale do spotkania z Kolejorzem przystępują z podniesioną głową. – Przed nami duże wyzwanie, ale nie możemy się go doczekać – mówił na przedmeczowej konferencji prasowej trener Klaksvik, Magnus Powell.

Reklama

Już w pierwszym pytaniu szwedzki trener nie odmówił sobie kurtuazji w kierunku mistrza Polski. Choć klub z Wysp Owczych w przeszłości rywalizował choćby z Lille czy Crveną zvezdą, szkoleniowiec stwierdził, że Lech to prawdopodobnie największy klub z jakim KI Klaksvik miał okazję się mierzyć.

Lech Poznań – KI Klaksvik. Mistrz Wysp Owczych czeka na rywalizację z Kolejorzem

Każdy inny scenariusz niż gra Farerów w niskiej obronie i szukanie okazji po kontratakach oraz stałych fragmentach gry będzie dużym zaskoczeniem. Takiego scenariusza przynajmniej spodziewa się Niels Frederiksen. Trener Powell nie ukrywa, że celem gości jest zapewnienie sobie dobrej sytuacji przed rewanżem na Wyspach Owczych.

To dwumecz, więc dla nas ważne jest, aby wywieźć korzystny rezultat, tak, aby przed rewanżem w Thorshavn nic nie było rozstrzygnięte. W naszych warunkach to będzie zupełnie inny mecz. Zrobimy co będzie trzeba, by osiągnąć dobry wynik, może to oznaczać grę w niskim lub średnim bloku. Ale też nie możemy wyłącznie stać – mówił szkoleniowiec.

W lidze jesteśmy drużyną, która dominuje każdego rywala, a w Europie znaleźliśmy sposób, by osiągać korzystne rezultaty. Wierzymy w to. Mamy zespół, który ciężko pracuje, będziemy walczyć na każdym centymetrze boiska. Taki jest plan – wyjaśnił Powell.

Reklama

Warunki, o których wspomniał trener to kwestia trudna do pominięcia. Przyzwyczajeni do chłodu Farerzy zetknęli się w Polsce z upałem sięgającym 30 stopni Celsjusza. Szwed starał się jednak robić dobrą minę do złej gry.

Pogoda to coś, z czym nic nie możemy zrobić. Jest bardzo różna od tej, którą mamy na Wyspach Owczych, przyznaję, ale to coś, na co nie mamy żadnego wpływu – podkreślił.

Renomowany rywal i upał to nie jedyne przeszkody na drodze Klaksvik. Przetrzebiony kontuzjami skład odczuwa trudy gry co trzy dni. Klub chciał przełożyć ostatnie spotkanie ligowe z B36 Torshavn, ale przeciwnik się na to nie zgodził. I tutaj trener nie dawał się jednak zbić z tropu.

Napięty terminarz i kontuzje to coś, z czego nie jesteśmy zadowoleni, ale tak już jest. Jeśli chcemy grać w Europie, musimy być przyzwyczajeni do gry częściej niż raz w tygodniu. Mecz, który chcieliśmy przełożyć, poszedł po naszej myśli. Drużyna wygrała, więc dodatkowo ją to podbudowało – stwierdził Powell.

Reklama

W kwestii samej rywalizacji z Lechem, szwedzki trener wskazał, że Kolejorz ma pewne słabe strony, które jego zespół będzie starał się wykorzystać.

Będą grali ofensywnie, a kiedy atakują, angażują w to dużą liczbę graczy. Pojawi się więc przestrzeń, a my jesteśmy drużyną, która dobrze się czuje, gdy gra w swoim stylu. Taka gra wymaga od nas zaangażowania na 110 procent w obronę, realizację taktyki. Myślę, że mamy też swoją jakość w ofensywie. Mamy piłkarzy o dużych umiejętnościach – zapewnił szkoleniowiec.

Pozytywnym nastawieniem emanował również kapitan Klaksvik, Páll Klettskard. Napastnik przekonywał, że Farerzy wyposażeni w oręż w postaci stałych fragmentów gry, dyscypliny taktycznej i zaangażowania są w stanie postawić się wyżej notowanemu rywalowi.

Do meczów w europejskich pucharach niemal zawsze podchodzimy z pozycji teoretycznie słabszej drużyny, i myślę, że dla nas to atut. Wierzymy w nasze mocne strony. Mamy pełne przekonanie do naszego stylu gry. Myślę, że udowodniliśmy, że potrafimy w ten sposób osiągać korzystne wyniki, również w meczach wyjazdowych. Przed jutrzejszym meczem jesteśmy głównie podekscytowani – stwierdził piłkarz.

Reklama

Fot. Newspix

6 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama