Król strzelców Ekstraklasy kompletnie zawodzi. 10 baniek w plecy?

Kacper Korpak

14 października 2026, 19:48 • 3 min czytania 2

Reklama
Król strzelców Ekstraklasy kompletnie zawodzi. 10 baniek w plecy?

Koniec maja 2026 roku. Wtedy swoją ostatnią bramkę w oficjalnym meczu strzelił Tomas Bobcek. Słowacki napastnik w meczu z Bruk-Betem ustrzelił nawet dublet, ale to i tak nie pozwoliło Lechii Gdańsk utrzymać się w Ekstraklasie. Od początku tego sezonu wraz z wieloma „ekstraklasowymi graczami”, Bobcek nie zamierzał zagrać ani minuty w Betclic 1. lidze. Dopiero w końcówce sierpnia Słowak został zaprezentowany jako zawodnik włoskiego Frosinone. Delikatnie mówiąc, Serie A jeszcze nie podbił.

Reklama

Kłopoty króla strzelców Ekstraklasy. Bobcek zawodzi we Włoszech

Od momentu przyjścia do Frosinone, Tomas Bobcek nie błyszczy formą. Słowacki napastnik rozegrał zaledwie trzy spotkania w barwach swojej nowej drużyny. Ani razu nie zagrał jednak od pierwszej minuty. Maksymalny czas gry w jednym spotkaniu nie wyniósł nawet pół godziny, a patrząc w statystyki nie ujrzymy żadnego gola czy też asysty.

Bobcek po prostu zawodzi. W pierwszym ligowym meczu przeciwko Venezii nie podniósł się nawet z ławki. Następnie dostał 19 minut na pokazanie się w starciu z Genoą. Słowak wchodził przy wyniku 1:1 i miał okazję zdobyć gola dającego zwycięstwo swojej drużynie. Nie wykorzystał jednak stuprocentowej sytuacji, a jego strzał pewnie wybronił Justin Bijlow. W nagrodę cały następny mecz oglądał jako rezerwowy.

Następnie przyszła przerwa na kadrę, ale to też nie był udany okres dla Bobceka. W trzech starciach dostał jedynie 25 minut w meczu przeciwko Kazachstanowi. Trener Vladimir Weiss wolał stawiać na Davida Streleca z Middlesbrough i Roberta Bozenika ze Stoke City. „Angielscy” napastnicy wygrali z Bobcekiem rywalizację, a on na ten moment jest dopiero numerem trzy w kadrze.

Problemy z konkurencją ma także w klubie. Antonio Raimondo imponuje formą strzelecką. Włoch w tym sezonie zdobył już cztery gole. Bobcek naciska, ale dostaje jedynie tak zwane „ogony”. Po przerwie na kadrę sytuacją się także nie zmieniła. Mimo fatalnej postawy Raimondo w meczu z Napoli, Słowak wszedł dopiero w 63. minucie.

Reklama

Jeśli chcemy szukać jakichkolwiek pozytywów, musimy cofnąć się do debiutu Bobceka. Słowak na samym początku września zadebiutował w Pucharze Włoch przeciwko Sassuolo. Regulaminowy czas gry nie przyniósł rozwiązań, a do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne. Serię rozpoczął Bobcek, który wyprowadził swoją drużynę na wynik 1:0. To jednak nie pomogło, bo ostatecznie to ekipa trenera Alberto Aquillaniego lepiej strzelała z jedenastu metrów i wyeliminowała Frosinone na wczesnym etapie tych rozgrywek.

A może wystarczyło zagrać w 1. lidze?

Głównym powodem słabej dyspozycji Słowaka jest brak odpowiedniego rytmu meczowego. Przed transferem do Włoch, ostatni mecz rozegrał bowiem w końcówce sezonu 2025/2026. Po spadku Lechii, Bobcek podobnie jak wielu innych zawodników, nie zamierzał grać na pierwszoligowych boiskach. W jego przypadku trudno się jednak dziwić. Słowak od początku był brany pod uwagę jako potencjalny rekord transferowy. Gdyby złapał kontuzję w meczu przeciwko Pogoni Siedlce (oczywiście z całym szacunkiem do ekipy trenera Noconia), nikt w Gdańsku nie wybaczyłby sobie takiej straty. Wielkie pieniądze przeszłyby Lechii koło nosa.

Reklama

Jednak kilka tygodni bez grania pozostawiły ślady. Bobcek przyjechał do Frosinone bez jakiegokolwiek rytmu meczowego. Zwykły trening z pewnością nie jest w stanie zastąpić regularnego cyklu tygodniowego z daniem głównym w postaci ligowego spotkania. Biorąc pod uwagę umiejętności Słowaka, raczej nie zakładamy, że przepadnie w Serie A, chociaż nie takie rzeczy świat widział. Przynajmniej Lechia może spać spokojnie, umowa z Frosinone została przecież podpisana, a konkretna sumka (ponad 10 mln euro) wyląduje w całości na kontach gdańskiego zespołu.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Trener Wieczystej próbował obejść przepisy. Skończyło się kolejną karą

Wojciech Piela
4
Trener Wieczystej próbował obejść przepisy. Skończyło się kolejną karą

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Trener Wieczystej próbował obejść przepisy. Skończyło się kolejną karą

Wojciech Piela
4
Trener Wieczystej próbował obejść przepisy. Skończyło się kolejną karą
Ekstraklasa

Górnik zrobił z niego ważną postać. Gasparik jasno o roli Urbańskiego

Wojciech Piela
5
Górnik zrobił z niego ważną postać. Gasparik jasno o roli Urbańskiego