Duety nadzieją dla skoków. Drugie życie dla dyscypliny jest możliwe [KOMENTARZ]

Sebastian Warzecha

17 lutego 2026, 09:59 • 8 min czytania 7

Duety nadzieją dla skoków. Drugie życie dla dyscypliny jest możliwe [KOMENTARZ]

Konkursy duetów w świecie skoków narciarskich obecne są od ponad trzech lat. Zadebiutowały 17 września 2022 roku w Rasnovie, a zimą – niespełna pięć miesięcy później w Lake Placid. Ten amerykański wygrali Dawid Kubacki i Piotr Żyła, zapisując się w ten sposób – nie pierwszy raz – w historii Pucharu Świata. Wczoraj po raz kolejny okazało się, że duety Polakom sprzyjają. I choćby dlatego powinniśmy cieszyć się, że je wymyślono. Ale wydaje się, że wśród wielu złych decyzji FIS, akurat ta – wprowadzenia rywalizacji w parach – ogółem się broni. Duety po prostu dają radę.

Reklama

Konkursy duetów się bronią. Nie tylko przez medal Polaków

11. Tyle reprezentacji wystawiło swoje zespoły w konkursie drużynowym na poprzednich igrzyskach. Tak naprawdę jednak możemy liczyć, że było ich 10, bo Chińczycy zrobili to „na siłę” – żaden z ich zawodników nie poleciał wówczas poza 90 metr, a skakano na skoczni dużej. W 2018 roku było tych ekip 12 – i tu jednak możemy jedną usunąć bez żadnej szkody dla jakości zawodów. W dodatku znów będą to gospodarze, w tamtym przypadku Koreańczycy. Zresztą cofać możemy się i dalej.

Reklama

W XXI wieku wyglądało to tak:

  • Soczi 2014? 12 reprezentacji.
  • Vancouver 2010? 12 reprezentacji.
  • Turyn 2006? 16 reprezentacji (niespodziewany, a świetny wynik).
  • Salt Lake City 2002? 13 reprezentacji.

Był więc „wystrzał” w Turynie, dwie dekady temu. Poza tym jednak tendencja była stała i spadkowa. W jedynym konkursie drużynowym na skoczni dużej w poprzednim sezonie (2024/25), który odbył się w Zakopanem, udział wzięło ledwie 10 ekip. Zdarzały się już zawody, gdzie startowało ich tylko 9 i aż żal było którąś z nich „odpalać” przed drugą serią. Generalnie: skoki się kurczyły. Wielu nacjom coraz trudniej było znajdować czterech zawodników do rywalizacji w drużynówkach. Pojawiały się zresztą różne pomysły na rozwiązanie tego stanu rzeczy – w tym na przykład idea łączenia się skoczków w ekipy „ponadnarodowe”.

Wiecie, Hektor Kapustik (Słowacja) mógłby wtedy dołączyć na przykład do Czechów. Władimir Zografski (Bułgaria) znalazłby sobie towarzystwo w – dajmy na to – tureckiej kadrze. Artti Aigro (Estonia) wśród Finów. I tak dalej, i tak dalej. Oczywiście, potrzebne byłyby tu odpowiednie ograniczenia i regulacje, ale możliwe, że byłby to całkiem niezły pomysł.

Sęk w tym, że nie wiadomo byłoby, co zrobić z tym fantem na imprezach mistrzowskich, gdzie rywalizuje się jednak w barwach konkretnej reprezentacji. Tego problemu by to nie rozwiązało.

A duety to robią.

Skokowi outsiderzy znowu mogą marzyć

Odnoszę wrażenie, że w pewnym sensie w ostatecznym podjęciu decyzji pomogły igrzyska w Pekinie. Nie tylko dlatego, że reprezentacji na starcie konkursu olimpijskiego stanęło wtedy niewiele, a kilka odstawało. Bardziej zerkam w stronę konkursu mikstów, gdzie po brązowy medal sięgnęli sensacyjnie Kanadyjczycy, którzy w męskiej drużynie nawet nie rywalizowali, bo nie mieli do tego skoczków.

Oczywiście, że nie byłoby tego krążka, gdyby nie praca pani Agnieszki Baczkowskiej, która kontrolowała wtedy sprzęt zawodników i zawodniczek. Robiąc to na tyle dokładnie, że wielu z nich zabrała punkty.

To rzecz jasna. Ale jednak Kanada na podium – nawet w takim układzie – była sensacją. Owszem, mają tam niezłe skoczkinie, ale dwójka skoczków miała pociągnąć tę ekipę na niższe miejsca. A wyszło inaczej, okazało się, że w tym pomniejszonym męskim składzie Kanadyjczycy są w stanie rywalizować na względnie sensownym poziomie. Nie był to może drogowskaz, od którego się zaczęło – o duetach rozmyślano już wcześniej – ale jakieś potwierdzenie tego, że warto spróbować? Myślę, że tak.

I wydaje się, że wczorajszy konkurs pokazał, że to dobry kierunek.

Oczywiście, w czołówce były finalnie dość „standardowe” reprezentacje, tak to nazwijmy. Choć gdyby skakano w czwórkę, to na pewno nie ostaliby się tam Polacy – dla nas więc to spory bonus. Jednak ważne jest to, co działo się za plecami pierwszych sześciu ekip.

CZYTAJ TEŻ: POLSKIE SKOKI ODŻYŁY. JAK TOMASIAK W TYDZIEŃ PRZESZEDŁ DO HISTORII

Przede wszystkim – w konkursie wzięło udział 17 reprezentacji. A bywały takie momenty, jeszcze kilka lat temu, że trudno byłoby się doliczyć tylu krajów jako w ogóle skoki uprawiających! Z kolei wczoraj? Byli Rumuni, byli Turcy, znaleźli się Ukraińcy, nawet Estonia i Chińczycy (którzy do tego zresztą świetnie prezentowali się w rywalizacji mikstów). To wszystko ekipy, które odpadły po pierwszej z trzech zaplanowanych serii, tak. Ale skakali, brali udział i w sumie to mogli mieć jakąś cichą nadzieję, że przejdą dalej.

Również dlatego, że przy dwóch skokach na serię każdy błąd waży bardziej i ktoś niespodziewanie może się „wykrzaczyć”.

W serii próbnej znakomicie zaprezentowali się z kolei Kazachowie i Włosi. Niespodziewanie rywalizacją emocjonować mogli się więc właśnie fani tych ekip. Obie ostatecznie nie weszły do trzeciej serii, ale gdyby to był konkurs drużynowy, ten tradycyjny, to o podobnych emocjach w ogóle nie było mowy. Podobnie w przypadku Szwajcarów czy Amerykanów, którzy znaleźli się w TOP 8, a biorąc pod uwagę, jak wyglądali w tym sezonie Pucharu Świata ich skoczkowie numer trzy czy cztery, to w normalnym układzie mogłoby być z tym trudno.

Wiadomo, jedni stracą na tym ucięciu dwóch kolejnych skoczków, inni zyskają. Ale dla krajów z dołu skokowej tabeli takie konkursy to motywacja. A dla skoków, być może, ratunek.

Drugie życie dla skoków? Świadczą o tym nie tylko duety

Wydaje się zresztą, że w ostatnim czasie skoki narciarskie przeżywają pewne ożywienie. Na powrót pojawiły się w kilku krajach, w których zdawały się już być bliskie wyginięcia. Hektor Kapustik nagle przypomniał o istnieniu Słowacji na skokowej mapie świata. Coś próbują tworzyć Estończycy czy Ukraińcy. Turcy sami chyba nie są pewni czy chcą nadal inwestować w te skoki, ale jednak coś się tam od czasu do czasu dzieje. Władimir Zografski twierdził, że w Bułgarii pojawiło się kilku zdolnych chłopaków.

Dla nich wszystkich konkurs duetów to szansa.

Wiecie, rozumiem, że format – w stosunku do tradycyjnej drużynówki – wielu osobom może się nie podobać (a i ja uważam, że dobrze byłoby, żeby rywalizacja drużyn nie znikała całkowicie z kalendarza, a w tę stronę zmierzamy). Z drugiej strony jednak, w obecnej erze „social mediowej”, to duety są bardziej dynamiczne, szybsze, więcej się dzieje i zmienia. Startuje większa liczba ekip, jest nieco skokowej egzotyki, trzy serie też w sumie pomagają tejże dynamice.

Generalnie wydaje się, że to produkt może jeszcze nie w pełni dopasowany do swoich czasów, ale na pewno im bliższy. Co zaskakuje, bo w świecie skoków wszelkie reformy następują rzadko i zwykle nie są przesadnie dobre. Ta zdaje się być i ten konkurs olimpijski to potwierdził.

Zresztą – w przeszłości wiele byśmy oddali za to, żeby duety istniały. Adam Małysz mógłby walczyć wtedy o dodatkowe medale. Możliwe, że mielibyśmy taki choćby na igrzyskach w Vancouver, czy mistrzostwach świata: z 2007, 2009 albo 2011 roku. A może i wcześniej, kto wie. Na pewno wiele oddaliby za istnienie tej formy rywalizacji Szwajcarzy w czasach Simona Ammanna i Andreasa Kuettela. A nawet Finowie w momencie, gdy ich skoki zaczęły podupadać, bo duetami można by próbować sięgać jeszcze po wysokie lokaty i tę dyscyplinę reklamować.

Generalnie: w obecnej rzeczywistości skoków zmniejszenie tej wymaganej liczby skoczków „na poziomie” z czterech na dwóch wydaje się być decyzją konieczną.

Jasne, premiuje ona słabsze kraje. Cierpią nieco te, które seryjnie produkują świetnych zawodników. Z drugiej strony – kraj, który najbardziej z tego słynie, zdobył wczoraj złoto. I niemal na pewno zrobiłby to nawet, gdyby tej ostatniej serii nie anulowano. Czyli status quo zostaje w miarę utrzymany.

Możliwe, że nie zostanie ten „ogólnoskokowy”. Bo coś się zaczyna przy tej dyscyplinie dziać.

Skoki wkraczają powoli w łaski nowego pokolenia. Częściej przewijają się w social mediach, przyciągają uwagę. Projekty takie jak rekordowy skok Ryoyu Kobayashiego na Islandii też pomagają. Możliwe, że cenne okażą się eksperymenty w rodzaju konkursów w Wiśle sprzed kilku lat, gdy najeżdżano do skoku w torach lodowych, ale lądowano na igelicie, w pewnym sensie łącząc zimę z latem.

Ostatnio głośno zrobiło się również o tym, że konkurs igrzysk na normalnej skoczni oglądało dziewięć milionów ludzi… w Brazylii. Jasne, w skali całej ludności tego kraju to w sumie niewiele. Ale gdyby ktokolwiek nawet miesiąc temu powiedział, że skoki mogą wzbudzić takie zainteresowanie w Ameryce Południowej, to byłby uznany za niepoczytalnego. FIS – jeśli tylko zarządzający mają trochę oleju w głowie – powinien zwrócić się w stronę Ameryki Południowej i spróbować „odkryć” ten teren dla sportów zimowych na fali tego zjawiska, ale też medalu Lucasa Pinheiro Braathena w narciarstwie alpejskim.

CZYTAJ: PIERWSZY W HISTORII ZIMOWY MEDAL DLA AMERYKI POŁUDNIOWEJ

A gdyby zostać tylko przy skokach, to napisać trzeba na koniec – może to drugie życie faktycznie nastąpi. Może nie.

W każdym razie po raz pierwszy od kilkunastu dobrych lat faktycznie pojawiła się nadzieja na ożywienie tej dyscypliny. I duety – czy też, korzystając z oficjalnej nazwy, Super Teamy – się temu przysłużyły.

Oby w przyszłości nadal zmierzało to w tę stronę… i oby z kolejnymi medalami dla Polaków.

Bo tego akurat zmieniać byśmy nie chcieli.

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj więcej o zimowych igrzyskach na Weszło:

Fot. Newspix

7 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

La Liga

Flick nie szuka wymówek po porażce. „Nie jesteśmy w dobrej formie”

Braian Wilma
0
Flick nie szuka wymówek po porażce. „Nie jesteśmy w dobrej formie”
Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Klaebo królem igrzysk. Swój rekord zawdzięcza… Justynie Kowalczyk

AbsurDB
7
Klaebo królem igrzysk. Swój rekord zawdzięcza… Justynie Kowalczyk
Reklama
Reklama