Przed meczem obawialiśmy się ciężarów, że na Lechu odbiją się trudy podróży, ciężkie warunki pogodowe na Wyspach Owczych i sztuczna murawa. Mistrz Polski pewnie pokonał wyraźnie słabszego rywala, jednak po spotkaniu i tak czujemy niedosyt. Wysoki wynik do końca nie oddaje tego, że pewne niedociągnięcia były widoczne.
Te wszystkie okoliczności oczywiście w sporym stopniu oczywiście mocno działają na korzyść Lecha, jednak końcowy wynik bardziej pokazuje to, jak fatalny był rywal niż jak dobry był Kolejorz. Zadanie, jakie miał do wykonania, wypełnił bez większych problemów, ale mimo wszystko styl tego zwycięstwa mógł być jeszcze bardziej efektowny.
KI Klaksvik – Lech Poznań 0:5. Mistrz Polski mógł wygrać jeszcze wyżej
Ledwo się mecz zaczął, a Lech już mógł dziękować szczęściu, że nie przegrywa. Szybki atak nie został odpowiednio zatrzymany w środku pola, Joel Pereira kompletnie nie upilnował swojego zawodnika, a ten doszedł do piłki po dośrodkowaniu na dalszy słupek i tylko cud sprawił, że nie wcelował w bramkę, a obił słupek.
Po tej akcji wydawało się, że to dopiero początek tego typu ataków w wykonaniu Farerów. A jednak po tym pierwszym sygnale ostrzegawczym Farerzy jakoś nie poszli za ciosem. Lech kontrolował sytuację i może z raz mogliśmy mówić o sytuacji, która jakkolwiek zakłóciła spokój Mateusza Lis.
A piłkarze Nielsa Frederiksena o dziwo całkiem nieźle radzili sobie w tych trudnych warunkach, przede wszystkim na sztucznej murawie. Po składnej akcji uderzeniu Mikaela Ishaka i dobitce Allahyara Sayyadmanesha prowadził 1:0, chociaż prawdę mówiąc, do przerwy powinien mieć znacznie bardziej komfortowy wynik.
Gol dla spokojnej głowy! Lech Poznań prowadzi z KI Klaksvik 1:0 👌
🔴📲 OGLĄDAJ 👉 https://t.co/nCA6u3hZPZ pic.twitter.com/1ecmHXWK7J
— TVP SPORT (@sport_tvppl) August 14, 2026
Co najmniej dwie doskonałe okazje zmarnował Luis Palma, swoją miał też Joel Pereira, a szczęścia próbowali również Patrik Walemark czy Pablo Rodriguez. Spokojnie mogło do przerwy być 3:0 i już nikt nie mógłby mieć wątpliwości, co do kwestii wyniku. A tak u gospodarzy wciąż tliły się myśli o odrobieniu strat.
Sporo nieskuteczności i wiele goli. Lech ma awans do kolejnej rundy
To, co nie udało się przed przerwą, to zostało zrobione tuż po niej. Gol strzelony przez Pablo Rodrigueza sprawił, że przestaliśmy mieć już jakiekolwiek obawy, dotyczące tego, czy mistrz Wysp Owczych będzie w stanie jeszcze postraszyć w tym dwumeczu. Szkoda tylko, że wciąż szwankowała ta nieszczęsna skuteczność.
Mimo wysokiego końcowego wyniku, liczba szans zmarnowanych przez piłkarzy Nielsa Frederiksena była zatrważająca. Luis Palma nie trafił na pustą bramkę, Daniel Hakans ustrzelił bramkarza w sytuacji sam na sam, a Allahyar Sayyadmanesh poprzeczkę.
Te szanse można byłoby jeszcze tak wymieniać, a na przodzie klasyfikacji pudeł bezsprzecznie stał Palma. Honduranin wybitnie nie mógł się wstrzelić w tym meczu. Ewidentnie na początku tego sezonu nie jest najlepszą wersją siebie, jaką wielokrotnie pokazywał nam w poprzednich rozgrywkach.
I z lepszym przeciwnikiem to mogłoby się zemścić. Lech zdecydowanie nie był w tym spotkaniu monolitem w obronie. Po kilku jego prostych błędach robiło się groźnie, jednak na szczęście gospodarze nie byli w stanie wykorzystać przytrafiających się im okazji. Najlepszą fatalnym wyprowadzeniem piłki stworzył im Mateusz Lis jeszcze przy wyniku 1:0. W końcu gol dla gospodarzy padł, ale Lecha uratował spalony odgwizdany przez arbitra
W każdym razie Antoni Kozubal trzecią bramką zamknął mecz, Daniel Hakans jeszcze wbił czwartą, a Patrik Walemark piątą, jednak mamy przeczucie, że z lepszym rywalem tyle błędów nie przejdzie bez konsekwencji. Niels Frederiksen ma nad czym pracować, bo pewne niedociągnięcia wciąż są. I przede wszystkim powinien liczyć, że uraz Mikaela Ishaka nie okaże się poważny, bo w tym momencie został bez nominalnego napastnika.
KI Klaksvik – Lech Poznań 0:5 (0:1)
- 0:1 – Allahyar Sayyadmanesh 20′
- 0:2 – Pablo Rodriguez 49′
- 0:3 – Antoni Kozubal 75′
- 0:4 – Daniel Hakans 88′
- 0:5 – Patrik Walemark 90+2′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix