Happy end farerskiej wyprawy. 5:0, a niedosyt jest

Mikołaj Duda

14 sierpnia 2026, 22:01 • 3 min czytania 30

Reklama
Happy end farerskiej wyprawy. 5:0, a niedosyt jest

Przed meczem obawialiśmy się ciężarów, że na Lechu odbiją się trudy podróży, ciężkie warunki pogodowe na Wyspach Owczych i sztuczna murawa. Mistrz Polski pewnie pokonał wyraźnie słabszego rywala, jednak po spotkaniu i tak czujemy niedosyt. Wysoki wynik do końca nie oddaje tego, że pewne niedociągnięcia były widoczne.

Reklama

Te wszystkie okoliczności oczywiście w sporym stopniu oczywiście mocno działają na korzyść Lecha, jednak końcowy wynik bardziej pokazuje to, jak fatalny był rywal niż jak dobry był Kolejorz. Zadanie, jakie miał do wykonania, wypełnił bez większych problemów, ale mimo wszystko styl tego zwycięstwa mógł być jeszcze bardziej efektowny.

KI Klaksvik – Lech Poznań 0:5. Mistrz Polski mógł wygrać jeszcze wyżej

Ledwo się mecz zaczął, a Lech już mógł dziękować szczęściu, że nie przegrywa. Szybki atak nie został odpowiednio zatrzymany w środku pola, Joel Pereira kompletnie nie upilnował swojego zawodnika, a ten doszedł do piłki po dośrodkowaniu na dalszy słupek i tylko cud sprawił, że nie wcelował w bramkę, a obił słupek.

Po tej akcji wydawało się, że to dopiero początek tego typu ataków w wykonaniu Farerów. A jednak po tym pierwszym sygnale ostrzegawczym Farerzy jakoś nie poszli za ciosem. Lech kontrolował sytuację i może z raz mogliśmy mówić o sytuacji, która jakkolwiek zakłóciła spokój Mateusza Lis.

A piłkarze Nielsa Frederiksena o dziwo całkiem nieźle radzili sobie w tych trudnych warunkach, przede wszystkim na sztucznej murawie. Po składnej akcji uderzeniu Mikaela Ishaka i dobitce Allahyara Sayyadmanesha prowadził 1:0, chociaż prawdę mówiąc, do przerwy powinien mieć znacznie bardziej komfortowy wynik.

Reklama

Co najmniej dwie doskonałe okazje zmarnował Luis Palma, swoją miał też Joel Pereira, a szczęścia próbowali również Patrik Walemark czy Pablo Rodriguez. Spokojnie mogło do przerwy być 3:0 i już nikt nie mógłby mieć wątpliwości, co do kwestii wyniku. A tak u gospodarzy wciąż tliły się myśli o odrobieniu strat.

Sporo nieskuteczności i wiele goli. Lech ma awans do kolejnej rundy

To, co nie udało się przed przerwą, to zostało zrobione tuż po niej. Gol strzelony przez Pablo Rodrigueza sprawił, że przestaliśmy mieć już jakiekolwiek obawy, dotyczące tego, czy mistrz Wysp Owczych będzie w stanie jeszcze postraszyć w tym dwumeczu. Szkoda tylko, że wciąż szwankowała ta nieszczęsna skuteczność.

Reklama

Mimo wysokiego końcowego wyniku, liczba szans zmarnowanych przez piłkarzy Nielsa Frederiksena była zatrważająca. Luis Palma nie trafił na pustą bramkę, Daniel Hakans ustrzelił bramkarza w sytuacji sam na sam, a Allahyar Sayyadmanesh poprzeczkę.

Te szanse można byłoby jeszcze tak wymieniać, a na przodzie klasyfikacji pudeł bezsprzecznie stał Palma. Honduranin wybitnie nie mógł się wstrzelić w tym meczu. Ewidentnie na początku tego sezonu nie jest najlepszą wersją siebie, jaką wielokrotnie pokazywał nam w poprzednich rozgrywkach.

I z lepszym przeciwnikiem to mogłoby się zemścić. Lech zdecydowanie nie był w tym spotkaniu monolitem w obronie. Po kilku jego prostych błędach robiło się groźnie, jednak na szczęście gospodarze nie byli w stanie wykorzystać przytrafiających się im okazji. Najlepszą fatalnym wyprowadzeniem piłki stworzył im Mateusz Lis jeszcze przy wyniku 1:0. W końcu gol dla gospodarzy padł, ale Lecha uratował spalony odgwizdany przez arbitra

W każdym razie Antoni Kozubal trzecią bramką zamknął mecz, Daniel Hakans jeszcze wbił czwartą, a Patrik Walemark piątą, jednak mamy przeczucie, że z lepszym rywalem tyle błędów nie przejdzie bez konsekwencji. Niels Frederiksen ma nad czym pracować, bo pewne niedociągnięcia wciąż są. I przede wszystkim powinien liczyć, że uraz Mikaela Ishaka nie okaże się poważny, bo w tym momencie został bez nominalnego napastnika.

Reklama

KI Klaksvik – Lech Poznań 0:5 (0:1)

  • 0:1 – Allahyar Sayyadmanesh 20′
  • 0:2 – Pablo Rodriguez 49′
  • 0:3 – Antoni Kozubal 75′
  • 0:4 – Daniel Hakans 88′
  • 0:5 – Patrik Walemark 90+2′

Fot. Newspix

30 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Legia gromi Radomiaka. Koszmarny występ Gradeckiego [WIDEO]

Jan Broda
18
Legia gromi Radomiaka. Koszmarny występ Gradeckiego [WIDEO]
Ekstraklasa

Jakubas chce kupić klub z Senegalu? Nowe, nie znaliśmy!

Jan Broda
7
Jakubas chce kupić klub z Senegalu? Nowe, nie znaliśmy!

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

Kibice Lecha mogą liczyć na klub. Trudności zostaną zrekompensowane

Mikołaj Duda
19
Kibice Lecha mogą liczyć na klub. Trudności zostaną zrekompensowane
Liga Europy

Były piłkarz Górnika szturmuje Belgię! Właśnie zdobył pierwszą bramkę

Mikołaj Duda
0
Były piłkarz Górnika szturmuje Belgię! Właśnie zdobył pierwszą bramkę