A może Katarzyna Niewiadoma jest już największą legendą polskiego kolarstwa?

Sebastian Warzecha

28 września 2026, 08:36 • 10 min czytania 5

Reklama
A może Katarzyna Niewiadoma jest już największą legendą polskiego kolarstwa?

Katarzyna Niewiadoma-Phinney zdobyła w sobotę drugi medal mistrzostw świata w kolarstwie w karierze – do brązu sprzed sześciu lat dorzuciła srebro. Sukcesów ma na koncie zresztą o wiele więcej. Pytaniem, jakie wypada sobie zadać, jest więc: czy Kasia nie przerosła już wszystkich w świecie polskiego kolarstwa? Czy to nie ona jest jego twarzą? I czy nie zasługuje na status największej z wszystkich wielkich postaci?

Reklama

Katarzyna Niewiadoma. To już legenda. Największa?

Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to kontrowersyjna opinia. Choć w zasadzie nie do końca – bo gdy zacząłem wczoraj, po medalu Niewiadomej, rozważać tę kwestię, zupełnie mi się taką nie wydawała. Nie twierdziłem bowiem, że Kasia NA PEWNO jest największa, a jedynie rozważałem, czy nie należy jej się miejsce w tych dyskusjach.

I przy tym na pewno bym obstawał: należy się. Jeśli to jest dla was kontrowersją – no to tak, rzucam ją w przestrzeń publiczną – ku potencjalnemu oburzeniu.

Wrzuciłem ją też właśnie na portalu X. I w zasadzie zaskoczyła mnie liczba reakcji – kolarstwo nie jest przecież dla nas, Polaków jako ogółu (choć dla niektórych tak), sportem numer jeden, dwa, a nawet pewnie i sześć w hierarchii ważności. A jednak okazało się, że sporo osób ten temat zaciekawił. Byli i zwolennicy stawiania Niewiadomej na piedestale, jak i ci, którzy uważają, że jej się to nie należy. Ci drudzy dzielili się zasadniczo na dwie grupy.

Reklama

Pierwsza, to ludzie, którzy mówią „nie”, bo uważają, że to miejsce należy się innej postaci. I to rozumiem, są gusta, guściki, różna jest też ocena konkretnych sukcesów i wiele argumentów – zaraz do nich zresztą jeszcze przejdziemy. Druga grupa to ta, która po prostu odrzuca możliwość, by to kolarka, a nie kolarz, stał na szczycie tej kolarskiej piramidy w Polsce. Takie postawienie sprawy uważam za głupie… bo w zasadzie czemu nie?

Kasia rywalizuje w wyścigach, jakie jej dano – owszem, można mówić, że faceci mają trudniej (bo często mają), natomiast nie jest to winą Niewiadomej. Ona staje na podiach – a czasem wygrywa – w takich warunkach, w jakich może to zrobić. Sukcesy osiąga często, regularnie jest w czubie peletonu. W obecnym świecie kolarstwa to zawodniczka z czołowej piątki zawodniczek na pewno, a trójki być może – zależnie od subiektywnej oceny.

U mężczyzn NIGDY nie mieliśmy kogoś takiego, kto tak długo byłby tak wysoko. I to z tej perspektywy, tak myślę, trzeba na to spojrzeć.

Reklama

Zróbmy to więc.

Niewiadoma i jej sukcesy. Mnogość osiągnięć

Był w karierze Katarzyny Niewiadomej naprawdę długi okres bez wygranych. Tych triumfów w zawodowym peletonie zresztą nie ma przesadnie dużo – dokładnie to 22 (wszelkie dane statystyczne dotyczące zawodników na zawodowstwie przytaczać będę za portalem ProCyclingStats). Bez mistrzostw Polski – 19. Do tych najważniejszych zaliczyć trzeba:

  • Amstel Gold Race,
  • Walońską Strzałę,
  • Tour de France – etap na legendarnym Mont Ventoux,
  • Tour de France – triumf w klasyfikacji generalnej.

Czy jest tego dużo? Niekoniecznie. Natomiast siłą Niewiadomej jest to, że po prostu zawsze jest w czołówce. Jasne, kolarstwo jest po części takim sportem, w którym wielu pamięta tylko zwycięzców. Jest to jednak podejście skomplikowane… i chyba takie, któremu nie wypada przytakiwać. No bo weźmy tę karierę Kasi, spójrzmy na kobiece Wielkie Toury – przy okazji pamiętając, że Niewiadoma trafiła na czasy przełomowe dla kobiecego kolarstwa i była bezpośrednią uczestniczką jego rozwoju.

I tak:

Reklama
  • na 7 startów w kobiecym Giro (pomiędzy 2014 a 2020 rokiem) sześć razy była w TOP 10, raz stała na podium – skończyła wtedy 2. Dwukrotnie wygrywała (2015-2016) koszulkę dla najlepszej młodej zawodniczki.
  • na 4 starty w kobiecej Vuelcie (2023-2026) była 10., 11. i 8., raz też nie ukończyła wyścigu. To akurat ten Tour, który niespecjalnie jej leży.
  • na 5 startów w kobiecym Tour de France (2022-2026) ZAWSZE była na podium: 3., 3., 1., 3. i 2. Raz wygrała koszulkę dla najlepszej góralki, ma też na koniec jeden, ale legendarny etap.

Jest więc Niewiadoma piekielnie regularna w najważniejszym wyścigu świata, bo i u kobiet Tour zaczyna zyskiwać ten status. Triumfowała w nim, a jeśli ulegała, to tylko rywalkom z grona tych najmocniejszych i najbardziej cenionych: Annemiek van Vleuten, Demi Vollering, Pauline Ferrand-Prevot i (choć ona nie wygrała, ale skończyła przed Kasią) Lotte Kopecky. Każde z tych nazwisk to już postać legendarna dla kobiecego kolarstwa.

Van Vleuten to być może jego największa postać w dziejach, genialna zawodniczka, niezwykle znacząca dla rozwoju dyscypliny. Vollering przejęła po niej pałeczkę i zaczęła wygrywać, gdzie tylko wygrać się da. Ferrand-Prevot to genialna kolarka górska, ale i była mistrzyni świata w kolarstwie szosowym (2014), która w górzystym terenie radzi sobie jak mało kto. A Kopecky to mistrzyni toru, która z dobrymi efektami potrafi pokazać się i na szosie.

Generalnie: generacja gwiazd, chyba pierwsza taka dla kobiecego kolarstwa. A wśród nich jedną z tych największych jest też Niewiadoma. Przy okazji napisać trzeba, że one wszystkie – a do tego na przykład Elisa Longho Borgini, Marlen Reusser czy na przykład Puck Pieterse nie boją się ścigać. Wyścigi kobiet są aktualnie niezwykle emocjonujące, po prostu niezmiennie robią te zawodniczki show.

Reklama

Kasia Niewiadoma bierze w tym czynny udział. Rywalizuje z nimi. Czasem wygrywa, częściej jest tego blisko, ale jednak trochę za pozycją liderki – druga, trzecia, czwarta, bywa że niżej. Niemniej: ciągle w czubie. Właściwie daje pewność, że jeśli włączy się jakiś wyścig, to powalczy, będzie blisko najlepszych. Spójrzmy tylko na ten sezon i jej lokaty:

  • UAE Tour Women (etapowy) – 5. miejsce,
  • Omloop Nieuwsblad – 2.,
  • Strade Bianche – 2.,
  • Trofeo Alfredo Binda – 11.,
  • Mediolan-San Remo – nieukończony (kraksa),
  • Amstel Gold Race – 2.,
  • Walońska Strzała – 4.,
  • Liege-Bastogne-Liege – 3.,
  • Vuelta Espana – 8.,
  • Tour de Suisse – 3.,
  • Tour de France – 2.,
  • Mistrzostwa świata – 2.

12 różnych wyścigów. Jeden nieukończony przez wypadek, zostaje 11. Niewiadoma żadnego nie wygrała – to fakt. W siedmiu (!) stała jednak na podium. W dwóch kolejnych była tuż za nim (4. i 5.). I tylko w dwóch zajęła nieco dalsze lokaty. To niezwykła regularność, która w wielu innych sportach byłaby z miejsca doceniana. W kolarstwie – taka prawda – też jednak powinna. Tym bardziej, że dla Kasi to już nie pierwszy sezon, w którym tak jeździ.

Dlatego zapracowała sobie na status legendy. I wracamy do pytania z początku: czy największej?

Kilka uwag, czyli męskie i kobiece kolarstwo

Problemów z porównaniami jest kilka. Po pierwsze: za komuny Polacy jeździli głównie amatorsko i trudno jest przykładać sukcesy z tamtego okresu do dzisiaj. Po drugie: męskie i kobiece kolarstwo w naturalny sposób się różnią – nie zamierzam tego negować. Wynika to z różnic fizycznych, ale też z historii. Kobiety długo walczyły o to, by mieć wyścigi podobne do tych męskich i rozgrywane pod egidą Międzynarodowej Unii Kolarskiej, jednak dopiero ostatnie lata otworzyły im takie możliwości.

Reklama

Więc owszem: kobiece kolarstwo w sensie ścigania się istnieje już trochę lat, ale profesjonalizuje się właściwie do dziś, wciąż trwa faza rozwoju.

Tak więc – nie można o tym zapomnieć – męskie kolarstwo jest w innym miejscu. Zawodnicy jeżdżą więcej kilometrów. Konkurencja jest obszerniejsza. Peleton jest w pełni profesjonalny znacznie dłużej, a to też wiele zmienia. Kwestie taktyczne odgrywają większą rolę. I tak dalej, i tak dalej. Natomiast to nie tak, że zawodniczki same sobie wybrały takie okoliczności – ba, pewnie nie pogardziłyby dłuższymi wyścigami, większymi emocjami i tak dalej.

To wszystko musi mieć więc jakiś wpływ na ocenę… ale trzeba uważać, by z nim nie przesadzić.

Bo to też nie tak, że wypada to kobiece kolarstwo uznawać za gorszą siostrę męskiego. Zawodniczki wypruwają z siebie żyły, konkurencja jest aktualnie naprawdę spora i stoi na wysokim poziomie. Serio, powinien to zauważyć każdy, kto włączy ich wyścigi – właściwie pewnym jest, że nie było lepszych czasów dla tej dyscypliny.

Reklama

Możliwe, że za 10 lat powtórzymy dokładnie to samo. Bo – jak już napisałem – ten rozwój trwa. Zawodniczki powinny być coraz lepsze, szybsze i tak dalej. W męskim kolarstwie też to następuje, peleton z roku na rok przejeżdża niektóre etapy czy wyścigi odrobinę szybciej, a Tadej Pogacar to już w ogóle łamie wszelkie granice (kusi by napisać, że takim Pogacarem była Annemiek van Vleuten, biorąc jednak pod uwagę poziom rozwoju kobiecego kolarstwa, to bliżej jej pewnie do Eddy’ego Merckxa – różnica jest taka, że van Vleuten nigdy nie została przyłapana na dopingu, a Eddy kilkukrotnie).

Podsumowując więc: sukcesy męskie mogą mieć nieco większą wagę ze względu na potencjalnie większą trudność ich osiągnięcia. Ale tylko nieco – bo trudność u kobiet też jest spora, po prostu trzeba ją oceniać w innej skali.

Więc, zapytajmy raz jeszcze: komu Kasia rzuca wyzwanie?

Kto obok Niewiadomej? I czy nad nią?

Skorzystam z pomocy naukowej, której… sam jestem autorem. Nieskromnie? Może, ale po prostu nie chcę zmieniać zdania, bo w zasadzie nie mam powodu, by to zrobić. Nieco ponad rok temu – gdy koniec kariery ogłosił Rafał Majka – postanowiłem rozważyć kwestią najlepszego polskiego kolarza (tylko mężczyzn) w dziejach, bo tych znakomitych trochę się nam zebrało. Wyłoniłem wtedy czołową dyszkę, której kolejność wyglądała następująco:

Reklama

10. Zbigniew Spruch
9. Mieczysław Nowicki
8. Joachim Halupczok
7. Czesław Lang
6. Zenon Jaskuła
5. Lech Piasecki
4. Stanisław Szozda
3. Rafał Majka
2. Michał Kwiatkowski
1. Ryszard Szurkowski

Oczywiście, że taki ranking wzbudził sporo dyskusji, również ze względu na to, o czym już pisałem – przyrównanie kolarzy z czasów komuny do tych, którzy jeździli zawodowo. Natomiast biorąc pod uwagę rozmaite zmienne i debatowanie nad pozycjami… w zasadzie nikt nie kwestionował tego, kto znalazł się w pierwszej trójce. Co najwyżej fakt, że Kwiatkowski był pod Szurkowskim, ale wynikało to po części z tego, że… sam Michał zawsze stawiał „pana Ryszarda” wyżej. Niemniej: jakkolwiek byście ułożyli to TOP 2, to się z wami zgodzę, dla mnie obaj byli (Michał w zasadzie jest nadal) wielcy.

Rafał Majka tez był znakomity, ale jednak sukcesów miał znacznie mniej. Te jego ograniczają się głównie do etapów – fakt, że pięć takich wygranych na Wielkich Tourach brzmi świetnie – i wyścigów tygodniowych, tych mniej poważanych (choć to też cenne wygrane): Tour de Pologne i Tour of Slovenia. Do tego dokładamy – zapomnieć nie można – medal olimpijski, rzecz bardzo, ale to bardzo cenną. Był jednak Rafał etapowcem, góralem, brakowało mu sukcesów w innych typach wyścigów – ten jeden znaczący to trzecie miejsce w Lombardii, jednym z dwóch Monumentów, na który w ogóle w karierze jeździł, bo po prostu odpowiadał mu profil.

Dlatego do Katarzyny Niewiadomej, Michała Kwiatkowskiego i Ryszarda Szurkowskiego trochę mu jednak brakuje.

Reklama

Bo właśnie: myślę, że z całego tego grona tylko Kwiatkowski i Szurkowski mogą być nad Kasią.

Mogą, ale nie muszą.

A więc trójka. Kto największy?

Kwiatkowski ma złoto MŚ. Ma wygrane etapy Tour de France. Jego największą siłą są jednak z pewnością wyścigi klasyczne. Ma wygrany Monument (Mediolan-San Reo), był trzeci w Liege-Bastogne-Liege i to dwukrotnie. Wygrywał te mniej ważne jednodniówki, ale wciąż poważane: Amstel Gold Race, Strade Bianche (oba dwukrotnie), E3 Harelbeke, Tirreno-Adriatico, Clasica Jaen. Przez lata był uznanym klasykowcem, aczkolwiek z czasem nieco zmienił profil i stał się raczej pomocnikiem, a często kapitanem zespołu.

To wielki kolarz, serio, nabił aż 33 wygrane w peletonie.

Reklama

Więcej od Niewiadomej. Bez mistrzostw Polski też – wtedy ma ich 27. Jednak rzadziej był w czołówce wyścigów, a Kasia mimo braku złota ma dwa medale MŚ. Do tego wygranie Tour de France – nawet jeśli u kobiet to wyścig trwający minimalnie ponad tydzień – ma swoją ogromną wagę. No i ta regularność, to ona tu może być kluczem, choć wszystko zależy od tego, czy ktoś podchodzi do tego na zasadzie „tylko wygrane”, czy też patrzy na całokształt.

Michał Kwiatkowski. Dla wielu – najlepszy polski kolarz w historii. Fot. Newspix

Szurkowski jeździł w czasach amatorskich, choć to słowo nie zawsze oddaje wszystko najlepiej. Ma dwa medale igrzysk, cztery z mistrzostw świata, był dwukrotnie drużynowym złotym medalistą tej ostatniej imprezy, a raz wygrywał indywidualnie. Były czasy, że w tym amatorskim gronie był absolutnie najlepszy… a zdarzało się, że jeździł też z zawodowcami z państw zachodnich i tam, gdzie liczyło się to, jak mocno umie się depnąć na pedały, wcale nie odstawał. Dopiero kiedy w grę wchodziła siła drużyny, taktyka i to wszystko – wtedy odpadał.

Reklama

Każdą z tych postaci nie tyle można, co trzeba cenić. Każda dla polskiego kolarstwa jest na swój sposób wyjątkowa i historyczna.

Szurkowski dał nam wielkie sukcesy w czasach PRL-u. Kwiatkowski napisał historię złotem MŚ. A Niewiadoma swoimi medalami tej imprezy, wygraniem Tour de France, no i tak po prawdzie: pisaniem historii polskiego kobiecego kolarstwa. Bo teraz w zasadzie zawsze – nawet za kilka dobrych dekad – gdy ktoś spojrzy na wczesne lata rozwoju tej dyscypliny, to zobaczy tam Polkę.

Jest legendą, nie ma co do tego wątpliwości. A czy największą, czy przebija Kwiatkowskiego i całą resztę już teraz?

Niech każdy sam sobie na to odpowie.

Reklama

Fot. Newspix

5 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama