Kamil Stoch nie awansował do drugiej serii konkursu w Zakopanem, żegnając się z miejscową publiką skokiem na 119,5 metra i skończył konkurs na 42. miejscu. Co miał do powiedzenia po swoim skoku?
Kamil Stoch o ostatnim skoku w Zakopanem
– Nie wytrzymuję – powiedział po prostu, gdy dziennikarze spytali go, jak wytrzymuje to pożegnanie, tę presję. – Puściły mi nerwy po ostatnim skoku. Potrzebowałem iść do rodziny, żeby te emocje opadły i żeby wyleciały ze mnie. Dzięki temu mogę tutaj teraz z wami rozmawiać – stwierdził Kamil. Zresztą długo po skoku nie przychodził, nie rozmawiał. Faktycznie było widać, że ściska się z żoną i bliskimi, żegna z kibicami.
W jego oczach błyszczały się łzy. Ale ostatecznie zdobył się i na kilka uśmiechów. Choćby wtedy, gdy wspominał konkursy z przeszłości. W Zakopanem skakał przecież wielokrotnie – debiutował tu w Pucharze Świata w… 2004 roku. Pięć razy wygrywał. To kawał historii.
– Zawsze będę wspominał Wielką Krokiew w wyjątkowy sposób. Pierwszy raz zaśpiewany hymn z kibicami. […] Ten weekend również zostanie w głowie. W podzięce za obecność tych kibiców, ich ciepłe słowa i wsparcie, jakie mi dawali przez te wszystkie lata. I za to, że byli tu dziś ze mną. Będziemy wspólnie świętować ten ostatni konkurs – mówił.
Ostatni skok w Zakopanem? pic.twitter.com/LWhS3WpHju
— Sebastian Warzecha (@sebwarzecha) January 11, 2026
Kibicom zresztą nie przeszkadzało, że Kamil skoczył słabo. Wszyscy dziękowali mu za te lata. Powszechne były flagi czy kartki ze słowami gratulacji i podziękowań. To też sprawiało, że i łez, i uśmiechów było więcej. Wielki miks emocji, tak wyglądał ten dzień Stocha. Wczorajszy z kolei to zapewne głównie emocje negatywne – Kamil nie wystartował bowiem w konkursie duetów. Mówił jednak, że zostawił to już za sobą.
– Byłem zawiedziony, ale sportowo nie dałem żadnych argumentów. Nie byłem w dyspozycji na skakanie. Nic nie funkcjonowało tak, jak chciałem. Ale to w tej chwili już nic nie znaczy – stwierdził. Zamiast więc dopytywać o wczoraj, spytaliśmy go o przyszłość. Czyli igrzyska. Do niedawna Kamil był – obok Kacpra Tomasiaka – pewniakiem na wyjazd tam. Ale ten weekend w Zakopanem zasiał nieco wątpliwości. Czy Kamil zdoła się odbudować?
– Zrobię, co w mojej mocy, natomiast 26 dni do igrzysk to jest dużo i mało. […] Teraz muszę znaleźć coś, co pomoże mi dobrze skakać. Sapporo? O tym, czy tam pojadę zadecydują trenerzy – powiedział. Tak więc czy w Japonii zobaczymy Kamila, czy też będzie się on w spokoju przygotowywać do rywalizacji we Włoszech – o ile tam pojedzie – przekonamy się z czasem.
Z ZAKOPANEGO
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix