Kamil Stoch i historia. Gdzie jest Polak wśród najlepszych? [RANKING]

Sebastian Warzecha

27 marca 2026, 12:50 • 15 min czytania 8

Reklama
Kamil Stoch i historia. Gdzie jest Polak wśród najlepszych? [RANKING]

Kamil Stoch kończy karierę – wiemy to od początku tego sezonu. Ale dopiero teraz, w ten weekend, w Planicy stanie się to rzeczywistością. Ostatni konkurs indywidualny, ostatnia (zapewne) drużynówka, ostatni skok w zawodach Pucharu Świata. To wszystko przed Kamilem. I na koniec tej wielkiej kariery: warto zapytać, które miejsce zajmuje Stoch w rankingu najlepszych w dziejach? Oto nasze TOP 10 skoczków w historii.

Kamil Stoch i historyczne zestawienia. Który jest Polak wśród najlepszych skoczków?

Jak powstał ten ranking? Cóż, najpierw stworzyliśmy – tylko na swoje potrzeby – ranking punktowy, z odpowiednią liczbą oczek za podia, za klasyfikację generalną Pucharu Świata i wszelkie inne osiągnięcia. Jednak oprócz tego jest jeszcze „test oka”, który trochę może zmienić. Tak więc: punkty były wskazówką, miały znaczenie w ustaleniu tej dziesiątki i zarysowaniu jej pierwotnego kształtu.

Ale jeśli dani skoczkowie byli siebie stosunkowo blisko, to rozważaliśmy to jeszcze od innych stron: rozmiarów dominacji, powtarzalności, ale też… no po prostu zachwytów, które budziły ich skoki. Bo są skoczkowie utytułowani, ale tacy, którzy niekoniecznie kojarzą się z tym, że po ich najlepszych skokach unosiliśmy brwi i szeroko otwieraliśmy usta z zadziwieniem.

Kogo nie znajdziecie w tym rankingu? Ano wielu wybitnych zawodników. Tuż za dyszką skończył na przykład Thomas Morgenstern (i to chyba największa potencjalna kontrowersja jeśli chodzi o braki w TOP 10), ale nie ma też skoczków takich jak Kazuyoshi Funaki, Martin Schmitt (co tez może was zaskoczyć) czy wielkich nieco starszej daty: Ernsta Vettoriego, Andreasa Feldera i innych. Zabraknie również Domena Prevca, bo – bądźmy szczerzy – jeden, nawet tak wybitny, sezon to jeszcze nieco za mało, by się tu znaleźć.

Reklama

Nie ma też – i to naprawdę ważne – zawodników sprzed ery Pucharu Świata. Bo po prostu nie było jak ich porównać. Tak więc skoczkowie tacy jak Hans-Georg Aschenbach (wygrał wszystko, co było do wygrania, ale karierę skończył przed inauguracją PŚ i to młodo, w wieku 25 lat), Bjoern Wirkola (trzy triumfy w Turnieju Czterech Skoczni, dwa mistrzostwa świata) czy Birger Ruud (trzykrotny mistrz świata i dwukrotny olimpijski) po prostu nie będą mieć tu miejsca.

Bo, jeszcze raz – to nieporównywalne. Trzeba to dzielić, trochę jak tenis ery amatorskiej i open, gdy cała dyscyplina się sprofesjonalizowała. Tak więc to „w historii” dotyczy skoków od sezonu 1979/80. Czyli – licząc od końca tamtej zimy – ostatnich 46 lat.

Kto więc był w tym czasie najlepszy?

10. ANDREAS GOLDBERGER

Andreas Goldberger

Reklama

Wielu jest skoczków, którzy potrafią wstrzelić się z formą w kluczowe imprezy, a brakuje im regularności, by wygrywać Puchar Świata. Goldberger miał odwrotnie. Ze wszystkich trzech mistrzowskich imprez – mistrzostwa świata zwykłe, MŚ w lotach i igrzyska – wrócił w karierze do domu z siedmioma indywidualnymi medalami, ale tylko jeden był złoty. I to ten najmniej cenny, wywalczony na mamucie. Ogółem miał Goldi bilans 0-2-2 na MŚ, 1-0-1 na MŚ w lotach i zaledwie 0-0-1 na IO.

Niemal zawsze znajdował się ktoś lepszy, po prostu. Często kilku ktosiów.

Ale co nie udawało się tam, to powetować potrafił sobie w Pucharze Świata. W nim bywał fantastyczny. 63 razy stał na podium zawodów z tego cyklu, z czego 20 razy wygrywał (pamiętajmy, że kiedyś było mniej konkursów, to naprawdę wybitne liczby), co przełożyło się na trzy triumfy w klasyfikacji generalnej. Najlepszy był w sezonach 1992/93, 1994/95 i 1995/96. A w 1993/94 też kończył na podium – był trzeci. Lepsi okazali się tylko Jens Weissflog i zwycięzca, czyli Espen Bredesen.

Jego świetne występy w Pucharze Świata przełożyły się też na Turniej Czterech Skoczni – na podium tego stał czterokrotnie, z czego dwa razy był najlepszy. Wielki okres Austriaka w zasadzie trwał pięć lat: od 1992 do 1997 roku, choć jeszcze w 2001 był członkiem austriackiej drużyny, która w Lahti zdobyła złoto na skoczni normalnej, a w 2004 z kolegami wywalczył brąz na MŚ w lotach w Planicy.

Reklama

Wycisnął więc maksa z czasów swojej prosperity. Trzeba to szanować.

9. RYOYU KOBAYASHI

Ryoyu Kobayashi

Można z tym próbować dyskutować, ale Ryoyu – choć nieco dyskretnie – po prostu sobie na to miejsce zapracował. Miał dwa wielkie sezony, gdy był bezapelacyjnie najlepszy, ale na podium generalki PŚ stał już łącznie czterokrotnie, a w tym sezonie zaliczy piąte takie pudło. Jest regularny od kilku dobrych lat. Na koncie ma 79 podiów, z czego 37 razy wygrywał, niemal doganiając już dwójkę wielkich Polaków, czyli Kamila Stocha i Adama Małysza, którzy mają tych wygranych po 39.

Bolą Ryoyu mistrzostwa świata. W tych zwykłych ma dwa indywidualne medale – srebro i brąz. W lotach nigdy nie stał nawet na podium, choć lotnikiem bywa przecież w Pucharze Świata wybitnym. Udało mu się za to triumfować na igrzyskach – w Pekinie zdobył złoto i srebro. A w Turnieju Czterech Skoczni to już w ogóle sobie radzi – wygrywał trzy razy, z czego raz zgarniając wszystkie cztery konkursy naraz.

Reklama

Generalnie Japończyk robi swoje i jest już jednym z najlepszych w dziejach. A że w tym roku kończy dopiero (bo granica wieku znacznie się przesunęła) 30 lat, to można zakładać, że coś jeszcze do tego dorobku dorzuci… o ile będzie mu się chciało, a z tym to u niego różnie. Na ten moment jest skoczkiem z końcówki pierwszej dyszki w historii, właściwie równym Goldbergerowi (postawiliśmy go nad nim ze względu na TCS i złoto IO), ale możliwe, że za kilka lat będzie wyżej.

Nie zdziwiłoby nas to.

8. SIMON AMMANN

Simon Ammann

Jak czterokrotny mistrz olimpijski jest tutaj, to kto jest wyżej? Takie pytanie możecie sobie w tym momencie stawiać, oczywiście. Ammann jednak w żadnej imprezie poza igrzyskami nie miał więcej niż jednego złota. Wygrał niemal wszystko – nie udało mu się tylko w Turnieju Czterech Skoczni, choć cztery razy stał tam na podium klasyfikacji generalnej (dwa razy drugi, dwa razy trzeci). Na igrzyskach był wybitny, wiadomo.

Reklama

Ale trzeba przyznać, że miał do nich szczęście. W Salt Lake City był to wybuch formy, niespodziewany, a genialny. W Vancouver trafił w moment, na swój sezon. Choć wytrzymanie takiej presji w takim stylu też trzeba docenić.

Generalnie: ogromny szacunek dla Simona za te cztery medale. To wielkie osiągnięcie, najlepsze w dziejach. Ale spójrzmy dalej: mistrzostwa świata w lotach – jeden medal, złoty, ale tylko jeden. Mistrzostwa świata? Cztery medale, ale tylko jedno złoto. W TCS-ie, jako się rzekło, nie wygrywał. Kryształową Kulę też ma jedną (choć cztery miejsca na podium generalki). Ogółem więc Szwajcar był solidny przy wielu okazjach, ale te jego największe sukcesy to w zasadzie kwestia jednego wspaniałego sezonu.

Trochę jak u Domena Prevca i kilku innych skoczków. Gdyby nie zima 2009/10, dziś patrzylibyśmy na Simona jako zawodnika po części niespełnionego. A że się taka trafiła, to jest jednym z największych.

Ale naszym zdaniem – 8. na tej liście. Wyżej po prostu trudno byłoby go postawić, bo to zestawienie bogate od wspaniałych zawodników.

Reklama

7. JENS WEISSFLOG

Jens Weissflog

Idol Adama Małysza. Wielki skoczek, który miał pecha do rywali – zwłaszcza tego prawdopodobnie (spoiler!) najlepszego w dziejach, czyli Mattiego Nykaenena, bo to z nim często rywalizował. Że nazwisko Fina się tu jeszcze pojawi, zapewne wszyscy się doskonale domyślacie. A co do Weissfloga – właśnie ten pech do rywali sprawił, że stosunkowo mało wygrał w Pucharze Świata: tylko trzykrotnie stał na podium, raz był najlepszy, dwukrotnie drugi.

I w tym zestawieniu w sumie jest podobnie – też ma rywali z najwyższego poziomu i też nieco obniżamy mu przez to miejsce. Bo, powiedzmy sobie szczerze, Weissflog w tym rankingu  mógłby być nawet 4., a i tak by się tam bronił. Ale że chcemy wyróżniać nieco tę regularność, to zaledwie trzy podia w klasyfikacji generalnej PŚ… no po prostu jest to trochę mało.

Ale poza tym Niemiec był wielki. Czy skakał dla NRD, czy po zjednoczeniu, czy stylem klasycznym, czy po przejściu na ten współczesny, styl V – niesamowicie radził sobie na wielkich imprezach. Na mistrzostwach świata dwukrotnie stał na każdym stopniu podium. Na igrzyskach dwa razy był złoty, raz srebrny. Nigdy nie zdobył złota mistrzostw świata w lotach, za to był geniuszem w czasie Turnieju Czterech Skoczni – w tej imprezie stał na podium aż 11 (!) razy. To nadal rekord.

Reklama

Do tego cztery z tych jedenastu razy to jego wygrane. I tym bardziej zaskakuje, że taką formę na niemiecko-austriackiej imprezie tylko raz zdołał przekuć potem w wygraną w całym PŚ. Gdyby dołożył do tego dorobku drugą Kryształową Kulę, chyba wyciągnęlibyśmy go na wspomnianą 4. lokatę. A tak – niech będzie siódmy.

Choć jeśli sami postawicie Jensa wyżej – zrozumiemy.

6. GREGOR SCHLIERENZAUER

Gregor Schlierenzauer

No to jak to jest: piszemy o premiowaniu regularności, a potem gość, który ma najwięcej wygranych w konkursach PŚ, ląduje na szóstym miejscu? No tak, bo Gregor – jak Jens – miał nieco pecha. Jego rekordowe 53 wygrane konkursy PŚ (i 35 miejsc na niższych stopniach podium) przełożyły się na „ledwie” dwie Kryształowe Kule. Trzykrotnie Austriak był drugi. To nadal znakomite rezultaty, trudno odmówić mu klasy, trudno zaprzeczyć, że długo był w czołówce.

Reklama

Trudno też zapomnieć te najlepsze, genialne, fantastyczne wręcz skoki.

Tyle że brakuje Austriakowi udowodnienia swojego na tej najważniejszej imprezie. Na igrzyskach był tylko brązowy – dwukrotnie, w Vancouver. To mało, jak na skoczka tej klasy, momentami prawdziwego dominatora. Na MŚ zdobył cztery medale, ale trzy z nich to srebra, złoto ma tylko jedno. Dwukrotnie triumfował w Turnieju Czterech Skoczni, a to akurat wynik jak najbardziej w porządku.

To te igrzyska, one są problemem. Bo nie zdobył równocześnie Gregor aż tak wiele innych trofeów, by ten brak wybaczyć. Jasne, wystarczyłoby nieco więcej szczęścia, a miałby złoto zamiast srebra na MŚ czy trzecią Kryształową Kulę. Ale taki jest sport, Schlierenzauer akurat na tym w tym zestawieniu nieco stracił.

A zyskał jego rodak… który też się z igrzyskami nie lubi.

Reklama

5. STEFAN KRAFT

Stefan Kraft

Na tegorocznych igrzyskach miało się zresztą decydować to, czy Stefan Kraft może stać się największym skoczkiem w historii. I pojechał tam kompletnie bez formy, stąd nie ma żadnego (!) olimpijskiego medalu. Ale Stefan Kraft w trakcie kariery zdołał zrobić to, co przed chwilą było zarzutem wobec Gregora – nadrobić taki brak przy innych okazjach.

Bo bilans pozostałych imprez w jego wykonaniu wygląda tak:

  • Turniej Czterech Skoczni: 1-0-2.
  • MŚ w lotach: 1-0-2.
  • MŚ: 3-0-2.
  • Klasyfikacja generalna Pucharu Świata: 3-2-2.

Ma więc Stefan trzy tytuły mistrza świata, ma też trzy zwycięstwa w klasyfikacji generalnej PŚ. I do tego aż cztery razy stał na niższych stopniach podium tej generalki, łącznie więc był na pudle na koniec sezonu siedmiokrotnie. Mało kto może się pochwalić takim wynikiem (właściwie to tylko jeden skoczek, który jeszcze się tu pojawi), a trzy Kryształowe Kule w dziejach zdobywało ledwie czterech zawodników, wliczając w to grono samego Stefana – dwóch z nich dodało potem czwartą.

Reklama

Stefan do tego dorównał wielkiemu Mattiemu Nykaenenowi w liczbie wygranych w konkursach PŚ (46, więcej ma tylko opisywany przed chwilą Gregor) i jest absolutnym rekordzistą, jeśli idzie o podia w takich zawodach. Od wielu, naprawdę wielu lat jest w światowej czołówce i nadal się w niej utrzymuje, przezwyciężając kryzysy i urazy.

Gdyby miał choć jedno złoto z igrzysk, zgłaszałby kandydaturę do tytułu największego. A tak – jest tu 5., choć pewnie dla wielu mógłby być i wyżej.

4. KAMIL STOCH

Kamil Stoch

Może to nieco kwestia tego, że Kamil właśnie teraz odchodzi na emeryturę, może powinien być niżej, a my wyciągamy go w górę, by w ten sposób uhonorować. To możliwe. Ale też trudno Polakowi zarzucić, że na to miejsce nie zasłużył. Ma medal każdej z pięciu liczących się imprez, był wielki przy różnych okazjach, miewał okresy dominacji, gdy był nie do zatrzymania. Wszystko się tu w sumie zgadza.

Reklama

W karierze Kamila brakuje tylko złota mistrzostw świata w lotach, był tam jedynie srebrny… a kto wie, co byłoby, gdyby nie odwołanie czwartej, decydującej serii. Bo Stoch był wtedy w wielkiej formie. Może gdyby nie to, to on – a nie Domen Prevc – byłby drugim skoczkiem w dziejach ze zwycięstwem w każdej z pięciu wielkich imprez.

Ale jest, jak jest. Nic tego już nie zmieni.

Lotnikiem Kamil nie był tak wybitnym, jak wielu jego rywali, ale w najlepszej formie dawał radę. Skakał ponad 250 metrów, regularnie latał daleeeeeko za dwusetkę. Gdy żegnaliśmy Adama Małysza, to Stoch wygrał w Planicy, zaznaczając, że mamy faktycznego następcę mistrza. Dwa lata później został mistrzem świata… i to w sumie ta impreza, na której najwięcej można mu zarzucić – bo w karierze dołożył na niej jeszcze tylko jeden indywidualny medal, srebro z tego szalonego Seefeld, gdy wygrał Dawid Kubacki. Choć miał też sporo pecha – trzykrotnie kończył zmagania tuż za podium, na czwartym miejscu.

W Pucharze Świata Kamil najlepszy był dwa razy, ale na podium generalki stał sześciokrotnie (2-1-3). 39 razy wygrywał konkursy, 80 razy był na podium. Jego wielkość najlepiej jednak było widać na igrzyskach i w Turnieju Czterech Skoczni, bo obie te imprezy wygrywał po trzy razy. Łącznie ma z pięciu wielkich imprez 9 złotych medali. Więcej od Krafta (8), więcej od Schlierenzauera (6), a tyle co na przykład Weissflog.

Jak więc wspomnieliśmy – jakkolwiek byście nie ułożyli tych miejsc 4-7, zapewne będzie dobrze. Ale akurat teraz sercem jesteśmy z Kamilem, z jego Pucharami Świata, z jego złotymi medalami igrzysk, z jego triumfami w Turnieju Czterech Skoczni.

Poza tym nie sposób nie zauważyć, jaką presję – następcy Adama Małysza – miał do udźwignięcia Stoch. I zrobił to w sposób fantastyczny.

3. JANNE AHONEN

Janne Ahonen

Co można napisać o Jannie Ahonenie? Że jest niespełniony, to na pewno, bo – dokładnie tak jak Stefan Kraft – nie ma indywidualnego medalu igrzysk. Tak, żadnego. Nie ma też złota MŚ w lotach, ale że czterokrotnie stał tam na podium – 2 srebra i 2 brązy – to można mu ten fakt nieco odpuścić. Finowi więc nieco brakuje, nawet do tych, którzy w tym zestawieniu znaleźli się za nim.

Co jednak Janne ma, że jest w tym naszym zestawieniu na trzecim miejscu?

Regularność. Piekielną, momentami wręcz niesamowitą regularność. Jako jedyny skoczek aż osiem razy był na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wygrał tylko dwa z tych sezonów, dwa razy był drugi, cztery razy trzeci, ale i tak trzeba to docenić. Od sezonu 1993/94 do 2007/08 (czyli pierwszego końca kariery) tylko raz wypadł z najlepszej „10” generalki – w sezonie 2001/02. W dodatku jego największe sukcesy – dwie z rzędu Kryształowe Kule – przyszły dopiero po latach, bo długo był tym zawodnikiem, który na szczyt nie potrafił wejść.

Pierwszy raz na podium całego sezonu PŚ był w 1995 roku. Pierwszy raz wygrał w 2004. Był i piekielnie zdolnym nastolatkiem (18 lat skończył właśnie w 1995), i weteranem skaczącym na najwyższym poziomie. Jego kariera imponuje, bo Janne – zostawmy już to sztuczne przedłużanie i kolejne powroty – utrzymywał się w czubie dłużej niż ktokolwiek inny.

Specjalistą był od Turnieju Czterech Skoczni. Jego 10 podiów to drugi wynik w historii – po Weissflogu – ale pięciu wygranych nikt do tej pory nie pobił i zapewne długo się to nie stanie. Do tego trzykrotnie Janne był drugi i dwukrotnie trzeci w noworocznej imprezie. Na mistrzostwach świata stał za to na podium czterokrotnie – z czego dwukrotnie był najlepszy: w 1997 i 2005 roku. Do niego długo należał też rekord podiów w PŚ – miał ich 108, przebił go dopiero Stefan Kraft. Choć dobrze jego karierę podsumowuje fakt, że nikt tyle razy nie był w konkursach… drugi.

Bo duża część kariery Fina to właśnie pogoń. Gdy był drugi na MŚ w lotach wygrywali Andreas Goldberger i Roar Lyokelsoey, dwaj fenomenalni lotnicy (Norweg to jeden z trzech zawodników w dziejach, który wygrał MŚ w lotach dwukrotnie), ale jeśli brać pod uwagę miejsca na podium, to tylko jeden zawodnik był na pudle tej imprezy częściej od Ahonena. Gdy był drugi w PŚ, to albo dominował akurat Martin Schmitt, albo sezon życia zaliczał Jakub Janda.

A igrzyska? Do nich miał Janne niesamowitego pecha. Trzykrotnie był na nich czwarty, do tego w Turynie w obu konkursach był w dyszce. W Nagano przegrał brąz o punkt, a złoto o ledwie trzy. W Salt Lake City miał do podium 1,5 punktu. Stale był o nieco mocniejszy podmuch wiatru, metr, nawet pół metra, ale jednak nigdy indywidualnego medalu nie zdobył.

Ale cała jego kariera była po prostu wybitna. Stąd to trzecie miejsce.

2. ADAM MAŁYSZ

Adam Małysz

We wspomnianej na początku tego tekstu klasyfikacji punktowej był czwarty. Ale nie było innej możliwości, niż wyprowadzić go na drugie miejsce. Jako jeden z dwóch zawodników w historii czterokrotnie wygrał Kryształową Kulę. Co ciekawe – aż do ostatniego sezonu w karierze to były jedyne przypadki, gdy był na podium PŚ, dopiero zimą 2010/11 zajął trzecie miejsce.

92 razy stał na podium konkursów, 39 razy wygrywał. Jeśli o podia chodzi, to do teraz trzeci wynik w historii – więcej mają tylko Kraft i Ahonen. Pod kątem zwycięstw jest czwarty: za Schlierenzauerem, Kraftem, Nykaenenem, a na równi ze Stochem. Do maksimum wykorzystywał więc swoje wybitne momenty, jeśli o Puchar Świata idzie. Bo wygrał przecież – ex aequo – najwięcej Kryształowych Kul w historii.

A te wybitne momenty miał być może najlepsze w dziejach.

Możliwe, że nikt nie dominował tak jak Adam. Nikt nie odlatywał jak on. Rywale momentami mogli tylko zastanawiać się, skąd ten gość się urwał. Jego niesamowite skoki w Trondheim, Willingen czy Garmisch-Partenkirchen na zawsze przeszły do historii. Na niektórych skoczniach już zawsze będą rekordowe, bo te – zupełnie przebudowane – zaczęły liczyć najlepsze wyniki od nowa. Z Małyszem w najlepszej formie równać nie mógł się nikt.

Równocześnie Adam miał nieco pecha. Że nie wygrał MŚ w lotach to jedna rzecz – to impreza, na której najczęściej polegali inni wybitni skoczkowie – ale że nie ma złota igrzysk, to inna. Tam jakoś zawsze trafiał się ten przeklęty Simon Ammann. Adam więc ma dwa dublety – i w Salt Lake City, i w Vancouver był na podium dwukrotnie – ale to trzy srebra i brąz, a ani jednego triumfy. Wciąż wspaniały dorobek (tylko Ammann, Nykaenen i Małysz mają cztery indywidualne medale IO), ale boli ten brak najcenniejszego krążka.

Powetował to sobie jednak Orzeł z Wisły w mistrzostwach świata. Cztery złota, srebro i brąz to – oczywiście – najlepszy wynik w dziejach. Blisko są tylko Weissflog i Kraft, obaj mają po pięć medali, więc ten drugi Adama jeszcze może dogonić. Polak jest też jedynym poczwórnym mistrzem świata – Stefan i Birger Ruud mają po trzy złota. Do tego dopisać można jeszcze Małyszowi triumf w Turnieju Czterech Skoczni (do dziś rekordowy, 104,4 pkt przewagi nad Janne Ahonenem – nikt nie wygrał z taką różnicą punktową!).

Łącznie Adam ma więc na koncie – współdzielonych lub indywidualnych – nadal kilka naprawdę zacnych rekordów. Ma też – mimo braku złota z igrzysk i medalu z MS w lotach – aż dziewięć triumfów w tych wielkich imprezach. No i ten styl, ta klasa, ta dominacja. To wszystko się liczy.

1. MATTI NYKAENEN

Matti Nykaenen

Zbyt wiele razy przewijało się to nazwisko, żeby to miał być ktokolwiek inny. Jak Adam Małysz – ma cztery triumfy w Pucharze Świata, ale jest też rekordzistą tabeli medalowej, bo oprócz tego ma jedno drugie miejsce. Długo – do Schlierenzauera – był rekordzistą w liczbie wygranych konkursów. Jeszcze dłużej – do teraz! – był jedynym skoczkiem w dziejach, który triumfował w każdej z pięciu wielkich imprez.

W trzech z nich zrobił to więcej niż raz: cztery razy w PŚ, trzy razy na igrzyskach i dwa razy w Turnieju Czterech Skoczni. Albo można to napisać jeszcze inaczej: jest jedynym gościem w dziejach, który w każdej z tych imprez stał na podium co najmniej… cztery razy. Jego bilanse wyglądają tak:

  • Puchar Świata: 4-1-0.
  • Mistrzostwa świata: 1-1-2.
  • Mistrzostwa świata w lotach: 1-1-3.
  • Igrzyska olimpijskie: 3-1-0.
  • Turniej Czterech Skoczni: 2-2-1.

Najsłabiej radził sobie więc na MŚ, gdzie i tak zdobył wspomniane cztery medale. Nykaenen był fenomenem, absolutnie najlepszym skoczkiem w historii, a przecież jego kariera i tak nie była przesadnie długa, głównie z jego własnej winy. Zaryzykować można jednak stwierdzenie, że nikt nie miał do tego sportu takiego talentu. Fin był geniuszem skoków, który, niestety, sam siebie zniszczył.

Ale mimo tego wciąż pozostaje najlepszym skoczkiem w historii. Nie da się wybrać innego zwycięzcy takich zestawień.

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj więcej o skokach na Weszło:

Fot. Newspix

8 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty