KACPER TOMASIAK PO RAZ DRUGI! Brązowy medal na dużej skoczni!

Sebastian Warzecha

14 lutego 2026, 20:37 • 5 min czytania 28

KACPER TOMASIAK PO RAZ DRUGI! Brązowy medal na dużej skoczni!

Nie spodziewaliśmy się przesadnie wiele po występie naszych skoczków na dużej skoczni. To znaczy: liczyliśmy, że po prostu polatają w miarę daleko, zajmą niezłe lokaty. I tyle. To, co miało się wydarzyć pięknego – to się wydarzyło na obiekcie normalnym. A jednak i większa skocznia dała nam mnóstwo emocji. I jeszcze więcej szczęścia. Kacper Tomasiak znów stanął bowiem na podium!

Reklama

Kacper Tomasiak jest wielki! Drugi medal!

Oczekiwania jednak rosły. Bo treningi wyglądały nieźle, zwłaszcza w wykonaniu Kamila Stocha, który skakał na poziomie najlepszej „10”. Seria próbna przed konkursem też nas rozochociła, ale zwłaszcza w wykonaniu Kacpra Tomasiaka, bo ten nagle był 3. W „10” zmieścił się jeszcze Paweł Wąsek, na jej ostatnim miejscu, a Stoch był 14. Czyli cała trójka skoczyła solidnie i naprawdę, ale to naprawdę mogło nas cieszyć, bo zwiastowało emocje.

Reklama

Różne – Kacper miał walczyć może nawet o medal. Paweł o solidne miejsce, czyli właśnie najlepszą „10”. A Kamil? O to, by ładnie pożegnać się z konkursem indywidualnym… a może i igrzyskami w ogóle, bo przecież nie było powiedziane, że wystąpi w konkursie duetów, który jeszcze nam pozostał.

Pierwsza seria była… dziwna. Niestety – głównie przez sędziów. Zawodnicy od początku latali stosunkowo daleko, a przesadził ostatecznie Ilja Miziernych. Kazach skoczył 140,5 metra! Sędziowie uznali, że nie ma wyjścia, trzeba belkę obniżyć. Tyle że zrobili to, gdy do końca pozostało jeszcze 30 skoczków i wcale na belce nie siadali mocarze. Efekt był taki, że kilku skoczkom zabrali szansę na dobre próby.

A inni sami je sobie zabrali. Bo po pierwszej serii przepadli Stefan Kraft, Timi Zajc, Marius Lindvik (broniący tytułu!), a pod koniec „30” byli Anze Lanisek, Felix Hoffmann czy Pius Paschke.

Przed całą tą zgrają plasował się Kamil Stoch, który był 19. Siedem pozycji przed nim – Paweł Wąsek, 12. w klasyfikacji po pierwszej serii.

A Kacper Tomasiak? Jemu trzeba poświęcić osobny śródtytuł.

Znów w pozycji do ataku

Tomasiak bowiem – skaczący z numerem 38 – pofrunął świetne w warunkach, jakie miał, 133,5 metra. Dostał też dobre noty (3 x 18,5 punktu) i wyszedł w efekcie na prowadzenie. Przeskoczył go wkrótce Kristoffer Eriksen Sundal. Ale z kolejnych 10 skoczków, jeszcze tylko dwóch wyprzedziło i Norwega, i Polaka.

Zrobili to Ren Nikaido (cudowne 140 metrów w wielkim stylu) i ogromny faworyt, czyli Domen Prevc. I tu niespodzianka: Słoweniec skoczył o 1,5 metra bliżej, miał mniejszą rekompensatę i gorsze noty. W efekcie tracił do szalejącego w tym sezonie Japończyka aż siedem punktów! Sensacja wisiała w powietrzu.

Podobnie jak niespodzianka, bo Kacper był 4. po pierwszej serii i – tak jak na obiekcie normalnym – wydawało się, że jest ustawiony w pozycji do ataku. Do Sundala tracił w końcu tylko 3,2 punktu, czyli niecałe dwa metry. Do Prevca – o ledwie dwa oczka więcej. Uciekł jedynie Nikaido. Tuż za Polakiem – dosłownie, bo o 0,1 punktu – był Jan Hoerl. Blisko jeszcze Władimir Zografski (tracił do Polaka 2,5 punktu), Stephan Embacher (2,8) i kilku innych skoczków – w tym niespodziewani goście w TOP 10, czyli Ilja Miziernych i Antti Aalto.

Innymi słowy: wiele się jeszcze mogło zdarzyć.

Ale my mieliśmy jeden atut – ten niesamowity mental, spokój Kacpra Tomasiaka. Spokój, który dał mu srebro na skoczni normalnej. I w który mogliśmy wierzyć przed drugą serią.

Kobayashi przypuścił atak

Kronikarski obowiązek każe wspomnieć, że Kamil Stoch minimalnie spadł i skończył swój ostatni olimpijski konkurs na 21. miejscu. Paweł Wąsek też się na swoim miejscu nie utrzymał, ostatecznie był 14.. Ale to nas interesowało – z całą sympatią dla tej dwójki – znacznie mniej niż zmagania w czołówce. A te zaczęły się jeszcze zanim zaczęło skakać TOP 10. Bo 11. po pierwszej serii Ryoyu Kobayashi huknął niesamowicie. W trudnych warunkach skoczył 138,5 metra.

Drugiego w tamtym momencie Johanna Andre Forfanga wyprzedził o ponad 13 punktów. Pozostało czekać, co zrobią rywale.

Nie wyprzedził Japończyka Raimund. Daleko od tego był też Aalto. Wydawało się, że Kobayashi naprawdę zaatakował nawet podium… po czym temat znowu ogarnął Ilja Miziernych! No dobra, nie wyprzedził Ryoyu, ale wylądował tuż za nim. Co oznaczało, że Ilja będzie w TOP 10 konkursu olimpijskiego, Kazachstan miał wielkie, ogromne powody do radości. A Ryoyu – też. Bo nie wyprzedził go też Stephan Embacher, który skończył o cztery dziesiąte punktu za nim. Władimirowi Zografskiemu też się to nie udało, ale Bułgar – trenowany przez Grzegorza Sobczyka – również utrzymał się w TOP 10.

Robiło się tak jakby wielonarodowościowo.

Ale to taki bonus, miły widok, po prostu. A zaraz miało zacząć się to, co nas najbardziej interesowało. A rozpoczął tę sekcję Jan Hoerl.

Kacper ma brąz! Niesamowite!

I o dziwo wytrzymał. Bo Jasiek Hoerl to taki gość, który pękał na robocie już dziesiątki razy. Ale tym razem się udało. Skoczył 136 metrów i wyprzedził Kobayashiego. Kacper był więc pod presją – jak na skoczni normalnej. I co? I nic! Skoczył fantastyczne 138,5 metra, Hoerla zostawił o wiele metrów za sobą.

I żeby nie trzymać was w napięciu: Sundala też! Bo Norweg znowu nie wytrzymał presji.

Kacper miał brąz! Brąz powiadamy! Na więcej nie liczyliśmy, bo zostali dwaj wielcy, którzy odskoczyli wszystkim. Przede wszystkim Domen Prevc, który w drugiej serii w wielkim stylu huknął 141,5 metra. Nie udało się go dogonić Renowi Nikaido – czy też: utrzymać przewagi – ale Japończyk poleciał wystarczająco daleko, żeby wyprzedzić Kacpra. Więc został brąz.

Ale, cholera, ten brąz był tak niespodziewany, tak nieoczekiwany… Kacper, chłopaku, co ty masz w tych nogach! Co ty masz w tej głowie! Jakim ty jesteś fenomenalnym gościem! Dwa medale – srebro i brąz – to powtórka tego, co zrobił Adam Małysz w Salt Lake City.

I oby ta kariera wyglądała potem tak samo.

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

28 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!

AbsurDB
4
Pierwszy w historii zimowy medal dla Ameryki Południowej!
Reklama
Reklama