Simone Inzaghi o kulisach odejścia z Interu. Wspomniał też o Zielińskim

Marcin Ziółkowski

30 kwietnia 2026, 15:17 • 4 min czytania 0

Reklama
Simone Inzaghi o kulisach odejścia z Interu. Wspomniał też o Zielińskim

Simone Inzaghi rozstał się z Interem Mediolan w połowie 2025 roku w mało sympatycznych okolicznościach. Nie dość, że jego zespół przegrał finał Ligi Mistrzów aż 0:5 z PSG, co stało się historyczną w skali decydujących meczów klęską, to – według mediów – sam trener krótko przed starciem w Monachium negocjował już kontrakt w nowym miejscu, konkretnie Arabii Saudyjskiej. Szkoleniowiec z Piacenzy w obszernej rozmowie z Roberto Maidą w „La Gazzetta dello Sport” postanowił wrócić między innymi do tego, co działo się przed rokiem.

Reklama

Inzaghi zadowolony z pracy w Mediolanie i życia w Arabii Saudyjskiej

W rozmowie dla włoskiego dziennika Simone Inzaghi odpowiedział na wiele pytań. Nie mogło zabraknąć tematu końca jego kadencji w Interze. Pomimo szansy na potrójną koronę, Mediolańczycy na ostatniej prostej stracili wszystko, co się dało. Przegrali walkę o dwa trofea, a Puchar Włoch zakończyli na półfinale po przegranych 0:3 derbach z Milanem. Inzaghi nie ma jednak sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o swoje osiągnięcia w czarno-niebieskiej części miasta.

Nie można mieć w sporcie wyrzutów sumienia, zwłaszcza jeśli kończysz na drugim miejscu, tuż za zwycięzcami. Wygrałem dużo przez cztery lata i jestem szczęśliwy z moich wyników.  Nie wiem czy mogliśmy zrobić więcej, dotarliśmy dwa razy do finału Ligi Mistrzów. Co by nie mówić, akceptuję krytykę, tak długo jeśli chodzi o mnie, a nie o piłkarzy. Oni zawsze dawali mi wszystko, co tylko mogli.

Inzaghi zapytany o to, czy nadałby priorytet którymś rozgrywkom, gdyby był aktualnie w takiej sytuacji jak przed rokiem, odpowiedział, że nie.

– Nie zmieniłbym niczego. Mieliśmy marzenie – potrójną koronę. Na koniec sezonu, zapłaciliśmy za to cenę. Zagraliśmy 23 mecze więcej od Napoli. Inter musi rywalizować w każdych rozgrywkach. Wieczory przeciwko Bayernowi i Barcelonie zostaną w mojej pamięci bardziej niż trofea. To były zwycięstwa absolutnie nie do powtórzenia.

Reklama

Trener z Piacenzy podkreśla też, że finał w Monachium był konsekwencją gry na trzech frontach. Piłkarzom zabrakło energii w kluczowym momencie sezonu. W kwietniu nadal bowiem byli w walce o pełną pulę.

– Nie mieliśmy siły ani mentalnej, ani fizycznej. To nie wymówka, a fakt. Rozczarowanie porażką w walce o tytuł mistrzowski w lidze mocno nam ciążyło, straciliśmy poczucie własnej wartości. PSG to świetny zespół. Po dwóch golach zdominowali finał i pokazali swój kunszt. My, próbując zareagować, rozpadaliśmy się. Nadal boli porażka w taki sposób, ale nie możemy zapomnieć o tym, co stało się wcześniej (po drodze do finału – przyp. MZ).

Reklama

Szkoleniowiec Al-Hilal zaprzecza też, że mówił piłkarzom o swoim odejściu z klubu przed finałem. Zmiana pracodawcy w jego przypadku oficjalnie nastąpiła 4 czerwca. Było to cztery dni po klęsce w Monachium przeciwko drużynie Luisa Enrique.

Nie powiedziałem im. Nie mógłbym tego zrobić, bo decyzja, trudna dla mnie i rodziny, nie była jeszcze podjęta. To wszystko stało się bardzo szybko. Dwa dni po Monachium, spotkaliśmy się w domu Beppe Marotty (aktualnie prezydent Interu – przyp. MZ). W obecności Piero Ausilio i Dario Baccina (inni ważni pracownicy klubu – przyp. MZ) wyraziłem potrzebę zmiany, poczułem, że cykl się skończył. Chcieli, abym kontynuował, ale zrozumieli mój wybór. Rozstaliśmy się jak przyjaciele i wciąż nimi jesteśmy. Gdybym wygrał Ligę Mistrzów, zostałbym w klubie.

Reklama

Moim obowiązkiem było, aby nie ukrywać przed fanami, że coś się może zdarzyć. Chciałem spróbować czegoś nowegoRaczej nie dla pieniędzy, a dla doświadczenia pewnej nowości. Szczęśliwie mogę powiedzieć, że z pieniędzmi nigdy nie było u mnie problemu, tego mi nie brakowało. Miałem piękny dom w Mediolanie, z którego widziałem w mieście, co się tylko dało, także San Siro. Oferta mnie przekonała, i teraz jestem tu, gdzie jestem, w dodatku szczęśliwy.

– Nie brakuje mi Włoch. Odkąd przybyłem do Rijadu, byłem z powrotem raptem cztery dni. Mam tu rodzinę, a rodzice i przyjaciele często do mnie wpadają. Nie tęsknię za domem. Żyjemy w kompleksie mieszkań, udogodnienia są znakomite, moje dzieci chodzą do amerykańskiej szkoły. Organizacja jest perfekcyjna, także w klubie. Ja sam uczę się angielskiego.

Dziennikarz wspomniał, ze Federico Dimarco narzekał na to, że często był zmieniany podczas kadencji, w której prowadził go Inzaghi. Ten jednak przypomina, że dzięki jego decyzji, wahadłowy został w klubie. Przytoczył też przykład Piotra Zielińskiego

– Federico miał ze mną świetne sezony i dobrze o tym wie. Ja byłem jednym z tych, którzy go zatrzymali w klubie, bo widziałem go przez 10 dni w treningu. Inaczej skończyłby na wypożyczeniu. Możliwe, że jego słowa zostały przekręcone, ale wciąż rozmawiamy, mamy świetne relacje. Czytałem też sporo o Zielińskim. Zapomina, że chciałem go w klubie, gdy zaproponowano mi taką możliwość. Niestety, poprzedni sezon miał pełen problemów fizycznych i miał problem z pokazaniem swojej jakości.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O WŁOSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama