Iga Świątek i nowy początek. Czy Stuttgart da Polce przełamanie?

Sebastian Warzecha

15 kwietnia 2026, 10:44 • 6 min czytania 2

Reklama
Iga Świątek i nowy początek. Czy Stuttgart da Polce przełamanie?

Nowy trener, to przede wszystkim. Ukochana mączka, to druga rzecz. Iga Świątek w Stuttgarcie – meczem z Laurą Siegemund – rozpocznie nowy, choć wciąż ten sam, sezon. Oczywiście, trudno oczekiwać, że z nowym trenerem z miejsca wszystko się odmieni, ale na pewno towarzyszy temu spotkaniu i turniejowi ekscytacja, jakiej nie było u Igi od co najmniej zeszłego roku i triumfów na Wimbledonie i w Cincinnati. Czego się po grze Świątek spodziewać?

Reklama

Iga Świątek rozpoczyna nowy rozdział kariery. Co ją w nim czeka?

Pożegnanie z Wimem Fissette nastąpiło w momencie, w którym chyba już każdy widział, że trudno to ciągnąć. Faktycznie, współpraca Igi z belgijskim szkoleniowcem niespecjalnie wypaliła, a równocześnie – to paradoks – Świątek zawdzięcza mu być może najwspanialszy moment kariery, jakim była wygrana na Wimbledonie. Ale rozstać się trzeba było – mało co już w grze Igi w ostatnich tygodniach działało.

A porażka z Magdą Linette w Miami przelała czarę goryczy.

Fissette więc wyleciał… w sumie w odpowiednim momencie. Tuż po kortach twardych, a przed wejściem na tę ulubioną przez Igę mączkę, na której jednak w zeszłym sezonie niczego nie ugrała. Ma więc coś do udowodnienia, ale i sporo punktów do zdobycia. Ma też nowego trenera – Francisco Roiga, który przez lata współpracował z Rafą Nadalem i czuwał między innymi nad jego techniką. A to technika jest u Igi głównym problemem.

Reklama

– Bardzo się cieszę, że mogę zacząć pracę z Francisco. Szukałam kogoś z dobrym okiem w sprawach technicznych, ale też kogoś, kto ma wystarczające doświadczenie, aby pomóc mi w różnych sytuacjach – mówiła Iga (cytaty w tekście za PAP).

Zdjęcie

Polka i Hiszpan mieli okazję potrenować chwilę na Majorce, w akademii Rafy właśnie, zresztą 22-krotny mistrz wielkoszlemowy momentami im towarzyszył. Na prośbę Igi, choć ta niekoniecznie się spodziewała, że będzie to prośba spełniona.

– Zapytałam, czy mógłby przyjść i być dla mnie inspiracją, ale także chciałam usłyszeć kilka jego opinii. To był prawdziwy zaszczyt móc go mieć na korcie. Szczerze mówiąc, nie miałam wielkich oczekiwań, bo wiem, że jest bardzo zajęty i ma mnóstwo rzeczy do robienia – opowiadała dziennikarzom.

Reklama

Rafa jednak na treningu się zjawił i wspólnie z Roigem udzielił Polce kilka wskazówek. Hiszpański trener towarzyszy jej jednak też, oczywiście, i na dalszej drodze, Rafa – też oczywiście – nie.

Czego więc oczekiwać po ich współpracy?

Ta przeklęta technika

Wiele się w grze Igi w ostatnich latach „porozlatywało”. Strona mentalna to jedno, zostawmy ją na razie, a to z prostego powodu – jeśli wszystko działa na korcie, to i o zachowanie odpowiedniego nastawienia łatwiej. Widzieliśmy to w zeszłym roku na Wimbledonie. Pytanie: czy zobaczymy i teraz? Bo do tego trzeba u Igi ponaprawiać wiele rzeczy.

Roig – tak się wydaje – zaczął od serwisu.

Reklama

Jak analizował Michał Dembek, były tenisista, a obecnie trener i ekspert, na prowadzonym przez siebie profilu „Sofa Sportowa”, przede wszystkim skupiono się na pozycji łokcia, który był jednym z mankamentów serwowania Igi: „Jeszcze bardziej skrócony ruch, bez prostowania łokcia z większym zaangażowaniem nadgarstka. Uproszczenie ruchu, które może mieć na celu ustabilizowanie łokcia w tzw. trophy position” pisał Dembek.

Czy to dobrze, czy to źle? Nie wiadomo. Tak naprawdę jak każda zmiana techniki – wyjdzie w praniu. Z pewnością dobre jest samo poszukiwanie, choć zdarza się, że może ono tenisistce zaszkodzić, a nie pomóc. Z drugiej strony serwis Igi momentami był w wielkiej rozsypce, zarówno pod kątem regularności, jak i skuteczności. Wiele przeciwniczek dużo łatwiej niż kiedyś nachodziło na return, zyskując w wymianach przewagę.

Reklama

I to potem odbijało się na grze Polki. Bo we współczesnym kobiecym tenisie serwis jest dużo ważniejszy niż jeszcze kilka, a tym bardziej kilkanaście lat temu.

Roig słusznie więc poszukuje, możliwe, że na życzenie samej Igi. Jeśli uda się ustabilizować podanie, będzie można wykonywać kolejne kroki – pewnie do poprawki może być forehand Igi, bardzo w ostatnim czasie rozregulowany. Z backhandowej strony wszystko wyglądało na ogół nieźle, ale możliwe, że wypadałoby poprawić nieco poruszanie się po korcie, bo w ostatnich meczach Świątek wydawała się spóźniona do niektórych zagrań, co często bardziej wynikało z czasu reakcji i przewidywania, niż samego biegu.

Pytaniem pozostaje, czy z Roigiem Iga będzie chciała wrócić do podstaw, czy jednak – co z pewnością by się jej przydało – rozszerzyć repertuar swoich zagrań. Próby tego ostatniego podejmował Fissette, ale działały one jedynie momentami i to z różnym skutkiem. Roig jest jednak trenerem „od Nadala”, którego Iga uwielbia, możliwe, że będzie miał dzięki temu większą siłę przebicia.

Przekonamy się, rzecz jasna, z czasem. Ale już Stuttgart może nam co nieco o samym nastawieniu Igi powiedzieć.

Reklama

Powrót na dobrą ścieżkę?

– To początek. Wciąż się poznajemy, ale idzie naprawdę niesamowicie. Udało mi się znaleźć nowego trenera dość szybko, co nie jest łatwe. A kiedy robi się to w środku sezonu, to dobrze jest mieć poczucie bezpieczeństwa – mówiła Iga. I sama w pewnym sensie się zabezpieczała przed negatywnymi opiniami: – Nie będę dla siebie zbyt surowa. Nie będę wyciągać zbyt pochopnych wniosków, zrobię to dopiero po pełnym cyklu. To nie sprint, to maraton.

Ma rację, oczywiście. Podobnie jak w tym, że chyba zbyt wiele od siebie oczekiwała, jak na poziom, który prezentowała. Teraz więc chodzi o to, by stawiać kolejne – choćby malutkie – kroczki. Stuttgart będzie o tyle ciekawym wyzwaniem, że to turniej, który Iga już wygrywała, ale który niekoniecznie musi jej pasować – mączka w warunkach halowych, jak tam właśnie, jest zupełnie inną nawierzchnią niż na otwartym stadionie.

Innymi słowy: rywalki Igi często zyskują.

Czy zyska Laura Siegemund? Nie powinna, ale Niemka gra u siebie, więc może dać z siebie 200 procent. W przypadku normalnej dyspozycji Igi nie byłoby wątpliwości, że tak czy siak – wygra. Ale forma Polki to zagadka, przekonamy się więc, jak rozpocznie turniej w Stuttgarcie w starciu z, owszem, znacznie niżej notowaną przeciwniczką, ale taką, która potrafi zaskoczyć, ma wiele różnych sztuczek w zanadrzu i swoje potrafi.

Reklama

Niemniej: Iga powinna wygrać. Ale potem zaczną się schody.

Trzecia runda – czyli ćwierćfinał – to starcie albo z Mirrą Andriejewą (jak wynikałoby z rozstawienia) albo z Jeleną Ostapenko. Obie potrafiły ze Świątek wygrywać, ta druga jest jeszcze w bezpośrednich starciach niepokonana, a przed rokiem w Stuttgarcie to właśnie ona Igę odprawiła. Potem najpewniej czekałoby Igę starcie z Jeleną Rybakiną w półfinale… ale jeśli o to chodzi, to spokojnie. Niech Polka najpierw tam dojdzie.

Bo tak jak mówiła ona sama – trzeba to wszystko brać na spokojnie. To nowe rozdanie. Nowy trener. Nowe wytyczne. Nowe nadzieje też, oczywiście.

Ale to nadzieje na to, że Iga będzie wygrywać w długiej perspektywie, wieloletniej. Jeśli okaże się, że w tej krótkiej też się uda – świetnie. Ale to nie jest na ten moment najważniejsze.

Reklama

SEBASTIAN WARZECHA

Czytaj więcej o tenisie:

Fot. Newspix

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama