Zapewne tego nie wiecie, ale od 2024 roku w FOGO Futsal Ekstraklasie gra zawodnik rozpoznawalny w świecie futsalu. Jest już u schyłku kariery, ale wciąż prezentuje solidny poziom. Obecnie leczy kontuzję i nie może pomóc swoim kolegom w wielkim finale. Kibicuje im tylko z trybun, ale… to naprawdę nic. Nie przez takie problemy już w życiu przechodził. Poznajcie historię Leo Santany – zdobywcy Ligi Mistrzów, mistrza Hiszpanii z Barceloną. Aha, no i smakosza polskiego żurku!
Leo może zakupy zrobi spokojnie, ale wszyscy futsaliści go znali
Pierwszym skojarzeniem z Barceloną na ekstraklasowych boiskach jest Sergi Samper z Motoru Lublin, któremu zdarzało się grać z Xavim, Iniestą i Messim w jednym teamie. Możecie nie wiedzieć, że w Polsce gra także inny były gracz Dumy Katalonii, ale sekcji futsalowej. Też miał na co dzień do czynienia z Leo Messim, w co po prostu nie mógł uwierzyć. Zdarzało się, że wieczorami po prostu grał Barceloną na konsoli, a na drugi dzień sam musiał się szczypać, gdy mijał się z Argentyńczykiem w centrum treningowym.
Jeśli zobaczylibyście pożegnanie Leo Santany w Barcelonie, to pomyślelibyście, że jest jakąś legendą, która spędziła w klubie dekadę. Otóż można się pomylić. Występował tam przez zaledwie dwa sezony, ale takie piękne ukoronowanie, wylane łzy, wdzięczność kibiców, podrzucanie przez kolegów świadczy o jednym – był tam naprawdę bardzo lubiany. Jak pisano o nim w pożegnaniu: „Jego waleczny duch i otwarta osobowość uczyniły go ikoną dla kibiców i źródłem radości w szatni”.
Otrzymał specjalną koszulkę pamiątkową z numerem pięć.
📹 La despedida de un jugador como Leo Santana que en tan poco tiempo es ya muy querido 🔴🔵#lunes #marca #as #Cuatro #sexta #sport #teledeporte #gol #futbol #jugada #jugador #madrid #barcelona pic.twitter.com/odKWgIOe5w
— 𝔾𝕦𝕖𝕣𝕣𝕖𝕣𝕠 𝕗𝕦𝕥𝕤𝕒𝕝 (@Guerrerofutsal) June 24, 2019
Transfer Leo Santany do zespołu Eurobus Texom Przemyśl był sporą sensacją. Rozczula go, gdy poznają go młodsi fani i nieśmiało proszą o autograf, więc śmieje się, że chyba trochę rozpoznawalny jest. Tak się w Przemyślu zdarza. Generalnie jednak stwierdza, że może spokojnie wyjść na zakupy, bo przecież futsaliści nie są gwiazdami sportu. Ot, zdarzy się, że ktoś go zaczepi. Co innego, gdy mowa o futsalowych meczach. Bo może w świecie ogólnego sportu nie jest rozpoznawalny, za to już w miniświecie futsalu zdecydowanie tak.
– Kiedy przyjechałem do Polski, to w pierwszym sezonie za każdym razem, gdy kończył się mecz z inną drużyną, jakiś zawodnik z drużyny przeciwnej mówił mi wprost, że to zaszczyt grać przeciwko mnie. To naprawdę mnie poruszyło, bo co innego otrzymywać wyrazy sympatii od kibiców, a tu bardzo często otrzymuję uznanie od zawodników, przeciwko którym gram i to jest dla mnie bardzo satysfakcjonujące. Chciałem im podziękować za docenienie mojej pracy – mówi nam Leo.
Bo w świecie futsalu to nie jest byle kto. W Kajracie Ałmaty zdobył cztery mistrzostwa Kazachstanu, ale przede wszystkim wspomnianą już Ligę Mistrzów. W Rosji konkurencja była już większa, więc przez trzy lata niczego nie wygrał, natomiast podkreśla, że to wtedy nastąpił peak jego formy i grał najlepiej w życiu. To dlatego wypatrzyła go FC Barcelona, co było spełnieniem jego marzeń. No i to przez grę w Dumie Katalonii jest tak rozpoznawalny.
– Gra dla Barcelony to coś, czego nie da się opisać słowami. Dla tych, którzy żyją, lubią i kochają piłkę nożną lub futsal, gra dla Barcelony oznacza zwycięstwo w całym sporcie. Wielokrotnie widziałem Messiego w ośrodku treningowym i myślałem: „Dziś rano grałem Messim w gry na konsoli, a teraz jest tuż przede mną”. To niesamowite. Gdy słyszałem hymn Barcelony, to czułem w sobie coś nie do opisania.

Dwóch piłkarzy z Ligą Mistrzów na koncie. Fot. prywatne
W Barcelonie dołożył mistrzostwo Hiszpanii, dwa Puchary Króla i Puchar Ligi. Potem była ElPozo Murcia, kolejne cztery lata gry w Hiszpanii i historia z ciężką kontuzją. A teraz jego zespół walczy o mistrzostwo Polski. Trafił do naszego kraju bezpośrednio z Portugalii.
Jego kariera wiodła przez Kazachstam. Tam kocha się brazylijskich futsalistów
Kiedy pytam Leo o najlepsze polskie danie, od razu odpowiada: żurek! W żurku się zakochał i kiedy tylko wychodzi do jakiejś knajpy, to szuka tej zupy na liście.

Leo Santana w meczu z Polską, 2019 rok. Fot. Newspix
Już drugi sezon reprezentuje Texom Eurobus Przemyśl, ale nie zamierza przestać, gdy stuknie mu czterdziestka (a to już za rok). Bardzo chciałby tu zostać, zwłaszcza że niedawno na świat przyszedł jego synek, a córka chodzi tutaj do szkoły. Leo podkreśla jej dużą odwagę. Mówi z dumą, że miała nawet szkolną prezentację i mówi po polsku lepiej niż on. Bardzo chwali też polskich nauczycieli, którzy pomagają w adaptacji. Jak przystało na piłkarzy z Ameryki Południowej – jest bardzo rodzinny, dlatego każdą wolną chwilę poświęca na spędzanie czasu ze swoimi pociechami. Ale… nie ogranicza się do siedzenia na kanapie.
– W wolnym czasie wolę zostawać w domu z rodziną niż wychodzić, ale kiedy mam dłuższą przerwę, to lubię zwiedzać miasta kraju, w którym mieszkam. Tu, w Polsce, z rodziną odwiedziliśmy już Kraków, Wrocław, Zakopane, obóz koncentracyjny Auschwitz… Naprawdę lubimy poznawać cały kraj.
Tak więc to rytuał Leo Santany, a przecież w karierze grał już w Hiszpanii, Rosji, Kazachstanie, Portugalii i teraz w Polsce. Trochę tych miast zwiedził. To Kazachstan otworzył mu drzwi do europejskiego futsalu. Przyjechał w zupełnie nieznane rejony jako niedoświadczony zawodnik w wieku 22 lat. Ale to miejsce, które rozkłada przed Brazylijczykami czerwony dywan.
W Kazachstanie jest szał na punkcie futsalu. Naturalizuje się tam Brazylijczyków, by walczyli pod kazachską flagą o medale. Leo, Douglas Junior i Higuita to absolutne legendy, ikony, postacie pomnikowe. W kadrze Kazachstanu grali przez co najmniej dekadę. Dwóch zakończyło już reprezentacyjne kariery. Higuita – bramkarz – gracz pokroju Buffona czy Neuera – tego nie zrobił. Kilkukrotnie wybierany był najlepszym bramkarzem świata. To pokazuje, że Kazachstan jest bardzo przyjazny dla futsalistów brazylijskiego pochodzenia. Mogą tam zapuścić korzenie.

Santana z medalem i trofeum za wygranie Ligi Mistrzów. Fot. prywatne
Leo Santana zdobył Ligę Mistrzów w sezonie 2012/13. Żeby umiejscowić wam to w czasie – było to dokładnie wtedy, kiedy Bayern ogrywał Borussię w finale Champions League, a my ekscytowaliśmy się polskim trio z Dortmundu. Santana jest obrońcą i generalnie strzela mniej goli, ale futsal to dynamiczna dyscyplina, więc nie jest to dziwne, kiedy defensor wpisze się na listę strzelców. No i w finale Leo to zrobił. Podobnie jak bramkarz Higuita, co też jest raczej powszechne w futsalu, choć zawsze budzi jakąś dodatkową ekscytację.
Kajrat wygrał Ligę Mistrzów jeszcze dwa lata później, ale już bez Santany. To ciekawy świata podróżnik, więc po trzech latach zamienił Kazachstan na Rosję.
– Kazachstan otworzył przede mną drzwi do Europy. Przyjechałem tam jako bardzo młody piłkarz i prawda jest taka, że serdeczność tamtejszych ludzi bardzo mi pomogła w adaptacji. Kajrat jest częścią mojej pięknej historii futsalu i mojego życia – opowiada.
Futsal futsalem. To jedna miłość. Na trawie ma dwie inne – to Botafogo i FC Barcelona. Tych spotkań stara się nie opuszczać, choć pora tych południowoamerykańskich będąc w Polsce nie rozpieszcza. Często są one o godz. 24:00 bądź 2:00 w nocy.
Trudne chwile w życiu…
Jest taki filmik, na którym Leo Santana nie może opanować łez. Właśnie otrzymał statuetkę MVP meczu. Niby nic nadzwyczajnego, prawda? Nie, jeśli przez dwa lata walczysz z ciężką kontuzją i mierzysz się z koszmarami w swojej głowie, że może powinieneś już odpuścić, walnąć ten futsal w kąt. Mimo to starasz się wrócić, przemóc. To łzy po największych derbach w Hiszpanii, czyli ElPozo Murcia vs Movistar Inter.
Ten czas to był koszmar. Leo złamał kość strzałkową po walce o piłkę. Wydawało się, że zwykła operacja wszystko załatwi. Kilka miesięcy i fajrant. Tylko, że… to był dopiero początek. Brazylijczyk doznał zapalenia ścięgna strzałkowego w wyniku tarcia o płytkę. To wymagało usunięcia metalowego elementu. A potem jeszcze przydarzyła się w okresie przygotowawczym kontuzja mięśnia płaszczkowatego. Taką właśnie medyczną podróż odbył Leo Santana. I dlatego rozpłakał się po odebraniu nagrody w arcyważnych derbach.
Tamten dzień miał jeszcze dodatkową symbolikę: – Tego dnia były urodziny mojej córki, cała drużyna Elpozo została zaproszona. Wyobraźcie sobie, gdybyśmy przegrali mecz, urodziny nie byłyby udane. Wygraliśmy, zostałem MVP i to był jeden z najlepszych meczów, jakie rozegrałem w koszulce Elpozo.
Życie go doświadczyło również w Polsce. Przyjechał tu z żoną i córką. Wszystko było dobrze aż do jesieni. Żona, która była w ciąży, doświadczyła komplikacji i musiała wrócić do Brazylii, żeby to tam urodzić. Syn Leo urodził się w styczniu, ale on przeżywał w głowie koszmary, bo nie mógł go pocałować, dotknąć, przytulić. Przez kilka pierwszych miesięcy, aż do zakończenia sezonu. – To był trudny okres, ale w tamtym momencie musiałem być silny dla mojej rodziny – wspomina.
Teraz wszyscy są już razem.
W pogoni za marzeniami
Santana grał w piłkę nożną i futsal jednocześnie. Śmieje się, że chyba był za słaby na piłkę trawiastą, więc kierunek rozwoju obrał się sam, ale przynajmniej mógł poobserwować wielką piłkę w Barcelonie i obcować z wielkimi gwiazdami.
Ocenił, że w futsalu będzie miał po prostu większe możliwości. Bardzo wspierał go tata, który sam nie miał wielkiego talentu, dlatego swoją uwagę mocno skupił na Leo. Kierunek okazał się trafiony. Klubowo zdobył wiele trofeów, grał w Barcelonie, lidze hiszpańskiej, rozegrał kilkanaście spotkań dla reprezentacji Brazylii. W futsalu osiągnął naprawdę dużo i wyrazy uznania od polskich ligowców są tego największym dowodem.
Santana ma świadomość, że za chwilę będzie musiał zawiesić buty halowe na kołku, ale ma jedno takie naprawdę wielkie marzenie, co zresztą pokazuje, jakiej natury jest człowiekiem. Chce dać szansę rozwoju tym, którzy nie mają ku temu finansowych możliwości. Jego wielkie marzenie to własna piłkarska akademia.
– Zawsze byłem bardzo zaangażowany w sport. Dziś kończę studia wychowania fizycznego. Kiedy przestanę grać w futsal, chcę nadal być zaangażowany w sport. Chcę zostać w futsalu, jako menedżer, trener przygotowania fizycznego czy trener… Mogę wiele wnieść swoim doświadczeniem. Naprawdę chcę zostać w futsalu. Ale później, w przyszłości, marzę o założeniu szkoły futsalu dla dzieci, które nie mają pieniędzy na opłacenie jej i o tym, aby po prostu pomóc im się ukształtować, by stali się dobrymi ludźmi – opowiada.
Fot. Leo Santana/prywatne