Vinicius Lazzaretti to Brazylijczyk, który w futsal gra od małego. Został właśnie drugi raz mistrzem Polski. Do Europy wyjechał w późnym wieku, ale wie, że akurat trafił świetnie. W Gliwicach mu bardzo dobrze. Jest wdzięczny za ciepło, którym obdarzyli go ludzie z otoczenia i czuje się tu bezpiecznie. No i dopisuje na konto kolejne trofea.
Włoski Brazylijczyk, który dobrze się czuje w Gliwicach
Vinicius Lazzaretti – brzmi trochę po włosku, prawda? I nie ma w tym przypadku, bo pradziadek zawodnika Piasta Gliwice był Włochem. Vini ma zresztą dzięki temu podwójne obywatelstwo, brazylijskie i włoskie. Ale nie należy do ludzi zamkniętych, potrafi też komunikatywnie porozumiewać się po angielsku.
To jeden z najbardziej znanych piłkarzy w FOGO Futsal Ekstraklasie. Nagrody MVP za sezon 2024/25 nie wygrał w chipsach, tylko musiał na nią solidnie zapracować, strzelając w rozgrywkach 29 goli. W zeszłym roku pomógł Piastowi w wywalczeniu mistrzostwa, a w tym przyczynił się do jego obrony. Rozgrywający występuje w Polsce od początku 2022 roku i może się pochwalić trzycyfrową liczbą bramek.
– Jestem bardzo związany z rodziną i to jest minus konieczności bycia z dala od wielu osób, które kocham. Moja żona Alicia mieszka tu ze mną i jesteśmy szczęśliwi. Polska to świetne miejsce na wartościowy wypoczynek. Od kiedy tylko tu przyjechałem, Polacy zawsze ciepło witali mnie i moją żonę. Poznałem kilku przyjaciół i z pewnością mój sukces jest również zasługą tych ludzi, którzy sprawiają, że czuję się tutaj mile widziany – mówi Lazzarretti.
Wcześniej grał w Atlantico, brazylijskim klubie, który w tym sezonie zaczął kozacko – z bilansem 7-0-1 przewodzi w tabeli. Atlantico to brazylijski klub multisportowy z miasta Erechim założony ponad 100 lat temu, a sekcja futsalu jest tam jedyną obecnie działającą zawodowo. Jest mistrzem kraju 2023 i zdobywcą Copa Libertadores 2014, a także Pucharu Interkontynentalnego 2015. Vini marzył, by przyjechać do Europy i to marzenie cały czas kontynuuje.

Vinicius Lazzaretti w barwach Piasta Gliwice w sezonie 2021/22.
– Mieszkanie w Polsce to fajne doświadczenie dla mojej rodziny. Na co dzień najbardziej imponuje mi tutaj bezpieczeństwo. Możemy spacerować po ulicach bez żadnych zmartwień. Organizacja komunikacyjna pomiędzy miastami też podnosi jakość życia. Bardzo lubię w Polsce cieszyć się zmieniającymi się porami roku. Latem uwielbiam chodzić do parków i spacerować po mieście. A centralne położenie w Europie ułatwia podróżowanie i poznawanie nowych miejsc, kiedy tylko mamy wolny czas – opowiada piłkarz.
Odwiedził już tyle miast w Polsce, że zgubił rachubę i jeździł tam nie tylko w celach rozgrywania spotkań, a też czysto rekreacyjnie. Ale taka prawdziwa pasja Viniego to po prostu… relaksowanie się i cieszenie każdą minutą z rodziną. Jest naprawdę bardzo spokojną osobą, która docenia ten czas życia codziennego. To nie taki Brazylijczyk, którego wszędzie pełno, będzie tańczył sambę, śpiewał i krzyczał. Jest raczej stonowany, poukładany, mniej szalony. Szaleństwo zostawia sobie na mecze futsalowe.
Chciałby wrócić do kraju
Choć Lazzaretti od kilku lat gra w Polsce, to jego tęsknota za krajem jest jednak zbyt silna, by wybrać miejsce do życia po karierze w Europie. Po to studiuje zdalnie zarządzanie finansami, żeby móc te umiejętności wykorzystać później w Brazylii, choć nie zamyka sobie tej furtki. Jest zresztą też mistrzem świata w uniwersyteckim futsalu rozgrywanym w Guimaraes. W 2022 roku jego Brazylia pokonała w finale Ukrainę. Był już wtedy piłkarzem Piasta.
– Bardzo lubię mieszkać w Polsce, ale to Brazylia nadal jest moim domem. Chcę wykorzystać najbliższe lata, aby ugruntować swoją pozycję jako zawodnik, ale moim zamiarem na przyszłość jest ułożenie sobie życia tak, by wrócić do Brazylii, kiedy tylko zakończę karierę sportową. Wiele może się jednak jeszcze wydarzyć… – mówi gracz Piasta.
Do Europy wyjechał dość późno, mając już 24 lata. W jego rodzinnym mieście nie było sekcji piłki nożnej, ale była ta futsalowa, dlatego halę zna już od samego dzieciństwa. To nie jest tak, że zakochał się w futsalu później.
Oczywiście – patrząc na takiego Ronaldinho lub Neymara czy żyjąc atmosferą domowego mundialu w 2014 roku siłą rzeczy muszą w głowie nastolatka istnieć marzenia, by występować na największych stadionach na świecie. Vini nie porzucił jednak futsalu i rozwijała się jego pasja dwutorowo. Dziś uważa to za mądrą decyzję.
– W moim rodzinnym mieście nie było sekcji piłki nożnej, więc zacząłem grać w futsal bardzo wcześnie, mając 6 lat. Od tamtej pory rozwinęła się we mnie pasja do tego sportu i tak naprawdę nigdy nie przestałem w to grać. To była mądra decyzja. Cały czas grałem, ale zawsze z myślą o przeniesieniu się do futbolu na boisku. Z biegiem lat wydarzyło się wiele rzeczy, które pozwoliły mi kontynuować grę w futsal. Zaliczyłem nawet okres próbny w klubie piłkarskim, ale był on krótki, dwutygodniowy. Miałem wtedy 15 lat – wspomina.
Na trawie podziwia Internacional, natomiast w futsalu trzyma kciuki za kluby, w których występował – Carlos Barbosa i wspomniane Atlantico, z którego trafił do Polski.
Brazylijczycy kochają żurek!
Co jest w tym polskim żurku, że Brazylijczycy tak go uwielbiają? Dopiero co grający w Przemyślu Leo Santana mówił mi, że każdą wizytę w restauracji zaczyna od poszukiwania w karcie tej zupy. Vinicius Lazzarretti też docenia polską kuchnię, bo i zdążył się przez kilka lat do niej przyzwyczaić. U niego numerem jeden są pierogi z mięsem i kotlet schabowy, natomiast w okresie zimowym przekręca wajchę na ciepłą zupę i tam już wjeżdża na stół żurek albo rosół.
– W polskiej kuchni najbardziej lubię to, że jest bardzo sycąca i daje dużo energii, co świetnie sprawdza się podczas moich codziennych treningów – tłumaczy gracz Piasta Gliwice.

Brazylijczycy lubią do innych mówić „bracie”, to także i w ten sposób zwraca się do osób, które szanuje. Chyba nie trzeba za to w ogóle wspominać jakie słowo obcokrajowcy w Polsce poznają najszybciej. A Vinicius… wcale nie. Tutaj było kulturalnie! To ciekawe, że dziś niektórym trudno powiedzieć: przepraszam, proszę, dziękuję. U Viniego nie ma z tym problemu. Jeśli ktoś wyświadczy mu przysługę, to z jego ust usłyszy na pewno: „dziękuję bardzo” i to w języku polskim. I mówi, że właśnie tego zwrotu używa w Polsce najczęściej i jest on jego ulubionym.
Ale dziękować powinni mu też koledzy z zespołu, bo jest to piłkarz, który może się poszczycić drugą najwyższą liczbą asyst w tym sezonie. Cały Piast może mu podziękować za znaczny wkład w kolejne mistrzostwo Polski.
Fot. Newspix