Gasparik po odpadnięciu Górnika: Straciliśmy szansę na puchary

Jan Broda

Autor:Jan Broda

13 sierpnia 2026, 22:29 • 3 min czytania 7

Reklama
Gasparik po odpadnięciu Górnika: Straciliśmy szansę na puchary

Rozczarowanie, niedosyt, zawód. Te trzy emocje najbardziej przebijały się na konferencji prasowej Michala Gasparika po rewanżu z Ferencvarosem (1:1). – Mam poczucie, że dzisiaj nie awansowała lepsza drużyna – przyznał wprost trener Górnika Zabrze. 

Reklama

Niewiele brakowało, by Górnik mógł świętować awans do europejskich pucharów. Zabrzanie prowadzili 1:0 po golu Kacpra Urbańskiego i odrobili stratę z pierwszego meczu, ale samobójcze trafienie Michala Sacka brutalnie pogrzebało marzenia wicemistrzów Polski.

Podobnie sprawy widzi Michal Gasparik, który stwierdził, że Górnik wcale nie był gorszy od Węgrów i zasłużył co najmniej na dogrywkę.

– Bardzo dobry początek meczu w naszym wykonaniu. W pierwszej połowie byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem na boisku i zasłużenie strzeliliśmy pierwszą bramkę. Zresztą, już wcześniej mogliśmy ją zdobyć, stwarzaliśmy sobie sytuacje, kontrolowaliśmy spotkanie. Druga połowa była bardziej wyrównana, ale też myślę, że byliśmy groźniejsi. Gdy Ferencvaros częściej utrzymywał się przy piłce, było to bardzo daleko od naszej bramki. Nie zamknęliśmy jednak tego meczu na 2:0. Rywale nie mieli wielkich okazji, ale potem pojawił się nasz błąd. Straciliśmy bramkę po rzucie rożnym, który nie był trudny do obrony, a wydaje mi się, że przedtem rywale nawet nie oddali strzału na naszą bramkę. Szkoda, bo dzisiaj chłopacy zasłużyli na dogrywkę. Wierzyłem w nią, mieliśmy przygotowany plan, ale niestety ten jeden błąd sprawił, że odpadliśmy. Szkoda – podsumował Gasparik.

Słowacki szkoleniowiec podkreślił, że to kolejny raz, gdy Górnik stracił bramkę na wagę utraty awansu po stałym fragmencie gry, co nie zdarzało się tak często wcześniej.

Reklama

– Dogrywkę w głowie miałem ja, a nie piłkarze. Trener musi myśleć o takich rzeczach. Myślę, że chłopaki ze swojej strony zrobili wszystko… Na papierze Ferencvaros był faworytem, ale na boisku w dwumeczu tego nie było widać. Zdecydował stały fragment gry, podobnie było z Fenerbahce. W ostatnim sezonie straciliśmy najmniej goli w Ekstraklasie po stałych fragmentach gry. Teraz mamy początek nowego sezonu cały czas je tracimy. Systemowo nic nie zmieniliśmy, ale są inni gracze i musimy nad tym pracować – dodał.

Gasparik wprost o odpadnięciu Górnika: Straciliśmy puchary

Gasparik przeprowadził łącznie cztery zmiany, ale pierwszą z nich wykonał dopiero w 79. minucie. Zapytany, dlaczego tak długo zwlekał z rotacjami na boisku, odpowiedział, że wynikało to z braku głębi składu na ławce rezerwowych.

– Czekałem ze zmianami dłużej, bo wiedziałem, że na 90 minut niestety nie są przygotowani Bernardo oraz Peter Federico. Musieliśmy zrobić te zmiany. Wiem, że Max Dietz też wyglądał na zmęczonego, ale trzymałem go na boisku, bo potrzebowaliśmy wysokiego piłkarza. Miałem tylko jedną opcję na ławce i to był Bastien Donio. Brakowało mi dzisiaj jednej ósemki i ofensywnego gracza. Czułem, że brakowało nam z przodu napastnika. Dzisiaj rano zadzwonił do mnie Sondre Liseth z informacją, że nie będzie mógł zagrać z powodu choroby – przyznał.

Dwumecz z Ferencvarosem był kluczowy dla Górnika w kontekście zapewnienia sobie fazy ligowej europejskich pucharów. W IV rundzie el. Ligi Konferencji Zabrzanie zmierzą się bowiem z AS Monaco. I choć dopóki piłka w grze, to Gasparik nie ma większych złudzeń.

Reklama

To odpadnięcie boli wszystkich – piłkarzy, sztab, kibiców. Myślę, że dzisiaj straciliśmy szansę na grupę (fazę ligową europejskich pucharów – przyp. red.). Mimo wszystko, możemy być dumni. Nie mieliśmy szczęścia w losowaniu, nie sprzyjał nam też brak współczynnika. Monaco to jeszcze trudniejszy przeciwnik niż Fenerbahce. Nasze szanse są bardzo małe. Dobrze, że pierwszy mecz zagramy w Zabrzu. Myślę, że kibice się ucieszą, że taki mocny zespół znów przyjedzie – powiedział.

Fot. Newspix

 

Reklama
7 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Europy

Reklama