Patrząc zupełnie obiektywnie, Patrik Walemark należał do najlepszych szwedzkich zawodników w meczu z Polską. Zresztą, taką opinię potwierdzają także lokalne media, które w samych superlatywach rozpisują się o występie gwiazdora Lecha. W narodowych barwach po raz pierwszy zagrał w podstawowym składzie i pokazał to, czym zachwyca nas na boiskach Ekstraklasy. To najlepszy moment, by Jan Urban zdał sobie sprawę, że nasza liga nie jest tak słaba, jak próbuje nam wmówić.
Można tłumaczyć, że Patrik Walemark miał naprzeciwko Tymoteusza Puchacza, który po raz kolejny udowodnił, że obrona nie jest jego najmocniejszą stroną (ani nawet średnią), ale wszedł za niego Przemysław Frankowski, piłkarz z jednej z topowych lig i co? Szwed zakręcił nim we wszystkie możliwe strony i zaliczył asystę przy bramce Victora Gyokeresa.
Patrik Walemark brutalnie zweryfikował opinie Jana Urbana o piłkarzach z Ekstraklasy. Trzeba oddać Szwedowi, że dał piękną asystę.
Tymczasem Gurgul siedzi sobie w domu i się śmieje.#SWEPOL https://t.co/ERuIx6g2gr pic.twitter.com/VPQ1R1DrlV
— Karol Tyniec (@karoltyniec369) September 28, 2026
A to nie był przypadek, tylko potwierdzenie jego całościowo bardzo udanego meczu. Niecelowo, ale przy okazji nieco zburzył głoszoną przez Jana Urbana teorię o słabej Ekstraklasie.
Patrik Walemark błyszczał na tle reprezentacji Polski. On też byłby dla Urbana za słaby?
Taki test oka potwierdzają też statystyki: Patrik Walemark miał 12 celnych podań, cztery wygrane pojedynki, dwa udane dryblingi, siedem kontaktów z piłką w polu karnym, oddał dwa strzały. Tyle że nawet to nie do końca oddaje, jak dobry był to mecz w jego wykonaniu. Jan Urban musiał przecierać oczy ze zdumienia, zdając sobie sprawę, że z jego piłkarzami bawi się gracz… występujący w deprecjonowanej przez niego Ekstraklasie.
To był dokładnie ten Szwed, którym w ostatnich tygodniach zachwycaliśmy się przy okazji spotkań poznańskiego Lecha. Krótkie prowadzenie piłki, zejście do środka z prawego skrzydła, drybling, nieszablonowość. Po prostu cały on. Autor dubletu z Radomiakiem i gość błyszczący w eliminacjach do Ligi Europy.
🇸🇪⭐️ Patrik Wålemark vs Polska:
🅰️ asysta
🎯 12 celnych podań
✨ 4 wygrane pojedynki
⚡️ 2 udane dryblingiStatystki nie oddają. Jeździł po skrzydle, jak chciał. Cichy bohater spotkania. Jak dobrze, że w Poznaniu odzyskał formę. pic.twitter.com/QIqg6cNdSK
— Szwedzka Piłka 🇸🇪 (@SzwedzkaP) September 28, 2026
Czy gdyby Walemark był Polakiem, to właśnie z klubowymi kolegami nie przygotowywałby się do sparingu z niemieckim drugoligowcem?
Spójrzmy choćby na przykład Karola Czubaka, który podobnie jak skrzydłowy Lecha, był w ostatnich tygodniach w naprawdę dobrej formie. Jan Urban na spotkaniu z dziennikarzami przed zgrupowaniem mówił o napastniku Motoru Lublin:
– Karol musi poczekać na swoją szansę prawdziwą, bo nie miał. Tak, zgadzam się, nie miał. Dostał w pewnym sensie nagrodę debiutu w reprezentacji, ale ona była symboliczna. Być może za to, że grał i strzelał bramki w naszej Ekstraklasie.
– W naszej Ekstraklasie – powtórzył.
- W naszej Ekstraklasie – powiedział dobitnie po raz trzeci. – Bo był w Belgii, tak? Było gorzej, nie? Cieszy mnie dobra forma w Ekstraklasie, ale za wiele mi nie mówi. Biorę poprawkę na Ekstraklasę
A tu z kolei o Kacprze Urbańskim, którego akurat powołał, jednak nie mógł się powstrzymać, by znów powiedzieć o słabości naszej ligi.
– Na dwa lata zniknął z mapy. Zginął. Od dawna chce się odbudować. Nawet wrócił do kraju, żeby się odbudować. W Legii mu się to nie udało. W Górniku robi to zdecydowanie lepiej i szybciej. Moim zdaniem za szybko jest już powoływany, ale chcę mu dać szansę po prostu, bo idzie do góry. Ale znowu idzie do góry gdzie? W polskiej Ekstraklasie. Zobaczmy mecze z Monaco, Fenerbahce czy Ferencvarosem. I już nie jest tak różowo jak w Ekstraklasie.
Tym razem o Michale Gurgulu. Czy obrońca Lecha poradziłby sobie lepiej ze swoim klubowym kolegą nieco lepiej od duetu Puchacz – Frankowski oraz w teorii wspierającego ich Jakuba Kiwiora? To pytanie pozostawiamy otwarte.
– To tobie brakuje, mnie go nie brakuje. Uważam, że na dzień dzisiejszy jeszcze nie. Ja podejmuję decyzję i uważam, że nie. Dla mnie to nie jest na dzień dzisiejszy poziom reprezentacyjny.. To nie jest international level. Moim zdaniem jeszcze nie teraz. No jeszcze nie – rzucił do jednego z dziennikarzy na evencie.

Czy naprawdę trudno wam po takich wypowiedziach wyobrazić sobie, że Jan Urban nie powołuje Patrika Walemarka? Też mógłby powiedzieć coś w stylu, że to jeszcze nie jest odpowiedni moment, international level, a w ogóle, to gdzie strzela Walemark? No w Ekstraklasie. A jak był w Holandii, to tak nie strzelał. Bierzmy na to poprawkę, drodzy państwo.
Selekcjoner nie może obrażać się na Ekstraklasę. W przeciwieństwie do reprezentacji idzie w górę
Walemark to wyróżniająca się postać w Ekstraklasie, a być może nawet i obecnie ją przerasta. Na pewno jest w wąskim gronie najlepszych graczy, tylko czy wspomniani Michał Gurgul i Karol Czubak też nie są takimi postaciami? Pierwszy z nich od dłuższego czasu jest gwarancją solidności na wysokim poziomie i dawał radę nawet na tle mocniejszych rywali, choćby ostatnio z Crystal Palace. Drugi do końca sezonu bił się o koronę króla strzelców i w nowych rozgrywkach podtrzymuje wysoką dyspozycję (mimo że jego klub jest słaby).
Kolejne przykłady – awaryjnie dowołany Marcel Reguła i Wojciech Mońka. Obaj drugi mecz w całości sobie obejrzeli, chociaż obrońca Lecha zaliczył awans z trybun na ławkę rezerwowych. Na jego pozycji zagrał za to Przemysław Wiśniewski, który w ostatnich tygodniach jak się wyróżniał w Ekstraklasie, to jedynie w negatywnym sensie… ale dobrze, tutaj nie będziemy tak czepliwi. Urban wymyślił Wiśniewskiego już dużo wcześniej i taką trójką stoperów zagrał po raz dziewiąty.
Skoro Szwecja stawia na Walemarka i jest on tam jednym z najbardziej wyróżniających się zawodników, to dlaczego nie możemy mieć przekonania, że inni czołowi gracze naszej ligi nie okazaliby się pomocni w kadrze, która – co pokazał mecz w Sztokholmie – jest zwyczajnie słabsza?
Jan Urban czy jego potencjalny następca w przyszłości zwyczajnie nie ma prawa obrażać się na Ekstraklasę i tak jej deprecjonować. Lata temu ona szorowała po dnie, gdy kadra święciła swój najlepszy okres w tym wieku, jednak teraz role się odwróciły. A nawet i wtedy Leo Beenkahher zabrał aż dziesięciu graczy z polskiej ligi na Euro 2008 (a były 23 miejsca, nie 26), a Adam Nawałka dziewięciu na Euro 2016. I później przeciwko Niemcom wyszli Jędrzejczyk, Mączyński i Pazdan, a z ławki Peszko, Jodłowiec i Kapustka – sami ligowcy.
A przypomnijmy – poziom Ekstraklasy wzrósł. Jest w niej coraz więcej pieniędzy i bardziej jakościowi zawodnicy. I to ona w tym momencie dostarcza nam jakiekolwiek pozytywne emocje związane z polską piłką. Reprezentacja za to obrała stały kurs, schodząc coraz niżej i niżej. Miała walczyć o powrót do dywizji A Ligi Narodów, a zaraz może się znaleźć obok Białorusi, Wysp Owczych czy Mołdawii na trzecim szczeblu tych rozgrywek.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix