Żurek da Polsce medale? „Niech będzie najszybszy na świecie”

Jakub Radomski

11 lutego 2026, 09:20 • 14 min czytania 2

Żurek da Polsce medale? „Niech będzie najszybszy na świecie”

Po treningach na torze padał ze zmęczenia na ławkę. Po kolarskich – wymiotował z wysiłku. Damian Żurek przekonuje, że, choć wygląda to strasznie, czasami trzeba przekraczać granice. Jako 14-latek skrzyknął znajomych i pojechali na Okęcie, by wziąć autografy od medalistów zimowych igrzysk. 12 lat później to on poleciał na igrzyska jako poważny kandydat do podium. Kim jest nadzieja polskiego łyżwiarstwa szybkiego?

Reklama

Szansa na medal będzie podwójna. Damian Żurek startuje na 500 oraz 1000 metrów. W obydwu przypadkach musi jednak zmierzyć się z geniuszem tej dyscypliny sportu. Czy go to zraża? W ogóle. Do sukcesu przygotowuje się od każdej strony – trenuje przemowy, rozmawia ze sztuczną inteligencją. Świadomość topowego sportowca zobrazował w rozmowie z Justyną Skubis z WP Sportowych Faktów. W „Dniu z mistrzem” mówił:

Kiedy zapala się zielone światło, ja nie czekam. Od razu ruszam! To dzieje się z przyzwyczajenia, z automatu. Nie mam sportowego auta, ale nieraz udało mi się ruszyć ze świateł szybciej niż wszystkie sportowe samochody.

Reklama

Nawyku sprintera nie oszukasz.

Kim jest Damian Żurek? Brał autografy od medalistów olimpijskich z Soczi, teraz sam chce nim być

W 2014 roku Żurek miał 14 lat. Na igrzyskach w Soczi reprezentanci Polski wywalczyli trzy medale w łyżwiarstwie szybkim – Zbigniew Bródka został nieoczekiwanie mistrzem olimpijskim na 1500 m, do tego w rywalizacji drużynowej po srebro sięgnęły panie, a po brąz panowie. – Pamiętam tamten dzień. Byłem mały knypek. Z ekipą z Tomaszowa przyjechaliśmy na lotnisko, gdy wracali medaliści. Witaliśmy ich, a ja, taki kajtek, zbierałem od wszystkich autografy – wspomina w filmie dokumentalnym „Cena sukcesu”, który można obejrzeć na stronie TVP.

Teraz, 12 lat później, to Damian jest naszą wielką nadzieją medalową. Mówi się nawet o dwóch możliwych krążkach – w rywalizacji sprinterów na 500 i 1000 m. Na obu tych dystansach zajął w tym sezonie drugie miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata.

Dla Żurka to drugie igrzyska. W Pekinie był 11. na 500 i 13. na 1000 metrów. Wtedy nikt nie stawiał go w gronie kandydatów do podium, ale teraz jest zupełnie inaczej. Panczenista jakby przeczuwał, że sporo w jego życiu może się zmienić, bo w ostatnich tygodniach, np. jadąc samochodem, sporo rozmawiał ze sztuczną inteligentną. Ona zadawała pytania, on odpowiadał, ucząc się wystąpień medialnych.

Po włoskich igrzyskach może mieć sporo okazji, żeby z tych lekcji skorzystać.

Damian Żurek

Damian Żurek

Wymiotował po ciężkich treningach kolarskich. „Czasami trzeba”

„Cena sukcesu” to dokument, w którym Katarzyna Bachleda-Curuś, była panczenistka i dwukrotna medalistka olimpijska w drużynie (wywalczyła również brąz w Vancouver w 2010 roku – przyp. red.) spędza czas ze sportowcami, przygotowującymi się do włoskich igrzysk. Widzimy z bliska kulisy ich przygotowań. Występują: Żurek, nasze bobsleistki – Klaudia Adamek i Linda Weiszewski, do tego snowboardzistka Aleksandra Król-Walas.

Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak bardzo my, sportowcy, musimy przekraczać granice, żeby później osiągać duże wyniki – mówi jej w pewnym momencie Żurek.

Dowodem na to są dwie sceny z filmu. Pierwsza: tor w Tomaszowie Mazowieckim, rodzinnym mieście Damiana. Trening na łyżwach, zawodnicy robią szybkie odcinki. Żurek miał pokonać kółko poniżej 26 sekund, a robi je w granicach 25. Ale jest nieżywy. „Rzygać mi się chce” – mówi trenerowi. Osuwa się na ławkę. Szkoleniowiec zachęca go, by wstał i dojechał razem z nim do innych zawodników. „Przywiozłem zwłoki” – mówi trochę w żartach prowadzący sprinterów Artur Waś.

Damian przyznaje, że czasami po prostu trzeba doprowadzić się do takiego stanu, żeby zrobić postęp.

Teraz druga scena z filmu. Trening kolarski całej drużyny. Krótkie odcinki, ale potwornie szybkie. Żurek mówi, że wygenerował moc około 800 watów. Każdy, kto amatorsko uprawia sport, wie, że to kosmiczny wynik. Zawodnicy leżą obok drogi, niektórzy się nie ruszają. Łapią oddechy. – Dobra wiadomość jest taka, że było naprawdę mocno. A zła, że trzeba to powtórzyć jeszcze raz – mówi do nich Waś.

Po ostatnim interwale Żurek prosi, by ktoś potrzymał mu rower. Odchodzi kilkanaście metrów. Słychać, że wymiotuje. Później będzie leżał na ulicy i pokazywał, że strasznie bolą go mięśnie. Waś mówi tylko: – Koniec obozu, kropka jest postawiona. To są już prawdziwe dożynki.

Przypomina się trochę film „Kat”, opowiadający o katorżniczych treningach reprezentacji siatkarzy Huberta Jerzego Wagnera przed igrzyskami olimpijskimi w Montrealu w 1976 roku. Wtedy wielki wysiłek dał złoto.

Żeby wytrenować się na medal igrzysk, czasami tak trzeba.

Damian Żurek zainspirował ojca do zostania sędzią

Często zdarza się, że dziecko chce być jak rodzic i dlatego zaczyna uprawiać konkretną dyscyplinę sportu. Ale w rodzinie Żurków było… na odwrót. Pan Dariusz Żurek do tego stopnia wkręcił się w sport uprawiany przez syna, że od 2017 roku jest sędzią łyżwiarstwa szybkiego. Gdy w Tomaszowie odbywały się na początku tego roku mistrzostwa Europy, opiekował się licznikiem okrążeń. Podczas polskich imprez mógłby być nawet sędzią głównym. Niezmienne pozostaje jednak to, że kiedy na starcie staje jego syn, pan Dariusz zmienia rolę.

Damian Żurek na wirażu

Damian Żurek na wirażu

Kiedy startuje Damian, to ja na ten cały dystans odchodzę i ktoś mnie zastępuje. Co prawda jest powiedziane, że nie powinienem być na stanowiskach, które mogą wpływać na przebieg rywalizacji, a ja na liczniku okrążeń wielkiego wpływu nie miałem, ale z powodów czysto etycznych się wyłączyłem. Dzięki temu łatwiej jest mi kibicować synowi – tłumaczył Jakubowi Wojczyńskiemu w rozmowie dla „Przeglądu Sportowego”.

Z panem Dariuszem rozmawiałem w niedzielę, w trzecim dniu igrzysk. Prosił o telefon w określonych godzinach, bo w Tomaszowie odbywała się akurat Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży – mistrzostwa Polski juniorów oraz młodzików. Był sędzią.

U Damiana łyżwiarstwo było pierwsze. Poprosił, żebym zapisał go do klubu. W pobliżu naszego domu znajdował się orlik i syn jeszcze wtedy często grał w piłkę. Koledzy dzwonili, zapraszali go do grania, kiedy brakowało kogoś do składu. Ale w pewnym momencie bardziej postawił na łyżwy, które go po prostu zafascynowały. Latem, w wakacje, regularnie też biegał i jeździł na rowerze. Jego miłość do sportu, ale też charakter, na pewno bierze się z tego, że dorastał w domu, w którym sport był bardzo istotny. U nas oglądało się wszystko – opowiada mi o synu.

W rozmowie z „Przeglądem Sportowym” opisał jeszcze jedną historię: – Pamiętam taką sytuację, że trenerka wyjechała gdzieś na zawody ze starszą grupą i powiedziała, że treningu dla młodszych nie ma. Damian przyszedł do mnie zapłakany. Pogadałem z panią trener. Powiedziała, że jeśli będę go nadzorował, to może przyjść. On bez względu na jakiekolwiek warunki chciał iść na trening.

To nie była systematyczność. To był wręcz upór do treningów. Nigdy nie zdarzyło się, by Damian powiedział, że nie chce iść na zajęcia – dodaje Dariusz Żurek.

Trener Zbigniewa Bródki: Gratulowali mi postawy Damiana

Pierwszą trenerką Żurka była Małgorzata Jabłońska. Opisuje siedmiolatka jako chłopca, którego od początku kręciła rywalizacja: lubił ścigać się z rówieśnikami, ale też pokazywać im, jak właściwie wykonywać ćwiczenia. Następnie Damian był prowadzony przez Ewelinę Brzostowicz, która uczyła wf-u w Szkole Podstawowej nr 12 w Tomaszowie, do której chodził, a później przez małżeństwo Kmiecików: panią Jolantę i następnie pana Wiesława.

Trafił do mnie, gdy poszedł do gimnazjum. Pamiętam, jak kiedyś pojechaliśmy do Calgary i cyk, Damian bije rekord Polski młodzików. Imponował mi zawsze szybkością, ruchliwością i pracowitością. Ciężko było tego chłopaka zatrzymać w jednym miejscu. Mieliśmy regularnie obozy w Objazdach, między Ustką a Rowami. Pamiętam, że zawsze tam był i rwał się pierwszy do każdej aktywności. To był też chłopak, który regularnie i szybko poprawiał swoje rekordy życiowe. Kiedy przeszedł do Pilicy Tomaszów, objął go mój mąż – opowiada pani Jolanta w rozmowie z Weszło.

Wiesław Kmiecik to bardzo znana postać – szkoleniowiec, przez lata związany z Pilicą i łyżwiarstwem szybkim, kiedyś był też konsultantem Justyny Kowalczyk, ucząc ją bardziej efektywnego stylu łyżwowego. Prowadził reprezentację Polski, gdy w Soczi mistrzem olimpijskim zostawał Bródka. Gdy pytam go o Żurka, mówi, że od razu do głowy przychodzą mu dwie historie.

Pierwsza to wyjazd z klubem z Tomaszowa do niemieckiego Inzell. Był z nami Damian, wtedy 13-letni ledwie chłopaczek. Trwają treningi, młodzi się ścigają. Nagle widzę, że jeden chciał aż za bardzo, bo na dużej prędkości wypadł za bandy. Otworzyłem szerzej oczy. Nie wiedziałem, kto tak mocno poszedł. A to był Żurek. Poczułem, że stał się wtedy prawdziwym zawodnikiem. On już wówczas robił 500 m w 45 sekund – opisuje były trener Bródki.

I dodaje: – Druga sytuacja miała miejsce, gdy już prowadziłem juniorów. 2017 rok, Damian jako junior młodszy wziął udział w prestiżowych zawodach Viking Race w Holandii, uznawanych za nieoficjalne mistrzostwa Europy młodych zawodników. I skubany wykręcił absolutny rekord imprezy. Do dziś pamiętam czas: 36,40 na 500 m. Trenerzy z innych państw byli w szoku. Jeden po drugim podjeżdżali i mi gratulowali tego chłopaka.

Również w 2017 roku otwarta została Arena Lodowa w Tomaszowie, co dla pochodzącego z tego miasta Damiana było przełomem. Wcześniej wiele razy ćwiczył na zewnątrz, przy padającym deszczu, śniegu czy bardzo dużym mrozie. Z jednej strony to wyrabiało charakter, z drugiej – miał dużo gorsze warunki od najlepszych na świecie. Po pracy z Kmiecikiem Żurek zaczął mocniej specjalizować się w sprincie. Jego trenerem został Waś.

Jordan Stolz (z lewej) kontra Damian Żurek. Dwaj wielcy rywale

Jordan Stolz (z lewej) kontra Damian Żurek. Dwaj wielcy rywale

Historyczny medal mistrzostw świata i wypadek. Kariera Damiana Żurka

Są w życiu sportowca konkretne zawody, które dają mu wyjątkowo wiele. Dla Damiana coś takiego wydarzyło się w lutym 2024 roku, gdy wywalczył brąz mistrzostw świata na 500 m. Historyczne wydarzenie, bo to był pierwszy w dziejach medal imprezy tej rangi, wywalczony przez jakiegokolwiek Polaka indywidualnie na dystansach. Na superszybkim torze w kanadyjskim Calgary Żurek ustanowił też ówczesny rekord życiowy (34,12 s).

W materiale WP Damian wspomina, że tamten wyczyn pozwolił mu uwierzyć, że jest w stanie regularnie bić się o czołowe miejsca z najlepszymi. Zadbał też jeszcze bardziej o to, co ważne poza torem – od pewnego czasu współpracuje z dwoma psychologami – prywatnym i kadrowym. Często przed startem czy treningiem żongluje piłeczkami albo łapie je, gdy opadają. To ćwiczenie koncentracji i refleksu, którego używa m.in. Iga Świątek.

Są dni, gdy jestem tak przeciążony i przebodźcowany, że robię sobie śniadanie i wracam pod pierzynkę, odpoczywam. Są też takie, gdy wychodzę z psem, idziemy na spacer. Lubię też robić zdjęcia. Kończymy trening? Szukam swojej oazy. Skupiam się szukaniu kadrów, fotografiach. Nie myślę wtedy o tym, jak poszedł mi trening, jakie wykręcałem czasy. To moment, gdy totalnie odcinam się sportu – opowiada w „Dniu z mistrzem”.

W kolejnej scenie widzimy, jak robi telefonem zdjęcia kolegom i koleżankom na torze. – Lekka obróbka i Władek by sobie wrzucił na Instagrama – komentuje. Ma na myśli Władimira Siemirunnija, który we Włoszech jest poważnym kandydatem do medalu na 10 000 m.

Rosjanin stał się Polakiem i chce medalu. „To jest rzeźnia”

W ubiegłym roku Żurek też był kandydatem do podium mistrzostw świata, ale kilka tygodni przed imprezą miał wypadek. W dodatku u siebie, na Arenie Lodowej. Tomaszów, zawody Pucharu Świata, sprint drużynowy. Polacy w składzie: Żurek, Marek Kania i Piotr Michalski. Jechali na najlepszy wynik, ale na ostatniej zmianie Damian nie wyrobił się na zakręcie. Wjechał w bandy, przez pewien czas się nie podnosił.

Dość długo zbierał się z lodowiska. Pojawiły się nawet nosze, ale na szczęście nie trzeba było z nich korzystać. W asyście lekarza kadry udał się do szatni. Szedł bardzo powoli, nie był w stanie rozmawiać. Wyglądał na oszołomionego” – relacjonował na łamach Interii obecny na miejscu Tomasz Kalemba.

Koszmarny, drastyczny wypadek. Ostatnia zmiana, duża prędkość. Dobrze, że obyło się bez złamań. Syn był mocno poobijany, miał problem z pachwiną. Mówił, że będzie ok, ale to się na pewno trochę odbiło na wyniku w Hamar – wspomina tata Żurka w rozmowie z Weszło.

W mistrzostwach świata w 2025 roku Damian był siódmy na 500 m i szósty na 1000 metrów. Na włoskich igrzyskach ma być sporo lepiej.

Damian Żurek przegrał z geniuszem dyscypliny o dwa… centymetry

Grudzień ubiegłego roku, zawody Pucharu Świata, znów Hamar. Rywalizacja na 500 metrów. Żurek walczy w jednej parze z geniuszem tej dyscypliny, Amerykaninem Jordanem Stolzem. Ruszają, toczą pasjonujący bój. Na mecie – tak się wydaje – jest równo. Decyduje fotofinisz i okazuje się, że lepszy był zawodnik z USA, o… 0,001 s.

Żurek przegrał, ale uświadomił sobie wtedy, że Stolz jest tykalny. Po tamtych zawodach przeliczył sobie, o ile przegrał. Skoro 500 m to szalony dystans, bo najlepsi na świecie pędzą po łuku z prędkością powyżej 60 km/h – wyobraźcie sobie, jakie muszą na nich działać siły – wyszło mu, że Amerykanin był lepszy o jakieś dwa centymetry.

Dwa, trzy miesiące przed igrzyskami większość ekspertów przewidywała, że Żurek ma większą szansę medalową na 500 m (ta konkurencja zostanie rozegrana w sobotę, 14 lutego). Wcześniej, na 1000 m (start o 18:30) Polak też ma realną szansę na pierwszą trójkę. Podczas ostatnich zawodów Pucharu Świata w niemieckim Inzell Polak na 500 m dwa razy był najlepszy. Jedno z tych zwycięstw odniósł, mierząc się w parze ze Stolzem, co daje jeszcze większą przewagą psychologiczną.

Na 1000 m Damian trzy razy w tym sezonie stawał na podium, ale ani razu nie wygrał. Stolz to geniusz przede wszystkim tej konkurencji. Na mistrzostwach świata w Hamar sensacyjnie przegrał na 1000 m, ale w Pucharze Świata ostatni raz nie zwyciężył na kilometr w… 2023 roku.

Jordan Stolz, geniusz łyżwiarstwa szybkiego

Jordan Stolz, geniusz łyżwiarstwa szybkiego

Jak będzie we Włoszech?

Damian Żurek na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2026. Większa szansa na złoto na 500 metrów, większa szansa na medal na 1000 metrów

Ciekawą opinię ma na ten temat Dawid Brilowski, dziennikarz TVP Sport, specjalizujący się od lat w łyżwiarstwie szybkim.

Uważam, że Damian większe szanse na złoto ma na 500 m, a większe szanse na medal – na 1000 m. I już tłumaczę, dlaczego. Najpierw o walce na kilometr: w tym sezonie Żurek trzy razy był drugi w Pucharze Świata. Przegrywał oczywiście ze Stolzem, ale czołówka na tym dystansie jest według mnie dość ograniczona. Jest genialny Amerykanin, a poza nim trzech trochę nieobliczalnych Holendrów: Jenning De Boo, Kjeld Nuis i Joep Wennemars. To według mnie wszyscy kandydaci do medalu. Jest jeszcze 18-letni Niemiec Finn Sonnekalb. Bardzo zdolny, ale brakuje mu doświadczenia i nie sądzę, by on się w to włączył. Natomiast na 500 m łatwiej będzie ugryźć Stolza, ale stawka jest bardziej zbita, liczą się detale i decydują setne części sekundy. Nie ma miejsca nawet na minimalną pomyłkę – analizuje.

O samym podejściu Żurka, z którym w ostatnich latach zrobił sporo wywiadów, Brilowski mówi mi tak: – Jest człowiekiem, który podczas zawodów potrafi się wyłączyć. Niektórzy sportowcy przekonują, że niczego o sobie nie czytają i skupiają się na starcie, ale widać, że raczej mijają się z prawdą. A Damian naprawdę potrafi to zrobić. Przepracował to ze swoim psychologiem. Potraktuje te igrzyska mentalnie jak każde inne zawody.

Jolanta Kmiecik przekonuje mnie, że Żurek w ostatnim czasie zrobił wielki postęp na 1000 m. – Na przełomie grudnia i stycznia pojechał ze swoją ukochaną Karoliną Bosiek (też reprezentantka Polski – przyp. red.) do Hiszpanii. Zrobili to na własny koszt, poza odgórnymi zgrupowaniami. Wiem, że kręcili tam bardzo wiele kilometrów na rowerze. Damian robił te treningi przede wszystkim z myślą o dłuższym dystansie. Chciałabym, żeby po tych igrzyskach był oficjalnie najszybszym człowiekiem na świecie – mówi była trenerka Polaka w rozmowie z Weszło.

W sprintach jest bardzo ciasno wśród faworytów. Szanse na medal są na obu dystansach. Damian mocno poprawił 1000 m, ale tam też jest grupa pięciu – sześciu mocnych łyżwiarzy – dodaje tata Żurka, który z żoną jest już we Włoszech. Wylecieli we wtorek, wracają w niedzielę, dzień po rywalizacji na 500 m.

Ile medali syna obejrzą?

Wiesław Kmiecik: – Dobrze, że Damian ma dwie szanse. Gdyby miał tylko jedną, w konkurencji, gdzie jeden błąd może tak wiele kosztować, byłoby to ciężej wytrzymać mentalnie. To jak w życiu – jeśli człowiek ma dwie szanse, czuje się zupełnie inaczej. Myślę, że Damian się nie pomyli i wykorzysta przynajmniej jedną. Nie przejmujmy się, jeżeli nie będzie miał najlepszego czasu otwarcia. On nigdy nie rozpędzał się bardzo szybko na pierwszych metrach, ale za to jest mistrzem kolejnej rundy czy dwóch, a przed tym sezonem poprawił jeszcze ekonomię ruchu. Niesamowite jest to, jak przykleja się do wirażu, przez co nie ma spadków prędkości. On jeździ te łuki najlepiej na świecie.

Wiesław Kmiecik, były trener Żurka, ale też Zbigniewa Bródki

Wiesław Kmiecik, były trener Żurka, ale też Zbigniewa Bródki

W „Cenie sukcesu” Żurek przyznaje Bachledzie-Curuś, że jako młody zawodnik był przeciętny, co najwyżej przyzwoity i zgadza się z rozmówczynią, że dopiero teraz wszedł na najwyższy światowy poziom. – Daję z siebie zawsze 100 procent. A czasami nawet 110. Widzę swoją szansę na obu dystansach. Jeżeli to będzie mój dzień, jestem w stanie walczyć o medale. Ale nawet jeżeli nie będzie, powalczę kartami, jakie będę miał – zapowiada.

A w materiale dla WP dodaje: – Jako mały dzieciak wymarzyłem sobie, że kiedyś sięgnę po olimpijski medal. Niesamowity już jest sam fakt, że z całego świata na tych dystansach rywalizuje tylko po 28 osób. Ale gdy już jesteś w tej grupie, chcesz zdziałać sporo więcej.

Początek rywalizacji na 1000 m o 18:30. Obok Damiana wystartują też dwaj jego rodacy: Michalski i Kania. Nie mają aż takich szans na świetny wynik. Żurek pobiegnie w ostatniej parze, a jego bezpośrednim rywalem będzie Estończyk Marten Liiv.

Polak, stając na linii startu, będzie znał wyniki wszystkich poważnych kandydatów do podium.

JAKUB RADOMSKI 

Fot. Newspix.pl 

WIĘCEJ O IGRZYSKACH NA WESZŁO:

2 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Reklama