Działo się w Anglii! Wtopa Manchesteru City, Arsenal odskoczył

Patryk Idasiak

05 marca 2026, 00:07 • 11 min czytania 1

Reklama
Działo się w Anglii! Wtopa Manchesteru City, Arsenal odskoczył

W Anglii mają dwa krajowe puchary, co powoduje, że czasami trzeba grać ligówę w środku tygodnia. Czy właśnie byliśmy świadkami kluczowej kolejki dla losów mistrzostwa? Manchester City nawalił i kompletnie niespodziewanie stracił punkty z broniącym się przed spadkiem Nottingham Forest. Arsenal za to w swoim stylu wygrał 1:0 z Brighton. Kryzys przezwyciężyła Chelsea, a Manchester United znów się skompromitował, grając w przewadze jednego gracza. 

Oto przegląd tego, co działo się na angielskich boiskach w środowy wieczór 4 marca. A działo się mnóstwo!

Aston Villa w kryzysie. Joao Pedro z pierwszym hat-trickiem w Chelsea

Zarówno Chelsea, jak i Aston Villa biją się o TOP 5, czyli miejsce, które zagwarantuje udział w Lidze Mistrzów i oba te zespoły grały o wyjście z dołka. The Villans przegrali choćby z ostatnim Wolves. Tylko jedna wygrana na sześć ostatnich meczów (wliczając w to też opisywaną tu porażkę z Chelsea) sprawiła, że zespół Emery’ego wykluczył się z walki o tytuł i spadł nawet za dobrze punktujący Manchester United.

Ale Chelsea… no też raczej goniła żółwim tempem, bo tak można określić remisy z Leeds, Burnley oraz porażkę z Arsenalem na własne życzenie w meczu, w którym wszystkie trzy bramki padły po rzutach rożnych. To The Blues się jednak przełamałi.

Reklama

A były to miłe złego początki dla Matty’ego Casha i spółki. Douglas Luiz trochę nam się zawieruszył przez półtora roku. W Juventusie okazał się kompletną fajtłapą i stał się znany głównie z tego powodu, że razem z nim do drużyny dołączyła jego partnerka Alisha Lehmann. Koszmarnie się prezentował w Italii, fani się gotowali, widząc go w biało-czarnej koszulce. No więc poszedł na wypożyczenie do Nottingham Forest, gdzie albo był kontuzjowany, albo nie łapał się do składu. Niezbyt dobry miał czas.

Na drugą część sezonu 2025/26 trafił do Aston Villi i tu udowadnia, że czuje się doskonale. Zaczął grać w pierwszym składzie i to nawet nieźle. Ostatnio zapisał na konto asystę, a teraz pokonał Filipa Jorgensena, który niespodziewanie zajął miejsce w bramce. Robert Sanchez usiadł na ławce po bardzo słabym meczu z Arsenalem.

Reklama

Ale po tym golu Aston Villa „siadła”. Widać było, że jest to drużyna w kiepskiej formie. Chelsea też w za świetnej nie jest, lecz tutaj zaczęła przeważać. O ile pierwszą „setkę” Joao Pedro zmarnował, tak później w dalszej części się zrehabilitował i aż trzykrotnie trafił do siatki. Cole Palmer na spółkę z Alejandro Garnacho też zmarnowali doskonałą szansę. Ten pierwszy się zaplątał, drugi został zablokowany.

Mecz się konkretnie rozkręcił po 20 minutach. Do tego czasu padły zaledwie cztery strzały, po nim zrobiło się nagle ni z gruchy, ni z pietruchy 15 uderzeń do przerwy, z czego dziewięć celnych. Bramkarze mieli co robić. Widzieliśmy też nieuznane trafienie Olliego Watkinsa i dwie całkiem niezłe zmarnowane szanse Anglika. Może Aston Villa przynajmniej spróbowałaby powalczyć, gdyby którąś z nichAnglik wykorzystał.

Reklama

Po przerwie murawę opuścił Matty Cash. Miał na koncie żółtą kartkę i niestety kiepsko sobie radził z bardzo aktywnym Garnacho.

Gospodarze nie sprawiali wrażenia drużyny, która jest w stanie nawiązać walkę, a The Blues, co wykreowali, to strzelili. Palmer jeszcze dobił Aston Villę, a gwoździa do trumny wbił Joao Pedro, kompletując hat-tricka. Brazylijczyk jest w doskonałej formie w 2026 roku. Trafił do siatki w sześciu ostatnich ligowych meczach na osiem.

Reklama

Chelsea i Liverpool tracą do Aston Villi po trzy punkty. Zespół Emery’ego zaraz może spaść na 6. miejsce, co oznacza strefę poza grą w Champions League.

Arsenal wyrachowany jak zawsze. Wystarczył błąd bramkarza i Gabriel „Ściana” Magalhaes

Ile znaczy dla Arsenalu Gabriel Magalhaes? Wystarczy włączyć pierwszych 12 minut meczu z Brighton i zobaczymy tam jego dwie absolutnie kluczowe interwencje w obronie. Najpierw wybił piłkę po błędzie Davida Rayi, który praktycznie podał rywalom piłkę pod nogi i przelobował go Carlos Baleba. Gabriel był na miejscu i uratował drużynę. Później popisał się jeszcze arcyważnym blokiem, gdy w ostatniej chwili zatrzymał Kaoru Mitomę.

W międzyczasie Arsenal strzelił gola z… ćwierć sytuacji, jednej piątej sytuacji, jednej dziesiątej sytuacji? Bukayo Saka wygrał pojedynek na skrzydle i pomyślał sobie – a, walnę, co mi tam. No i piłka odbiła się delikatnie od Baleby. Tak zmyliła Barta Verbruggena, że wpuścił ją między nogami. Zdaje się jednak, że Holender mógł i powinien zareagować znacznie lepiej. Bart, powtórz to proszę na mundialu (jak oczywiście się tam dostaniemy).

Reklama

Saka uczcił tym samym swój 300. występ w koszulce Kanonierów. Był to… jedyny strzał, który Arsenal oddał w pierwszej połowie. Mewy miały więcej uderzeń (6:1), więcej kontaktów z piłką w polu karnym rywala (11:4), ale nie przynosiło to efektu.

Generalnie jednak zespół Artety grał tak:

Reklama

Ale co z tego? Druga połowa bez historii. Arsenal przynajmniej podreperował trochę statystyki i oddał nawet drugi celny strzał, a za wiele wykreować gospodarzom nie pozwolił.

Bardzo krótko Mewy miały swój moment. To raptem jeden celny strzał z woleja, który narobił trochę problemów Rayi oraz świetna indywidualna akcja Yankuby Minteha, gdy ten minął słabego tego wieczoru Mosquerę (żółta kartka i niezbyt pewny występ), ale podjął złą decyzję, stojąc przed samym Rayą. Potem jeszcze Mats Wiefer celnie uderzył z główki, ale wszystko to było w przeciągu pięciu minut – pomiędzy 57. a 63.

A potem… szło usnąć. Arteta zmienił m.in. Mosquerę, o którego się bał, że dostanie czerwoną kartkę, wpuścił Calafioriego i Arsenal skupił się na bronieniu. Zadanie zrealizował.

Reklama

Manchester City tego się nie spodziewał. Słabe Nottingham urwało punkty!

Manchester City raczej spodziewał się spokojnego, środowego wieczoru, w którym na luzie pokona zespół broniący się przed spadkiem. No i mocno się przeliczył, bo słaby rywal był w stanie w zasadzie z niczego wykreować dwie szanse i zaskoczyć defensywę gospodarzy. A to oznacza urwanie jakże cennych punktów i siedem oczek straty do Arsenalu (mecz rozegrany mniej). Obywatelom nie wystarczy więc już pokonanie Kanonierów w bezpośrednim starciu.

Jeśli ktoś nie ma sobie nic do zarzucenia, to na pewno Antoine Semenyo. Nie robi mu praktycznie żadnej różnicy w jakim gra w klubie. Ciągnął za uszy słabszą drużynę, a tu jest w stanie ciągnąć dużo lepszą. Ghańczyk był aktywny od początku meczu i zdobył swoją piętnastą bramkę w tym sezonie Premier League (10 dla Wisienek, pięć dla City). W nowym klubie ma na koncie ogólnie siedem trafień.

Reklama

Najpierw uderzył w boczną siatkę, ale już przy swojej drugiej próbie z dużo lepszej pozycji był skuteczny. Warto wyróżnić za dogranie Rayana Cherkiego, któremu już niewiele brakuje do double-double we wszystkich rozgrywkach (dziewięć goli, dziesięć asyst). Francuz posłał mięciutką podcinkę lewą nogą i idealnie znalazł Semenyo, który strzałem z woleja pokonał Matsa Selsa.

Jednak to też nie tak, że goście nie mieli nic do powiedzenia. Umieli postraszyć. To oni zaczęli od dwóch zablokowanych uderzeń po rzucie z autu, pierwsi też oddali celny strzał i przeprowadzili bardzo groźną kontrę po zabraniu piłki Rodriemu. Morgan Gibbs-White uderzył naprawdę fatalnie – lekko i w środek bramki.

Dwie bardzo dobre szanse miał też pod koniec pierwszej części Erling Haaland. Najpierw kiwnął bramkarza, ale trochę za bardzo się „wygonił” i nie był w stanie trafić do siatki, a później minął się z piłką po mocnym wstrzeleniu przez Semenyo. I nie tylko on, a również Ruben Dias. Manchester zaczynał się przynajmniej delikatnie rozkręcać.

Po przerwie kontynuował ataki. W świetnej formie jest kapitan City – Bernardo Silva. Był bardzo aktywny w tym meczu, sporo strzelał, a tuż po przerwie zatańczył z przeciwnikami i tylko kapitalna interwencja końcówkami palców Matsa Selsa uratowała gości.

Reklama

I kiedy nic nie wskazywało na to, że Forest odpowie, bo było coraz bardziej dominowane, to nagle… zaskoczyło całe Etihad Stadium trafieniem. Niedawno skorpionem Donnarummę pokonał Solanke, a teraz sprytnym strzałem piętą zrobił to Morgan Gibbs-White, który ośmieszył w tej akcji Rubena Diasa.

Długo jednak na odpowiedź nie trzeba było czekać. Zaledwie pięć minut. Przypomniał się zdobywca Złotej Piłki – Rodri, który niezwykle ucieszył się z pierwszego trafienia w sezonie 2025/26. Hiszpan gra regularnie dopiero od 2026 roku i zdarzały mu się mecze fatalne, jak z Manchesterem United czy Bodo/Glimt, gdzie wyleciał z boiska za dwie żółte kartki. Ale się rozkręca i choćby przeciwko Newcastle wygrał aż 10 na 11 bezpośrednich pojedynków. Powoli wraca do wielkiej formy.

Reklama

Fanów Rodriego odsyłamy do tego skrótu jego występu przeciwko Srokom.

Mieliśmy też kontrowersję, gdy Erling Haaland został wycięty przez Matsa Selsa, zostawiając sprytnie prawą nogę. Można to było interpretować raczej 50/50. Pewnie będzie sporo arbitrów, którzy podyktowaliby jedenastkę, ale też na obronę Darrena Englanda – Norweg robi robi ruch prawą nogą w kierunku bramkarza i trafia go nogą w twarz. Cóż, obie strony mają tu swoje argumenty.

Reklama

Dobrze, dobrze, ale Rodri akurat w tym meczu był w 50% starym sobą, a w 50% tym z meczu z Bodo/Glimt. Świetne dokładne podania z wygranymi pojedynkami łączył z byciem czasami zbyt wolnym. Jego druga niebezpieczna strata tym razem skończyła się dla City katastrofą – trafieniem Eliotta Andersona. Zrobił to po pięknym, precyzyjnym strzale zza szesnastki. Środkowy pomocnik konsekwentnie pracuje na transfer.

 

A później… Chryste, co tam się działo! Manchester City atakował niczym w meczu z Queens Park Rangers w 2012 roku. Dopiero powtórki pokazały, że koniuszkiem palców piłkę nad poprzeczkę po rzucie wolnym bitym przez Semenyo wybił Sels. Manchester miał też piłkę meczową w ostatniej akcji. Bohaterem mógł zostać ten jeden jedyny raz Savinho, ale skończyło się na tym, że załamanego pocieszał go po ostatnim gwizdku Pep Guardiola.

To Murillo zanotował interwencję meczu. Stanął na linii strzału.

Manchester United nie umie grać w przewadze zawodnika

Tak dobrze żarło i zdechło. Manchester United pod wodzą Michaela Carricka był niepokonany – na siedem spotkań wygrał aż sześć. Tylko że ten zespół ma to do siebie, że zaskakuje nas wtedy, kiedy kompletnie się tego nie spodziewamy i rozczarowuje również w momentach, w których zakładamy, że sobie na bank poradzi. Bo jak inaczej określić porażkę z Newcastle United, które przez całą drugą połowę grało w osłabieniu?

Manchester dał sobie wbić dwie bramki, będąc w przewadze jednego zawodnika. Bliźniaczo podobny mecz do tego z Evertonem kilka miesięcy temu, kiedy to jeszcze wówczas podopieczni Rubena Amorima bili głową w mur i mając ponad 80 minut gry w przewadze męczyli się w ataku pozycyjnym i ostatecznie skompromitowali. Tu przytrafiła się całkiem podobna historia.

Wiliam Osula w 90. minucie zrobił to:

Ale jeszcze przy 0:0 Mbeumo spudłował w ten sposób, mając przed sobą praktycznie pustą bramkę:

Co jeszcze łączy ten mecz ze spotkaniem przeciwko Evertonowi? Tutaj też przeciwnik Man United we frajerski sposób się osłabił. Jacob Ramsey wyleciał z boiska za symulkę. No i niedługo później Bruno Fernandes sfaulował Anthony’ego Gordona, który sprytnie wbiegł pomiędzy niego i Mazraouiego. Decyzja mogła być jedna – jedenastka. A z nich Gordon się nie myli. Przekonał się o tym Mateusz Kochalski w Lidze Mistrzów, który dwa razy go wyczuł, ale jednak Anglik uderzył za mocno. Lammensowi strzelił praktycznie w środek.

Bardzo szybko wyrównał Casemiro, jeszcze przed zejściem na przerwę. Wydawało się, że Czerwone Diabły w drugiej połowie ruszą z animuszem, a tymczasem… oddały tylko dwa celne strzały i nie przekonały w ataku pozycyjnym. Przypomina się chociażby fatalne zagranie Matheusa Cunhi, po którym aż ręce rozłożył załamany Fernandes. Słabiutki był też Sesko, który oddał tylko dwa strzały i oba zostały zablokowane.

A Newcastle było groźne po stałych fragmentach gry i w zasadzie bliższe trafienia niż Manchester. Była taka sekwencja – rzut wolny i rzut rożny w ciągu 30 sekund. Przy kornerze Gordon miał w zasadzie „setkę”. Koledzy odciągnęli mu przeciwników, a on po prostu, zamykając akcję, nie trafił w piłkę. Co dość żałosne, Manchester przez dobre 30 minut nie oddał ani jednego strzału, nawet niecelnego. Dopiero Leny Yoro po strzale z główki wypróbował Ramsdale’a.

Manchester robił niewiele, niemal nic. No i został skarcony przez wspomnianego już powyżej Osulę. To oznacza, że nie uciekł Aston Villi i oba zespoły z miejsc 3-4 mają po 51 punktów.

West Ham straszy Tottenham

Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy też wynik West Hamu, który sprawił niespodziankę w derbach Londynu na Craven Cottage i pokonał dobrze spisujące się w tym sezonie Fulham. Wystarczyło do tego jedno trafienie Crysensio Summerville’a. To sprawia, że Młoty mają 28 punktów – tyle samo, co Nottingham Forest. Widmo spadku zajrzało w oczy Tottenhamowi, który ma już tylko jedno oczko przewagi nad zagrożoną strefą.

W 88. minucie niewątpliwie jednym z bohaterów został Mads Hermansen, który zatrzymał strzał Timothy’ego Castagne’a. W końcówce było gorąco, piłkarze grali aż dziesięć minut dłużej, posypały się żółte kartki, ale West Ham to przetrzymał i zdobył arcyważne trzy punkty. Dwóch spadkowiczów już znamy – to Wolves i Burnley, ale kto będzie tym trzecim? Na pewno nie jest też bezpieczna pozycja Leeds United, które ma 31 punktów.

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Piłka nożna