W pamiętnym skeczu Marcin Daniec opowiadał o walce Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem. Amerykanin oszukał wtedy Polaka, bo „Endriu” myślał, że na początku będą rozmawiać, ale Lewis od razu zaczął go bić. To oczywiście licentia poetica Dańca, która jako żywo przypomina scenariusz meczu Chelsea z Bournemouth. „Wisienki” po wyjściu na boisko miały chyba ochotę na przyjacielska pogawędkę. Podopieczni Xabiego Alonso mieli inne plany. Sytuacja powtórzyła się zresztą po przerwie…
Już w 2. minucie piłka po raz pierwszy zatrzepotała w bramce strzeżonej przez Dorde Petrovicia. Szybki atak wyprowadził Cole Palmer, zagrał do Jordana Hendersona, a ten precyzyjnym strzałem rozpoczął zabawę na Stamford Bridge.
Zabawa nabrała rumieńców minutę później. Znów w roli rozpoczynającego akcję wystąpił Palmer. Tym razem wybrał prawą stronę i Pedro Neto. Strzał Portugalczyka obronił Petrović. Chelsea ponowiła jednak akcję. Henderson zagrał na lewą stronę do Morgana Rogersa, a ten precyzyjnym strzałem (z lekką obcierką) podwyższył na 2:0!
CO ZA POCZĄTEK CHELSEA! 💪
Dwa gole w pierwszych czterech minutach! ⚽⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH https://t.co/gDbShtWGsM
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 10, 2026
Goście mogli szybko odpowiedzieć, jednak Rayan przeniósł piłkę nad poprzeczką. Od tego momentu na boisku mocno się uspokoiło. The Blues kontrolowali przebieg wydarzeń przez ponad pół godziny. Defensywa Chelsea nie jest jednak monolitem i kwestią czasu były okazje dla Bournemouth. W 36. minucie ekipa Alonso fakt, że nie straciła gola, zawdzięczała tylko Emiliano Martinezowi. Argentyńczyk obronił sytuację sam na sam z Rayanem, a potem poradził sobie jeszcze z dobitką innego Ryana – Christiego.
Druga połowa, jak już wiemy ze wstępu, zaczęła się w podobny sposób jak pierwsza – znów Chelsea zadała skuteczny cios, nie czekając na żadną rozmowę. Tragicznie w defensywie zachował się Antonio Silva, który najpierw złamał linię spalonego, a następnie jeszcze oddał piłkę w posiadanie Pedro Neto. Rodak Silvy zrobił z niej pożytek, dogrywając do Joao Pedro. Brazylijczyk uderzył wprost do bramki. Zrobiło się 3:0.
Tym razem gospodarze nie wystrzelili jednak z dubeltówki. Wręcz przeciwnie. Pięć minut później sami dali się zaskoczyć. Po rzucie rożnym i sporym zamieszaniu piłkę próbował wybić Moises Caicedo. Jego wybicie zablokował jednak Evanilson i w ten dość kuriozalny sposób został autorem gola.
„Wisienki” nie poszły jednak za ciosem. Kwadrans po bramce Evanilsona padł kolejny brazylijski gol w tym meczu. Chelsea naprawdę fajnie pograła w piłkę. Rogers rozegrał na lewą stronę do Pepa Chavarrii, ten dośrodkował idealnie do Joao Pedro, a napastnik The Blues z zimną krwią wykorzystał okazję. Zrobiło się już 4:1.
A to nie był koniec popisów drużyny Alonso. W 71. minucie z rzutu wolnego uderzył Henderson. I to jak uderzył! Cud, miód i orzeszki! Tym samym weteran Premier League zanotował dwa gole i asystę. Ci, którzy wyśmiewali ten transfer Chelsea, teraz są jakby ciszej.
To jest dzień Jordana Hendersona! 🔥
Kolejne efektowne trafienie Anglika! ⚽😱
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH https://t.co/gFKdB7G2qO
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 10, 2026
Londyńczycy, po trzech meczach bez wygranej, wrócili na zwycięski szlak. Wrócili w imponującym stylu, choć w ich grze wciąż dałoby się znaleźć mankamenty. Dziś byłoby to jednak szukanie na siłę, bo Bournemouth wyjeżdża ze Stamford Bridge z pokaźnym bagażem goli. Podopiecznym Marco Rose pewnie byłoby ciut łatwiej o zdobycz punktową w tym meczu, gdyby zespół wychodził z szatni o czasie. Drużyna z południa Anglii umościła się w strefie spadkowej. Tęskno za Andonim Iraolą, ale tęskno też za kontuzjowanymi piłkarzami, takimi jak Eli Junior Kroupi czy Alex Scott.
Chelsea – Bournemouth 5:1 (2:0)
- 1:0 – J. Henderson 2′
- 2:0 – M. Rogers 3′
- 3:0 – J. Pedro 46′
- 3:1 – Evanilson 51′
- 4:1 – J. Pedro 67′
- 5:1 – J. Henderson 71′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix