Najpierw to Raya ratował Arsenal. Później Kanonierzy pokazali charakter

Marcin Ziółkowski

10 października 2026, 15:40 • 4 min czytania 0

Reklama
Najpierw to Raya ratował Arsenal. Później Kanonierzy pokazali charakter

Niespodzianki nie było, choć Leeds zaskoczyło Arsenal na Emirates. Długo bronił David Raya, lecz w końcu skapitulował. Dopiero wtedy Arsenal wziął się na poważnie za grę. Po trafieniach Riccardo Calafioriego i Bruno Guimaraesa można jednak stwierdzić, że pościg był udany – gospodarze wygrali 2:1. Leeds United tym samym po raz pierwszy w tym sezonie Premier League zeszło z boiska jako drużyna pokonana. 

Reklama

Okoliczności meczu

Tematem tygodnia przed spotkaniem na Emirates Stadium było podpisanie nowej umowy przez Mikela Artetę. W Londynie planują zatrzymać Hiszpana do czerwca 2030 roku. Arteta awansował tym samym w hierarchii zarobkowej wśród szkoleniowców i mało który kolega po fachu może powiedzieć o lepszych zarobkach. W Premier League przebił on o kilka milionów funtów pensję Olivera Glasnera, który otrzymuje w Nottingham Forest 12 milionów za rok pracy.

Daniel Farke nic w ostatnich dniach z kolei nie podpisywał, ale też może liczyć na zaufanie przełożonych. Od ubiegłorocznych plotek o zwolnieniu, jego posada zyskała bardzo dużo stabilizacji. Od grudnia 2025 roku jego klub przegrał w lidze jedynie pięć spotkań. Niemiec i jego podopieczni nie zaznali jeszcze porażki w lidze i chcieli to podtrzymać.

Reklama

Arsenal XI: Raya – White, Konsa, Gabriel, Calafiori – Rice, Lewis-Skelly – Saka, Odegaard, Madueke – Havertz,

Leeds XI: Trafford – Justin, Elvedi, Muharemović – Bogie, Ampadu, Tanaka, Gudmundsson – Stach, Okafor – Calvert-Lewin.

Niemrawi The Gunners. Leeds się postawiło

Arsenal nie chciał czekać i już po pierwszej minucie mógł prowadzić. Bukayo Saka poza brakiem umieszenia piłki do bramki, także spalił. I był to znak rozpoznawczy The Gunners w pierwszym kwadransie spotkania. Aż czterokrotnie dali się złapać obrońcom Leeds.

Zdecydowanie brakowało w tym meczu wisienki na torcie w postaci bramek. Gdy już widowisko się rozkręciło i obie drużyny dosłownie biegały w tę i wewtę, brakowało najważniejszego. Leeds United wydawało się niewzruszone i postawiło się Arsenalowi.

Reklama

Wszystko z trybun oglądał David O’Leary, który 18 lat kariery spędził w Arsenalu (722 meczów, rekord), a jej ostatnie dwa sezony – w Leeds. W klubie z Elland Road jako trener osiągnął półfinał Ligi Mistrzów.

Niewiele brakowało w 35. minucie. Chwilę po tym, gdy Ethan Ampadu przelobował Davida Rayę, a Hiszpan w ostatniej chwili wyratował sytuację, gospodarze ruszyli z akcją lewą stroną, ale znów zabrakło „tego czegoś” w postaci udanego wykończenia.

Reklama

Najlepszą okazję dla gości zmarnował Gabriel Gudmundsson. Szwed uderzył z ostrego kąta z kilku metrów, ale ponownie Raya czuwał. Leeds kompletnie bez bojaźni podeszło do rywala, a Arsenal nie mógł się przełamać. Ba, nie mógł się też dobrze rozkręcić, został trochę zaskoczony. Miał jednak w bramce lidera, na którym mógł polegać.

Dobrym podsumowaniem pierwszej części niech będzie siedem strzałów Leeds United (trzy celne) przy czterech Arsenalu (jeden celny).

Arsenal z przebudzeniem mocy, ale dopiero po golu dla rywala

Gospodarze zaczęli niepokoić się brakiem postępu w sytuacjach pod bramką rywala. Doskonałą sytuację zmarnował Martin Odegaard. Z mniej więcej dziesięciu metrów uderzył tak, że dla Trafforda w bramce Leeds było to jak podanie.

Dobre minuty Leeds United wreszcie zostały nagrodzone. Po dośrodkowaniu Gudmundssona David Raya minął się z piłką, a dopadł do niej James Justin. Były piłkarz Leicester uderzył, ile miał tylko siły. Mimo asysty dwóch obrońców, piłka wpadł do siatki. Warto podkreślić, że była to akcja dwóch nominalnych obrońców. 28-latek tym samym strzelił siódmego gola w karierze w Premier League, a po raz trzeci trafił na Emirates.

Reklama

Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź Arsenalu. Po przerzucie z lewej strony boiska, Ben White zgrał piłkę w pole karne. Doszło do mijanki, przez co Riccardo Calafiori miał przed sobą jedynie Jamesa Trafforda. Włoch uderzył dość kiepsko, w środek bramki, ale James Trafford nie dał rady tego instynktownie obronić. Calafiori trafił już w meczu o Tarczę Wspólnoty, a teraz zrobił to ponownie. To pewnie nie koniec, bo momentami gra jak drugi napastnik. Później zresztą miał jeszcze jedną szansę.

Reklama

Gospodarze nie mieli zamiaru na tym poprzestać. Kapitalna akcja zespołu Artety została zwieńczona prowadzeniem. Saka przytrzymał piłkę, wtem jego koledzy chwilę poklepali, Declan Rice wystawił piętą, piłka trafiła do Bruno Guimaraesa i Brazylijczyk z dystansu uderzył nie do obrony w róg bramki. Niedawno zdobył ważną bramkę z Sunderlandem i ponownie wpisał się na listę strzelców.

Reklama

Nie był to ewidentnie mecz Bukayo Saki. Jego próba strzału, choć obiecująca, minęła poprzeczkę bramki Trafforda. Długo czekał na swoją szansę w tym meczu Anglik, do blisko 75. minuty. W ostatniej akcji meczu, po świetnym podaniu Gyokeresa, Saka wyszedł sam na sam z bramkarzem i… znów nie trafił w bramkę. Nie przeszkodziło to jednak w dowiezieniu wygranej.

Arsenal po wpadce z Brighton wrócił na zwycięską ścieżkę. To pierwszy zespół w Premier League, który znalazł sposób na Leeds.

Arsenal – Leeds United 2:1 (0:0)

  • 0:1 – James Justin – 56′
  • 1:1 – Riccardo Calafiori – 64′
  • 2:1 – Bruno Guimaraes – 70′

 

Reklama

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama