Chcesz utrzymać posadę? Nie zadzieraj z Jackiem Zielińskim!

AbsurDB

Autor:AbsurDB

15 kwietnia 2026, 16:20 • 11 min czytania 5

Reklama
Chcesz utrzymać posadę? Nie zadzieraj z Jackiem Zielińskim!

Są tacy trenerzy w Polsce, za którymi reszta środowiska nie przepada. Są także jednostki cenione przez wszystkich, choć niestety coraz szybciej ich ubywa. Jest jednak jeden trener, który co chwilę doprowadza do zwolnienia z pracy swojego konkurenta. W innych zawodach byłby znienawidzony. Piłka nożna jednak na tym polega – jak nie ja ciebie, to ty mnie. Po porażkach z kim najczęściej szkoleniowcy klubów Ekstraklasy tracili pracę? Kto był za sterami ich przeciwników i odbierał im punkty i ostatnią szansę na zachowania posady? Starało się wielu, ale prawdziwy prześladowca, który dwunastokrotnie spowodował, że jego konkurent wyleciał z roboty, jest tylko jeden.

Reklama

Trenerzy, którzy najczęściej doprowadzają do zwolnienia szkoleniowców rywali

Wczoraj przedstawiliśmy analizę wszystkich sytuacji w bieżącym stuleciu w Ekstraklasie, w których porażka z danym klubem spowodowała, że zespół zwolnił swojego trenera. Okazuje się, że najczęściej rozstanie ze szkoleniowcem u swoich rywali powodował Lech Poznań, ale po piętach depcze mu Pogoń. Z drugiej strony: bardzo rzadko przegrana z Legią i Rakowem kończyła się dymisją u przeciwników. Przegrać z nimi to po prostu nie był wstyd.

https://weszlo.com/kto-najczesciej-w-ekstraklasie-zwalnia-trenerow-rywala/

Dziś przestawiamy podejście bardziej indywidualne: którzy trenerzy doprowadzali najczęściej do tego, że ich przeciwnik rozstawał się ze swoim szkoleniowcem. Biorę pod uwagę wszystkie dymisje trenerów w XXI wieku w Ekstraklasie w trakcie sezonu. Zmian po zakończeniu rozgrywek nie biorę pod uwagę, bo ciężko wskazać jeden mecz, który był ich przyczyną. W pozostałych przypadkach sprawdzam, z jakim szkoleniowcem zwalniany trener stracił punkty w ostatnim swoim meczu.

Wielkie Szlemy Kalendarzowe Urbana i Kafarskiego

Zaczniemy od tych, którzy prześladowali trenerów rywali całymi seriami.

Reklama

Obecny selekcjoner miał wybitny rok 2017, gdy usunął z ławek trenerskich trzech swoich kontrkandydatów do potencjalnej pracy z reprezentacją: Michniewicza z Niecieczy, Magierę z Legii i Skorżę z Pogoni, a także Piotra Stokowca z Zagłębia Lubin.

Mocno kręciła karuzelą trenerską w 2009 roku Lechia Gdańsk, a konkretnie Tomasz Kafarski. Doprowadził do rozstania się przez Polonię Warszawa w 2009 roku z zarówno Bogusławem Kaczmarkiem, jak i Jackiem Grębockim, a także wyrzucił Artura Płatka z Cracovii i Marka Motykę z Korony. Prawdziwy Wielki Szlem!

Pozbycie się dwóch szkoleniowców tego samego rywala w jednym roku (jak Pogoń niedawno z Widzewem) to jeszcze większy ewenement. Dokonał tego Ryszard Wieczorek prowadząc Koronę w 2006 roku przeciwko Górnikowi, który musiał potem zwolnić Ryszarda Komornickiego i Marka Motykę.

Podobnie skuteczny był także Franciszek Smuda prowadząc Lecha w 2008 roku i to przeciwko swojej ukochanej Odrze Wodzisław. Doprowadził do rozstania z nią trenera Janusza Białka (obaj na zdjęciu) dwa razy w ciągu siedmiu miesięcy! Ale do trenerów znęcających się na kolegach po fachu jeszcze dotrzemy. Warto zauważyć, że trener Białek wpadł w furię i rok później miał sam na koncie szkoleniowców trzech różnych klubów w jednym roku.

Reklama

 

Szczególnie warta odnotowania jest skuteczność Wojciecha Stawowego, który trzynaście lat temu odprawił z kwitkiem kolejka po kolejce dwóch przyszłych selekcjonerów: Michniewicza w Podbeskidziu i Nawałkę w Górniku. Jeszcze ciekawiej było w 2005 roku, gdy w ciągu dwóch miesięcy miał na sumieniu: Jacka Zielińskiego z Legii, Mirosława Dragana z Arki i Dariusza Kubickiego z Polonii Warszawa. Nic dziwnego, że zaraz potem podpisał… dziesięcioletni kontrakt z Cracovią. A po miesiącu został z niej zwolniony.

Jacek Zieliński – prześladowca polskich trenerów

Reklama

Królem polowania jest Jacek Zieliński, który swoje łowy zaczął już w 2003 roku, gdy po meczu jego Górnika Łęczna z GKS-em zwolniony został Edward Lorens. Do 2015 roku miał już na koncie osiem ofiar, w tym między innymi Pawła Janasa w Bełchatowie, Macieja Skorżę w Lechu i Kazimierza Moskala w Wiśle. Wtedy, jak to bywa wśród seryjnych morderców – nastąpił etap wyciszenia. Prawdopodobnie zaczął ściągać na siebie zbyt wielkie podejrzenia służb. Taka liczba ofiar zaczyna bowiem powoli wydawać nieprzyjemne zapachy.

Co ciekawe, mimo że pracował w wielu miejscach, Jacek Zieliński od 2011 roku strzelał tylko z Krakowa. Prowadząc Cracovię, poza Skorżą i Moskalem doprowadził jeszcze do zwolnienia dwóch szkoleniowców Radomiaka – Dariusza Banasika i Mariusza Lewandowskiego, czym prawdopodobnie wyświadczył przysługę klubowi z Radomia. Dopiero od jesieni poluje także poza Małopolską. Prowadząc Koronę odebrał punkty Robertowi Kolendowiczowi z Pogoni i ostatnio Dawidowi Szwardze z Arki, po czym obaj zostali zwolnieni.

 

Reklama

Jacek Zieliński odczekał chwilę sądząc, że może znajdą się jacyś naśladowcy, którzy przegonią go pod względem liczby pognębionych rywali. Nic z tego. Dość istotną przeszkodą dla kilku członków grupy pościgowej stał się angaż do pracy z reprezentacją Polski. A Zielińskiemu jak na złość nikt tego nie zaproponował.

Po dziesięć ofiar mają na koncie Jan Urban i nieżyjący już Franciszek Smuda. Dziewięć: Fornalik, po sześć: Probierz i Michniewicz. Widać wyraźnie, że albo prześladowanie trenerów przeciwników imponuje w PZPN-ie, albo Zieliński ma tam swoje wtyki i selekcjonerem zostaje każdy, kto zagraża jego pozycji lidera.

Tym bardziej należy docenić fakt, że aż dziewięciu trenerów rywali zwolnił Mirosław Jabłoński, który zaczął już w marcu 2001 dość efektownie od pozbycia się Smudy z Legii.

Szukamy następcy mistrza

Na ósemce zatrzymał się licznik Macieja Skorży, Ryszarda Wieczorka i Wojciecha Stawowego, a na siedmiu – Piotra Stokowca i Marcina Brosza. Niestety, nie widać nowego narybku. Umiejętności, które do perfekcji doprowadził Zieliński są na wymarciu. Nie pojawiają się młode gwiazdy ruszające na łowy.

Reklama

Dzieje się tak mimo tego, że sama liczba zmian trenerów w trakcie sezonu co prawda spada, ale dość powoli. Na początku stulecia było ich średnio około czternastu w roku, dziś jest ich przeciętnie o trzy mniej. Mimo sezonowych wahań, ich liczba mieści się co roku (poza pandemią, w której nawet dymisje szkoleniowców zamarły) w przedziale między dziesięcioma a dziewiętnastoma.

Spośród dwudziestu trenerów, którzy doprowadzili do zwolnienia więcej niż trzech szkoleniowców rywali, w Ekstraklasie pracuje dziś zaledwie trzech. Marek Papszun w Legii, Marcin Brosz w Niecieczy i… Jacek Zieliński w Koronie.

I tu dochodzimy do tego, jak potężny i wszechwładny jest Pan Jacek. Otóż Papszun z Broszem są dziś w okolicach strefy spadkowej. Jak tak dalej pójdzie, to obaj zamiast poprawiać swój wynik… sami zostaną odstrzeleni. Gdyby nastąpiło to po meczu z Koroną, to zacznę obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Pan Jacek jest wszechpotężny. Na szczęście tak się nie stanie. Nie dlatego, że Zieliński boi się, że zostanie przyłapany na gorącym uczynku. Nie. Po prostu Korona z Legią i Niecieczą rozegrała już wszystkie spotkania przewidziane w tym sezonie.

Wygląda więc na to, że jeżeli do Ekstraklasy nie powróci Urban, Fornalik ani Stokowiec to jeszcze długo nie będziemy mieli zmiany na pozycji lidera. Dwaj ostatni robią co mogą w 1. Lidze. Pierwszy oby jak najdłużej notował dobre wyniki z kadrą. Tam będzie bezpieczny.

Reklama

Wojciech Stawowy – cichy bohater drugiego planu

Jednak w przypadku Zielińskiego, Urbana, Smudy i Fornalika znalezienie się w pierwszej piątce trenerów najczęściej doprowadzających do zwolnienia u rywali nie jest szokującym osiągnięciem biorąc pod uwagę, że wszyscy są w pierwszej piątce pod względem liczby poprowadzonych w Ekstraklasie meczów w XXI wieku.

Kto jednak prześladował przeciwników wyjątkowo często w stosunku do liczby spotkań?

Marek Piotrowicz był głównym trenerem klubu Ekstraklasy w zaledwie trzech meczach. Jesienią 2001 roku prowadził Górnika, a mimo tak małego doświadczenia remisem z Zagłębiem Lubin doprowadził do zwolnienia trenera Stefana Majewskiego.

Paweł Barylski sporadycznie bywał tymczasowym szkoleniowcem Śląska. Mimo tego zdołał w 2012 roku wygrać z Ruchem Fornalika, czym spowodował jego zwolnienie. Libor Pala siedział na ławce Ekstraklasy w zaledwie jedenastu spotkaniach. A mimo tego zdołał trenując Pogoń spowodować rozstanie Górnika Zabrze ze Zdzisławem Podedwornym oraz Wisły Kraków z Adamem Nawałką. To jednak przypadki skrajne, wynikające z małej próby.

Reklama

Spośród trenerów z większym stażem zdecydowanie wyróżnia się cichy bohater tego tekstu, czyli Wojciech Stawowy. 122 mecze w Ekstraklasie, ośmiu zwolnionych trenerów rywali! Jeden co piętnaście spotkań! To wielokrotnie wyższy wskaźnik niż przeciętna ligowa. Pan Wojciech wprost prześladował rywali Arki i Cracovii.

Całkiem nieźle wypada też średnia Tomasza Kafarskiego (jeden zwolniony przeciwnik średnio co 18 meczów), Adama Majewskiego (20), Mirosława Jabłońskiego (21), Janusza Wójcika (22), czy Ryszarda Wieczorka (29). Całkiem nieźle wypadają też wiceliderzy normalnej klasyfikacji: Franciszek Smuda (raz na 31 meczów) i Jan Urban (34).

Kto natomiast był wyjątkowo łaskawy dla rywali i bardzo rzadko, w stosunku do liczby okazji, doprowadzał do rozstania przeciwnika z jego trenerem?

Reklama

Stefan Majewski – tak potulny, że nawet nie chce urywać punktów rywalom

Dość łagodny był Czesław Michniewicz, który powodował to raz na 51 meczów. Jeszcze wyżej są Fornalik (60), a przede wszystkim Michał Probierz. Nasz poprzedni selekcjoner wyrzucał rywala z pracy tylko raz na 78 spotkań, a więc średnio co dwa i pół sezonu, zresztą podobnie jak Brzęczek.

Leszek Ojrzyński zaliczył ponad ćwierć tysiąca meczów, a zwolnił jedynie trzech przeciwników: Zielińskiego z Polonii w 2012 roku, Berga z Legii trzy lata później i Urbana z Górnika rok temu. Bogusławowi Kaczmarkowi na 180 prób powiodło się to tylko dwukrotnie: z Petrem Nemcem w Śląsku i Markiem Motyką w Szczakowiance.

Dwóch trenerów mimo ponad stu spotkań w Ekstraklasie, tylko raz pogrążyło swojego przeciwnika. To oazy spokoju i opanowania: Tadeusz Pawłowski i Adrian Siemieniec. Pierwszy zrobił „kuku” Marcinowi Broszowi w Piaście w 2014 roku, a drugi: Koście Runjaicowi w Legii dwa lata temu.

Wszystkich przebija jednak najłagodniejszy szkoleniowiec wszech czasów. Stefan Majewski. To człowiek, który muchy by nie skrzywdził. 167 meczów w Ekstraklasie w bieżącym stuleciu i… ani jednego pogrążonego rywala. Wygląda na to, że Pan Stefan bardziej troszczył się o dobrostan przeciwników, niż wygrane swojego zespołu. Dusza człowiek. Kontynuował swoje umiejętności także, gdy został tymczasowym selekcjonerem kadry w 2009 roku. Przegrał oba mecze: z Czechami i Słowacją. Nic dziwnego, że nikt go już więcej nie zatrudnił.

Reklama

Jeden prześladuje drugiego

Czy są pary trenerów, które wyjątkowo się prześladują?

O Franciszku Smudzie, który dwa razy zwolnił Janusza Białka w ciągu siedmiu miesięcy już pisałem. Nikt nikogo nie wyrzucił z jego klubu trzykrotnie. A dwa razy poza Franzem dokonało tego tylko trzech trenerów.

Na pieńku z obecnym selekcjonerem mógł teoretycznie mieć Jacek Magiera. Jan Urban prowadząc Śląsk doprowadził do jego rozstania z Legią w 2017 roku, a następnie powtórzył to półtora roku temu, gdy to Pan Jacek przestał pracować we Wrocławiu po porażce z Górnikiem Urbana. Nie przeszkadzało to im we współpracy w reprezentacji Polski, którą przerwała dopiero śmierć trenera, wspominanego dziś przez całą, nie tylko piłkarską Polskę. Zewsząd słyszymy głosy o tym, jak wspaniałym nie tylko piłkarzem i trenerem, ale przede wszystkim Człowiekiem był nieodżałowany Pan Jacek.

Reklama

Z kolei Michał Probierz może mieć kompleks Marcina Brosza. Jesienią 2012 roku pracował w Wiśle. Podał się do dymisji 1 października po porażce 0:2 z Piastem prowadzonym przez Brosza. Niewiele później objął GKS Bełchatów, w którym pracę skończył porażką 8 grudnia z… Piastem Brosza. Dwa razy wyleciał przez tego samego trenera rywali w ciągu dwóch miesięcy!

Brosz nie miał sentymentów choć na przełomie wieków grał z Probierzem w Górniku Zabrze. Oczywiście późniejszy selekcjoner pewnie tego tak nie odbierał. Z Wisłą rozstał się głównie przez olbrzymi konflikt z zawodnikami, z Radosławem Sobolewskim na czele. Z Bełchatowa odszedł oficjalnie za porozumieniem stron.

Dwa lata wcześniej prześladowcą Jurija Szatałowa był Orest Lenczyk. Po porażkach z jego Śląskiem pochodzący z Rosji szkoleniowiec wyleciał z Polonii Bytom, a potem z Cracovii.

Ja ciebie, a ty mnie

Zdarzyły się nawet takie pary trenerów, w których jeden zwolnił drugiego, a następnie ten zemścił się na swoim pogromcy tym samym. Było ich tylko sześć, ale wprost brylował w tym nasz obecny selekcjoner, który uczestniczył w większości z nich!

Reklama

W 2010 roku wyleciał z Polonii Bytom po porażce z Legią Macieja Skorży. Siedem lat później wywalił Pana Macieja z Pogoni, gdy sam prowadził Śląsk. Jeszcze ciekawiej było między Urbanem a Michniewiczem, który był sprawcą jego pożegnania z Lechem, gdy Pan Czesław dziesięć lat temu był trenerem Niecieczy. Zaledwie siedem miesięcy później dzisiejszy selekcjoner prowadząc już Śląsk spowodował wylot Michniewicza z… Niecieczy.

 

Ale byli też tacy, którzy po latach mścili się na Urbanie. W 2008 Pan Janek wyrzucił Ryszarda Wieczorka za pomocą piłkarzy Legii z posady szkoleniowca Górnika Zabrze. Pięć lat później Wieczorek znów za sterami Górnika doprowadził do zwolnienia Urbana z… Legii. Tym razem już na zawsze.

Reklama

 

Zemsta po latach

Prawdziwym mścicielem po latach jest jednak Leszek Ojrzyński. Dziesięć lat temu z Górnika wyleciał po potknięciu z Lechem prowadzonym przez Urbana. Na zemstę czekał prawie dekadę, ale się doczekał… Niecały rok temu porażka z Zagłębiem Ojrzyńskiego była ostatnim akordem pracy dzisiejszego selekcjonera w Zabrzu. Efektem mściwości Pana Leszka jest dzisiejszy stan naszej kadry narodowej.

Poza parami z udziałem Urbana, udało się zrewanżować tylko dwóm trenerom. Miało to miejsce w 2009 roku. Wtedy to Michał Probierz doprowadził do zwolnienia Dusana Radolskiego z Polonii Warszawa, który dwa lata wcześniej wyrzucił go z Widzewa. Jednocześnie Waldemar Fornalik zwolnił z Arki Marka Chojnackiego, który w 2006 roku był sprawcą jego rozstania z Odrą Wodzisław.

Pozycja lidera jest niezagrożona. Jacek Zieliński doprowadził do zwolnienia aż dwunastu trenerów rywali. W dodatku za plecami w klasyfikacji właściwie nikt mu nie zagraża. Nadzieję można pokładać w Marcinie Broszu. Nieciecza jest dziś w takiej sytuacji, że każda jej wygrana to potencjalna dymisja szkoleniowca przeciwników. Ale Pan Marcin musiałby tego dokonać aż pięć  razy, by dogonić Zielińskiego. Czy lider jest w stanie powiększyć swoją przewagę?

Reklama

Trudno tego oczekiwać po meczu Korony z Górnikiem, GKS-em, czy Rakowem. Ale już mecz 1 maja z Piastem Daniela Myśliwca i dwa tygodnie później z Widzewem Vukovicia pozwala mieć takie nadzieje. Będzie trudno, ale Jacek Zieliński może nie tylko zdecydowanie uciec całemu peletonowi, ale jeszcze spuścić dwa kluby z Ekstraklasy. Taki trener to skarb!

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO O EKSTRAKLASIE:

 

Fot. Newspix.pl

5 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama