Koszmar Celtiku, Bodo nie odpodo. Poznaliśmy uczestników LM

Jan Broda

Autor:Jan Broda

26 sierpnia 2026, 00:05 • 3 min czytania 63

Reklama
Koszmar Celtiku, Bodo nie odpodo. Poznaliśmy uczestników LM

Wszyscy żyjemy historią Tymoteusza Puchacza i jego Sabah Baku – mistrzowie Azerbejdżanu w dramatycznych okolicznościach wywalczyli pierwszy w historii awans do Ligi Mistrzów. W pozostałych wtorkowych play-offach również nie brakowało sensacji, zwłaszcza w Linzu, gdzie Celtic po raz kolejny skompromitował się w el. Champions League. LASK w spektakularnym stylu odrobił straty i wyrzucił za burtę mistrzów Szkocji. 

Reklama

Aż trudno w to uwierzyć, że Celtic – niegdyś postrach Europy – ostatni raz przeszedł kwalifikacje do Ligi Mistrzów w 2017 roku. Blisko dekadę temu! Owszem, w międzyczasie (lata 2022-2024) The Bhoys grali w fazie grupowej/ligowej Champions League, jednak zawdzięczali to tylko i wyłącznie bezpośredniemu awansowi za sprawą wysokiego współczynnika krajowego UEFA.

Poza tym, co eliminacje, to w łeb. I tak już sześć razy z rzędu:

  • 2017 – FK Astana (Q4)
  • 2018 – AEK Ateny (Q3)
  • 2019 – CFR Cluj (Q3)
  • 2020 – Ferencvaros (Q2)
  • 2021 – Midtjylland (Q2)
  • 2022 – awans bezpośredni
  • 2023 – awans bezpośredni
  • 2024 – awans bezpośredni
  • 2025 – Kairat Ałmaty (Q4)
  • 2026 – LASK Linz (Q4)

Celtic zgubił się w LASK-u. Sensacja w eliminacjach Ligi Mistrzów

Po kazachskiej traumie z zeszłego roku wszystko wskazywało na to, że tym razem Celtic w końcu przełamie złą passę i odczaruje przeklęte kwalifikacje. Los skojarzył mistrzów Szkocji w play-offach z LASK Linz. W pierwszym meczu na Celtic Park podopieczni Martina O’Neilla wygrali pewnie i przekonująco 3:0. Rewanż wydawał się niemal formalnością, zwłaszcza że już w 21. minucie McGregor otworzył wynik i podwyższył bramkową przewagę w dwumeczu do czterech bramek.

No i wtedy właśnie, w najmniej oczekiwanym momencie, gdy sprawa awansu wydawała się ostatecznie rozstrzygnięta, zaczął się koszmar Celtiku. Szkoci poczuli się zbyt pewnie i myślami byli już w fazie ligowej. Rozluźnienie w ich szeregach bezlitośnie wykorzystywali piłkarze LASK-u. W 32. minucie Moses Usor rozpoczął odrabianie strat.

Reklama

Prawdziwy pościg za wynikiem oglądaliśmy jednak dopiero w drugiej połowie. Mistrzowie Austrii natychmiast zabrali się za zmniejszanie dystansu. 48. minuta – Robert Ljubicic, 58. – Samuel Adeniran. Na tablicy wyników zrobiło się już 3:1, a gospodarzom brakowało tylko jednego trafienia, by wyrównać ogólny stan rywalizacji.

Po trzeciej bramce Celtic był już sparaliżowany i wręcz pogodzony z losem. Szkoci nawet nie wyprowadzali kontrataków i desperacko ograniczali się do bronienia wyniku, licząc, że uda im się dowieźć korzystny rezultat do końca. LASK tymczasem szedł po swoje, ale do pełni szczęścia musiał poczekać aż do 90. minuty, kiedy to Florian Flecker uderzeniem głową dał remis.

Reklama

W dogrywce dzieła zniszczenia dopełnił Adeniran, wbijając piąty gwoźdź do trumny Celtiku. Niewiele brakowało, a skończyłoby się nawet 6:1, ale chwilę potem napastnik z USA nie wykorzystał karnego i zmarnował szansę na historycznego hat-tricka. Niemniej, historia wydarzyła się na naszych oczach, bo LASK po raz pierwszy w dziejach zagra w Lidze Mistrzów.

Reklama

LASK Linz – Celtic Glasgow 5:1 (1:1), 5:4 w dwumeczu

***

W drugim z równolegle rozgrywanych spotkań niespodzianki nie było. Bodo/Glimt ponownie nie dało większych szans NEC Nijmegen i przypieczętowało awans do Ligi Mistrzów. Holendrzy po porażce 1:3 u siebie niespecjalnie utrudniali mistrzom Norwegii zadania w rewanżu. Już w 3. minucie z czerwoną kartką z boiska wyleciał Gonzalo Crettaz. Gospodarze wykorzystali przewagę liczebną – w doliczonym czasie gry trafiali kolejno Bjorkan i Auklend, a po przerwie samobója dołożył Fonville.

Reklama

Fot. Newspix

63 komentarzy
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama