Igrzyska Olimpijskie to czas sportowych dramatów, wzruszeń i radości, które jednoczą miliony przed telewizorami. A przynajmniej powinny być. Niestety, norweski biathlonista Sturla Holm Laegreid odstawił totalną szopkę po zdobyciu brązowego medalu, czym, delikatnie mówiąc, nie zyskał fanów na całym świecie.
Brązowy medalista IO przyznał się do zdrady
Zajęcie trzeciego miejsca na Igrzyskach Olimpijskich to dla wielu cel i marzenie, któremu poświęcają całą karierę. Dla Laegreida podium było jednak tylko dodatkiem. Zamiast cieszyć się sukcesem, pogratulować rywalom albo podziękować połowie swojej książki telefonicznej (pozdrawiamy pana Maciusiaka), Norweg wykorzystał czas antenowy w rodzimej telewizji NRK na wyznanie grzechów. Ze łzami w oczach ogłosił światu, że zdradził swoją dziewczynę.
– Chciałem się tym podzielić z kimś, kto może dziś nie oglądać transmisji. Sześć miesięcy temu poznałem miłość mojego życia – najpiękniejszą i najżyczliwszą osobę na świecie. Trzy miesiące temu popełniłem swój największy błąd i ją zdradziłem. Powiedziałem jej o tym tydzień temu. To był najgorszy tydzień w moim życiu – powiedział Laegreid.
– Miałem w życiu złoty medal i prawdopodobnie wielu patrzy na mnie innymi oczami, ale ja patrzę tylko na nią. Sport zajął nieco inne miejsce (w moim życiu) w ciągu ostatnich kilku dni. Tak, chciałbym móc się nim z nią dzielić – kontynuował.
Så ikke helt denne komme. Tidenes mest absurde medaljeintervju. 🫣 pic.twitter.com/fFwJ1B0vCO
— Daniel Vassbund (@Smoothedan) February 10, 2026
Czyli tak – Norweg chciał udowodnić milionom ludzi, jak bardzo kocha swoją wybrankę. W rzeczywistości jednak przedstawił nam skrajny egoizm oraz emocjonalny szantaż. Publiczne przedstawienie swoich błędów w momencie, gdy oczy całego kraju są zwrócone na ciebie, nie jest aktem odwagi – jest aktem manipulacji.
Laegreid postawił swoją byłą partnerkę w centrum zainteresowania – zapewne bez jej zgody. Pokazał tym samym, nie jak bardzo ją kocha, lecz jak bardzo ma gdzieś jej prywatność. Zamiast załatwić sprawę w cztery oczy, wciągnął w swoje problemy wielu widzów…
O brązie narcyza głośniej niż o złocie
Trudno też nie wspomnieć o braku szacunku dla kolegów z trasy. Bieg wygrał inny Norweg Johan-Olav Botn. To miał być jego dzień, a tymczasem większość mediów, w tym my, skoncentruje się na, słusznej, krytyce jego kolegi z kadry.
– Mam teraz oczywiście nadzieję, że nie zepsułem Johanowi dnia. Może udzielenie tego wywiadu było z mojej strony bardzo samolubne. Więc tak, nie wiem. Byłem, jestem trochę, nie wiem… Nie jestem tu mentalnie. Więc tak, zobaczymy, co się stanie – zreflektował się później.
Pozostaje pogratulować rozumu. Szczególnie, że to nie była decyzja podjęta na szybkości. Norweg stwierdził, że decyzję o przekazaniu tej informacji podjął noc wcześniej. Czekał tylko na możliwość przekazania tej wiadomości, a dobry wynik sportowy tylko podkręcił zasięgi.
Oczywiście, gratulujemy medalu. Nie gratulujemy jednak zachowania i klasy, bo jej nie masz.
A dziewczynie szczerze współczujemy.
CZYTAJ WIĘCEJ O ZIMOWYCH IGRZYSKACH OLIMPIJSKICH 2026 NA WESZŁO:
- Pianino, wózek na lodowisku i kurczak. Olimpijczycy jakich nie znacie
- Duszpasterstwo dumne z Tomasiaka. „Pan poniósł cię daleko!”
- Niemiec zachwycony Tomasiakiem. Polak doceniony przez rywali
fot. NRK