Antonio Conte wykonał w Neapolu robotę tak klasyczną, że mogłaby ona trafić do podręcznika z instrukcją obsługi włoskiego szkoleniowca. Choć tym razem Włoch opuszcza swój klub po dwóch latach bez wielkich awantur, to jak zawsze można mu pogratulować ligowych wyników, przyczepić się do tych w Europie, a następnie czekać, gdzie trafi dalej.
Conte w Napoli – zaczęło się burzliwie
Kiedy Conte podpisywał w Neapolu kontrakt latem 2024 roku, miał do ogarnięcia sporych rozmiarów chaos. Ubiegłoroczni mistrzowie Włoch właśnie zakończyli sezon na dziesiątym miejscu w tabeli, a napięcia i kryzysy wyskakiwały spod każdego kamienia.
Trener od razu zaczął wdrażać swoje motto: „Testa bassa e pedalare”. „Głowa nisko i pedałować”. Zdecydowana większość zawodników, którzy kiedykolwiek spotkali się z tym szkoleniowcem, podkreśla, jaki kładzie on nacisk na codzienną pracę i zaangażowanie. Nie było z tym przeproś od pierwszego dnia także pod Wezuwiuszem.
Chociaż zaczęło się bardzo burzliwie. W dwóch pierwszych oficjalnych meczach pod wodzą Conte, Napoli najpierw po rzutach karnych wymęczyło pucharowy awans z drugoligową Modeną, a na start nowego sezonu Serie A dostało lanie 0:3 w Weronie od Hellasu.
Nie brakowało głosów, że Włoch lada chwila się wkurzy i rzuci papierami nim na dobre cokolwiek się rozpocznie, ale… ustał. Ustał Conte, ustał właściciel klubu, Aurelio De Laurentiis, ustali też piłkarze. I po tym początku, który mógł na dobre wytrącić z rytmu, sytuacja zaczęła już tylko i wyłącznie ulegać poprawie.
Ostatecznie trener zastał przecież okoliczności, w których się lubuje. Nie musiał występować w europejskich pucharach, z Coppa Italia wymiksował się szybko przegrywając z Lazio, a rozgrywki ligowe to jego drugie imię.
Mistrzostwo i pozostanie
Losy tytułu ważyły się do końca. Napoli mogło zrobić sobie krzywdę w przedostatniej kolejce remisując 0:0 z Parmą, ale Inter ze spotkania z Lazio wyniósł wynik tylko 2:2, przez co do żadnej mijanki nie doszło. W ostatniej kolejce wystarczyło wygrać u siebie z Cagliari, co też gospodarze zrobili, po czym można było rozpocząć świętowanie.
Nie brakowało głosów, że Conte rozstanie się z Neapolem ekspresowo – raptem po roku, mimo wywalczonego tytułu. Pod Wezuwiuszem nie byłaby to żadna nowość, bo klub tuż po fecie mistrzowskiej w 2023 roku opuścił także Luciano Spalletti.
Tym razem jednak De Laurentiis wyciągnął wnioski i postanowił za wszelką cenę dogadać się z trenerem, który zaprowadził jego Napoli ponownie na szczyt. Z 6,5 miliona euro netto rocznie, szkoleniowcowi zagwarantowano podwyżkę do ponad 8 milionów euro. Jak na włoskie warunki, była to absolutnie kosmiczna wypłata trenerska.
Przy tym właściciel klubu zagwarantował kilka solidnych transferów. Za odstępne w okolicach 30 milionów euro ściągnął obrońcę Sama Beukemę z Bolonii czy skrzydłowego Noę Langa z PSV. Na bramkę wskoczył Vanja Milinković-Savić, a po wygaśnięciu kontraktu z Manchesterem City, na południu Włoch zameldował się także Kevin De Bruyne.
De Laurentiis potrafił także zareagować w obliczu poważniejszej kontuzji Romelu Lukaku. Kiedy jeszcze w wakacje okazało się, że Belg będzie wyłączony z gry przez kilka miesięcy, Napoli poszło konkretnie po Rasmusa Hojlunda, o którego starał się także Milan. Ostatecznie Duńczyk strzelił 15 goli i aktywował klauzulę wykupu za 44 miliony euro z Manchesteru United.
W dobiegającym końca sezonie Conte musiał zmierzyć się z tym, co do tej pory zawsze było jego piętą achillesową – występami w Lidze Mistrzów. Tym razem w odsłonie z fazą ligową, a więc oznaczającą jeszcze dwa mecze więcej. Jak można się było spodziewać, pojawiły się ciężary.
Pierwsze przesilenie nastąpiło na przełomie października i listopada. Napoli złapało gorszą formę – przegrało w lidze z Torino i Bologną, a przede wszystkim dostało w Holandii od PSV aż 6:2. Nie pomógł domowy mecz z Eintrachtem Frankfurt, raptem zremisowany 0:0.
Nieszczęsna Liga Mistrzów
Kiedy wielu piłkarzy udało się na listopadową przerwę reprezentacyjną, Conte musiał ochłonąć. Zostawił w klubie swoich asystentów, a sam wyjechał na kilkudniowy wypoczynek. Gdy wrócił, wyniki Napoli się poprawiły, ale kamieniem w bucie pozostała ta nieszczęsna Liga Mistrzów.
Aż nadszedł styczeń i rzecz teoretycznie niemożliwa okazała się rzeczywistością. Azzurri najpierw nie znaleźli sposobu na Kopenhagę, zaledwie remisując z nią 1:1, a potem w meczu o życie przegrywając 2:3 z Chelsea.
Jasne – można było usprawiedliwiać drużynę kontuzjami i brakiem takich postaci jak Lukaku, De Bruyne czy Frank Anguissa, ale jednak mimo wszystko… Mistrz Włoch w 36-zespołowym zestawieniu nie zdołał zakwalifikować się do TOP24, żeby awansować choć do barażu o 1/8 finału Ligi Mistrzów.
Conte w Napoli raz jeszcze pokazał, że choć na krajowym podwórku stanowi niemal gwarancję sukcesu, finiszując na pierwszym czy drugim miejscu, o tyle jego związek z Europą to po prostu wielopoziomowe nieporozumienie.
Włoch cały czas odbijał przy tym piłeczkę podkreślając, że pracuje w środowisku, które wcale nie ma wysoce rozwiniętej kultury wygrywania i sukcesy w Napoli być może znaczą jeszcze więcej niż w innych klubach. W międzyczasie w sezonie mistrzowskim sprzedano mu także do PSG Chwiczę Kwaracchelię, po czym stwierdził:
– Nie chcę być postrzegany jako kłamca w sprawie rzeczy, które nie zostały zrobione. W ciągu tych ośmiu miesięcy zdałem sobie sprawę, że tutaj, w Neapolu, wielu kwestii po prostu nie da się załatwić.
Antonio Conte. Gwarancja sukcesu i do widzenia
I chociaż kontrakt Conte pod Wezuwiuszem obowiązuje jeszcze na kolejny sezon, to sam trener podjął decyzję, że zamierza się go zrzec. Nie otrzyma żadnej odprawy, bonusów, dodatkowej pensji – niczego. Pożegna się z klubem i poszuka szczęścia gdzie indziej, bo tutaj już nie mógł realizować swoich pomysłów.
Jak prześledzimy karierę Włocha, nie dzieje się nic niespodziewanego.
- Z Juventusu odszedł po trzech latach na własne życzenie, już po starcie letniego okresu przygotowawczego
- W reprezentacji Włoch wytrwał dwa lata, zrezygnował mimo udanego Euro 2016 i otarcia się o półfinał
- Z Chelsea sięgnął po tytuł, ale w kolejnym roku finiszował już raptem na piątym miejscu i odszedł
- Z Interu odszedł po dwóch latach i doprowadzeniu klubu do pierwszego tytułu od jedenastu lat
- W Tottenhamie wytrwał półtora roku, a czwarte miejsce w Premier League 2021/2022 określał niczym mistrzostwo
- Teraz dwa lata w Napoli okraszone wygraną Serie A 2024/2025.

Conte pokazał raz jeszcze, że nie jest trenerem, z którym można snuć nie wiadomo jakie, wieloletnie plany. Ale tam, gdzie się pojawia, gwarantuje niemal natychmiastowy sukces i dobrze wykonaną robotę. Potem na ogół się wkurza, że nie może wszystkiego ułożyć po swojemu i idzie szukać szczęścia gdzie indziej.
Pobyt w Napoli był o tyle inny, że obył się bez większych awantur. A przynajmniej takich, które wychodziłoby do mediów i tam były prowadzone. Jak trener się wkurzał, De Laurentiis spełniał jego życzenia, wysyłał go na wolne, albo starał się rozbroić napięcie w pokojowy sposób. I to długo funkcjonowało.
A w zasadzie przez cały pobyt Conte w stolicy Kampanii, bo przy okazji kończącego sezon domowego meczu z Udinese, Włoch z całą pewnością będzie żegnany z szacunkiem i uznaniem, bez jakiejkolwiek wrogości. Dał klubowi mistrzostwo, utrzymywał zespół na wysokim poziomie, a może nawet dla niego samego znaczyło to coś więcej niż w poprzednich drużynach, jako że sam jest południowcem – pochodzi z Lecce.
Gdzie trafi Conte?
Oczywiście od razu ruszyły spekulacje, jaki projekt będzie tym kolejnym dwuletnim wyczynem Conte. Innymi słowy – gdzie trafi, żeby wykonać dobrą robotę, może nawet coś wygrać, a potem szybko spakować manatki.
Nie można wykluczyć jego powrotu do reprezentacji Włoch. W czerwcu w związku zmienią się władze i ma zapanować zupełnie nowe rozdanie. Ten trener lubi takie wyzwania – to on przywrócił na szczyt Juventus po wielu latach przerwy, to samo uczynił z Interem. Uporządkowanie włoskiej kadry mogłoby stanowić dla niego ciekawą perspektywę.
Ale oczywiście nie należy też skreślać ciekawych oferty z czołowych klubów – włoskich i zagranicznych. Nie do końca jeszcze wiadomo, co zrobi Massimiliano Allegri i czy nie zwolni się stołek w Milanie. Być może Conte zamarzy się też niektórym ekipom Premier League. Wcześniej plotkowano także o jego powrocie do Juventusu, ale jednak pozycja Spallettiego – z awansem do Ligi Mistrzów czy bez niego – wydaje się niepodważalna.
Tymczasem w ostatnim akcie sezonu, w niedzielę o 18:00 na Stadio Diego Armando Maradona w Neapolu, pozostaje nam już tylko obserwować, jak miasto pożegna mistrzowskiego trenera. Kibice Azzurrich kochają swoich bohaterów, a trener z Lecce dzięki swojemu sukcesowi już na zawsze nim pozostanie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix