Sunderland wrócił do Championship. Na Wembley przyjechało 46 tysięcy kibiców

redakcja

Autor:redakcja

23 maja 2022, 10:51 • 2 min czytania

Reklama
Sunderland wrócił do Championship. Na Wembley przyjechało 46 tysięcy kibiców

To się nazywa miłość do klubu. Kibice Sunderlandu przybyli do Londynu w sile 46 tysięcy osób. Wszystko po to, żeby obejrzeć, jak ich ukochana drużyna walczy o powrót na zaplecze angielskiej ekstraklasy.

Reklama

Cztery sezony w trzeciej lidze spędził Sunderland, klub, który może się pochwalić wielkim zapleczem kibicowskim. W tym czasie The Black Cats trzykrotnie grali w barażach o awans do Championship, ale dopiero trzecie podejście okazało się dla nich szczęśliwe. Sunderland w finale play-offs pokonał na Wembley Wycombe Wanderers 2:0 po golach Elliota Embletona i Rossa Stewarta. Warto dodać, że był to zarazem ostatni mecz w karierze Adebayo Akinfewy, legendy niższych lig na Wyspach Brytyjskich, który wszedł na boisko na ostatni kwadrans spotkania.

Ale nie to było najbardziej zdumiewającym osiągnięciem dotyczącym finału baraży w League One. Wembley wypełniło 72 tysiące kibiców, z czego większość sprzyjała Sunderlandowi. The Black Cats miało za sobą 46 tysięcy fanów, a klub otrzymał część wejściówek od swojego finałowego rywala, który nie był w stanie rozdysponować wszystkich biletów, więc stwierdził, że nie będzie psem ogrodnika. Efektem tej współpracy były piękne sceny, które nie umknęły uwadze władz FIFA. W social mediach światowej federacji krąży film z finałowego meczu.

Reklama

Oddanie fanów Sunderlandu to rzecz jasna nic nowego. Wie o tym każdy, kto oglądał serial „Sunderland till I die”.

WIĘCEJ O SUNDERLANDZIE:

fot. Newspix

Najnowsze

Reklama
Inne reprezentacje

Courtois (znowu) zawiesił reprezentacyjną karierę. Van Bommel chce uniknąć kolejnego konfliktu

Braian Wilma
0
Courtois (znowu) zawiesił reprezentacyjną karierę. Van Bommel chce uniknąć kolejnego konfliktu
Ekstraklasa

Doceńmy zarządzanie Nielsa Frederiksena. Po Aarhus nie ma już śladu

Mikołaj Duda
15
Doceńmy zarządzanie Nielsa Frederiksena. Po Aarhus nie ma już śladu