Reklama

Barca na San Mames. 11-osobowa grupa rozrywkowa zrobiła show

Piotr Tomasik

Autor:Piotr Tomasik

08 lutego 2015, 23:49 • 2 min czytania 0 komentarzy

Znów oglądamy pasjonujący wyścig. Owszem, liczy się w nim tylko trzech z dwudziestu zawodników, ale nie wpływa to na jakość widowiska. Wzloty i upadki. Jeszcze w grudniu – tak niedawno! – porównywaliśmy Real do wielkiego Dream Teamu, a Cristiano Ronaldo już wkładaliśmy na głowę koronę króla strzelców. Barcelona na początku roku – mówiło się tylko i wyłącznie o konfliktach. Media zwalniają trenera. Atmosfera najgorsza z możliwych. Gdzieś w tle równe, ale zaliczające wpadki Atletico. A dziś? No właśnie.

Barca na San Mames. 11-osobowa grupa rozrywkowa zrobiła show

Real zostaje upokorzony na Vicente Calderon. Atletico rozgrywa prawdopodobnie najlepszy mecz za kadencji Diego Simeone, która jest przecież pasmem sukcesów. Odpowiedź Barcelony? Fenomenalna. Futbol wprost domagający się uwagi. Na San Mames obejrzeliśmy kontynuację tego, co widzieliśmy w ostatnich spotkaniach. Dokładnie ósmego dnia stycznia Barca wysoko ograła Elche w Pucharze Króla. Dziś, równo miesiąc później, podopieczni Lucho znów wbili rywalom 5 bramek.

Popatrzmy na wspomniany wyżej okres. 9 spotkań, 9 zwycięstw. Awans do półfinału Pucharu Króla, w którym nie ma już madryckich rywali. Bilans bramkowy: 34-7. Nie mamy więcej pytań.

„Messidependencia”. Ciężko nie przywołać tego hasła. Gdy Argentyńczyk wznosi się na swój najwyższy poziom, cała drużyna fruwa razem z nim. Dziś odegrał kluczową rolę przy każdej z pięciu bramek. Najpierw sam pokonał Iraizoza, później obsłużył dwóch partnerów z ataku (w końcu trafił Suarez), a w międzyczasie nabił De Marcosa. Całość spuentował genialną akcją, po której do siatki trafił Pedro. Kluczowe podanie – palce lizać. W walce o Trofeo Pichichi traci do Cristiano Ronaldo już tylko cztery gole. Kto by pomyślał? Jeszcze w listopadzie zapewne nikt z nas.

Athletic Bilbao na własnym stadionie gra słabo. Ostatni raz kibice na San Mames z trzech punktów cieszyli się w listopadzie. Później – wpadka z Cordobą, wysoka porażka z Atletico, remis z Malagą. Nawet Elche wywiozło z Kraju Basków trzy punkty! W związku z tym, nie dawaliśmy piłkarzom Athletiku wielkich szans w starciu z ligowym potentatem. Jednak wypada docenić fakt, że gospodarze przeciwstawili się rozpędzonej Barcelonie. Nie prosili o najmniejszy wymiar kary, nie murowali dostępu do bramki. Wraz z piłkarzami Lucho stworzyli fajne show. Zostają bez punktów, ale dwie zdobyte bramki to dobry prognostyk przed kolejnymi meczami.

Reklama

Sytuacja w La Liga zmienia się jak w kalejdoskopie. Nie chodzi o pozycje w tabeli (tuż wciąż pierwszy Real), ale o formę drużyn. Kto wie, kogo będziemy wychwalać za miesiąc, a o kim pisać z politowaniem. Zresztą, mniejsza z tym. Cieszymy się chwilą. Tylko „tu i teraz”, w La Liga nie ma innej opcji.

Najnowsze

Piłka nożna

Kosecki: Kuleszy zabrakło Zenka Martyniuka. Może byłoby sześć głosów więcej

Paweł Paczul
15
Kosecki: Kuleszy zabrakło Zenka Martyniuka. Może byłoby sześć głosów więcej

Hiszpania

Hiszpania

Szczęsny o ter Stegenie: Nie będę miał problemu, jeśli weźmie sobie miejsce

Jakub Radomski
27
Szczęsny o ter Stegenie: Nie będę miał problemu, jeśli weźmie sobie miejsce
Hiszpania

Krew gości, łzy Atletico. Po cierpieniach, ale Barcelona w finale Pucharu Króla!

Kamil Warzocha
33
Krew gości, łzy Atletico. Po cierpieniach, ale Barcelona w finale Pucharu Króla!
Anglia

Hiszpański brylancik może trafić do Anglii. Arsenal zrobi to, czego nie umiała Barcelona?

Antoni Figlewicz
3
Hiszpański brylancik może trafić do Anglii. Arsenal zrobi to, czego nie umiała Barcelona?