Reklama

Miedź przed przerwą – do awansu. Miedź po przerwie – do zapomnienia

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

07 sierpnia 2021, 15:02 • 3 min czytania 7 komentarzy

Czy można było spędzić sobotnie południe lepiej niż oglądając starcie Miedzi z GKS-em Katowice? Oczywiście, że tak. Mamy na to jakieś tysiące pomysłów. Natomiast to nie znaczy, że kto siedział w sobotę z pierwszą ligą jest skończonym frajerem – mecz w Legnicy oglądało się całkiem przyjemnie.

Miedź przed przerwą – do awansu. Miedź po przerwie – do zapomnienia

MIEDŹ LEGNICA – GKS KATOWICE. DOBRA PIERWSZA POŁOWA GOSPODARZY

Miedź nieco ugrzęzła na zapleczu, ale ma całkiem sporo argumentów, by walczyć o awans. To się ostatnio nie udawało, władze postawiły na Wojciecha Łobodzińskiego, więc cóż – ryzyko. „Łobo” umiał szarpnąć skrzydłem, natomiast jak u niego z trenerką, no, na tym poziomie trudno powiedzieć. Jeśli jednak jego Miedź ma grać tak jak dziś w pierwszej połowie, to jesteśmy w stanie to kupić.

Gospodarze podchodzili wysoko pod rywala, pressowali go, chcieli zaznaczyć, że przeciwnik jest w gościach i musi się zachowywać. Pierwsze ostrzeżenie, po ładnym uderzeniu Domingueza, zostało wybronione przez dobrą interwencję Kudły. Drugie – przez VAR. Makuch był popychany i sędzia wskazał na wapno, natomiast z rywalem chwilę wcześniej to samo robił Aurtenetxe, więc arbiter Szczech cofnął swoją decyzję. Natomiast trzeciego ostrzeżenia już nie było.

EARLY PAYOUT W FUKSIARZU! WYGRYWAJ PRZED KOŃCEM MECZU

Szybko rozegrany rzut wolny, GKS jeszcze na wakacjach, dośrodkowanie i gol Makucha, powiedzmy, szczupakiem. Wściekli na siebie byli katowiczanie, ale cóż się dziwić – zaprezentowali wówczas kompletną plażę. Jeszcze się zastanawiali, gdzie stanąć i po co, a rywal po prostu rozegrał ten stały fragment. Bardzo skutecznie.

Reklama

MIEDŹ LEGNICA – GKS KATOWICE. MIEDŹ NIE WYSZŁA NA DRUGĄ POŁOWĘ

Za to o co mamy pretensje do Miedzi? O drugą połowę. Oddała pole katowiczanom. Oni w pierwszej części właściwie nie istnieli. Owszem, mieli słupek Szymczaka po ekwilibrystycznym uderzeniu, ale to był raczej wypadek przy pracy Miedzi niż logiczna całość. A w drugiej, cóż, Miedź zbyt szybko chciała bronić wyniku. Właściwie nie istniała z przodu – był jeden celny strzał Makucha głową i to tyle. Legniczanie szybko pozbywali się piłki, oddawali inicjatywę GKS-owi, a zupełnie niepotrzebnie. To beniaminek. Miedź ma przecież spore ambicje.

Tymczasem w swoim polu karnym miała pożar. Groźnie uderzał Jędrych, po strzale z dystansu musiał się sprężać Lenarcik, a w pewnym momencie było rozpaczliwie. Mijusković, leżąc już, ostatkiem sił wybijał piłkę z linii bramkowej. Ostatecznie GKS-owi nic nie wpadło, ale jeszcze w ostatnich sekundach kotłowało się w polu karnym gospodarzy.

Z kimś lepszym ta piłka po prostu wpadnie do siatki, więc Miedź nie może grać tak jak w drugiej połowie. Pierwsza była naprawdę porządna, toteż nie rozumiemy tej bojaźni i cofnięcia się, jakby trzeba było bronić 1:0 niczym niepodległości. Miedź sprzed przerwy może powalczyć o awans. Miedź po przerwie znów będzie rozczarowaniem.

Dlatego przed Wojciechem Łobodzińskim jeszcze sporo pracy.

Miedź Legnica – GKS Katowice 1:0

Makuch 38′

Fot. Newspix

Reklama

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

7 komentarzy

Loading...