Piłkarze splunęli kibicom w twarz

Jakub Białek

14 czerwca 2021, 22:18 • 4 min czytania

Reklama

Myślałem, że takich obrazków jak w 2006 roku – gdy na konferencję prasową przychodził kucharz reprezentacji – już nigdy nie uświadczę. Mam wrażenie, że po meczu ze Słowacją odwaliło się coś podobnego kalibru.

Skompromitowaliśmy się na boisku. Znowu. Drastycznie obniżamy swoje szanse na awans. Wiara w narodzie wyrżnęła o glebę. Po takich meczach kibice oczekują… już nawet nie tłumaczeń, nawet nie szerokich analiz, nawet nie błyskotliwego wyciągania wniosków.

Chcą zobaczyć ludzką twarz.

Chcą zobaczyć swoich chłopaków, którzy dali ciała, ale mają odwagę wziąć to na klatę.

Chcą usłyszeć na gorąco, co poszło nie tak.

Kogo wysłano do rozmów? Tymoteusza Puchacza i Macieja Rybusa, który po trzech minutach musiał spadać.

Nie mówię o wywiadach w TVP. Stanięcie do nich to dla piłkarza obowiązek – telewizja wykupuje prawa i płaci nie tylko za sygnał z meczu, lecz także – nawet, jeśli nigdzie nie jest to zapisane – ekskluzywny dostęp do piłkarzy. Przy rozmowach ze wszystkimi innymi redakcjami piłkarze mają dowolność – mogą, ale nie muszą. Jak chcą.

Ludzie kochani, czy wy nie czujecie żenady, wysyłając na rozmowę z mediami PO TAKIM MECZU Tymoteusza Puchacza? Gościa, który zagrał swój trzeci mecz w reprezentacji? Piłkarza, który wszedł na ostatni kwadrans? Rocznikowo wciąż młodzieżowca?

Sorry, ale to jakaś farsa. Splunięcie w twarz. Przed pandemią pomeczowe aktywności medialne wyglądały następująco – piłkarze musieli przejść (wszyscy) przez strefę dla dziennikarzy. Jeśli chcieli porozmawiać, stawali i odpowiadali na pytania. Jeśli nie chcieli, nie mieli takiego obowiązku.

Pandemia zwolniła piłkarzy od BARDZO WYMAGAJĄCEGO OBOWIĄZKU rozmawiania z mediami. Po meczach UEFA zaprasza akredytowanych dziennikarzy na Teamsa, gdzie można zadawać pytania zawodnikom, których przyprowadził PZPN.

Puchacz dostał pytanie wprost: – Czemu wysłano akurat ciebie?

Odpowiedział: – Nikt z kolegów mnie nie wysłał. Rzecznik mnie poprosił i tyle. Nikt nikogo nie wysyła. Jestem tu w imieniu drużyny.

Możemy uwierzyć w tę wypowiedź i wyobrazić sobie, że rzecznik PZPN wpadł do szatni, popatrzył na Lewego, Glika, Krychowiaka, Szczęsnego, kogokolwiek i stwierdził: – Chodź Tymek, to właśnie twoje zdanie chce usłyszeć Polska.

Ale chyba – z szacunku dla rzecznika PZPN – lepiej trzymać się wersji, że śmietanka kadry zrobiła stary manewr pod tytułem „wysłała młodego”.

Nie ma co się czepiać Puchacza – dostał niewygodne zadanie, odpowiedział na kilka pytań, ale nie bardzo było o czym z nim rozmawiać. Bo o czym gadać z gościem, który wszedł na ostatni kwadrans? To nie on ponosi odpowiedzialność za tę porażkę.

Po jakimś czasie przyprowadzono Macieja Rybusa, który zagrał od początku, doświadczonego reprezentanta. Pozwólcie, że zacytuję całość tej przełomowej rozmowy w całości:

Czy dostrzegasz jakąś analogię pomiędzy meczem otwarcia na mundialu 2018 i dzisiejszym? Jakie widzisz podobieństwa i czy w obu zawiodły podobne rzeczy?

Zaraz po meczu rozmawiałem z Kamilem Glikiem i pierwsze, co mu powiedziałem, to że stare demony wróciły i na własne życzenie sobie komplikujemy mecz otwarcia.

Dlaczego tak łatwo Polska traci gole za kadencji Paulo Sousy? Utrzymaliście średnią dwie stracone bramki na spotkanie.

Ciężko mi teraz powiedzieć, dlaczego. Zdecydowanie tych goli tracimy za dużo. Szczególnie po stałych fragmentach gry. Mieliśmy analizę, wiedzieliśmy, że najgroźniejszym zawodnikiem jest Skriniar i to jego będzie trzeba pilnować. Niestety, zawiodło coś znowu. I tracimy kolejne bramki. Za dużo tych bramek tracimy w ostatnich meczach.

Jak się czujesz po takim spotkaniu? Jak widzisz następne spotkania pod względem mentalnym? Jak się podnieść po takiej porażce?

Jesteśmy zawiedzeni. Źli jesteśmy na siebie, że zagraliśmy taki mecz, takie głupie błędy… Też mieliśmy sporo sytuacji do strzelenia bramki, nie wykorzystaliśmy, nawet grając w dziesiątkę. Teraz poprzeczka będzie wyżej zawieszona, bo Hiszpania i Szwecja to w mojej opinii lepsze drużyny od Słowacji. Wracamy teraz do Sopotu i jak nigdy musimy być wszyscy razem, cała drużyna, zjednoczyć się jeszcze bardziej i pokazać w Sewilli to, o czym mówiliśmy przez całe spotkanie.

Filip Adamus, PZPN: – Właśnie dostałem informację, że skończyła się kontrola antydopingowa i drużyna już czeka w autokarze. Niestety, będziemy musieli kończyć, lecimy do Sopotu, do zobaczenia w kolejnych dniach.

Piłkarze myślą, że rozmowa z nimi to dla dziennikarzy przyjemność. Panowie, wybaczcie – w większości tak nie jest. Jesteśmy tylko łącznikiem pomiędzy wami a kibicami. Jesteśmy po to, byście odpowiedzieli na pytania nurtujące kibiców raz, a dobrze. Jesteśmy po to, by poruszyć z wami kwestie, które chcą poruszyć kibice.

Więc to im, a nie nam, splunęliście właśnie w twarz.

O takich obrazkach jak zejście do szatni po meczu i brak podziękowania dla kibiców na murawie nawet nie wspominam.

Szczęśliwej drogi do Sopotu. Na szczęście w atmosferce niezmąconej przez upierdliwych dziennikarzy.

Fot. FotoPyK


Jakub Białek

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Reklama

Weszło

Reklama