Reklama

Jakie argumenty stoją za tym, że na koniec sezonu Leszek Ojrzyński się uśmiechnie?

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

07 grudnia 2020, 11:47 • 4 min czytania 2 komentarze

Wiemy, że Mikołajki były wczoraj, ale kibicom Stali należy się jakiś prezent, nawet taki zaległy, więc postaramy się wlać trochę optymizmu w ich serca. Sytuacja w tabeli wciąż nie wygląda najlepiej, czerwona kreska jest blisko, natomiast mimo wszystko przyszłość tego zespołu można widzieć w cieplejszych barwach niż jeszcze jakiś czas temu. No to sprawdźmy, jakie może być pięć powodów, dla których mielczanie utrzymają się w Ekstraklasie.

Jakie argumenty stoją za tym, że na koniec sezonu Leszek Ojrzyński się uśmiechnie?

LESZEK OJRZYŃSKI

Ustalmy jedno – nadal uważamy, że zwolnienie Dariusza Skrzypczaka było co najmniej nie w porządku. To znaczy Stal wzięła trenera, o którym było wiadomo, że jest miły i nie goni piłkarzy z batem, a na końcu w kuriozalnym tłumaczeniu prezesa okazało się, że między innymi to zaważyło na losie szkoleniowca. Dlatego postawiono na Ojrzyńskiego, który ma już inną opinię. Ot, planowanie w polskiej piłce w pigułce.

Natomiast tak czy tak: Ojrzyński to fachowiec. W naszej lidze wciąż niedoceniany, bo kluby chcą go głównie wtedy, gdy im nie idzie, ale cóż, trener na razie godzi się z tą rolą i robi swoje. Utrzymał Arkę, a potem kręcił wyniki ponad stan, utrzymał Wisłę Płock, pożegnał się z nią przez osobisty dramat. Czekał na powrót na karuzelę, potrzebował go, jak sam mówi, by nieco wrócić do normalności.

Teraz dostaje swoją okazję w Stali i początek jest obiecujący. Dwa mecze w lidze i cztery punkty, w Pucharze Polski wylot dopiero po rzutach karnych z Piastem Gliwice. Oczywiście jest za wcześnie, by mówić o konkretnym przełożeniu stylu trenera na zespół, ale już widać, że ta ekipa się spięła i ma w sobie więcej pasji.

PODBESKIDZIE

W życiu wypadałoby się oglądać na lepszych, a nie ciągle zerkać do tyłu, ale w przypadku Stali trudno nie wspominać o Góralach. Są oni bowiem jedną z największych szans mielczan na utrzymanie. Krzysztof Brede chyba już wie, że z taką obroną to on wiele nie zdziała i zimą będzie trzeba ruszyć na zakupy, tylko właśnie: skąd wziąć na to pieniądze? Poza tym pamiętamy już jeden taki rajd beniaminka zimą i mamy świadomość, jak dużym dramatem może się skończyć.

Reklama

Zagłębie Sosnowiec 18/19. Też chciało się wzmocnić, ale – sensacyjnie – Toth i spółka nie okazali się należytymi wzmocnieniami. Nie mamy przekonania, że Podbeskidzie zrobiłoby lepsze ruchy, skoro przed sezonem wymyśliło na przykład Rundicia. Nie chcemy być złośliwi, że już samo nazwisko zwiastowało katastrofę, ale cholera: jego poprzedni klub, Karvina, potrafiła przyjąć z nim w składzie między innymi trójkę od Budziejowic czy czwórkę od Teplic. Można było się nad tym lepiej zastanowić.

Natomiast naturalnie Rundić to nie jest jedyny kłopot Podbeskidzia, cała defensywa jest tam beznadziejna i do wymiany. To miła wiadomość dla Stali, która w tym dramatycznym pojedynku broni jednak lepiej (chyba że dziś przyjmie szóstkę, a potrafi).

REGULAMIN

Kolejna rzecz, na którą Stal nie ma wpływu, ale cóż – trzeba wspomnieć. Spada jedna drużyna. Gdyby spadały trzy, nawet dwie, mielibyśmy dla mielczan słabe informacje, bo jedno Podbeskidzie by nie wystarczało, a trudno już szukać słabszych ekip od Stali. Może Wisła Płock, może w dalszej części sezonu wąska kadrowo Warta, ale to wszystko byłoby pospinane na agrafki. A tak wystarczy wyprzedzić tylko Górali, którzy bramki strzelają sobie sami.

Brzmi całkiem prosto!

PETTERI FORSELL

Początek w Mielcu miał bardzo średni, nie dawał – delikatnie mówiąc – zbyt wiele zespołowi, z Rakowem i Zagłębiem zaczął nawet z ławki, a miał być przecież gwiazdą tego zespołu. Natomiast gdy w Lubinie Ojrzyński dał mu jednak szansę, Fin ją wykorzystał, serwując specjalność zakładu, czyli idealnie pieprznięcie z rzutu wolnego. I jeśli trener na dobre do niego trafi, będzie miał skarb, którego zespoły z dołu tabeli bardzo potrzebują.

Jasne, Forsell już dwukrotnie spadał z Ekstraklasy, ale pamiętajcie, że w dużej mierze to jego liczby powodowały, że zarówno Miedź, jak i Korona, nie lądowały na ostatnim miejscu w tabeli. Wtedy to mimo wszystko nic nie dawało, ale teraz – jak najbardziej.

Reklama

Można spokojnie zakładać, że część meczów z zespołami ogona tabeli będzie się rozgrywać na styku, a wówczas posiadać takie kopyto w swoim arsenale… Spory plus.

PRZYZWOITA JAKOŚĆ DRUGIEJ LINII

No i poza Forsellem Stal wygląda – jak na swoje możliwości – całkiem nieźle w pomocy. Domański kręci bardzo solidne liczby: ma już trzy bramki, trzy asysty i jedno kluczowe podanie. Stara się Mak: trzy gole, jedno kluczowe podanie. Ostatnio premierowe trafienie zaliczył Tomasiewicz. Jest kim grać.

Znów porównując do Podbeskidzia, tam takiego komfortu nie ma. Jak Sierpina poda, to będzie bramka, jak nie poda, o trafienie dużo trudniej. Tym bardziej że Danielaka, drugiego najbardziej skutecznego pomocnika, trzeba było przesunąć na obronę…

*

Wiadomo, nie jest to zestaw argumentów w postaci czterech asów i króla, ale jednak Stal ma się czym bronić. Czy to szukając plusów u siebie, czy to szukając przeciętności w ekipie rywali, szczególnie u Podbeskidzia. Teraz został tylko najtrudniejszy etap: trzeba wyjść na boisko i to potwierdzić.

Fot. 400mm.pl

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

2 komentarze

Loading...