Reklama

Sebastian Kowalczyk vs liczby. Nierówna walka

redakcja

Autor:redakcja

30 października 2020, 09:11 • 3 min czytania 1 komentarz

Sebastian Kowalczyk na razie nie odczuł tego, że kilka tygodni temu stracił status młodzieżowca. To będzie trudny sezon dla piłkarzy z rocznika 1998, najdobitniejszym przykładem Kamil Wojtkowski, który po rozstaniu z Wisłą Kraków, wciąż nie znalazł zatrudnienia, ale akurat zawodnik Pogoni wciąż cieszy się kredytem zaufania. Zastanawiamy się jednak, jak dużo jeszcze go zostało, bowiem Kowalczyk po cichu stał się jednym z najmniej produktywnych ofensywnych piłkarzy w lidze. 

Sebastian Kowalczyk vs liczby. Nierówna walka

Ostatni gol? Grubo ponad rok temu, czyli 29 września 2019 w spotkaniu z Jagiellonią.

Ostatnia asysta? No, lepiej, bo mówimy o połowie lipca, ale 2020 i spotkaniu ze Śląskiem.

Wróćmy może do tych bramek. Pustych przelotów Kowalczyk zaliczył już 32. Na murawie spędził w tym czasie 2703 minuty. Mierzył się z ligowym dżemikiem, drużynami, których nie trzeba specjalnie naciskać, by strzelić im bramkę, a za każdym razem efekt był ten sam. Czyli dupa. Zaglądamy na ekstrastats.pl i widzimy, że to już jest pierwsza dziesiątka wśród pomocników i napastników, którzy na trafienie czekają najdłużej. Przed nim znajdują się tylko:

  • Mateusz Matras – 2753 minuty,
  • Jarosław Kubicki – 2797 minut,
  • Andre Martins – 2987 minut,
  • Patryk Sokołowski – 3266 minut,
  • Maciej Ambrosiewicz – 3796 minut,
  • Michał Kopczyński – 3828 minut,
  • Tomasz Makowski – 4171 minut,
  • Damian Dąbrowski – 4420 minut.

Choćbyśmy bardzo chcieli, żadnego z nich nie można potraktować jako stricte ofensywnego gracza. Kowalczyk takim jest, więc znalazł się w towarzystwie, w którym nigdy wylądować nie powinien. Widoki na przełamanie też są bardzo średnie, bo jeśli skupimy się tylko na tym sezonie, to widzimy, że w trakcie 459 minut na placu pomocnik Pogoni doszedł do zaledwie pięciu strzałów. Żaden z nich nie leciał nawet w światło bramki, co albo świadczy o wielkiej sympatii do ligowych golkiperów, albo o całkowicie rozregulowanym celowniku. I choć wierzymy, że Kowalczyk to fajny gość, to stawiamy jednak na ten drugi wariant.

Reklama

I jasne, nie samymi bramkami skrzydłowy czy generalnie ofensywny pomocnik żyje. Sęk w tym, że jak Kowalczykowi doliczymy asysty, to w dalszym ciągu wypada bardzo blado. Jego całościowy bilans z zeszłego sezonu to dwa plus dwa. W przeliczeniu na minuty (doliczając start nowych rozgrywek) chłop daje konkret co 871 minut. Nawet jeśli spojrzymy na niego nieco łaskawszym okiem i doliczymy mu wywalczone rzuty karne (dwa), to otrzymujemy ponad 580 minut czekania na jakikolwiek udział przy trafieniu.

By uzmysłowić sobie, o jakim wyniku mówimy, warto podrzucić kilka punktów odniesienia. Lepszy wyniki w klasyfikacji kanadyjskiej w poprzednim sezonie mieli między innymi (obrońców już przez grzeczność pominęliśmy):

  • Maciej Jankowski (8+1)
  • Giorgi Merebaszwili (4+4)
  • Michał Chrapek (5+3)
  • Tomas Prikryl (2+5)
  • Arvydas Novikovas (4+3)
  • Mateusz Cholewiak (4+2)
  • Mateusz Szwoch (4+2)
  • Bartosz Bida (5+1)
  • Piotr Tomasik (3+2)
  • Matej Pućko (1+4)
  • Pirulo (1+4)
  • Michał Mak (1+4)
  • Erik Pacinda (4+1)

Znów zrobiło się trochę nieekskluzywnie. Nie jest oczywiście tak, że w tym czasie Kowalczyk tylko kopał się po czole. Nie, miewał dobre występy, dawał drużynie jakość. Choć jeśli mielibyśmy to oceniać zero-jedynkowo, to więcej było tych przeciętnych meczów w jego wykonaniu. No i Pogoń generalnie ma problemy ze strzelaniem bramek, nie dotyczy to tylko Kowalczyka. Portowcy konsekwentnie trzymają się średniej jednego strzelonego gola na mecz – zarówno na początku tego sezonu (jeśli chodzi o liczbę trafień, gorzej wypadają tylko Piast i Warta), jak i w całym poprzednim (słabsze były ekipy Korony Kielce i ŁKS Łódź). Warto się jednak zastanowić, czy to aby na pewno może służyć za tarczę dla pomocnika, bo mamy wrażenie, że sprawę należy postawić nieco inaczej. Mianowicie: Pogoń Szczecin strzela tak mało między innymi dlatego, że w składzie ma piłkarza, który z notowaniem liczb ma nieustanne ciężary.

Może dziś dojdzie do przełomu? Na to liczymy. Raz, że nie takich gości już udawało nam się tekstem odblokować (dorabiamy teorię do zbiegów okoliczności, a jak!). A dwa, że akurat w meczach przeciwko Jagiellonii 22-latek wbił połowę ze swojego całego dorobku w lidze. Czyli całe dwie bramki.

Fot. FotoPyK

Reklama

Najnowsze

Komentarze

1 komentarz

Loading...