Strzały na bramkę? 20:3 dla Korony. Bramki? 2:0 dla Górnika. Kielczanie zostali kolejną ofiarą beniaminka z Łęcznej, który do ligi wchodzi w kapitalnym stylu. Owszem, ekipa Macieja Bartoszka była najpoważniejszym rywalem Górnika, jednak nie zmienia to faktu, że bilans: trzy mecze, dziewięć punktów i zero straconych bramek, wygląda lepiej niż solidnie.
Nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie ułożona defensywa. Bo to ona w meczu z Koroną pozwoliła Górnikowi zrobić różnicę. Kielczanie oddali 20 strzałów, sześć z nich było celnych, ale Maciej Gostomski pozostał niewzruszony. I to dosłownie, bo po kilku próbach ostentacyjnie odbił sobie piłkę od ziemi, tak, jakby chciał się zaśmiać z próby rywala. W zasadzie mu się nie dziwimy. Powody do radości ma. Obecny sezon w liczbach:
- GKS Bełchatów – 10 strzałów, 2 celne
- Resovia – 15 strzałów, 6 celnych
- Korona – 20 strzałów, 6 celnych
Sami widzicie, że nie jest tak, że Gostomski łapie podczas meczów muchy. Dzisiaj oprócz wspomnianych farfocli, zaliczył także kilka efektownych interwencji. Strzał z dystansu Pawła Łysiaka, uderzenie głową Jacka Podgórskiego, czy próba sprzed pola karnego Jacka Kiełba mogły sprawić mu kłopoty. Trzeba też pamiętać o dwóch świetnych wyjściach, którymi o włos uprzedził rywali.
Słowem: Gostomski = klasa.
Wojciechowski i Śpiączka – niezawodny duet z Łęcznej
Ale i z przodu Kamil Kiereś ma swoich liderów, którzy bezbłędnie wykorzystują niewielką liczbę szans. Tak też było dziś, bo Łęczna wyprowadziła w zasadzie dwie naprawdę groźne akcje. Pierwszą, gdy po stałym fragmencie gry dobrze odnaleźli się w chaosie. Adrian Cierpka zagrał do boku do Pawła Wojciechowskiego, ten wstrzelił piłkę na piąty metr, a Bartosz Śpiączka wpakował ją do siatki. Śpiączka, często wyszydzany, spisuje się równie dobrze, co Gostomski.
- Bełchatów – gol i asysta
- Resovia – bramka
- Korona – kolejny gol
Regularność godna pozazdroszczenia. A druga akcja? To już “solówka” Pawła Wojciechowskiego. Napastnik nabrał Rafała Grzelaka, minął go bez problemu, a ten ratował się faulem we własnej “szesnastce”. Nie jesteśmy zwolennikami teorii spiskowych, natomiast widać, że gra w masce Grzelakowi raczej nie służy. Pamiętamy jeszcze mecz z Jastrzębiem, w którym także zapisał na koncie pomyłkę bramkową. Także, bo oczywiście Łęczna szansę wykorzystała. Konkretniej wykorzystał ją sam Wojciechowski, który jest równie aktywny, co Śpiączka. Trzy mecze, gol, asysta i dwie asysty drugiego stopnia.
Górnik wygląda na ekipę odbudowanych przez Kieresia piłkarzy. I nie chcemy się śpieszyć z wnioskami, ale pamiętamy, jak rok temu radził sobie inny beniaminek pełen gości, którzy mają coś do udowodnienia. Tak się nawet składa, że i kluczowe pozycje się zgadzają – Mikita i Makowski łapali równie dobre liczby, co Śpiączka i Wojciechowski. Cóż, nigdy nie mów nigdy. Na Lubelszczyźnie plany są ponoć ambitne.
***
Natomiast od planów do celów daleka droga i żeby dodać łyżkę dziegciu do tego garnuszka miodu, zauważymy, że Górnik ma sporo do poprawy. Bo bez dwóch zdań karty rozdawała dziś Korona. Maciej Gostomski wiecznie ratował drużyny po stratach Adriana Cierpki i Pawła Sasina nie będzie. Po Leandro także czasami widać, że PESEL nie kłamie. Kielczanom dziś po prostu nie udało się tego wykorzystać i tylko do siebie mogą mieć o to żal.
No, ewentualnie do napastnika, którego w Koronie ewidentnie brakuje. To nie jest przypadek, że jak Górnik gra na zero z tyłu, tak spadkowicz z Ekstraklasy zalicza kolejne zero z przodu.
Korona Kielce – Górnik Łęczna 0:2
Śpiączka 24′, Wojciechowski 54′
Fot. Newspix