Reklama

W Grodzisku powtórka meczu Polska-Holandia. Ale po obu stronach Polska

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

12 września 2020, 19:53 • 3 min czytania 5 komentarzy

Mieliśmy duże obawy przed tym meczem. Piłkarze Piasta i Warty w pierwszych dwóch kolejkach tego sezonu strzelili tyle samo goli, co wszyscy dziennikarze Weszło. A my nawet nie próbowaliśmy. Oczekiwaliśmy starcia zbliżonego do tego, co oglądaliśmy w pierwszej kolejce w Grodzisku Wielkopolskim. I wiele się nie pomyliliśmy – tym razem jednak goli nie było wcale. W starciu drużyn, które do tej kolejki nie zdobyły bramek nie padły gole – któż mógł się tego spodziewać.

W Grodzisku powtórka meczu Polska-Holandia. Ale po obu stronach Polska

Generalnie ten mecz wyglądał jak spotkanie Polski z Holandią, tylko po obu stronach grała Polska. Zatem wiecie – był to futbol wizualnie dyskusyjny. Jakieś momenty były, ale po redakcji poniósł się pogłos parsknięcia, gdy Canal+ pokazał najciekawsze akcje tego starcia w podsumowaniu. Po stronie Warty – zablokowany strzał Janickiego z dystansu, który po rykoszecie wpadł w ręce Placha. A po stronie gości – główka Jodłowca w środek bramki.

Trener Tworek zamieszał trochę w składzie przed sobotnim meczem. Na ławce usiedli Janicki i Kupczak, od pierwszej minuty grali w środku pola Czyżycki i Laskowski. Ale o trafności tego pomysłu niech świadczy fakt, że szkoleniowiec beniaminka już w przerwie z tej propozycji się wycofał. My najchętniej wycofalibyśmy z oglądania tego starcia po pierwszej połowie, bo na boisku nie działo się literalnie nic. Okej, był początkowy pressing Warty, był ładny zwód Kieliby pod własną bramką, ale poza tym?

Mecz spod znaku Steczyka i Vidy

Cholera, ale tak po prawdzie – czy mogliśmy spodziewać się czegoś więcej? Przecież trener Fornalik wypuścił na boisko skrzydłowych, którzy w Ekstraklasie mimo ponad trzydziestu występów łącznie nie zaliczyli ani jednego gola i choćby pół asysty. Steczyk i Vida nie sprawiali wrażenia ludzi, którzy mogliby wejść w buty Jorge Felixa. Nie wyglądali nawet na kogoś, kto mógłby na dłużej wygryźć ze składu Sebastiana Milewskiego. Po prostu nie wyglądali nawet na poważnych piłkarzy.

Coś tam na boisku ruszyło się po przerwie. Janicki wprowadził trochę ożywienia w poczynania ofensywne gospodarzy, Kupczak próbował co chwilę strzałów z dystansu. Ale wciąż brakowało w tym wszystkim jakości. Naprawdę trudno nam się oprzeć wrażeniu, że z klasowym skrzydłowym i z ponadprzeciętnym napastnikiem Warta miałaby już na koncie ze trzy-cztery punkty więcej.

Reklama

A Piast? No też gruz. Dzisiaj najbardziej w ofensywie podobał nam się Lipski, ale to był taki Lipski z Lechii Gdańsk – jedno niezłe zagranie, półtorej godziny bezpiecznego grania. Parzyszek właściwie tylko skakał do główek z Ławniczakiem i Kielibą. Vida nie zanotował chyba żadnego udanego zagrania. Steczyk był Steczykiem. Stałe fragmenty też nie przynosiły zagrożenia. No naprawdę próżno nam szukać tu optymizmu dla kibiców gliwiczan przed zbliżającym się meczem w europejskich pucharach.

Kieliba jak stary wyjadacz

Osobny akapit musimy poświęcić Bartoszowi Kielibie. Facet od III ligi gra w Warcie. Jeszcze nie tak dawno łączył grę w piłkę z rozwożeniem towaru do sklepów. Miał w życiu taki moment, gdy chciał już dać sobie spokój z futbolem. A w trzech pierwszych kolejkach nie popełnił chyba żadnego błędu. Dzisiaj wyglądał tak, jakby miał za sobą z 250 meczów w Ekstraklasie, epizod w tureckim Cośtamsporze, z pięć powołań na lutowe zgrupowanie kadry w starciu hotel na hotel gdzieś w Turcji.

Trzy kolejki, zero strzelonych goli, jeden punkt. Dla Warty to kiepski start. Ale co powiedzieć o Piaście Gliwice, który przegania w tym momencie tylko Cracovię? Tę samą, która zaczynała sezon z -5 na liczniku.

 

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

5 komentarzy

Loading...