Reklama

Real na luzie ogrywa Sedlara i spółkę

redakcja

Autor:redakcja

25 czerwca 2020, 00:38 • 4 min czytania 2 komentarze

Czy gra o wicemistrzostwo Polski to fajna przygoda? Pewnie tak. Ale gra ligowego spotkania przeciwko Realowi Madryt na jego stadionie to przygoda znacznie lepsza. Sedlar nie musi być zadowolony z liczby minut, jakie dostaje w Mallorce. To dla niego dopiero szósty mecz w wyjściowym składzie, ewidentnie jest postacią drugoplanową. Ale zagrać z Realem? Duża sprawa, którą wspomina się przez lata. „Królewcy” wygrali pewnie, a były gracz Piasta przy żadnej bramce nie zamoczył swoich paluchów.

Real na luzie ogrywa Sedlara i spółkę

No, choć raz było blisko, gdy na początku meczu Benzema zwiódł go przyjęciem piłki na klatkę i posłał szybki strzał. Sedlara uratowało to, że był to strzał w bramkarza. Czy popisał się czymś ekstra? Tak. Doliczony czas gry, sporo miejsca w polu karnym rozprężonej już Mallorki. Real posyła podanie, po którym może wsadzić piłkę do pustaka, ale Sedlar decyduje się na mega ryzykowny wślizg. Ryzykowny, bo samobójem zapachniało aż na Balearach. Koniec końców Serb zachował zimną głowę i akcja została perfekcyjnie przecięta. Oddał nawet strzał główką po stałym fragmencie gry, ale piłka wpadła prosto w ręce Courtois.

Pan Podcinka

W sumie był to bardzo podobny mecz do tego, jaki z Mallorką zagrała Barcelona. Znajdziemy sporo pozytywów w grze drużyny gości, ale – no cóż – na poważnie nie zagrozili ani razu. Co z tego, że większość drugiej części gry Real spędził na swojej połowie. Co z tego, że Kubo dał kilka sygnałów, że może być piłkarzem dużego formatu. Real nawet nie musiał wrzucać czwartego biegu, a i tak spokojnie wygrał sobie to spotkanie.

Pierwsze minuty meczu to koncert Viniciusa, który…

  • wbiegł w pole karne od lewej strony i podwórkową podcineczką pokonał bramkarza,
  • kilka minut później znów stanął oko w oko z golkiperem i znów spróbował podcinki – tym razem trafiła ona w poprzeczkę.

Jak to ostatnio w meczach Realu – nie obyło się bez kontrowersji. Wspomniana bramka Viniciusa padła po przechwycie w środku pola, przechwycie, który był agresywny – znamy sędziów nie wahających się z odgwizdaniem faulu. No, ale po odbiorze piłki zadziało się też kilka innych rzeczy – było świetne zachowanie Modricia, który zszedł do środka i wypuścił Viniciusa, była chłodna głowa Brazylijczyka, który perfekcyjnie wykończył akcję.

Reklama

Ramos egzekutor

Dla Realu był to mecz z gatunku tych, których przegrać się nie da, więc specjalnie nie forsował tempa. Hazard nie funkcjonował na boisku, poza jednym strzałem (niecelnym) nie wyróżnił się niczym szczególnym. Bale’a także zapamiętamy z jednego uderzenia sprzed pola karnego i to byłoby na tyle. Benzema? Mógł się podobać przy rozegraniu, ale swoje dwie akcje sfinalizował strzałami w środek. Atakowanie Realu – no, poza jeszcze incydentami w końcówce, jak strzał Brahima Diaza po długim, wyjęty przez bramkarza – zakończyło się na rzucie wolnym Sergio Ramosa.

I TO JAKIM RZUCIE WOLNYM.

Mallorca zaprezentowała manewr, jaki staje się ostatnio coraz popularniejszy na hiszpańskich boiskach – jeden z piłkarzy odłącza się z muru i biegnie w kierunku okienka, by zablokować piłkę głową. Rodriguez wszystko zrobił w dobrym tempie, ale i tak nie miał niczego do powiedzenia. Strzał był perfekcyjny. PER-FEK-CYJ-NY. Dla Ramosa to ósma bramka w tym sezonie ligowym, trzecia (!) po restarcie La Liga. Kocur jakich mało.

Najmłodszy piłkarz w historii

Jeśli Mallorca uderzała, to głównie w ręce Courtoisa. Wspominaliśmy o główce Sedlara, ale nawet gdy gościom udał się wysoki pressing i złapali Real na kontrę, skończyło się na strzale Budimira sprzed pola karnego prosto w bramkarza. Najbardziej bramką zapachniało, gdy…

  • Baba na początku meczu huknął z dystansu, piłka przeszła po palcach belgijskiego golkipera „Królewskich”,
  • Kubo wszedł sam między kilku piłkarzy Realu i znalazł się na czystej pozycji w polu karnym, ale kąt był trochę za ostry i nie trafił.

Real wygrywa więc na luziku i przed następną kolejką ma względny spokój. Warto wspomnieć też, że na naszych oczach napisała się historia. W końcówce na boisku pojawił się Luka Romero, czyli… najmłodszy gracz w historii La Liga. Rocznik 2004, w momencie debiutu miał 15 lat i 219 dni.

Real Madryt – Mallorca 2:0 

Reklama

19′ Vinicius, 56′ Ramos

Fot. Newspix.pl

Najnowsze

Komentarze

2 komentarze

Loading...