Reklama

Rekordziści świata ze Śląska Wrocław

redakcja

Autor:redakcja

10 stycznia 2020, 08:26 • 6 min czytania 0 komentarzy

Już od ponad dekady Klub Kibiców Niepełnosprawnych Śląska Wrocław udowadnia, że gdy tylko chcesz wspierać swój klub, niepełnosprawność nie jest żadnym ograniczeniem.

Rekordziści świata ze Śląska Wrocław

Paweł Parus, założyciel KKN Śląska Wrocław: — W 2000 roku miałem wypadek. Był on połączeniem stłuczki samochodowej z pobytem nad wodą, gdzie osłabiony kręgosłup nie wytrzymał, kiedy moja głowa zetknęła się z taflą wody. Nastąpił niedowład czterokończynowy. Nie wyszedłem już z wody o własnych siłach.

Michał Fitas, wiceprezes KKN Śląska Wrocław: — Moja historia jest dość typowa. Podczas porodu w latach 80., mojej mamie nie zrobiono cesarki. Urodziłem się niedotleniony, zero punktów w skali urodzeń. Chwilowo nie żyłem. Stąd wynika moje porażenie mózgowe i wszystkie problemy, z którymi się zmagam.

Martyna Mucha, koordynator ds. kultury w KKN Śląska Wrocław: — Moja niepełnosprawność jest wrodzona. Choruję od 33 lat na artropatię mięśni i stawów.

Reklama

Ubierasz koszulkę, spodnie, buty. Pakujesz na drogę kilka kanapek. Do kieszeni wkładasz zestaw: portfel, klucze, telefon. Wychodzisz z domu, schodzisz po kilkunastu, może kilkudziesięciu stopniach. Biegniesz na przystanek, autobusem na miejsce zbiórki i całą grupą ruszacie na pociąg specjalny lub wsiadacie do podstawionego autobusu.

Wyjazd osoby pełnosprawnej na mecz swojego klubu to nie jest szczególnie skomplikowana sprawa. Żadna to fizyka kwantowa.

Osoba niepełnosprawna potrzebuje zdecydowanie więcej pomocy. KKN tę pomoc oferuje rekordowej, nie tylko w polskich warunkach, liczbie osób.

— Pomagamy kilkuset osobom z niepełnosprawnością. Nie wiem, czy to pięćset, siedemset, czy tysiąc osób, ale nasz newsletter odbiera około tysiąca osób, naszego Facebooka śledzą cztery tysiące, a stronę internetową KKN-u odwiedziło już ponad sto tysięcy osób – mówi Paweł Parus, umieszczony w 2017 roku na „Liście mocy”, a więc w zestawieniu stu najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnością.

W naszym kraju, również dzięki pomocy KKN-u Śląska, istnieje już kilkanaście klubów kibiców niepełnosprawnych. Wrocławianie służą za wzór. Niedościgniony nie tylko dla innych polskich stowarzyszeń niepełnosprawnych kibiców, ale i dla kolegów z zagranicy. Sztandarowe osiągnięcie KKN-u? Ustanowiony, a później jeszcze poprawiony rekord świata w liczbie osób z niepełnosprawnością na jednym meczu piłki nożnej.

— Dowiedzieliśmy się o tym, że to rekord, na konferencji CAFE (Centre for Access to Football in Europe – Centrum Dostępu do Piłki Nożnej w Europie – przyp. red.) w Londynie. To było nieco ponad tysiąc osób na jednym meczu i dokładnie 1074 na drugim. Podchodziliśmy do księgi rekordów Guinnessa, ale jak się okazało, jak wiele trzeba wypełnić formalności, to uznaliśmy, że nie ma to sensu. Mamy ten rekord w sercach, w formie wydrukowanych biletów, nam to wystarcza — mówi Parus.

Reklama

32256307_10155392835355009_3921504333241253888_o

Do pobicia rekordu próbowali niedawno podchodzić Rosjanie, ale brakło im naprawdę sporo – na meczu kadry było około ośmiuset osób z niepełnosprawnościami.

By jednak na spotkaniu Śląska Wrocław z Piastem Gliwice w maju 2018 roku mogło się pojawić ponad tysiąc osób, by – jak wylicza Parus – zorganizować już łącznie ćwierć tysiąca różnych wyjazdów – nie tylko na mecze Śląska – KKN musiał w ogóle powstać. I w sprzyjających okolicznościach rozrosnąć się do naprawdę dużych rozmiarów. Początki były skromne, niepozorne.

— W 2008 roku Śląsk po wielu latach tułaczki awansował do ekstraklasy. Marketing klubu chwytał się różnych sposobów, by sprowadzić na stadion nowych ludzi. Między innymi zainteresował się tym, czy na stadionie mogłoby się znaleźć miejsce dla osób z niepełnosprawnościami. Z racji tego, że chodziłem już wcześniej na mecze Śląska, znałem 2-3 osoby, które robiły to samo, pomyślałem że niezłym pomysłem będzie założenie Klubu Kibica Niepełnosprawnego. Takich klubów powstało kilka – klub studentów i tym podobne. 28 października 2008 roku na konferencji prasowej ogłosiliśmy, że powstał KKN — opowiada Parus.

78572258_2705568222819891_5318952276063158272_o

Lawina ruszyła, w tym czasie Parus studiował dziennikarstwo sportowe, więc wszystkimi swoimi kanałami postarał się puścić informację w świat. Kilka tygodni później była już kilkudziesięcioosobowa grupa, od której wszystko się zaczęło.

Grupa tak mocna, dodajmy, że gdy budowano nowy wrocławski stadion pod kątem Euro 2012, zwrócono się do niej po konsultację w kwestii tego, co można zrobić inaczej, lepiej, by ułatwić osobom niepełnosprawnym dostęp do meczów.

— Gdy powstawał KKN, mieliśmy pełną świadomość, że przygotowujemy się do Euro i że stadion na Maślicach będzie wkrótce dostępny. Z radością przyjęliśmy zaproszenie do konsultacji tego stadionu. Okazało się, że kilka poprawek, które zasugerowaliśmy, udało się wprowadzić. Każda osoba na wózku wjeżdża na esplanadzie, po czym zajmuje miejsca w centrum, wśród innych kibiców. Wyjazd ze stadionu dzięki temu trwa minutę. Nie trzeba korzystać z wind, a jednocześnie wysokość jest na tyle fajna, że dobrze ogląda się spotkanie. Co ważne, miejsca dla osób na wózkach są zarówno w strefie „pikników”, jak i ultrasów, w sektorze rodzinnym czy VIP — mówi Parus.

70893413_2559496870760361_5292822201840435200_o

To był przeskok z malucha do Ferrari. Parus nie ma wątpliwości, że stadion Śląska to jeden z najlepiej, jeśli nie najlepiej przystosowany do przyjmowania kibiców niepełnosprawnych obiekt w Europie. Oporowskiej w tej kwestii trochę brakowało, choć KKN wraca tam zawsze z sentymentem. Tam przecież wszystko się zaczęło.

— Na dachu budynku klubowego na Oporowskiej powstał taras, dogadaliśmy się, że to będzie nasze miejsce. Z góry można było oglądać mecze, ale jednak budynek znajdował się poza zarysem trybun. Natomiast był dość wygodny, by zmieściło się tam kilkadziesiąt osób na wózkach. Osoby z iną niepełnosprawnością szły na trybuny, te na wózkach wraz z asystentami korzystały z dobrodziejstw tarasu na budynku klubowym — wspomina Parus.

Ale KKN to nie tylko mecze Śląska. To też wyjazdy na inne wydarzenia sportowe – żużel, siatkówkę, piłkę ręczną. To wspólne wakacje, wycieczki w góry. To… tworzenie tanecznej choreografii zaprezentowanej podczas wrocławskiego Sylwestra.

80825799_2777302832313096_975999956164804608_o

To też spotkania na Szewskiej, w siedzibie stowarzyszenia Kibice Razem, gdzie – jak sami mówią o sobie ludzie z KKN-u – przykuli się do grzejników i nie mają zamiaru wyjść.

— Zaprosiliśmy KKN na Szewską, pokazaliśmy przestrzeń. To fajna lokalizacja w centrum miasta, dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. To było centrum integracji dla tych osób, tam powstawały pierwsze projekty. „Na Szewskiej” stało się popularnym hasłem, każdy wie doskonale, co ono oznacza — mówi Jakub Kurowski z Kibice Razem. — We wtorki i piątki na Szewskiej spotykają się osoby z KKN-u. Mariusz Pawelec został ambasadorem Klubu Kibiców Niepełnosprawnych i przyciąga na piątkowe spotkania kolejnych piłkarzy. Ostatnio był na przykład Przemek Płacheta. Mieliśmy też cykl spotkań „Przepis na futbol”, na których pojawiały się osoby znane ze Śląska. Piłkarze, trenerzy, działacze.

I wcale nie jest tak, że większość osób spotykających się na meczach i na Szewskiej – jak mogłoby się wydawać – to mężczyźni.

— Proporcje są raczej 50/50. Ja sama nigdy nie byłam zagorzałym kibicem, ale chłopaki wyczuli we mnie coś fajnego, że potrafię coś zorganizować, zaufali mi. Mecze to dodatek, lubię wyjazdy, bo każdy to odrębna przygoda. Czasami spotkania są emocjonujące, wciągam się, zaczynam dopingować. Ale wiadomo, że i ploteczki z dziewczynami w trakcie meczu się zdarzają — mówi Martyna Mucha.

Najważniejsze w tym wszystkim jest bowiem to, by każdy czuł się w KKN-ie dobrze. By wyciągnąć osoby niepełnosprawne, które często zamykają się w domach, do ludzi. Pokazać, jak fajnie można spędzić czas z naprawdę wartościowymi ludźmi.

Parus: — Dzięki KKN-owi dzisiaj mogę powiedzieć, że niepełnosprawność, poza samodzielnym poruszaniem się, nie przeszkadza mi absolutnie w niczym. W realizacji marzeń, w spełnianiu się zawodowo, w kochaniu i byciu kochanym. Dziewiętnaście lat po wypadku wciąż mówię o sobie: szczęśliwy człowiek.

SZYMON PODSTUFKA

Wideo: MATEUSZ STELMASZCZYK

fot. NewsPix.pl/KKN Śląska Wrocław

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...