Reklama

Wreszcie obejrzeliśmy dobrą Cracovię

redakcja

Autor:redakcja

03 sierpnia 2019, 20:29 • 5 min czytania 0 komentarzy

Czy można już mówić o klątwie stadionu w Bełchatowie? Nie. W meczu z Cracovią Raków zagrał o niebo lepiej niż w spotkaniu z Koroną, w którym to – jak szczerze wyznał Tomas Petrasek w Weszłopolskich – częstochowian sparaliżował stres. Dziś nie było widać na boisku żadnej tremy. Po prostu – Cracovia okazała się zespołem bardziej wyrachowanym. Raków miał pomysł na grę, ale wyglądało to trochę jak bójka starszego brata z młodszym.

Wreszcie obejrzeliśmy dobrą Cracovię

“Pasy” przełamały się odnosząc pierwsze zwycięstwo ligowe w tym sezonie, choć swoje też mają za uszami. Czy wymyślimy proch na nowo pisząc, że arcygroźną bronią Rakowa są rzuty rożne? Nie, a Cracovia dopuściła do ośmiu wybić Rakowa z narożnika (to więcej niż jego poprzedni rywale, Korona i Jagiellonia, razem wzięci). I to właśnie po rogu gospodarze zdobyli swoją pierwszą bramkę. Wrzutkę udało się wyekspediować (pod nogi Sapały), strzał również (pod nogi Forbesa), przy dobitce Pesković nie mógł już się ani zająknąć.   

Ale strzelanie rozpoczęła właśnie Cracovia, choć wciąż kwestią sporną jest, czy do bramki trafił Hanca czy Azemović. Faktem jest, że gdyby nie rykoszet od serbskiego obrońcy (pierwszy raz w wyjściowym składzie, ale przewidujemy, że szybko zjedzie do boksu) piłka nie znalazłaby drogi do siatki. Nam bliżej do wersji, że strzał Hanki szedł w bramkę, więc gola zapisujemy Rumunowi. Otwierająca bramka to niejedyny popis pierdołowatości Azemovicia – w drugiej połowie dał sobie odebrać piłkę we własnym polu karnym w tak prosty sposób, że Marek Papszun do wysuszenia mu głowy będzie musiał użyć całego wachlarza wyrazów, jakie obcokrajowcy łapią po pierwszych tygodniach pobytu w Polsce. Sam Azemović powinien postawić Gliwie duże piwo, bo przytomnie skrócił w tej sytuacji kąt, dzięki czemu Piszczek niewiele mógł zrobić.

Do stanu 1:1 ciężko było wskazać, która drużyna podoba nam się bardziej. Generalnie jakości było sporo. Dawał ją nawet Lusiusz, co do którego mieliśmy po ostatnim występie spore obawy. Widać, że wyszedł na boisko pewny siebie i wykonywał pożyteczną robotę w środku pola. W akcjach ofensywnych pierwsze skrzypce grał van Amersfoort – można mówić, że w pewnych sytuacjach był niechlujny, ale gość ma tak dobrze ułożoną nóżkę, że wieszczymy mu dwucyfrową liczbę asyst. To on zresztą wypuścił Wdowiaka na kontrę, po której padł gol na 2:1. Skrzydłowy “Pasów” zaliczył wtedy – tak na oko – swoje pierwsze udane zagranie w meczu, bo do tej pory imponował tylko pasztetowym wykończeniem akcji. Piłka doszła do Lopesa, ten miał kilka metrów wolnej przestrzeni, Gliwa rzucił się w stronę bliższego słupka, a napastnik Cracovii posłał piłkę w przeciwnym kierunku. Warto dodać, że Raków zginął przy tej akcji od własnej broni – naiwnie wykonany rzut wolny sprawił, że rywal przechwycił piłkę i popędził z błyskawicznym atakiem.

Trzecia bramka krakowian to już znakomicie uderzony stały fragment. Siplak wrzucił na głowę pierwszego zawodnika, którym był Rapa, ten przedłużył piłkę i wpadła ona idealnie po długim słupku. Nie wiemy, czy dokładnie tak chcieli to rozegrać, ale wyszło kozacko.

Reklama

W Rakowie mógł się podobać Forbes, który stanął jeszcze przed dwoma okazjami. Jedną wykreował mu Dytjatjew (wybił piłkę zamiast oddać ją Pesoviciowi, z czego zrobił się smród, Kostarykanin uderzył z kilku metrów w bramkarza), przy drugiej pomógł Rapa (złe podanie otworzyło Forbesowi drogę do bramki, napastnik nawinął Dytjatjewa, strzelił sprzed pola karnego, lecz na posterunku był Pesković). Czujemy, że o sile fizycznej snajpera Rakowa będzie się mówiło w tym sezonie całkiem sporo, o czym przekonać się mógł – niestety, bardzo boleśnie – Siplak. Słowak przegrał pojedynek główkowy z rosłym rywalem, po którym upadł bezwładnie na rękę. Ta wygięła się w bardzo nienaturalny sposób. Siplak zwijał się z bólu i musiał zostać zwieziony z boiska karetką.

Życzymy zdrowia. Z perspektywy telewizora wyglądało to jak co najmniej kilka tygodni pauzy.

Co symptomatyczne, na placu gry po bolesnej kontuzji Siplaka nie zameldował się wcale Pestka, a Piszczek (napastnik, przy wyniku 3:1!), a miejsce na lewej obronie zajął Hanca (prawonożny skrzydłowy!). Nie wiemy, co lewy obrońca zrobił Michałowi Probierzowi, ale prawdopodobnie to materiał na budzący grozę reportaż śledczy. Mogłoby się wydawać, że w ten przykry sposób rozwiąże się problem Cracovii z młodzieżowcem, ale nos nam podpowiada, że większym zaufaniem niż Pestka będzie cieszył się w najbliższych tygodniach Diego Ferraresso – prawy obrońca, który z konieczności może zagrać na lewej stronie. Dziś znalazł się poza kadrą z powodu urazu, a piłkarz z kadry Michniewicza pojawił się na boisku dopiero w końcówce. 

Aha, poza kadrą znalazł się też dziś Bojan Cecarić. Wdowiak dał asystę, Hanca zdobył bramkę. Może czas wyleczyć się z tego pomysłu, panie Probierz?

Na minus spisał się dziś także inny debiutujący w pierwszym składzie Rakowa Serb – Andrija Luković. Być może ma dobrze ułożoną lewą nogę, ale dziś za każdym razem, gdy zabierał się za uderzenie bądź próbę podania, piłka płakała. Przestrzelił, gdy po aucie miał na nodze patelnię. Skiksował, gdy piłka znalazła się na jego nodze w polu karnym. Partner do pozycji numer dziesięć obok Miłosza Szczepańskiego wciąż musi się wyklarować.

Ale tak ogólnie fajne granie oglądaliśmy w Bełchatowie. Jeśli Raków będzie konsekwentnie trzymał się swojego stylu, może wnieść do ligi sporą wartość. A pogłoski o kryzysie Cracovii okazały się mocno przesadzone.

Reklama

screencapture-207-154-235-120-mecz-194-2019-08-03-20_07_46

Fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...