Reklama

Zbawiciele z rezerwy. Argentyna dopisuje do listy kolejną kompromitację

redakcja

Autor:redakcja

16 czerwca 2019, 02:31 • 4 min czytania 0 komentarzy

Jeśli to spotkanie – nominalnie jedno z najciekawszych starć fazy grupowej – miało w jakikolwiek sposób rozreklamować Copa America… Cóż, nie zdziwimy się, jeśli dla wielu będzie to pierwszy i ostatni kontakt z brazylijskim turniejem. Nie będziemy też szczególnie zaskoczeni, gdyby okazało się, że to pierwszy z zaledwie trzech kontaktów z Copa America 2019 reprezentacji Argentyny.

Zbawiciele z rezerwy. Argentyna dopisuje do listy kolejną kompromitację

Lionel Scaloni, który na stanowisku selekcjonera znalazł się przypadkiem, bo akurat był pod ręką, nie poukładał klocków tak, by choć sprawiać wrażenie człowieka z planem. Choćby na to, jak dostarczać piłkę do Messiego, by dać mu szansę, by w pojedynkę wygrał mecz.

No ale w sumie, to czego spodziewali się Argentyńczycy po gościu, który nigdy wcześniej nie prowadził żadnej seniorskiej drużyny? Który jeszcze cztery lata temu był piłkarzem Atalanty Bergamo? Przecież ktoś taki nie może w ramach swojej pierwszej roboty z seniorami dostać do rąk reprezentacji kraju z tak ogromnymi aspiracjami.

A nie, czekajcie, przecież mówimy o federacji, która w robieniu z siebie durnia już dawno osiągnęła mistrzostwo świata, nie dane jej na boisku. Która trenerowi kadry olimpijskiej nie tak dawno płaciła tak regularnie, że aż musiał pożyczać pieniądze od córek. Która nie chciała wziąć na siebie kosztów za ochronę drużyny narodowej, na co ze swojego portfela wykładał Leo Messi i która podczas Copa America 2016 prosiła piłkarzy o zakup z własnych pieniędzy biletów lotniczych i posiłków. Nagle zatrudnienie takiego fachury jak Scaloni brzmi jak najbardziej prawdopodobnie.

Długo, bardzo długo wydawało się, że piłkarze jednych i drugich zawiązali w tunelu jakiś przedziwny pakt o nieagresji. Oczywiście, wiemy, że liczba rozczarowujących występów Albicelestes w ostatnich latach jest wyższa niż liczba pięter w Pałacu Kultury. Że liderzy kolumbijskiej ofensywy – James Rodriguez i Radamel Falcao – mają za sobą rozczarowujące rozgrywki. Jeden nie przekonał władz Bayernu do transferu definitywnego, drugi prawie spadł z Monaco z ligi.

Reklama

Ale gdybyście mimo to powiedzieli nam, że w starciu, w którym po jednej stronie biegają Messi, Aguero czy Di Maria, a po drugiej wspomniany duet wspierany między innymi przez Juana Cuadrado, pierwszego celnego strzału doczekamy się w 59. minucie – no nie dalibyśmy wiary. Tym bardziej, że Franco Armani, próbując na siłę grać od tyłu mimo pressingu Los Cafeteros, sprezentował przeciwnikom znakomitą szansę na gola. No, co najmniej na celne uderzenie. Nic z tego.

Jaki to był mecz najdobitniej symbolizowała zmiana dokonana przez Carlosa Queiroza w drugiej połowie, przy stanie 0:0. Za Cuadrado, piłkarza ze wszech miar ofensywnego, zdecydował się wprowadzić kolekcjonera kartek, Jeffersona Lermę z Bournemouth. Gościa, który w dwóch ostatnich sezonach w klubie obejrzał żółty kartonik 29 razy. Zwarć o stykowe piłki, wynikających z niechlujnego przyjęcia, było bowiem co nie miara. Spóźnionych wślizgów, przepychanek w środkowej strefie, jak w modelowym ekstraklasowym „meczu walki”. A w takich Lerma odnajduje się zdecydowanie najlepiej.

Okazało się jednak, że i zmiana Lermy, i dwie pozostałe, jakich dokonał Queiroz, zadecydowały o wyniku spotkania. Już w pierwszej połowie, z konieczności, w miejsce Luisa Muriela musiał wprowadzić Rogera Martineza. Natomiast w drugiej części meczu, widząc bezproduktywnego Falcao, dał się wykazać wicekrólowi strzelców Serie A Duvanowi Zapacie.

Trafił w dziesiątkę. Pierwszy cios wyprowadził Martinez, w dodatku właśnie wtedy, gdy Argentyna zaczynała napierać i oddała w krótkim odstępie czasu trzy (!!!) celne strzały na bramkę Ospiny, w tym dwa – z dystansu Paredesa i z bliska głową Otamendiego – naprawdę groźne. Niemal skopiował bramkę Evertona na 3:0 z meczu Brazylii z Boliwią i sprawił, że mieliśmy choć jeden powód do zapamiętania tego wątpliwej jakości spektaklu.

Duvan Zapata zwieńczył dzieło w momencie, gdy Albicelestes jakby wierzyli już mniej. Przewaga osiągnięta tuż przed golem na 1:0 zdążyła się rozmyć. Trudno jednak mówić o jakimś wielkim przejęciu inicjatywy przez Los Cafeteros. Kolumbijczycy po prostu stworzyli drugą okazję w meczu, gdy Lerma dograł przed bramkę do Zapaty, który w sezonie 18/19 takich szans po prostu nie zwykł marnować.

Kolumbijczycy w Salvadorze doczekali się swoich zbawicieli (z portugalskiego salvador to właśnie zbawiciel) – Carlos Queiroz miał ich wszystkich u swojego boku, gdy siadał na ławce rezerwowych. Argentyńczycy zaś zrobili krok w stronę piekła. Bo można sobie wyobrazić, jak piekielnie trudno wracałoby się do domu już po fazie grupowej. Z turnieju, na który wielu fanów przyjechało nie tylko wspierać swoich, ale i wyśpiewać Brazylijczykom w twarz, jak doskonale pamięta się w ojczyźnie Diego Maradony słynne Mineirazo.

Reklama

Żeby zaraz się nie okazało, że oni też będą mieli co latami wypominać ekipie Scaloniego.

Argentyna – Kolumbia 0:2
R. Martinez 71’, D. Zapata 86’

fot. NewsPix.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...