Lewandowski jest boski. Ale w kadrze – lewy

redakcja

Autor:redakcja

06 czerwca 2014, 19:46 • 3 min czytania

Reklama
Lewandowski jest boski. Ale w kadrze – lewy

To prawda, że w Europie nie ma już słabych. Nie ma, jeżeli patrzymy z naszej perspektywy kogoś, kogo przez godzinę gnębią Litwini pozbawieni ośmiu podstawowych zawodników. A mówimy przecież o kraju, w którym piłkarzy pewnie jest ze stu, a zarabia dwudziestu – ci zdolniejsi bowiem zamiast żonglować i strzelać, kozłują oraz rzucają. Z powodzeniem zresztą. Mamy nie najgorszych piłkarzy, lecz tragicznie słabą reprezentację. Bo pokażcie nam drugi taki kraj, który ma gości w największych zespołach na świecie, a gra równie chujowo…
Pontoniarze – w taki właśnie sposób najczęściej podsumowywano występ biało-czerwonych w pierwszej połowie. Licznik, tykający od czasu, kiedy protegowani Nawałki ostatni raz trafili do siatki. A nie, oni jednak strzelili dopiero teraz… W sumie – 10,5 godziny. Co można zrobić w tym czasie? فadować nad poprzeczką albo prosto w bramkarza – jak nowy napastnik Bayernu Monachium. „Lewandowski jest boski” – transparent, przygotowany najpewniej przez rozemocjonowaną nastolatkę, swoim przekazem nie pozostawiał żadnych złudzeń. I rzeczywiście, Robert jest boski. Ale w kadrze – co najwyżej lewy. Dziś, przy tylu szansach, powinien był machnąć hattricka, co i tak byłoby minimum przyzwoitości, nie zaś wygórowanym życzeniem. A strzelił jednego, z karnego.

Reklama

To był test generalny przed Gibraltarem. Pontony, golfy, ręczna… Cóż, mamy nadzieję, że ta cała integracja nie poszła na marne i chłopaki chociaż dobrze się bawili, trochę zabalowali, dlatego dzisiaj, poza kapitanem, setek raczej unikali. Spokojnie, nie będziemy was prosić, byście szybko i wyraźnie wyartykułowali słowo: GIB-RAL-TAR. Oni też wygrali, z Maltą, nie tracąc gola. Seria zwycięstw z rzędu jest tak samo wyśrubowana, jak wasza – wynosi dokładnie jedno.

Strasznie drażniło nas, że zawodowy piłkarz potrafi doskonale ułożyć włosy i pieczołowicie dbać o to, by żaden kosmyk nie był ułożony przypadkowo. Założyć odpowiednie buty – do tego zadania – zdawałoby się – również nie potrzeba Nobla z chemii. Odpowiedni dobór korków jest dla kopacza futbolówki czymś równie oczywistym, co dla taksówkarza zatankowanie auta, a dla listonosza zabranie torby z kopertami. Logiczne, prawda? A nasi buty mają fajne, kolorowe, tylko co z tego, skoro raz po raz się w nich ślizgają? Ba, oni się walili jak domy w Afganistanie, jeden po drugim.

Taktyka. Milik w parze z Lewandowskim, czyli jeden robi miejsce drugiemu. W końcówce ta współpraca nie wyglądała źle, jednak wcześniej na dobrze znanych nad Wisłą Kijanskasa i Andruskeviciusa – zupełnie nie wystarczała. Brzmi to niewiarygodnie, boli, drażni – ale jest zajebiście prawdziwe. Groteskowość sytuacji najlepiej podkreślił Wilusz – środkowy obrońca wyjątkowo pewny. Pewny tego, że nie powinno go tutaj być, chyba że na trybunach, odzianego w biało-czerwoną koszulkę, z okolicznościową czapeczką oraz flagą na policzku. Przy nim skrzydłowi z Litwy wyglądali niczym rasowi sprinterzy z Jamajki. I nie chodzi o kolor…

Polacy mozolnie i z godną podziwu konsekwencją podawali wzdłuż linii środkowej, może czasami odrobinę za lekko. Raz, dwa, trzy – jak w siatkówce – i zdziwieni, że skoszarowane na własnej połowie litewskie linie pomocy i obrony nie rozeszły się ani trochę. Więc podawali do Rybusa, a ten – hop – w dziwaczny, całkowicie niezrozumiały drybling na dwóch-trzech przeciwników, którzy czytali go za każdym razem. Albo w sumie – po prostu stali, czekając aż sam na nich wpadnie. Wystarczyło, że gracz Tereka raz tylko podniósł głowę, po czym dośrodkował, by Lewandowski mógł zdobyć bramkę…

Reklama

No nic. Było przykro, momentami wstyd. I coś nam się wydaje, że to uczucie będzie Polakom wiernie towarzyszyło przez całe następne eliminacje.

Fot.FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków ogłosił kolejnego zawodnika. Znamy szczegóły [NEWS]

Duda  &  Janczyk
3
Raków ogłosił kolejnego zawodnika. Znamy szczegóły [NEWS]

Weszło

Reklama