Przybyłko: – „Długa piła na Kacpra, on powalczy i zgra głową”. Nienawidziłem tego

redakcja

Autor:redakcja

06 czerwca 2014, 13:00 • 8 min czytania

Reklama
Przybyłko: – „Długa piła na Kacpra, on powalczy i zgra głową”. Nienawidziłem tego

W kadrze U-21 jest pierwszym po Miliku, wskakującym do podstawowego składu, kiedy Marcin Dorna nie może skorzystać ze swojego podstawowego napastnika. Przed tygodniem 21-letni Kacper Przybyłko rozstał się z FC Koeln i podpisał długi kontrakt z Greuther Furth, w którym zamierza powalczyć o Bundesligę. A zwłaszcza o możliwość regularnych występów. – W Kolonii, gdy wchodziłem na ostatnie 10 minut, przy słabym wyniku, trener zawsze mówił: „Teraz możecie grać na Kacpra. Długa piła, on powalczy i zgra głową”. Nienawidziłem tego. Furth prezentuje bardzo fajną, ofensywną piłkę. Do tego w młodym składzie – 20, 22, 24 lata. Wydaje mi się, że pod tym względem to klub idealny dla mnie – mówi w rozmowie z Weszło.

Reklama

Z jednej strony, przed tygodniem zaliczyłeś sportowy awans, z drugiej chwilę wcześniej spadłeś z Arminią do trzeciej ligi. Z klubem, z którym z pewnością się identyfikujesz.
– Oczywiście. Szczerze, byłem w szoku, kiedy to się stało. Moi rodzice pochodzą z Wrocławia, do dziś mam tam rodzinę. Wujek z ciocią prowadzą fajny hotel w Rewalu, inni są rozsiani po świecie – mieszkają w Irlandii czy w Londynie, ale ja sam od zawsze byłem związany z Bielefeld. Urodziłem się tam, kiedy moi rodzice wyjechali z Polski. Grałem w Arminii przez 12 lat. Dopóki nie zmieniłem klubu, to było moje miejsce.

Czyli ten spadek to też coś osobistego.
– Jasne. Arminia pozwoliła mi się wypromować. Dopiero jak strzeliłem bodajże 18 goli w 15 meczach rezerw, trafiłem do Kolonii. Po to też wróciłem później do Arminii, żeby móc jej pomóc. Dawałem z siebie wszystko. W ostatnim meczu strzeliłem dwa gole z Dreznem. Dostaliśmy się do baraży…

I zaczęła się karuzela.
– No tak. Na wyjeździe wygraliśmy 3:1. Wszyscy myśleli, że jest po wszystkim. U siebie miało już pójść łatwo, a wyszło całkiem na odwrót. Przegrywaliśmy 1:3, doszło do dogrywki. Strzeliłem gola na 2:3 i praktycznie ostatnia akcja meczu przesądziła o tym, że spadamy. Pech. Darmstadt w jednym meczu zdobyło trzy bramki z 20 metrów. Czasem strzela się dwadzieścia razy i nic, a im w tym dniu wpadało wszystko.

Byłeś już w tym czasie dogadany z Greuther Furth?
– Nie, w trakcie sezonu zupełnie o tym nie myślałem.

Reklama

Ale jasne było, że w trzeciej lidze nie zostaniesz.
– Myślę, że udowodniłem, że potrafię grać przynajmniej w drugiej. Nadaję się do niej. Z tego, co mówił mi menedżer, w Furth chcieliby mnie nawet, gdyby udało im się awansować do Bundesligi. Szkoda, że przegrali baraż z HSV. Chociaż z drugiej strony, jeszcze rok w 2. Bundeslidze może mi się przydać.

Nie było szans na powrót do Kolonii?
– Była.

No to o co poszło?
– Powiedzieli mi, że jeśli chcę, to mogę jeszcze raz spróbować. Ale nawet mój menedżer uważał, że będzie lepiej jak pogram w drugiej lidze. W moim wieku piłkarz uczy się tylko na boisku. Siedzenie na ławce w Bundeslidze mnie nie interesuje.

Ostatecznie to bardziej Koeln zrezygnowało z ciebie, czy ty z Koeln?
– To była moja decyzja. Tak samo jak wypożyczenie do Arminii. Trener nie był za tym, ale bardzo chciałem. Skoro byłem zdecydowany odejść, to stwierdzili, że nie będą rzucać mi kamieni pod nogi. Nie ma czego żałować. Lepiej, żebym gdzieś indziej wykorzystał swoją szansę. W Kolonii nie jest łatwo. Grają Patrick Helmes i Anthony Ujah. Teraz po awansie sprowadzają kolejnych napastników, więc konkurencja będzie jeszcze większa. A ja jeszcze przed wypożyczeniem do Arminii miałem wrażenie, że trener w Koeln na mnie nie postawi. Nie zamierzam niczego na niego zwalać, ale wiem, że byłoby trudno.

Reklama

W rezerwach FC Koeln w ostatnim sezonie grał twój brat bliźniak.
– Starszy brat, dosłownie o jedną, może dwie minuty. Teraz idzie ze mną do Greuther Furth. Na razie będzie grał w rezerwach, na defensywnym pomocniku, ale jestem o niego spokojny.

Sportowa rodzina.
– Wszyscy bracia i rodzice. Mama była lekkoatletką, bardzo dobrą. Biegała i skakała w dal, a ojciec grał w piłę. Miał nawet szansę zadebiutować w pierwszej drużynie Arminii. Ja i wszyscy moi bracie też od razu zostaliśmy zapisani do klubu. Tylko ze rodzice mieli pecha, po wypadku samochodowym musieli wcześnie skończyć z zawodowym sportem.

Oboje?
– Tak, dawno temu.

Ile się dziś w Europie skacze wzwyż? Drugi z twoich braci powinien się nieźle orientować. Podobno nieźle rokuje.
– W piłce mu nie wyszło, więc spróbował się odnaleźć w lekkiej atletyce. Jego rekord to na razie 2,24. Jeszcze parę centymetrów i może się zakwalifikować na mistrzostwa świata. Na co dzień trenuje w Bayerze Leverkusen.

Reklama

I co ciekawe, reprezentuje Niemcy. Czemu?
– Myślę, że on wolałby reprezentować Polskę, ale to Niemcy zgłosili się do niego i chcieli mieć u siebie.

Do ciebie Niemcy się nie zgłaszali?
– Zgłaszali. Jeszcze w Arminii U-15, ale jak raz zdecydowałem się na Polskę, tak się tego trzymam. Nawet kiedy jeszcze później, w wieku 16 czy 17 lat, mnie o to pytali, nie byłem zainteresowany. Równie dobrze mógłbym wtedy wybrać Niemcy, ale ja zawsze miałem polski dom, rodziców Polaków. Ferie, wakacje zawsze w Polsce. Sam nauczyłem się języka – pisać, czytać. Chciałem umieć własny język. Poza tym pamiętam, że skauci Macieja Chorążyka zgłosili się do mnie bardzo wcześnie i zachęcali do gry w kadrze.

Na dziś twoja pozycja w kadrze U-21 wydaje się być dość klarowna. Arek Milik – numer jeden, później ty. Korzystasz głównie na jego nieobecności. Tak jak w środę z Bośnią.
– Tak to na razie wygląda… Póki co w pierwszym składzie grałem tylko wtedy, kiedy nie było Arka, na przykład z Portugalią. Ale trener zawsze podkreśla, że w drużynie musi być konkurencja.

Środowym meczem z Bośnią raczej nie przysporzyłeś Marcinowi Dornie bólu głowy.
– Termin był już trochę po sezonie, niektórzy nie trenowali od dłuższego czasu. Inni trzy dni wcześniej mieli mecze w Polsce. Może dlatego nie wyglądało to tak dobrze, ale ogólnie jestem zadowolony. Walczyłem, rozgrywałem piłki. Trochę zabrakło bramki.

Reklama

Miałeś idealną sytuację w końcówce.
– Była do strzelenia. Może we wrześniu z Grecją uda się zrehabilitować…

Dobrze, że Milik odchodzi z Augsburga do Ajaksu?
– Nie wiem. Pewnie miał swoje powody. Ja trochę się zdziwiłem.

Czemu?
– Ł»e nie został w Niemczech… Ale to jest jego decyzja i to on powinien wiedzieć czemu. Ja koncentruję się na sobie. Można powiedzieć, że sezon dopiero się dla mnie zaczął, bo w Arminii prawdziwą szansę dostałem tak naprawdę w lutym. Teraz może jakiś krótki urlop, ale już 21 czerwca mam być w Greuther Furth.

Pograsz?
– Zobaczymy. Mają jednego bardzo dobrego napastnika. Teraz słyszę, że jeszcze z Bremy ktoś przychodzi. Iliza Azemiego ciężko będzie wygryźć, bo miał udany sezon, dobrze zna się z drużyną. Ale Furth gra dwójką napastników, więc zawsze mogę być tym drugim.

Reklama

Miałeś ciekawsze opcje?
– Ciekawszych nie było, moim zdaniem. Od razu chciałem iść do tego klubu. Grałem w 2. Bundeslidze i widziałem, że prezentują bardzo fajną, ofensywną piłkę. Do tego w młodym składzie. 20, 22, 24 lata. Wydaje mi się, że pod tym względem to klub idealny dla mnie.

W Koeln długo byłeś najmłodszy w kadrze.
– Cały czas, dopóki nie odszedłem. To też nie było fajne, bo patrzyli na mnie i myśleli: młody, on się jeszcze musi uczyć. Niech siedzi na ławce, będziemy mu dawać szanse po parę minut.

Akurat w Niemczech nie brakuje klubów, które jeśli mają klasowego młodzieżowca, to po prostu na niego stawiają.
– Mówię tylko o swoich odczuciach. W Arminii czułem się bardziej potrzebny i doceniany. Zwłaszcza kiedy przyszedł nowy trener Norbert Maier. Zaufał mi, widział, że mogę grać od początku.

Zadowala cię dorobek bramkowy z Arminii? Świetny debiut – 20 minut i dwa gole St. Pauli, w międzyczasie jeszcze jeden i później dopiero dwa gole z Dreznem w ostatnim meczu.
– Mógł być lepszy, ale ja tam też nie miałem aż tak dużo czasu. Pewniakiem do gry był Fabian Klos. Powiedzieli mi, że umiem prowadzić piłkę i mam wystarczająco szybkości, żeby grać na skrzydle. W akcjach ofensywnych miałem schodzić do środka, ale też dużo broniłem, więc tych okazji nie miałem zbyt wiele. Ogólnie, jestem bardzo zadowolony z tych ostatnich miesięcy.

Reklama

Twój brat mniej więcej rok temu był na testach w Radomiaku Radom.
– Chciał spróbować, ale okazało się, że ma szansę grać w rezerwach FC Koeln, być blisko mnie, więc zrezygnował.

Ty o Polsce nie myślałeś?
– Myślałem, nawet kilka razy. Ale ta piłka w Niemczech nie jest aż tak ciężka, żebym miał sobie nie poradzić. Mam jeszcze trochę czasu. Uważam za swój atut, że byłem szkolony w Niemczech, gdzie trzeba biegać, gra się agresywnie, ale też taktycznie, dużo myśleć. Trzeba być inteligentnym napastnikiem.

Nieraz podkreślałeś, że mimo dobrych warunków fizycznych, nie jesteś zawodnikiem, do którego powinno się grać tylko górne piłki.
– W Kolonii, jak wchodziłem na ostatnie 10 minut, przy słabym wyniku, trener zawsze mówił: „Teraz możecie grać na Kacpra, długa piła, on powalczy, zgra głową”. Nienawidziłem tego. Wolałbym czasem mieć piłkę przy nodze. W Arminii wreszcie mogłem.

Ale i w Koeln, mam wrażenie, były takie momenty, że wydawało ci się, że jesteś blisko podstawowego składu, już tuż, tużâ€¦
– Wiele razy. Myślałem sobie: „o, udało mi się strzelić bramę, teraz pójdzie”. Miałem taką ważną, przeciwko Aalen, kiedy po raz pierwszy awansowaliśmy na trzecie miejsce. Słyszałem dużo pochwał, nawet od Toniego Schumachera, ale tak naprawdę na poważnie nigdy tej szansy nie dostałem.

Reklama

Rozmawiał PAWEف MUZYKA

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków ogłosił kolejnego zawodnika. Znamy szczegóły [NEWS]

Duda  &  Janczyk
3
Raków ogłosił kolejnego zawodnika. Znamy szczegóły [NEWS]

Weszło

Reklama